Kamienica Bergera w Sopocie
Tajemnica sopockiej rezydencji w opowiadaniu. Zapraszam.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Kamienica Bergera w Sopocie.
Kamienica J. J.Bergera w Sopocie. Utrzymany w stylu późnego klasycyzmu budynek przy ulicy Obrońców Westerplatte. Wdzięczny element polskiego horroru "Widmo" z 1985 roku. Pompatyczny Henryk Bista, jowialny Jerzy Stuhr, seksowna Grażyna Szapołowska, młody Michał Bajor, tajemniczy Jerzy Zelnik. Kamienica powstała w latach 70. XIX wieku na zlecenie gdańskiego radcy handlowego J. J. Bergera. Wtedy jeszcze ulica nosiła nazwę Willenstrasse czyli Willowa. Potem, w okresie międzywojennym, w budynku osiedlił się radca budowlany, Karl Hildenbrandt. Po drugiej wojnie światowej w murach budynku działała Wyższa Szkoła Sztuk Plastycznych, a jej przedstawiciele stworzyli tzw. "szkołę sopocką" w malarstwie czyli wyeksponowanie kolorów obrazu. Kolejno kamienicę zamieszkiwali i mieli w niej swoje pracownie różni artyści. Dzisiaj to zaniedbany budynek, prawdopodobnie odzyskany przez prawowitych prywatnych właścicieli. To wszystko wiem od Agaty, która odwiedziła mnie w czerwcu. Wybrała sobie na urlop wyjątkowo deszczowy tydzień (lub też tydzień ten wybrał ją), więc z leżenia na plaży nic nie wyszło. Chyba się tym bardzo nie przejęła, bo odkąd pamiętam Agata wolała aktywny wypoczynek. Poza tym urlop to urlop, z dala od rodzinnego miasta, z dala od pracy. Pamiętam, że jeszcze w szkole lubiła takie ciekawostki. Pewnego razu nawet zaciągnęła mnie na stary cmentarz w Rzeszowie – moim rodzinnym mieście, w celu odszukania grobu, który grał ważką rolę w "Trędowatej". Teraz zajęła się sopockimi kamienicami. Tutaj jest w czym wybierać, jeśli chodzi o zagadki architektoniczno-historyczne. A kamienica Bergera jest chyba punktem numer jeden dla takich "poszukiwaczy skarbów" jak ona. Osobiście nie przepadam za nią, to znaczy za tą kamienicą. Ile razy przechadzam się uliczką Obrońców Westerplatte i mijam ten budynek mam niemiłe wrażenie, że ktoś mnie obserwuje. Jakby mur miał oczy. Ewentualnie, jakby rzeźby u wejścia do niego, przedstawiające kobiety w antycznych togach, śledziły każdy ruch przechodniów. Szczerze mówiąc zbytnio się wizytą Agaty nie przejmowałam. Głowę zabitą miałam pracą, wstawałam o szóstej, wracałam po piątej i tylko wieczorami zamieniałyśmy parę słów przy kolacji lub podczas spaceru. Agata dostała do ręki klucz i miała się sama "obsłużyć" na co przystała entuzjastycznie. Zawsze miała swoje sprawy i dziwne pomysły i nie lubiła jak ktoś za bardzo w nie ingerował. Przyznaję, że i mnie pomysł ten przypadł do gustu. Nieinwazyjny gość to najlepszy z gości. Teraz czasem żałuję, że nie słuchałam jej uważniej. Może nie skończyłoby się to tak jak się skończyło. Agata postanowiła sprawdzić kto teraz mieszka w kamienicy Bergera, jakie są jego związki z pierwszym właścicielem i poznać skryte przed ogółem architektoniczne ciekawostki posiadłości. Jak już wspominałam, kamienica obecnie jest zaniedbana i zarośnięta. Ledwo co można dostrzec zza rozłożystych gałęzi klonu i lipy jej front, a także nieczynną, kamienną fontannę przed wejściem. Tym bardziej w czerwcu, kiedy roślinność ma swój czas ekspansji. Kiedyś znajomy wspominał mi, że mógłby przysiąc, że z fontanny przed willą tryskała woda, ale wydaje mi się to mało prawdopodobne. Bardziej możliwe, że były to omamy wzrokowe krótkowidza na chwilę przed zachodem słońca. Któregoś wieczoru gdy spacerowałyśmy z Agatą po plaży, a był to wieczór wyjątkowo pogodny jak na tamte dni, zwierzyła mi się, że wtargnęła na teren posesji. Jej oczy zaświeciły przy tym jakby właśnie miała pięć lat i otrzymała od Mikołaja konika na biegunach. Podobno boczne ściany budynku też ozdobione są rzeźbami, jakimiś aniołkami jadącymi na lwach czy coś takiego, a zza bujnych krzewów wyzierają na styl starożytny rzeźbione filary i pilastry. Agata zaglądała też do środka budynku przez okna nisko usytuowanego parteru. Jeśli jej wierzyć całość wykończona jest drewnem koloru orzecha w stylu komponującym się z fasadą, czyli kolumnowym z zawijasami, łukami, cyzelowanymi płaskorzeźbami. Po środku widoczne były schody, których nie powstydziłby się dekorator "Przeminęło z wiatrem". U sufitu można było dostrzec podwójny, złoty kandelabr. W pomieszczeniu, w którym znajdowało się okno, przez które Agata podglądała rezydencję, stało stare barokowe, czarne biurko z otwartymi pustymi szufladami. Więcej zobaczyć nie zdołała, ponieważ usłyszała jakieś poruszenie na froncie willi. Coś jakby pękanie ścian i odpadanie tynku. Nie wzięłam wtedy na poważnie wrażeń Agaty. Czasami morze wydaje dziwne odgłosy, zwłaszcza w deszczowy dzień. Osobie nie oswojonej z nimi mogą się kojarzyć z czymkolwiek. Na dwa dni przed wyjazdem moja przyjaciółka "wpadła na trop" – jak sama stwierdziła uśmiechając się tajemniczo, w rozmarzonym zamyśleniu kręcąc na palcu lok swoich długich włosów. Podobno przewertowała stare wydania "Gazety Gdańskiej" i natrafiła na wzmianki o willi Bergera. Pokazała mi kserówki, które zrobiła w bibliotece. Jak dziwnie wtedy wyglądały gazety. Nie do końca odbite czarne napisy z białymi lukami, krótkie, gęsto zapisane kolumny poprzedzielane czarnymi liniami, u dołu strony reklamy usługodawców, które były zarazem obwieszczeniami informacyjnymi. "Roman Zagowski – Gdynia – skład papieru, ksiąg handlowych, kalki krajowe" - przeczytałam. Powyżej kilka małych artykulików: mieszkania dla robotników w Gdańsku, wielki doroczny zjazd członków spółdzielni Pomorzanka, zaginęły dwie turystki, pomysłowy złodziej skazany, no i na samym końcu - światowej sławy kardiolog u radcy Hildenbrandt w Sopocie. Na czarno-białej fotografii pokiereszowanego papieru gazetowego, willa Bergera. Obok krótka notatka o niezwykłym zaszczycie jakim obdarzeni będą co niektórzy Sopocianie zaproszeni na przyjęcie powitalne połączone z konsultacjami medycznymi. Początkowo stwierdziłam, że artykuł jest mało odkrywczy. Informacja o kardiologu nie miała nic wspólnego z poszukiwaniami Agaty. Ona jednak zwróciła moją uwagę na zdjęcie willi i na jej element, a właściwie elementy, których tam brakowało. Mianowicie rzeźb dwóch kobiet w antycznych szatach. Faktycznie,…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil KataMacha
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…