Wróć do katalogu

Klątwa przeznaczenia?

- Widzę ogień. Ból. Cierpienie. Tak. Wielkie cierpienie wokół ciebie. I twój śmiech. Twój przerażający śmiech. Widzę … nie, już nie chcę tego oglądać. - Oglądać czego? – zawołałam – powiedz mi. - Nie mogę. Nie chcę …

luckyman, opublikowano , 20 min czytania, 4,7 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Klątwa przeznaczenia?

Płomień świecy nikłym blaskiem omiatał nasze twarze. Muzyka leniwie sączyła się z głośników. Siedzieliśmy przy małym stoliczku zatopieni w półmroku. Lubiłam nastrój tej kawiarni. Stwarzał pozory ciepła i intymności. Lokal był oazą dla spragnionych miłości par nastolatków, które godzinami dawały tutaj upust swoim uczuciom. Popatrzyłam na twarz mojego chłopaka. W tym świetle wydawała się całkiem blada. - No i …? – zaczęłam rozmowę – chciałeś mi coś powiedzieć. Słucham. - Tak, Zosiu – zaczął cicho. – Jesteś bardzo atrakcyjną dziewczyną. Mam szczęście, że cię spotkałem, ale … Nie słuchałam go dalej. Wiedziałam co chce powiedzieć. Słyszałam to dziesiątki razy. Że zasługuję na kogoś lepszego, mądrzejszego, bogatszego. Że z nim nie będę szczęśliwa, że … . Te wszystkie teksty znałam już na pamięć. Faktycznie, nie miałam szczęścia do związków. Faceci, których poznawałam, szybko ode mnie odchodzili. Tak, jakby się mnie bali. Starając się później zatrzeć wszystkie kontakty. - … więc, może zostaniemy przyjaciółmi? – usłyszałam na koniec z jego ust znaną mi już kwestię. - Wiesz co? Spadaj! - Nie chciałem cię urazić. - Powiedziałam: spadaj! Idź już! Mój podniesiony głos wywołał ciekawe spojrzenia kilku najbliższych osób, jednak po chwili wszystko wróciło do normy. Chłopak rzucił na stół banknot pięćdziesięciozłotowy, jakby zapłaconym rachunkiem za kawę chciał umniejszyć swoje poczucie winy. Wstał i pospiesznie wyszedł z lokalu. Otworzyłam torebkę i wyjęłam kosmetyczkę. - Czy ja jestem taka straszna? – zapytałam swoje oblicze lustrzane. Przeczesałam długie, rude włosy i poprawiłam makijaż. Przez moment wpatrywałam się w odbicie oczu. Poczucie gniewu spowodowało, że moje tęczówki były jeszcze bardziej zielone niż zwykle. - Dupek! – powiedziałam mimowolnie, na wspomnienie ostatnich zdarzeń. Wrzuciłam wszystkie bibeloty do torebki. Nałożyłam płaszcz i opuściłam knajpkę. Znajome ulice same prowadziły mnie do domu. Miałam czas zająć się myślami, które chaotycznie kłębiły się w moim umyśle. Nie byłam lubiana w moim towarzystwie. Znajomi uważali mnie za zimną, bezduszną lalkę. Piękną, ale pustą wewnątrz. Bez wartości. Moje życie składało się z ciągłego pasma niepowodzeń. Tak, jakby jakieś fatum ciągle wisiało mi nad głową. Nawet nie wiem kiedy, ktoś wcisnął mi ulotkę do ręki. Odruchowo przeczytałam tekst:

Wróżka Liuza. Jasnowidzka. Przyjdź i poznaj swoje przeznaczenie. Ulica Krakowska 14.

Zgniotłam niepotrzebny kawałek papieru. Moja ręka zawisła nieruchomo nad koszem na śmieci. Umysł nieustannie odtwarzał zarejestrowane wcześniej zdanie: Przyjdź i poznaj swoje przeznaczenie. Poznać swój los? – pomyślałam – czemu nie. Może ktoś powie mi wreszcie, dlaczego ludzie odwracają się ode mnie. Co złego im zrobiłam? Wsunęłam zmiętą ulotkę do kieszeni.

*

Mała poczekalnia wypełniona była zapachem kadzidła. Przyciemnione światła budowały nastrój tajemniczości. Duży plakat wróżki Luizy zachęcał do skorzystania z jej usług. W głębi duszy zastanawiałam się, dlaczego chcę uczestniczyć w tej szopce. Moje poczucie racjonalności kłóciło się z czymś, co chyba można nazwać kobiecą ciekawością. Byłam skłonna zmierzyć się z losem. Czekałam więc dalej. Po chwili drzwi pokoju uchyliły się i nieznana głowa kobiety powiedziała: - pani Luiza prosi. Weszłam do mrocznego pokoju, uważnie rozglądając się dokoła. Zaciągnięte, ciężkie zasłony prawie nie przepuszczały światła dziennego. W blasku świec kandelabra ujrzałam zarysy starych, masywnych mebli pokrytych warstwą kurzu. Szklane paciorki żyrandola odbijały nieliczne promienie światła i rzucały kolorowe refleksy na ściany, co znacznie ubarwiało ponurą scenografię. Za okrągłym stołem dostrzegłam małą staruszkę. Jej pomarszczona twarz otulona była lasem długich, siwych włosów lekko podtrzymywanych przez opaskę. Poczułam jakąś moc bijącą od tej osoby. To uczucie było chyba obustronne, bo kobieta poruszyła się gwałtownie. - Usiądź, moje dziecko – powiedziała niepewnie. – Masz bardzo intensywną aurę. Bardzo ciemną. Musisz być duchowo zagubiona. - Tak chciałabym zapytać …. - Nic nie mów, karty znają pytanie. A ty oczekujesz odpowiedzi. Zaufaj im. Luiza starannie potasowała karty Tarota i rozłożyła talię na dwie kupki. - Same karty nie potrafią wróżyć. Tylko ktoś, kto rozumie ich symbolikę może otworzyć drzwi do przyszłości. Tarot w rękach nieodpowiedzialnych osób może poczynić wiele zła. Wybierz lewą ręką trzy karty i połóż na stole nie odkrywając ich. Nieśmiało wykonałam polecenie wróżki. Ciche tykanie zegara było tłem dla dalszych wydarzeń. - A teraz odkryj pierwszą kartę. Na tekturowym kartoniku pojawiła się postać ukrzyżowanego mężczyzny. Dobrze znałam tę postać, chociaż …, dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że mężczyzna wisi głową na dół. - To postać Wisielca. Mówi, że nie rozwiążesz problemów bez wydobycia ich na światło dzienne, tylko w ten sposób zdołasz naprawić to, co zepsułaś. Ciekawe – pomyślałam. Ta karta rzeczywiście nawiązywała do mojego pytania. Tylko, że owo pytanie miałam tylko w pamięci. Na dany znak odkryłam następną kartę. Moim oczom pokazał się rysunek przygarbionego starca w habicie, trzymającego w ręce zapaloną lampę. Moja ciekawość rosła. - To Eremita. Pustelnik. Przeznaczenie mówi ci, że zrozumiesz innych tylko wtedy, kiedy zrozumiesz siebie. Osiągniesz wewnętrzną harmonię i zapanujesz nad gniewem. - A co powie trzecia karta? – zapytałam z niecierpliwieniem. - Trzecia odsłona pokaże ci przyszłość, ale tylko wtedy, gdy uporasz się dwoma poprzednimi warunkami. Zobaczyłam na obrazku nagą parę. Mężczyzna i kobieta trzymali się za ręce. - To kochankowie. Pragnienie miłości łączy ich ciała i dusze. Tworzą jedno. - To chyba dobry znak? – zagadnęłam. - Wybór drogi w jaki sposób odnajdziesz miłość należy do ciebie – powiedziała Luiza. – Niepokoi mnie twoja zła aura. Podaj mi dłoń. Wróżka zamknęła oczy. Rysy twarzy staruszki wyostrzyły się. Zaczęła głośno oddychać. Raz po raz jej ciałem targały dreszcze. - Widzę ogień. Ból. Cierpienie. Tak. Wielkie cierpienie wokół ciebie. I twój śmiech. Twój przerażający śmiech. Widzę … nie, już nie chcę tego oglądać. - Oglądać czego? – zawołałam – powiedz mi. - Nie mogę. Nie chcę … - Luiza puściła moją dłoń. Ciężko dyszała. Patrzyła na mnie z przerażeniem. - Co jeszcze zobaczyłaś? Powiedz mi! Musisz mi powiedzieć! – zaczęłam krzyczeć. - Twoje kłopoty nie są związane z przyszłością lecz z przeszłością – wydusiła wreszcie staruszka. - Z przeszłością? Przecież nic złego nie zrobiłam. Mam dopiero 25 lat. - To nie są rzeczy z współczesnego świata. Należy sięgnąć głębiej. - Nie rozumiem. - Nie mogę ci pomóc. Nie mogę ingerować tak daleko w twoją podświadomość. Zresztą jestem tylko zwykłą wróżką. - To co mam robić? Kto może mi pomóc? Luiza umilkła na moment. Wstała od stołu i podeszła do sekretarzyka. Po chwili odwróciła się i położyła na blacie stołu białą wizytówkę. - Ten człowiek ci pomoże. To twoja szansa. Obiecaj mi, że tam pójdziesz. Z zaciekawieniem spojrzałam na mały kartonik, na którym widniał napis:

Daniel Barabasz lekarz psychoterapeuta hipnotyzer kliniczny ul. Stradomska 22 m. 3

- Ale … - Obiecaj, że tam pójdziesz! - głośno powtórzyła Luiza. Nie żartowała. Wyczułam ogromne napięcie. Staruszka bała się o mnie. Jeszcze nikt nie troszczył się tak o moją osobę – pomyślałam z sympatią. - Dobrze. Obiecuję – odparłam obracając w palcach biały kartonik.

*

Zastanawiałam się, dlaczego los daje mi znaki za pomocą przypadkowych zdarzeń. Jakieś ulotki i wizytówki spowodowały całkowitą zmianę mojego stylu życia. Muszę przyznać, że dość nieudanego życia. Może dobrze, że zdecydowałam się wyjść przeznaczeniu naprzeciw. Zawsze lubiłam wyzwania. Nawet te najtrudniejsze. Gabinet psychoterapeuty znajdował się w prywatnym mieszkaniu. Długo wahałam się zanim zdecydowałam się nacisnąć przycisk dzwonka u drzwi. Po krótkiej chwili w progu apartamentu pojawił się młody, brodaty mężczyzna. - Tak. Słucham? – zapytał wesoło. - Jestem Zofia. Dostałam pana wizytówkę od Luizy. - Ach tak! Poczciwa Luiza. Ależ proszę, proszę wejść do środka – wykonał zapraszający gest. – Ale ze mnie gapa, nie przedstawiłem się. Jestem Daniel Barabasz. Uścisk dłoni umocnił dopiero co zawartą znajomość. - Wybacz mi, ale właśnie kończę sesję u ostatniego pacjenta. To zajmie dosłownie piętnaście minut. Potem porozmawiamy. Dobrze? - Oczywiście – odparłam – chętnie poczekam. - Wspaniale – doktor Daniel przyklasnął w dłonie – zatem usiądź tutaj i rozgość się. Rozejrzałam się ciekawie po pokoju. Panował tutaj duży nieporządek. Książki pokrywały prawie połowę pomieszczenia. Jedne były otwarte, z zagiętymi rogami, co świadczyło o wielkim powodzeniu u czytelnika, natomiast inne pokrywał kurz. Te dawno już spadły z rankingu popularności. Podniosłam pierwszą z brzegu książkę. Była otwarta. - Świat Zofii, Jostein Gaarder – przeczytałam głośno tytuł na okładce. Czyżby znowu następny znak? – pomyślałam. W tym momencie poprzez niedomknięte drzwi usłyszałam cichy głos terapeuty: - Jest już dużo lepiej Kamil. Dużo lepiej. Twoje lęki powoli odchodzą w niebyt. Zaczynasz z nimi walczyć. Pamiętaj. Ty i tylko ty jesteś panem swojego umysłu. Decydujesz o tym, co jest dobre, a co złe. Nikt inny. Musisz sam odnaleźć źródło swoich obaw. Ja jestem tylko przewodnikiem. - Łatwo ci tak mówić – odpowiedział młody głos mężczyzny – prawdziwe życie jest brutalne. Nie mam siły z nim walczyć. To … , będzie moją ochroną. Zaciekawiła mnie ta dyskusja. Odłożyłam książkę na miejsce i spojrzałam przez szparę pomiędzy drzwiami a futryną. Zobaczyłam fragment fotela, na

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych