Wróć do katalogu

Kiciula

nie wszystkie futrzaki sa mile dla wszystkich (jedno z moich pierwszych opowiadanek)

sebapr, opublikowano , 18 min czytania, 4,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

- Zabrałaś wszystko kochanie? - Nie wiem, sprawdzam, mamy jeszcze trochę czasu. Może coś jeszcze się przypomni. - Dobrze, zejdę do samochodu włożyć parę płyt żeby było co słuchać po drodze. W każdym domu przed wyjazdem panuje zawsze zamieszanie. Czasami mniejsze, kiedy indziej większe ale jest ono nieodłącznym elementem poprzedzającym wyjazd. W domu Szafańskich nie było inaczej. Rodzice Eweliny krzątali się po mieszkaniu, biegali tam i z powrotem zabierając i pakując różne rzeczy. Obserwując ich można było odnieść wrażenie, że wybierają się na jakiś długi wyjazd. Ale wcale tak nie było. Ojciec dostał zaproszenie od kolegi z pracy na weekend do jego domku letniskowego. Co roku robił tam imprezę, na którą zapraszał znajomych, a że charakter imprezy nie przewidywał obecności młodocianych, Ewelina jak zwykle miała zostać w domu pod opieką babci. I Kićki. Kiedy mama Eweliny weszła do pokoju, ta siedziała w rogu kanapy i głaskała kotkę. Nie podniosła głowy, nie spojrzała kto wchodzi, dalej głaskała futro ku zadowoleniu zwierzaka. - Kochanie – mama usiadła koło niej – wiesz, że jedziemy na krótko. Dzisiaj jest piątek a już w niedzielę wieczorem będziemy z powrotem. Mogła równie dobrze mówić do ściany, reakcja słuchacza była by taka sama. - Nie rób mi tego proszę – kontynuowała – wiem, że z babcią czasami ciężko wytrzymać ale to tylko dwa dni. Posiedzisz, pooglądasz telewizję, pouczysz się a my tymczasem wrócimy. Poza tym nie musisz przecież cały czas siedzieć w domu, przejdź się na spacer albo do koleżanki. - A co z Kićką? – Ewelina spojrzała matce prosto w oczy. - A co ma być? Duża jest, poradzi sobie. - Babcia jest większa, nie da jej spokoju. - Co ty opowiadasz, przecież babcia nie krzywdzi jej. A jeżeli już coś robi to dla jej dobra. - Kićka tego nie rozumie, ona jest tylko małym kociakiem. - Dobrze kochanie, powiem babci żeby zostawiła opiekę nad kotem tobie. – odpowiedziała – zadowolona? Tylko ty będziesz musiała sobie radzić z babcią. Postaraj się być miła a wszystko będzie dobrze. Mama siedziała jeszcze chwilą patrząc na swoją córkę, po czym zaczęła się powoli podnosić. W tym momencie Ewelina zerwała się ze swojego miejsca i wtuliła w jej piersi. Czuła jak jej matka głaszcze ją po włosach, jak szepcze do ucha starając się uspokoić. Tylko dwa dni kochanie, masz już 14 lat, jesteś już duża, dasz sobie radę... W końcu rodzice stali u wyjścia, spakowani, gotowi do drogi. Babcia była już przy nich i ściskała na drogę. Ewelina patrzała na to ze swojego pokoju. Wiedziała co ją zaraz czeka dlatego patrzała z nie skrywanym obrzydzeniem na to pożegnanie. - No chodź Ewelinko – zawołał ojciec – nie pożegnasz się z rodzicami? Ewelina podniosła się powoli i podeszła do nich. Uściskali ją zapewniając o swojej miłości i szybkim powrocie. W końcu zamknęli za sobą drzwi. Ewelina pobiegła do pokoju pomachać im jeszcze przez okno. Odjechali powoli, coraz dalej i dalej, w końcu skręcili i znikli z oczu.

- No! - babcia nagle ożyła - Teraz pora wziąć się za ciebie. Twoi rodzice za dużo ci pozwalają. Na początek trzeba zrobić porządki. Taki masz bałagan w tym swoim pokoju że strach patrzeć. Już! Zacznij od biurka. Ewelina sprzątała pokój po przyjściu ze szkoły. Ale babcia zawsze widziała u niej bałagan. Nie chodzi o to, że nie było błysku w pokoju. Wszystko musiało być po jej myśli, jeśli było inaczej oznaczało to, że jest bałagan i trzeba z nim zrobić porządek. Nieważne, że to nie jej pokój, że pojawia się w nim co parę tygodni podczas odwiedzin. A i wtedy zaglądała do jej pokoju tylko przelotnie. Ale przecież nie o to chodzi. Babcia lubiła rządzić. Lubi ustawiać wszystko po swojemu. Lubi kiedy ma kogoś koło siebie, komu może rozkazywać a ten ktoś musi wykonywać jej rozkazy. Dlatego tak cieszyła się na wiadomość, że zostanie na weekend tylko z Eweliną. „Tak, oczywiście, że z nią zostanę. Nie musicie się o nic martwić. Posiedzimy, poplotkujemy, pooglądamy telewizję. Co? Kłopot? Przecież cieszę się, że mogę zaopiekować się wnuczką. Bawcie się dobrze i o nic nie martwcie”. Jasne. O nic się nie martwcie. Bawcie się dobrze. Jeszcze gdyby chodziło tylko o Ewelinę, tylko o nią, mogłaby to znieść. Ale babcia nienawidziła Kićki. Nie mówiła tego wprost. Wręcz przeciwnie, czasami potrafiła być dla niej całkiem miła. Sprawianie pozorów miała opanowane do perfekcji. Kotce obrywało się za każdym razem gdy babcia była u nich w domu. Gdy w domu byli rodzice musiała się jeszcze hamować, ale gdy zostawała tylko Ewelina, Kićka nie mogła być spokojna o swoją skórę. Czasami wyrywało ją ze snu trzepnięcie w zad. Kiedy indziej brała ją za kark i wyrzucała z pokoju. Bywało, że musiała uciekać przed ciśniętą w jej kierunku gazetą. Z żarciem też cienko było. Babcia uważała, że szkoda na takiego potwora (tak o niej mówiła) pieniędzy na normalne jedzenie. Kiedyś dała jej głowy od ryb. Całe szczęście, że Ewelina zawsze przed przyjazdem babci chowała w swoim łóżku suchy pokarm. O tak... weekend z babcią oznaczał reżim. Krzyk, rozkazy, nakazy, zakazy... cała niekończąca się lista. Ewelina miała ręce pełne roboty i nie zawsze mogła mieć oko na Kićkę. Za to babcia miała oko na wszystko. Nieraz już kłóciła się o różne rzeczy ale doświadczywszy czym to się kończy nauczyła się w milczeniu znosić babciny reżim. Zabrała się za sprzątanie biurka. Miała nadzieję, że babcia może nie zauważy rzeczy ustawionych inaczej niż ona zawsze sobie tego rzeczy. Ale jak widać nic nie mogło ujść jej uwagi. Zebrała długopisy, ołówek, linijkę i włożyła je do szuflady. Zawsze trzymała je na wierzchu żeby mieć pod ręką gdy siada do lekcji. Z parapetu naprzeciw biurka ściągnęła pocztówki (jedną z nich dostała tydzień temu od przyjaciółki). W rogu parapetu leżały nożyczki. Wzięła je do ręki, były to spore nożyczki, których używała dosyć często do różnych rzeczy najczęściej związanych ze szkołą chociaż nie tylko. Trzymała je chwilę jakby chciała zważyć je w dłoni po czym schowała do szafki koło biurka. Babcia weszła do pokoju z odkurzaczem. Kot widząc ją prychnął i pobiegł za kanapę. - Czas na odkurzanie. I żebym nie musiała po tobie poprawiać, wszystkie kąty mają być dokładnie odkurzone! Nie było sensu się spierać. Co prawda odkurzała przed przyjazdem babci ale wiedziała, że będzie musiała tę czynność powtórzyć i to niezależnie od tego jak by się starała. Więc się nie starała. Za to teraz będzie trzeba szorować dokładnie a im dłużej tym lepiej. Wzięła więc odkurzacz i zabrała się do pracy. Kićka nie lubiła dźwięku odkurzacza i zazwyczaj uciekała do innego pomieszczenia. Ale nie teraz. Teraz trzymała się jak najbliżej Eweliny.

*

Kotkę mieli już blisko dwa lata. Przygarnęli ją z dworu. Zbliżała się jesień i na dworze robiło się coraz zimniej. Wiał nieprzyjemny wiatr i co chwilę popadywało. Ewelina wracała ze szkoły kompletnie pozbawiona humoru, szła powoli nie zważając na przewiewający ją wiatr. Wtedy ją zobaczyła. Siedziała wtulona w kącie przy wejściu do budynku. Zupełnie jakby czekała aż ktoś ją przygarnie do siebie. Ewelina schyliła się i ostrożnie, powoli wyciągnęła do niej rękę. Nie chciała jej spłoszyć, ale niepotrzebnie się obawiała. Kićka od razu podeszła i zaczęła ocierać się o jej dłoń. Od razu zapewniła sobie miejsce w sercu dziewczyny oraz ciepłe mieszkanko na zimę i nie tylko. Ewelina wzięła ją na ręce i weszła na górę. Rodzice nawet za bardzo nie protestowali, trochę pomarudzili jak to rodzice ale ogólnie było widać że kotka szybko zdobyła również ich serca. Dwa dni po tym wydarzeniu mama Eweliny stając w kolejce na poczcie zauważyła przez okno inne koty snujące się po ulicy. Zagaiła rozmowę z kobietą stojącą przed nią i opowiedziała jak to jej córka przyniosła do domu taką bezpańską kotkę, jaka to ona jest wspaniała i jakie ma cudowne, lśniące, całe czarne futerko. Kobieta (całkiem już sędziwa) odpowiedziała, że to zły znak, że czarne koty przynoszą nieszczęście. A gdy mama Ewelina się zaśmiała, kobieta opowiedziała o jej sąsiedzie, który miał też taką całą czarną kotkę. Pijak był z tego sąsiada ale o kotkę dbał. Tylko gdy wracał do domu nietrzeźwy słychać było miauczenie i prychanie. Aż kiedyś gdy wrócił do domu z jakiejś libacji i zamknął za sobą drzwi, usłyszeć można było tylko jakąś szarpaninę i jego krzyk po czym kotka wyleciała z hukiem na dwór. Na drugi dzień na twarzy i dłoniach sąsiada widać było wyraźne szramy po głębokich zadrapaniach, a na brodzie ślad po wbitych, ostrych kłach kotki. Kolejka szybko zbliżyła się do okienka i rozmowa się skończyła. Mama Eweliny nie wiedziała co o tym myśleć. Z początku trochę przeraziła ją ta historia ale w końcu doszła do wniosku, że przecież ten człowiek był pijakiem to pewnie nie dbał o kota jak należy a kto wie, może nawet męczył ją, to dostało mu się za swoje. Ot, i cała historia. Ale kobiety z kolejki nie spotkała do tej pory ponownie, więc nie mogła się z nią podzielić swoimi wnioskami.

*

Ewelina skończyła i schowała odkurzacz do szafy w przedpokoju.…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych