Kimberly I
Pierwsz rozdział powieści pisany dla kuzynki. Nie mam na razie w planach kontynuacji... Chyba, że się spodoba.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Pięść leciała prosto na jej twarz. Zrobiła zgrabny unik, wywołując burzę oklasków ze strony widowni. Po chwili wykonała zwód i jej przeciwniczka dostała silny cios w podbródek, po którym zachwiała się na nogach. Kim poprawiła jeszcze w klatkę piersiową. Zawodniczka upadła na deski a sędzia zaczął odliczać. Kolejna wygrana walka... Jeszcze jedna i zdobędzie mistrzostwo. Nie cieszyła się z tego tak bardzo, jak się spodziewała. Stało się to dla niej rutyną. Może gdyby sobie przypomniała, dlaczego walczyła... Na początku cieszyła się na każdą walkę. Nie miała jednak z kim się tym szczęściem podzielić - treningi zabierały jej tak dużo czasu, że nie miała go dla przyjaciół. Część odeszła zazdroszcząc jej sławy, reszta z powodu jej braku czasu. Jedna jedyna prawdziwa przyjaciółka zginęła rok wcześniej, poniekąd z winy Kim. Rodziny praktycznie nie miała - rodzicieli swoich od dawna nie uważała za rodzinę. Ojciec pił, bo matka ćpała, a matka ćpała, bo ojciec pił. Oboje też, mimo sławy swojego dziecka, nie przyznawali się, że mają córkę. Możliwe, że z powodu złamania ojcu szczęki, gdy ten dobierał się do niej...
Nadszedł dzień kolejnej walki. Wynik był do przewidzenia – zdobyła mistrzostwo. Jej ekipa świętowała zakończenie turnieju, ona wymówiła się zmęczeniem. Szła spacerkiem w stronę swojego domu, kiedy zaczepiło ją kilku dobrze uzbrojonych i niezbyt inteligentnie wyglądających dryblasów, ubranych na czarno i w lustrzanych okularach. - Pani Kimberly Matchrs - powiedział jeden z nich, wyglądający najinteligentniej - pani pójdzie z nami. - Panowie w jakiej sprawie? - Spytała sucho Kim - bo trochę się spieszę... - Pani pójdzie z nami - powtórzył drab - Mamy przetransportować panią do siedziby naszego biura... - I myślicie, że tak po prostu się zgodzę? - przerwała mu z przekąsem Kim. - W razie oporu - niewzruszenie kontynuował "facet w czerni" – mamy doprowadzić tam panią siłą. - Chciałabym zobaczyć, jak to robicie - na początku Kim była poirytowana, teraz tylko rozbawiona. Śmieszył ją niezmącony spokój "agentów". Nie wydawali jej się specjalnym wyzwaniem: wielcy, napakowani sterydami faceci, prawdopodobnie bardzo powolni i szybko się męczący. Trzeba tylko uważać, by taki cię nie trafił, bo ma naprawdę ciężką łapę. Kilka uników i wszyscy padną ze zmęczenia, przygniecieni własną, sztucznie nadmuchaną masą mięśniową. Draby postanowiły zagrać mniej-więcej po dżentelmeńsku: ruszył na nią tylko jeden z nich, za to wyglądający na najsilniejszego. Idioci, nie mają pojęcia o taktyce: powinni go byli zostawić na koniec, kiedy przeciwnik jest zmęczony "zabawą" z resztą kompanii. Przeciwnik okazał się szybszy, niż się spodziewała. "Podejrzanie szybki" pomyślała z niepokojem "może te mięśnie naprawdę są nadmuchane? Żeby zrobić wrażenie?" Mięśniak jak na złość nie chciał się zmęczyć. Na szczęście dla Kim, walczył z mistrzynią, Która była bardzo wytrzymała. Odrzuciła wkrótce taktykę uników, jako bezskuteczną i niespodziewanie zaatakowała. Mięśniak, kompletnie nieprzygotowany na cios, już po chwili leżał na ziemi parę metrów dalej, w błogim braku świadomości. Zaraz ruszyli na nią pozostali... I tu jest ich kolejny błąd: gdyby walczyli pojedynczo, mieliby szansę, że przeciwnik się zmęczy, bo w końcu kto jest na tyle wytrzymały, by utrzymać się na nogach po czterech wyczerpujących walkach? Poza tym, zrobiło się dosyć ciasno (Kim w porównaniu do nich była drobniutka, a musieli się nią podzielić). W efekcie częściej niż Kim draby trafiały siebie nawzajem. Każdy inny skorzystałby z ferworu walki i wymknąłby się. Niestety, Kim nie należała do takich rozsądnych osób i została, by jeszcze się "zabawić" przy okazji zdrowo obrywając. Gdy już było po walce, a czterej mężczyźni grzecznie leżeli na chodniku, Kim zaczęła iść w stronę domu. Ledwo zrobiła parę kroków, gdy poczuła ból w karku. Sięgnęła ręką w tamto miejsce. Gdy ponownie ujrzała swoją dłoń ze zdumieniem odkryła na niej ślady krwi i małą strzałeczkę. Odwróciła się gwałtownie w nadziei spostrzeżenia napastnika. Faktycznie, był tam i nawet szedł w jej stronę, jednak rozmazywał jej się przed oczami. Obraz stawał się coraz mniej wyraźny, a wszystko wydawało się dziać w zwolnionym tempie. W takim też tempie spotkała się niebawem z ziemią.
Obudziła się na dziwnym fotelu, mocno przechylonym do tyłu. Była do niego przypięta pasami, a pod jej skórę wchodziły jakieś przewody prowadzące do różnego rodzaju kroplówek znajdujących się wokół niej. Osłabiało ją to tak bardzo, że nie mogłaby wstać, nawet gdyby nie było pasów. Znajdowała się w jedynym jasnym miejscu w pomieszczeniu. Reszta tonęła w ciemności. - Widzę, że się pani obudziła - usłyszała. Wszystko w jej głowie wirowało, więc nie orientowała się skąd dochodzi głos - mam nadzieję, że czuje się już pani lepiej. - Kim jesteś? - spytała słabo. Nie spodobało jej się to. Nie lubiła uczucia słabości. Poprawiła więc po chwili głośniej - pokaż się! nie mam zamiaru rozmawiać z powietrzem. Po chwili w kręgu światła pojawiła się twarz... nie, całość. Mężczyzna był po prostu ubrany na czarno. Miał przeciętną twarz, pooraną głębokimi zmarszczkami, gęste, siwe włosy i stalowoszare, zimne oczy. Skłonił się lekko. - Witamy panią nareszcie wśród żywych... - To bezprawie! - krzyknęła Kim - żądam, abyście natychmiast odstawili mnie do mojego mieszkania! Jestem znaną osobą i policja na pewno mnie już szuka! Będziecie mieć duże kłopoty... - Nie będziemy mieć żadnych kłopotów - przerwał jej z niesmakiem mężczyzna - Jesteśmy organizacją rządową. Oficjalnie
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Ines
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…