Wróć do katalogu

Kamień i Zaraza

meteoryt mutuje wirusa grypy, wybucha epidemia...Widziane oczyma zwykłego czlowieka

maja102, opublikowano , 28 min czytania, 4,7 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

KAMIEŃ I ZARAZA

12 maja 2008

Nie wiem od czego zacząć... nazywam się Maggie Swinton. Siedzę w samolocie i lecę nad Atlantykiem. Mój syn Tommy śpi zmęczony na siedzeniu obok. Świat się kończy. To zaczęło się dwa miesiące temu. I nikt nie podejrzewał, do czego doprowadzi… W marcu uczeni odkryli, że spadnie na nas mały meteoryt. Niby nic takiego. Kamyk wielkości piłki futbolowej miał upaść gdzieś we Wschodniej Europie albo w Azji. Nikt się tym specjalnie nie przejął. Co najwyżej mieszkańcy paru wiosek mogli mieć kosmiczne fajerwerki. I na tym miało się skończyć. Nie skończyło...

Meteoryt spadł nad ranem 23 marca 2008 roku do słonego Jeziora Tengiz w Kazachstanie. Komuś udało się nagrać jego upadek aparatem w telefonie komórkowym. To nagranie o kiepskiej jakości wszyscy znali potem na pamięć, stacje informacyjne powtarzały je setki razy. Płonąca kula wpadająca do jeziora, wzbijająca przy tym pięciometrowe fale i kłęby pary. Nadlatujące przeznaczenie dla Ziemian. Ale wtedy nikt jeszcze o tym nie wiedział. Sama tamtego dnia nie miałam pojęcia, co się akurat wydarzyło gdzieś tam w Azji, tysiące mil od mojego domu w Luton. Z właściwą Anglikom ignorancją po prostu przespałam moment, w którym ważyły się losy świata. Obudziłam się jak zwykle o siódmej rano. Od czasu rozwodu z Chandlerem mieszkałam sama. Mieliśmy tylko jedno dziecko, ośmioletniego syna Tommy’ego. Miałam odwieźć go do szkoły, jak robiłam to codziennie, jadąc do pracy. Po zajęciach zwykle wracał do domu szkolnym autobusem, za wyjątkiem czwartków, kiedy miał zajęcia na basenie. Mój syn świetnie pływa. Nauczyciel wychowania fizycznego planował trenować jego zdolności, a potem pojechać z nim na zawody międzyszkolne. Nie zdążył.

Meteoryt spadł, panował spokój. Cisza przed burzą. Pojechałam w tamtym czasie na weekend do brata w Londynie. George i jego żona Ann jak zwykle przyjęli mnie ciepło. Mieli dziewięcioletniego syna Hugh, z którym Tommy uwielbiał się bawić. – Chandler chce się częściej widywać z Tommy’m – powiedziałam przy kolacji, kiedy chłopcy zjedli już i poszli się bawić do pokoju Hugh. – Nie pozwolą mu na to. Wcześniej powinien iść na odwyk – odparła Ann. – Powiedział przy ostatniej wizycie, że zamierza zapisać się na kurację, a potem złożyć w sądzie pozew o odzyskanie praw rodzicielskich. To jest właśnie najgorsze. Przy stole zapadła cisza. W końcu odezwał się George: – Nie martw się tym. Sąd nie pozwoli mu na zbyt wiele. Dobrze wiedzą, jaki on jest. – Wiem o tym, i to mnie podtrzymuje na duchu. Tommy nie powinien się z nim zadawać, pomimo, że to jego ojciec. Brat mi przytaknął. Zawsze trzymał moją stronę, teraz też. Skąd mogłam kilka lat temu wiedzieć, że człowiek, za którego wychodziłam, okaże się pijakiem i damskim bokserem. To chyba wtedy zaczęły pojawiać się pierwsze informacje o nieznanej chorobie, która zaatakowała mieszkańców Astany. Przełom nastąpił, w tym dniu, w którym London Post na pierwszej stronie zamieścił artykuł o wytłuszczonym tytule „Epidemia wybiła ludność Astany!”. Wtedy świat zwrócił oczy na stolicę Kazachstanu i na to, co się w niej działo. Relacje prasowe wydawały się nieprawdopodobne, ludzie nie wierzyli, że wyginęło całe miasto. Ale fakty mówiły same za siebie – na ulicach Astany nie miał już kto grzebać trupów, bo mało który mieszkaniec ocalał. W Azji, kolebce grypy, narodził się najbardziej zabójczy z jej wirusów. Ekipy naukowców z całego globu zaczęły się interesować „chorobą z Astany”, jak ją roboczo nazwano. Dopiero potem, po odkryciu powiązań z meteorytem i jeziorem, ochrzczono ją „grypą Tengiz”, lub jeszcze bardziej złowieszczo „zarazą Tengiz”.

● ● ●

– George, wstawaj! Nie czas na drzemkę! – powiedział profesor. Mężczyzna otworzył oczy i zaskoczony rozejrzał się wokół nieco nieprzytomnym wzrokiem. Przed sobą ujrzał komputer i notatki. Zorientował się, że zasnął przy swoim biurku w instytucie. Spojrzał na zegarek – dochodziła północ. – Pójdę po jeszcze jedną kawę – mruknął, wstając dość niechętnie. Wrócił z kuchni i zasiadł przed monitorem. Znów wykresy, schematy, tabele biologiczne, farmaceutyczne oraz wyniki badań. A do odkrycia, co to za zarazek atakuje w Azji i jak się przed nim chronić, wciąż daleko. George był asystentem doktora Thompsona, najlepszego epidemiologa w całym Zjednoczonym Królestwie. Od kilku tygodni pracowali od świtu do zmierzchu nad badaniem zarazy z Azji, a doktor pozostawał ciągłym kontakcie z wybitnymi specjalistami z całego świata. Na następny dzień przewidziana była międzynarodowa wideokonferencja, zorganizowana przez chińskich naukowców. Uczestniczyli w niej też biolodzy i epidemiolodzy z Japonii, Stanów, Francji i Kanady oraz kilku wybitnych specjalistów pracujących dla wielkich koncernów farmaceutycznych. Najwięcej do przedstawienia mieli uczeni z Chin i Japonii. Byli najbliżej choroby i najlepiej ją zbadali. Oczywiście na tyle, na ile tylko udało im się przeprowadzić badania – zarazek był wyjątkowo zaraźliwy i niebezpieczny. Po przedstawieniu początkowych materiałów, przystąpiono do omawiania objawów choroby. – Z powodu dużego ryzyka zarażeniem, nie przeprowadzono jeszcze dokładnych badań na miejscu. Trzech naszych naukowców, w tym doktor Lin, wyjechało wczoraj do Kazachstanu, więc liczymy na dokładniejsze wyniki, które zostaną zebrane na miejscu – mówił prof. Chang z Pekinu – Jak udało nam się ustalić, choroba objawia się początkowo wysoką gorączką. Potem chory staję się rozdrażniony, nerwowy, agresywny. Pojawiają się bóle głowy i mięśni. Oprócz przekrwionych oczu i zapalenia spojówek, charakterystyczne są problemy z oddychaniem i duszności. Zarazek atakuje układ oddechowy i nerwowy, osoba zarażona nie działa racjonalnie, jest agresywna i niebezpieczna, kaszle i pluje krwią, ma sińce na całym ciele. Końcowym stadium są liczne krwotoki wewnętrzne. Potem następuje śmierć. Od zarażenia do zgonu mija około tygodnia. – Czy wiadomo już, co powoduje chorobę? – spytał badacz ze Stanów. – Nie udało nam się tego jeszcze ustalić. Czekamy na wyniki od doktora Lin.

Po tygodniu odbyła się kolejna wideokonferencja. Była połowa kwietnia. – Panowie, jak już wam wiadomo, Astana została objęta kwarantanną. – oznajmił chiński naukowiec. – Epidemia zabiła już połowę ludności miasta. Władze Kazachstanu ogłosiły stan wyjątkowy, z innych krajów płynie pomoc dla stolicy państwa. Proszę profesora Chang, aby przedstawił wyniki badań nad chorobą. – Szanowni państwo, przedstawię wyniki badań przeprowadzonych w Astanie przez doktora Lin. Nie są one kompletne. Niestety, śmierć doktora w wyniku zarażenia, przerwała jego badania. Pomimo zachowania wszystkich nowoczesnych środków bezpieczeństwa, nasz epidemiolog zaraził się i zmarł. Niebezpieczeństwo jest większe niż przypuszczaliśmy. Na podstawie materiałów przesłanych przez doktora Lin ustaliliśmy, że przyczyną zarażeń jest nowy, zmutowany wirus grypy typu A. Nie zbadano jeszcze jego RNA ani typów białek tworzących otoczkę białkową. Podejrzewamy zmiany w budowie hemaglutyniny. Nie udało nam się ustalić pochodzenia mutacji, ale w relacjach miejscowej ludności powtarza się często nazwa jeziora Tengiz i jego okolic, jako ogniska choroby. Dlatego szczep został roboczo oznaczony jako A/Tengiz/25/2008. Dzień później doktor Thompson wyszedł poruszony ze swojego gabinetu. – George, przefaksuj zaraz te dane do doktora Miyang. I oczekuj na maila od chińskich epidemiologów, który może nadejść w każdej chwili. Jak tylko go otrzymasz, daj mi znać. Ja idę zrobić sobie kawy. Czeka nas długa noc. Zaraza zabiła już ponad połowę ludzi w Karagandzie. To paskudztwo rozprzestrzenia się szybciej niż przypuszczaliśmy – dodał.

● ● ●

– Mamo! Widziałaś? – zapytał Tommy. – Co, kochanie? – Oderwałam się od gotowania. – W telewizji pokazują jakiś meteoryt, co teraz zabije wszystkich Ziemian! – Synku, co ty opowiadasz? – No to chodź tu i sama zobacz. Nie zapomnę dnia, w którym pierwszy raz zobaczyłam nagranie, na którym widać, jak meteoryt wpada do kazachskiego jeziora. Teorię o kosmicznych zarazkach początkowo głosiło tylko kilku nawiedzonych dziennikarzy, szukających sensacji. Szybko jednak została ona podchwycona przez opinię publiczną. Tego samego dnia podano w telewizji, że Kazachstan objęty został kwarantanną, a epidemia ogarnęła już cały kraj. Chińskie władze nakazały strzelać do nielegalnych uchodźców. Powoli Kraj Środka ogarniała panika. Nikt nie przypuszczał jak szybko ogarnie ona cały świat… Z początku nie wierzyłam w doniesienia prasowe. Aby się uspokoić, co do ich bezzasadności, zadzwoniłam do brata. Skończył biotechnologię, a teraz pracował w Londynie dla znanego epidemiologa. – Cześć, George. Tu ja, Maggie. – Cześć! Co u ciebie? – U mnie wszystko ok. Tommy ostatnio trochę rozrabiał, ale nie zrobił sobie krzywdy. Na razie. – Kochany urwis! – I wiesz, jak bardzo cię lubi i ciągle pyta o wujka. Kiedy nas odwiedzicie? – Najszybciej jak tylko będziemy mogli! – Więc czekamy na was z niecierpliwością. – powiedziałam. – Niestety, to nie będzie takie łatwe. Jestem teraz bardzo zawalony robotą. – No właśnie, George… Czy wiesz coś o tej zarazie z Azji, o której tak krzyczą media? Zaczyna mnie to martwić… – Na razie wszyscy nad nią pracują. Ale nic się nie martw. Już niedługo zostanie wynaleziony skuteczny lek i wszystko będzie dobrze. Jego spokojny głos dodał i otuchy. Dopiero później dowiedziałam się, że George kłamał, aby mnie uspokoić. – Naprawdę? – Oczywiście, najlepsi specjaliści z całego świata już się tym zajmują od dawna. Nic się nie martw i nie przejmuj tym, co piszą w gazetach i mówią w telewizji. Dziennikarze lubią przesadzać. – Dzięki, uspokoiłeś mnie. To kiedy nas odwiedzicie? – Jak tylko będę mógł. Zadzwonię i dam ci znać. – Ok, czekamy na was z Tommym. – Muszę już wracać do pracy. Miłego dnia! – Miłego dnia i do zobaczenia,! Oby szybko! Wtedy nawet nie śmiałam przypuszczać, w jakich okolicznościach przyjdzie nam się spotkać znowu.

● ● ●

George wpadł rano do pracy. – Doktorze, czy to prawda? To, co piszą i o czym mówią? Doktor Thompson podniósł na niego zmęczone spojrzenie, porządkując dokumenty na biurku. – Tak, George, to dzieje się naprawdę. Nie wiem jak rozprzestrzeniło się tak szybko. To chyba zły sen… Asystent stał przez chwilę w ciszy, myśląc o epidemii. Wciąż nie mógł uwierzyć. Media podały rano, że zaraza ogarnęła w ciągu dwóch dni połowę Chin, Uzbekistan, Kirgistan i południową część Rosji, graniczącą z Kazachstanem. Stary Świat powoli ogarniała panika. – Pakuj się George, przenosimy się do ministerstwa obrony, zarządzili tam sztab specjalny. Nie nazwali go kryzysowym, ale wszyscy wiedzą o co chodzi… Po południu byli już w budynkach rządowych. W naprędce zorganizowanym biurze George nie czuł się dobrze. Tylu wokół urzędników, do tego atmosfera niepokoju. Wiedział od razu, że nie będzie mu tutaj łatwo skupić się na pracy. – George, przygotuj konspekt z materiałów, które do tej pory zebraliśmy i wydrukuj w kilku egzemplarzach. Po południu mam przedstawić je wiceministrowi. Prezentacją sam się zajmę. Asystent zabrał się do pracy. Sytuacja powoli zaczynała go przerażać. To już nie badanie jakiejś choroby gdzieś na końcu świata. Nawet władze państwowe poczuły zagrożenie. Zaraza rozprzestrzenia się tak szybko… Jak to możliwe? Przenosił się szybciej, niż prognozowali naukowcy. Nie nadążali z badaniami na bieżąco. I czy to naprawdę wirus zmutowany z kosmicznym DNA?

● ● ●

Kabul padł po dwóch dniach od otoczenia miasta kwarantanną. Moskwa broniła się nieco dłużej, ale i tak poddała się zarazie. Świat ogarniała panika. Wszyscy myśleli, że zarazki przenoszą się poprzez powietrze, jak zwykła grypa. Już nie tylko Chińczycy chodzili na co dzień w maskach na twarzy, dołączyli do nich Japończycy, Rosjanie i mieszkańcy Wschodniej Europy. „Turcja padła!” – to tytuł dziennika z 2 maja. W czasie, jaki upłynął od chwili druku do kupna gazety, ludność Pakistanu uległa już niewidocznemu najeźdźcy. „Najeźdźcy z kosmosu”, jak pisały niektóre brukowce. Choroba atakowała ciało i umysł. Ludzie nią dotknięci stawali się szaleni. Codziennie z Azji napływały mrożące krew w żyłach relacje o strasznych rzeczach, które tam się dzieją: ludzie zabijali się nawzajem, krzyczeli jak szaleni, znęcali się nad domowymi psami, walczyli ze sobą. Chorzy stawali się dzicy jak zwierzęta, przestawali mówić, tylko krzyczeli i wyli. Nikt już nie grzebał trupów w zarażonych miastach i wsiach. Gdzie ktoś upadł, tam już leżał. Smród gnijących ciał przyciągał szczury i stada ptactwa, krążące nad zakażonymi terenami.

– I co o tym myślisz? – Jason, mój współpracownik, opowiadał mi najnowsze rewelacje o zarazie. – Który bóg jest teraz najlepszy? Kapłani całego świata nawołują teraz do nawrócenia i modlitwy do ich boga albo bogów. – Wiesz co? Ja nie mam zamiaru teraz zmieniać religii. Jestem protestantką i tak zostanie. On nie dawał jednak za wygraną. – Ale skąd wiesz, że to właściwy bóg? A jeśli on patrzy przychylnie tylko na katolików? Albo prawdziwy jest tylko Allah muzułmanów albo Budda? – Jason, daj spokój. Mamy robotę do zrobienia, a ty mi tutaj o religiach od rana. Zajmij się czymś pożytecznym, ok? Przygotuj najlepiej to zestawienie, którego nie skończyłeś wczoraj. Jonesy pytał o nie, kiedy juz wyszedłeś z pracy. – Dobra, już robię. Nie powiesz mi chyba jednak, że cię te tematy nie interesują? Zwłaszcza teraz? Podobno nadchodzi koniec świata. – Jak nie przygotujesz tego zestawienia Jonesy’emu, to koniec twojego świata zbliży się na pewno. . Zadzwoniła moja komórka. – Słucham? – Cześć, kotku – wszędzie poznam ten ochrypły głos. Chandler. Od kilku tygodni już się nie odzywał. – Cześć. Czego chcesz? – spytałam. – Co tak od razu ostro? Kiedyś byłaś dla mnie milsza… – A ty kiedyś mnie nie biłeś. O co chodzi? – Złożyłem wniosek o częstsze widywanie Toma. Jak skończę terapię, to będziemy się częściej spotykać mała. Przestraszyła mnie pewność siebie w jego…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych