Kate: świat z troche innej perspektywy
Krótki rozdział być może dłuższej historii.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
-No i co my tutaj mamy? Czyżby to nie ta słynna „kadetka”? Naprawdę nie mam pojęcia skąd oni biorą takich obleśnych strażników. Jeden gorszy od drugiego. Że o aurze już nie wspomnę… -Pan Daryl zapewne bardzo ucieszy się z tej niezapowiedzianej wizyty - dokończył kapitan straży i dał znak swoim drabom. Ci unieśli mnie pod pachy i ruszyli za nim. Zajebiście. Po prostu zajebiście. Jak uda mi się wrócić do gildii w jednym kawałku, to rozerwę Razjela na kawałki. Dosłownie. A potem zrobię sobie z jego wnętrzności baldachim nad łóżkiem. O tak. Zemsta będzie słodka! No, ale póki co muszę pomyśleć nad tym jak się wydostać z tego małego „piekiełka”. Bo jakby nie patrzeć jestem obecnie w siedzibie wroga, związana, zakneblowana jakąś śmierdzącą szmatą i w dodatku niesiona przez silnych i obrzydliwie pocących się drabów. W takich momentach jak ten żałuję, że mam tak czułe powonienie. Nie zmienia to jednak faktu, iż czas zacząć szybko i sprawnie myśleć. Może nie nad samą ucieczką, ale chociażby nad sposobem wyswobodzenia się z tych ciasnych węzłów. Nie dałoby mi to dużo, lecz „jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma”. A ja mam przesrane. No bo kto normalny wysłałby biedną, bezbronną dziewczynę do siedziby „Pana wampirów” ? I to jeszcze po jakiś mały, nic nieważny świstek papieru. Naprawdę, czasami martwię się o stan psychiczny moich mentorów. No, może z jednym wyjątkiem, co do którego nie można mieć wątpliwości. Taa, istny dom wariatów. Kiedy ja usilnie starałam się coś wymyślić, draby zaczęły wspinać się po stromych i cholernie krętych schodach, które sama mijałam jakieś dziesięć minut temu. I po co mi to było? Mogłam to wszystko pieprznąć i powiedzieć: „A chuj, nie idę!”. Ale niee! Musiałam się wykazać przed bliźniakami. Musiałam im pokazać, że jestem lepsza od nich i że mnie można zaufać! A teraz za to zaufanie mam darmową randkę z Darylem. Bosko. Po dłuższej chwili wyszliśmy w końcu z podziemi do głównego holu. Ciemno było jak w dupie, ale tym idiotom widocznie to nie przeszkadzało, gdyż od razu skierowali się w stronę ogromnych schodów. Daryś musiał im chyba wszczepić jakieś kocie zmysły, czy coś, bo poruszali się wręcz doskonale w tych egipskich ciemnościach. Chociaż znając jego zamiłowanie do techniki prędzej bawił się z nimi noktowizorami. To by w sumie wyjaśniało czemu mają takie niewypały zamiast twarzy… Szliśmy tak jakieś 15 do 20 minut, nim dotarliśmy do szerokiego korytarza z pięknym czerwonym dywanem zamiast zimnych kamieni. Na ścianach wisiały jakieś obrazy, ale na szczęście nie widziałam co przedstawiają. Dużo się mówiło o krwawym guście właściciela tej rezydencji, więc wolałam nie wdawać się w szczegóły. Ciekawe czy jestem pierwszym człowiekiem, który widział ten dom od wewnątrz? No bo w sumie wampiry atakują ludzi na zewnątrz, albo składają im niezapowiedziane wizyty w domach. To by tłumaczyło, dlaczego nikt nie wie, gdzie dokładnie znajdują się ich miejsca zamieszkania i jak wyglądają w środku. Lecz z drugiej strony, czy człowiek byłby w stanie przeżyć taką wizytę? Chyba nawet Rambo i Terminator nie daliby rady. Taa, chcesz popełnić samobójstwo to odwiedź wampira. Sto procent pewności, że twoje marzenie się spełni! Nagle draby zatrzymały się, przerywając moje niewesołe rozmyślania. Oderwałam swój wzrok od posadzki i ujrzałam wysokie, dwuskrzydłowe, dębowe drzwi. Nie powiem, niezłe były. Takie wielkie i masywne… Niedługo pewnie będą też czerwone od mojej krwi… Cóż… Nie ma to jak pozytywne myślenie. Dowodzący nasza małą grupką palant ostrożnie i delikatnie zapukał w drzwi. Normalnie jakby miał na niego wyskoczyć zaraz jakiś demon i go zjeść. Hm… W sumie… Jakby uznać, że Daryl to demon... to nawet bardzo prawdopodobne… Kiedyś chyba nawet Razjel nam o tym mówił… „Klasyfikacja i podział demonów”, czy coś w tym stylu… A kto by tam chciał słuchać jego nudnych wykładów? Wampir to wampir. -Czego? – usłyszeliśmy głęboki głos zza drzwi. Można by wręcz powiedzieć, że… lekko podniecony? Oż fuck… To oni jednak mogą takie rzeczy?! Ja cię pierniczę… Skoro się nie mogą rozmnażać to myślałam, że oni… A fe Darylu! Byś się wstydził! –Jestem zajęty! Czyli jednak miałam rację. Mój świat legł w gruzach. -Aa… Ale… złapaliśmy intruza… ka… tą kadetkę… -Jaką niby kadetkę?! Na mózg już wam się kompletnie rzuciło?! Co miałaby tutaj robić jakaś posrana kadetka?! Idźcie się nachlać, bo na trzeźwo jesteście jeszcze gorsi. -Panie… ale ona… to ta… to ona… -zaciął się strażnik. Rzeczywiście, może po paru łykach czegoś mocniejszego byłoby lepiej. -Weź mnie nie denerwuj, dobra?! Idźcie już! Iskierka nadziei zaświeciła w moim sercu. Może jednak nie dojdzie do spotkania z Darylem? Wsadziliby mnie co prawda do lochu, ale stamtąd przynajmniej teoretycznie da się uciec. Moja szansa na przeżycie wzrosłaby znacząco. Strażnik wziął głęboki oddech, wypiął swoje sadło do przodu i wrzasnął z całych sił: -To przez nią przegraliśmy bitwę w Avionie! Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki (oczywiście wszyscy wiedzą, ze taka nie istnieje) dębowe drzwi nagle otworzyły się z hukiem i stanął w nich półnagi mężczyzna. Dokładniej mówiąc miał na sobie tylko bokserki. Aż mi powietrza zabrakło! Jakby nie patrzeć jestem kobietą i uwielbiam męskie, dobrze wyrzeźbione ciała. W szczególności te nagie… Może orgazmu nie dostałam, ale nogi zmiękły mi dosyć mocno. A Daryl jakby nigdy nic oparł dłoń na biodrze, stanął w „seksownej” pozie i przeczesał palcami swoje czarne, krótko obcięte włosy. Tak naprawdę to nigdy go nie widziałam i przyznam szczerze, ze moje wyobrażenia co do niego były bardziej niż mylne. Czuje się pozytywnie zaskoczona. -No proszę – zaczął uśmiechając się złośliwie. W dodatku te jego oczy… Pełne szału i chęci mordu… Normalnie jakbym widziała wariata. Albo Rordimusa. Taa, ci dwaj maja wiele wspólnego. Ciekawe co by się stało, gdyby zostali kumplami? Wyobrażenie: -Darylu, drogi przyjacielu, właśnie cię szukałem! -Tak Rordimusie, mój ty najlepszy z najlepszych kumpli? -Mam ochotę kogoś zamordować, tylko głupio mi trochę tak samemu… -Drogi przyjacielu, cóż to za wspaniały pomysł! Też mam chęć napić się krwi niewinnych! -Naprawdę? To chodźmy wymordować to miasto za zakrętem! Przy okazji jest tam świetny burdel! I ceny mają przystępne! -Och, Rordimusie, jesteś genialny! Jak ja mogłem żyć nie znając ciebie? Chodźmy, nieśmy śmierć! -Ha ha ha ha ha -Ha ha ha ha ha <szaleńczy chichot i zagłada doczesnego świata> Głupi pomysł. Trzeba będzie na nich uważać. -Witam w moich skromnych progach, droga Kate – rzekł i rozkazał drabom wprowadzić mnie do pokoju. Nie wiem dlaczego, ale zabrzmiało to trochę… Przerażająco? Nie no, nie wolno panikować. Grunt to spokój. -Dobrze się spisaliście –powiedział do strażników, nie odrywając ode mnie tego swojego szalonego spojrzenia. –Jutro dostaniecie stosowną nagrodę. Po tych słowach draby zasalutowały i wyszły z pokoju, zamykając za sobą drzwi. Żeby ich teraz tak piorun trzasnął. Tak prosto na schodach, do cholery! Kiedy złorzeczyłam na wszystko dookoła, Daryl odszedł w kierunku biurka, na którym walał się stos ksiąg. A tak poza tym to w pokoju świeciła się energooszczędna żarówka. Nie wspomniałam o tym, gdyż o dziwo nie poraziło mnie w oczy. Muszę o tym pogadać z Eirim, bo coś mi się wydaje, że na mnie eksperymentował po tej całej bitwie. Przy okazji rozejrzałam się po pokoju. W sumie to wyglądał jak normalny pokój. Okno, biurko, kanapa, stolik, firanki i inne duperele. Jakiś regał na książki. Po lewej stronie lekko uchylone drzwi do następnego pokoju. Chyba stało tam jego łóżko. Nie wiem dokładnie, bo z perspektywy podłogowej naprawdę trudno cokolwiek stwierdzić. Ale sufit miał zarąbisty. Namalowany był na nim obraz jakiejś cholernie krwawej walki. Tu noga, tam ręka, obok mózg… Ogólnie dobre wrażenie. Niestety nie dane mi było dłużej podziwiać to dzieło sztuki. Silne szarpnięcie usadziło mnie na miękkiej kanapie, a jeszcze silniejsze wyrwało mi knebel z ust. -Blee… Szmata do podłogi to była, czy co? Takie obrzydliwe… -rzekłam, wypluwając obrzydliwy smak z moich ust. -A nie powinnaś raczej powiedzieć: „Witaj panie”? -Chciałbyś, co nie? –odparłam mu złośliwie. -Może nie tyle co chciałbym, o ile ty powinnaś. Nie zapomniałaś chyba gdzie się znajdujesz i z kim właśnie rozmawiasz? -Skleroza nie boli… Nagle Daryl wybuchnął śmiechem i usiadł obok mnie na kanapie. Nie wiem czy kiedykolwiek miałam większy wytrzeszcz oczu ze zdziwienia. Gdybym mogła to uszczypnęłabym się. Niestety nie mogłam. -Więc jednak to prawda, co o tobie mówią –mówił chichocząc pod nosem. –Mała, wredna, zabawna i zarazem cholernie cwana osóbka... – Nagle zbliżył się do mnie na bardzo niebezpieczną odległość i ujął swoimi chłodnymi palcami mój podbródek. –Wielka bohaterka, tak? Dziwi mnie, że tak łatwo dałaś się złapać tym bezmózgim debilom. -Wiesz, przypadki chodzą po ludziach – odparłam sentencjonalnie. Bo w sumie to był przypadek. I to tak ogromny, że aż nieprawdopodobny. Poruszyłam się niespokojnie, chcąc rozluźnić trochę niewygodne więzy. Gówna niestety trzymały cholernie mocno. Trzeba przyznać, że dryblasy były w tym dosyć dobre. -Och, gdzie się podziały moje maniery?! - krzyknął Daryl i palnął się otwartą dłonią w czoło. Z chęcią zamieniłabym się w tą dłoń. I walnęła tak mocniej. Z pięści. W skroń. Porządnie. Standardowy tekst łotra. Mógłby sobie oszczędzić. Żenada do potęgi… Nagle odwrócił mnie tyłem do siebie i popchnął mnie na kanapę. Czyżby on… mnie… zamierzał… zgwałcić?! To ja poproszę śmierć. -Nie chcemy chyba żebyś miała złe wspomnienia z pobytu tutaj? – spytał i rozerwał wiążące mnie więzy. Następnie bez żadnych ogródek położył się na moich plecach. -Może się zabawimy? – szepnął mi do ucha i delikatnie pocałował moją…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil satti
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…