Klejnot z Afiżu
Historia o chłopcu, który odkrył coś niesamowitego... Ale odkrył to w sobie. Fantazja dla ludzi o dobrych gustach.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Rozdział I Pierwsze problemy...
W świecie fantazji, gdzie dominuje dobro czasami dzieją się różne dziwne rzeczy. Nikt się tym zbytnio nie przejmował, gdyż uważano, że tak powinno być. W małej wiosce nietypowych istotek, nazywanych Mantolami, żył bardzo gościnny Mantol - Guru. Były to niewielkie, sprytne, bardzo ciekawskie, lecz za razem strachliwe stworzenia. Guru był znany z tego, iż lubił przyjmować wędrowców, z dalekich stron. Słyszał od nich wiele niesamowitych i zadziwiających historii, którymi dzielił się później ze znajomymi. Od zawsze chciał odbyć wędrówkę po szerokim świecie - chciał walczyć z goblinami, demonami, orkami, karłami, a nawet smokami. Lecz wiedział, iż nie miał by najmniejszych szans, nawet z jednym demonem (bynajmniej tak mu się wydawało). Guru nie był jeszcze dorosły, miał dopiero siedemnaście lat, lecz jago rodzice... Szczerze mówiąc, to nigdy nie znał swoich biologicznych rodziców. A jego przybrani rodzice zmarli kiedy miał trzynaście lat. Zostali zabici przez orka, który wędrował samotnie, przez rozległe krainy Gizmonu, w którym aktualnie mieszka. Pewnego dnia Guru miał sen, w którym postać żeńska ukryta za mgłą wyjawiła mu coś, w co nie chciał uwierzyć. A powiedziała ona: - Guru, Guru... Posłuchaj mnie Guru. Niedługo spotkasz wędrowca, który przyjdzie do twojego domu. Musisz wziąć od niego naszyjnik z klejnotem, a potem ukryć go gdzieś, gdzie nikt, ale to kompletnie nikt go nie znajdzie. Od tego zależą losy całego świata. Guru po przebudzeniu pomyślał, iż to był tylko sen. Lecz nie wiedział, co go czeka... Kilka dni później odbywało się święto lasu. Święto to było oczekiwane, od kilku miesięcy. Każdy przystrajał swój dom w kwiaty i różne najdziwniejsze stroiki, aby las przyjął ich pokłon w stronę przyrody. Kiedy nadszedł ten dzień, cała wioska, licząca ponad sto osób zebrała się pod "Świętym drzewem", które miało już kilkaset tysięcy lat. Jego pień miał średnicę około pięciu metrów, jego korona nie miała liści przez prawie cały rok. A jej gałęzie sięgały tak wysoko, iż wydawało by się, że sięga nieba. Gdy słońce pojawiło się nad horyzontem, wszyscy zebrali się wokół drzewa, a najstarszy mieszkaniec Gizmonu mający już sto jedenaście lat stanął dwa metry od drzewa i modlił się w nikomu nie znanym języku: - Adda alerno, ergina emma, akarum egiz danerum, udie karwai... - co w naszym języku oznacza "Duchu lasu, zlituj się nad wiernym ludem i obdarz nas swoją światłością". Wtenczas na drzewie wyrosły liście, pojawiły się kwiaty we wszystkich kolorach świata. Był to zdumiewający widok. Nagle z każdego kwiecia wydostał się mały, błyszczący i zdumiewająco biały pyłek. Było ich miliony i stało się to, o co proszono: rozpraszając się pokryły pola swoim światłem. Plony wzbogaciły się, wszystko gwałtownie wzrosło, pola zapełniły się zbożem i tym, co zostało tam zasiane. W tym momencie drzewo obumarło, a światłość, która okryła pola i domy zanikła, lecz efekty pozostały. Następnym etapem była uroczystość, która miała trwać do późnego wieczora. Mantole bardzo lubili się bawić, więc zabawa była udana. Zaczęto od pokazu sztucznych ogni, następnie było jedzenie, picie i zabawa. Nieodzownym elementem każdego święta były opowieści Guru o historiach przejezdnych poszukiwaczy przygód. Dziś opowiedział on o historii, jaką usłyszał ostatnio: - Przybył do mnie krasnolud. Cały pokrwawiony, i ledwo żywy. Opatrzyłem jego rany, a on opowiedział mi co się stało: „Było nas dwóch- ja i mój kompan. Właśnie walczyliśmy z demonami, które były mniejsze od nas, lecz były ich setki. Zapędzili nas na krawędź wielkiego kanionu, tam nie tracąc honoru, skoczyliśmy w przepaść. Mój kompan roztrzaskał się o skały, lecz ja złapałem się wystającego korzenia. Następnie musiałem wisieć dwa dni, aż uratował mnie inny wędrowiec. Kazał mi iść do waszej wioski i powiedział, że Guru mi pomoże, tak jak i jemu pomógł.” Historie opowiadane przez Guru były słuchane przez prawie wszystkich z wioski. Zabawa trwała aż do zachodu słońca. Potem wszyscy udali się do swoich domów. To był najbardziej bolesny moment dla Guru. Zawsze wracał do swojej małej chatki z nadzieją, że zobaczy swoich rodziców, lecz jak zawsze zastał tylko cień i ponurą ciszę. Zapalił światło i poszedł do kuchni. Zaparzył wodę, chciał sobie zaparzyć herbatę, kiedy usłyszał ciche pukanie do drzwi. Podszedł, otworzył drzwi, i ujrzał konającą postać. Postać ta była tak okaleczona, iż jej widok zapierał dech w piersiach. Ledwo żyjący elf, leżąc na ziemi, wyciągnął z kieszeni naszyjnik. Piękny, błyszczący klejnot, jakiego Guru nigdy nie widział. Postać wyciągnęła rękę z naszyjnikiem w stronę Guru, popatrzała błagającym wzrokiem, i powiedziała: - Nasza pani... ona kazała mi, abym przyniósł... – wtedy Guru zauważył, że nieznana postać zaczęła kaszleć krwią- ...abym przyniósł tobie panie ten naszyjnik... Od Ciebie zależą losy świata. Wtenczas młody Guru spojrzał na naszyjnik, i przypomniał sobie sen, w którym ostrzegano go przed tym, co się stanie. Spojrzał na próg swojego domu, lecz nieznajomy zniknął. Jedyne, co po nim zostało, to ten dziwny naszyjnik, i ubranie, które miał na sobie przybysz. Zrobił, co mu kazano- schował naszyjnik w specjalnie wyrzeźbionej dla niego księdze. Wziął ubranie, które pozostało, po elfie, i schował je do skrzyni, pod łóżkiem. Wypił herbatę, i położył się spać. Tej nocy znowu ujrzał tę samą żeńską postać ukrytą za mgłą. Tym razem postać ta zdawała się być zadowolona. Uśmiechnęła się, i powiedziała: - Cieszę się, że przyjąłeś ten naszyjnik. Następnego dnia przyjdzie ktoś, kto znajdzie naszyjnik, lecz go nie wyciągnie. Będziesz musiał iść za nim. On wie, co robić. -Poczekaj- powiedział Guru- nie widzę sensu tego, co czynię. Nie wiem nawet, czy ty istniejesz, czy nie. I o co tu chodzi. - Jesteś wybrańcem Guru... Twoim zadaniem jest ocalić świat przed złem, którego nie umiesz pojąć. - Skoro nie umiem go pojęć, to jak mam z nim walczyć?- zdziwił się młodzieniec. - Wszystkiego się dowiesz wcześniej, czy później, lecz pamiętaj... Jesteś wybrańcem Guru... Jesteś wybrańcem. –potem postać zaczęła znikać we mgle. Guru po przebudzeniu nie wiedział, czy ufać zjawie ze snu, czy nie. Pobiegł do pokoju gościnnego, wziął księgę, otworzył ją i wyjął z niej naszyjnik, i spojrzał na klejnot... Zobaczył czarodzieja w białych szatach, na białym koniu. Zatrzymał on się przed drzwiami Guru, i zapukał. Wtenczas rozległo się głośne pukanie do drzwi. Guru schował naszyjnik, odłożył księgę na półkę i podszedł do drzwi. Ze strachem w oczach chwycił za klamkę i otworzył drzwi... Jego oczom ukazał się czarodziej w białych szatach... Kilka metrów za nim stał piękny biały koń. Wysoki mężczyzna trzymając dziwną laskę w lewej ręce, powiedział do chłopaka: - Nie zaprosisz zbłąkanego przybysza do swojego domu. Guru bez słowa odsunął się od drzwi. Nieznana postać weszła do jego domu. Poszła do pokoju gościnnego, usiadła w fotelu, i zapytała: - Czy mógłbyś zrobić mi herbatę? Guru przemógł się i w końcu powiedział: - Co Cię sprowadza do mojego domu?- zapytał drżącym głosem. - Nie wiesz?! Królowa Ellena kazała mi odnaleźć wybrańca. I chyba go już odnalazłem... Guru wszedł z herbatą do pokoju i zauważył jak nieznajomy trzyma w ręku księgę, w której znajduje się naszyjnik. Dał ją Guru i powiedział: - Przeczytaj mi to, co jest tam napisane. - Przecież wiesz, co się tam znajduje... - Klejnot z Afiżu. - Co?? - Ten naszyjnik mieści w sobie klejnot z Afiżu. Jest to jedyny kamień na świecie, który ma moc przewidywania przyszłości, wspominania przeszłości, oraz okazania teraźniejszości. Więc spójrz i powiedz co tam pisze. Weź ten naszyjnik i przeczytaj, co jest napisane na ostatniej perle. Więc Guru zrobił, co mu kazano. Wziął naszyjnik i spojrzał na ostatnią perłę. Nic nie zauważył, więc spojrzał pod światło. - Nic tu nie ma- powiedział. - Tego się obawiałem- powiedział czarodziej- to nie ty jesteś wybrańcem... - Ale zaraz, coś widzę - oczom małego Mantola powoli zaczął się ukazywać pewien napis – nie znam tego języka, ale to jest coraz wyraźniejsze. Tu pisze: „Alleger em... emmuno iteryl ga... gadetto...” - „...sartimon operas rewitum gancium.”- dokończył przybysz - Co to znaczy? - „To jest własność króla Eteru, pana podziemi i zła, które opęta ten świat.” Zapadła głucha cisza. Stary mędrzec zaczął pić herbatę, Guru popatrzał na niego nie wiedząc, co o nim myśleć. Chciał zapytać jak się nazywa, kim jest postać z jego snu, i czemu akurat jego to dotknęło. - Wiem, o czym myślisz...- powiedział czarodziej- Nazywam się Fordolf, jestem magiem. Postać z twoich snów, to Ellena- królowa Rotteru. A jeżeli chodzi o ciebie... to jesteś wybrańcem. - To ja wiem, ale czemu ja. Co sprawia, że jestem wybrańcem? - Twoi prawdziwi rodzice... wiesz kim byli? - Tak. Byli rolnikami. - Nie- zaprzeczył stanowczo Fordolf- ty tylko miałeś tak myśleć. Oni nie byli rolnikami... Oni walczyli o wolność naszego świata, i o dobrą przyszłość dla ciebie. Zginęli w walce ze stadami zła, ze straszliwymi demonami z piekła rodem. Nagle nie wiadomo kiedy i nie wiadomo skąd usłyszeli przeraźliwie piskliwy ryk, którego z niczym nie można było porównać. Fordolf gwałtownie wstał, podszedł do okna, popatrzał, odwrócił się i zapytał: - Patrzałeś w oko klejnotu?! - A co to? - Pytam, czy patrzałeś!! - No... no tak - Ty głupcze, nie wiesz nawet, co uczyniłeś!! Właśnie sprowadziłeś na nas zagładę!! Musimy się szybko udać do królowej Elleny. Ona będzie wiedziała, co zrobić... Więc co miał robić? Wziął, co uważał za stosowne i ruszyli białym rumakiem maga. Jechali na wschód, ciągle na wschód. Jechali i jechali, aż Fordolf zatrzymał konia nad rzeką i powiedział: - Tu musimy się rozejść. Idź na wschód. Pamiętaj ciągle na wschód... Mag odjechał na zachód każąc chłopakowi iść z biegiem rzeki. Chłopiec bez chwili zwątpienia wyruszył naprzód. Podróżował przez pola, lasy, i pustkowia. Zawsze na wschód. Po siedmiu dniach napotkał na swej drodze leżącego Mantola, który był ledwie żywy. Torturował go demonik. Młody i jeszcze słaby. Guru podbiegł, złapał twardą gałąź i walnął nią demona w brzuch. Demon widząc silniejszego od siebie, uciekł. Guru wyrzucił kij, wyciągnął koszulkę, rozdarł ją i strzępami opatrzył rany nieznajomego Mantola. Tego dnia rozbił obóz i opiekował się rannym nieznajomym. Następnego dnia Guru wstał wcześnie rano, przygotował śniadanie i czekał, aż nieznajomy się obudzi. Kiedy słońce wzeszło, obcy Mantol obudził się, spojrzał na swojego wybawcę i powiedział: - dziękuje, za ocalenie mi życia. - Nie musisz za nic dziękować. Każdy na moim miejscu zrobiłby to samo. A co się dokładnie stało? - Wędrowałem z moimi braćmi. Wygłupialiśmy się, zbieraliśmy grzyby i bawiliśmy się w naśladowanie odgłosów zwierząt. Mój najmłodszy brat udawał ryk demona. Wtedy usłyszeliśmy stado demonów, ten ryk był prawdziwy, przerażający i głośny. Kiedy ujrzeliśmy pierwszego z demonów, rzuciliśmy się do ucieczki. Biegliśmy i widzieliśmy, jak goni nas stado potworów z piekła rodem. Nawet nie wiem kiedy zauważyłem pień pod moimi nogami. Nie zdążyłem go przeskoczyć i upadłem na ziemię. Moi bracia byli tak sparaliżowani, że nie mogli... i nie chcieli mi pomóc. Wtedy zauważyłem ,że demony pobiegły za nimi. Zostało ich około dziesięciu. Wziąłem kij i uderzyłem jednego. Reszta się na mnie rzuciła. A potem ledwo zauważyłem, że został tylko ten najmniejszy, lecz nie miałem siły, aby się ruszyć. Na tym kończy się moja historia. - Przykro mi...- powiedział Guru, po czym zapadła głucha cisza. Lecz Guru powiedział- Opowiedz coś o sobie. - Nazywam się Rej, Mieszkam niedaleko Gizmonu... - Gizmonu?? Ja tam mieszkałem. - Moi rodzice nie żyją, a bracia mnie opuścili. - Chcesz, to mogę cię odprowadzić do twojej wioski. - Nie!! Uratowałeś mi życie, więc będę podróżował z tobą. - Ty nawet nie wiesz, gdzie ja idę. Szczerze mówiąc, to nawet ja nie wiem. - Mimo wszystko chcę iść z tobą. - Dobra- poddał się Guru- Nazywam się Guru i moim zadaniem jest... –Młody Mantol opowiedział Rejowi swoją historię, i ruszyli dolej. Wędrowali przez kilka dni, aż dotarli do miasta Kamikana. Wpuszczono ich bez żadnego problemu. Będąc w środku, zauważyli piękny kamienny pałac. Po znalezieniu gospody, przenocowali tam, a rankiem wyruszyli w stronę Pałacu. Był on otoczony wielką fosą, na wieżach dookoła stały dziesiątki łuczników gotowych do oddania życia za króla. Stanęli przed wielkim mostem zwodzonym. Popatrzeli do góry, a most został otwarty. Weszli do środka i zauważyli piękne pomniki królów. Pomniki te były ze złota, srebra i klejnotów. Skończywszy podziwianie, udali się do komnaty królewskiej. Przed nimi otworzyła się wielka brama. Zauważyli długi korytarz i setki wojowników. Ruszyli naprzód do sali tronowej. Po ujrzeniu króla obaj przyklęki przed jego obliczem. Król powiedział: - Możecie wstać. Powiedzcie kim jesteście, i dokąd idziecie? - Nazywam się Guru, a mój przyjaciel to Rej. Wędrujemy do Rotteru, aby spotkać się z królową Elleną. - Musicie mieć ważną sprawę, aby ryzykować życie, podróżując przez te mordercze krainy. - Tak, tak– powiedział radośnie Rej- musimy zniszczyć klej... - Cicho!!- Krzyknął Guru- Fordolf powierzył nam zadanie, którego wyjawienie byłoby błędem. - Owszem, rozumiem twoje obawy...- powiedział król- Macie zniszczyć klejnot z Afiżu. Nieprawdaż? - Skąd wasza wysokość o tym wie?- zdziwił się Guru - Niedawno był u mnie pewien mag i uprzedził mnie, że spotkam dwóch podróżników. Powiedział, że mam ich ugościć, Więc... Najlepszy pokój, najlepsze jedzenie, i ochrona dla naszych gości!! W tej samej chwili podeszła do Guru piękna kobieta, która powiedziała: - Proszę za mną przybyszu. Zaprowadziła Guru i Reja do najlepszego pokoju, jaki znajdował się w całym królestwie. Rankiem Rej obudziwszy się zauważył, że Guru siedzi na krzesełku przy oknie, i wpatruje się w dal. Ogarnął go lęk, gdyż nie chciał ryzykować swojego życia, dla jakiegoś nędznego klejnotu, lecz jednak przyrzekł ,że będzie mu towarzyszył przez całą drogę. Podszedł do Guru, i zapytał: - Czy naprawdę musimy ryzykować życie, dla tego naszyjnika? - Nie wiem Reju. Fordolf nigdy by nie ryzykował naszego życia, gdyby nie miało to wielkiego znaczenia. Nagle rozległo się głośne pukanie do drzwi. Piękny kobiecy głos zapytał: - Mogę wejść? - Ależ oczywiście- powiedział Guru. Ku ich zdziwieniu była to kobieta, która odprowadzała ich do pokoju poprzedniego dnia. Lecz dziś wyglądała inaczej: piękna dama z cudownymi, rozpuszczonymi blond włosami, aż po pas, ubrana w przepiękną, aż świecącą bielą suknię i cudne białe trzewiki. Trzymając w swoich rękach tacę z jedzeniem, podeszła do przybyszów i powiedziała: - Oto wasze śniadanie. - Wybacz, że zapytam, ale kim ty jesteś?- zapytał Guru. - Czemu pytasz? - Tylko z ciekawości... Ostatnio byłaś ubrana, jak kobieta z wioski, dziś wyglądasz jak księżniczka, i do tego przynosisz nam śniadanie, jak służąca. - Jestem księżniczką, a przynoszę wam jedzenie, bo mam do was prośbę.- powiedziała rozbawionym głosem. - Cóż to za prośba padnie ze strony tak zadziwiającej panny?- zapytał Rej - Aliana, Aliana to twoje imię nieprawdaż? I masz zamiar podróżować z nami. Czyż nie mam racji? - Skąd to wiesz?- powiedziała zadziwiona- Wiem. Mity o klejnocie z Afiżu są prawdziwe. Tak? - Masz rację. - Pakujcie się! Szybko!- krzyknęła księżniczka, gwałtownie ruszywszy w stronę drzwi. - Poczekaj...– zatrzymał ją Guru- o co chodzi? - Powiem wam później. Teraz nie ma czasu... Spotkamy się za pięć minut w sali tronowej...- mówiła wychodząc z pokoju.
Rozdział II Drużyna Afiżu
Cóż było robić? Mówiła to tak przekonująco, jakby zależało od tego ich życie. Więc spakowali się w pośpiechu, ubrali i wybiegli z pokoju w kierunku sali tronowej. Po dotarciu na miejsce spostrzegli Alianę, energicznie i z pośpiechem pakującą się i rozmawiającą ze swoim ojcem – Królem Kamikanu. Zauważywszy ich księżniczka, pocałowała swego ojca w policzek na pożegnanie i ruszyła w stronę swoich kompanów. Opuścili zamek, następnie miasto i ruszyli w drogę... w drogę prowadzącą na wschód. W końcu księżniczka opowiedziała o sobie, że była kiedyś wspaniałą wojowniczką, nie lękającą się śmierci, ani bólu, była i nadal jest, choć temu zaprzecza, osobą, która nie boi się niczego. Prawie niczego... - A czego się boisz moja pani? Opowiedziałaś nam bardzo wiele o sobie, lecz nie wspomniałaś czego tak naprawdę się boisz.- zapytał Guru. - Nie jesteśmy już w zamku, więc mówcie mi po imieniu. A jeżeli chodzi o moje obawy...- mówiła siadając na kamieniu- jedyne, czego się boję, to cierpienie moich bliskich. Nie mogę wytrzymać, jak widzę cierpiących, którym nikt nie chce pomóc. Zapadła głucha cisza... Wydawało się, iż nic nie może zakłócić tej cudnej ciszy, szumu drzew i śpiewania ptaków. Lecz nic nie trwa wiecznie... Nagle ptaki ucichły, wiatr ustał i, jakby gdzieś w oddali, słychać było straszliwe huczenie bębnów. W straszliwie szybkim tempie hałas ten stawał się coraz głośniejszy i zdawałoby się, że zbliża się do naszych bohaterów. - Chowajmy się!! Szybko w krzaki!!- krzyknęła księżniczka uciekając w stronę krzewu jagód. Guru i Rej również rzucili się w krzaki. Głos bębnów był przerażający, lecz nagle ucichł. Aliana podniosła głowę, i zauważyła grupę około stu wielkich i paskudnych orków. Byli tak wstrętni, iż księżniczka nie miała odwagi nawet drgnąć. Orkowie byli potężnymi, umięśnionymi i tak bardzo odrażającymi stworami, że nikt nie chciałby ich ujrzeć na własne oczy. Ich twarze były pokryte krwią. Ich odstające zęby były czarne, a sam ich odór potrafiłby odstraszyć smoka. Byli uzbrojeni, i odziani w twarde i metalowe zbroje. Byli poturbowani, lecz można było wyczuć coś, co wspierało ich ducha walki. Część z nich nie miało rąk, albo nóg, lecz mimo wszystko ich twarze wyrażały zadowolenie ze zwycięstwa i chęć do walki. Nagle przed nią stanął największy i najpotężniejszy ork. Nie zauważył jej, gdyż stał do niej tyłem. Wówczas rozległ się głos. Był jak tysiące igieł w jej sercu: - Moi bracia. Dziś stoimy tu zjednoczeni. Nasza groza powróci. Znów będziemy rozkoszować się ludzkim mięsem, tak jak dziś. Grupa pierwsza za mną. Grupa druga niech zostanie. I podzieli się łupami.- Wtenczas wielu z nich odeszło na północ. Zostało zaledwie siedmiu. Wszyscy ranni i wycieńczeni. Aliana wpatrywała się w łupy, jakie dzieliły między sobą potwory. Zauważyła coś, czego nigdy nie powinna widzieć. Mianowicie jeden z orków dzierżył na swej głowie koronę, która należała do jej ojca. Dotarło do niej, że miasto, które zostało przejęte przez nich, było jej domem. Bez chwili namysłu rzuciła się na orka z koroną na głowie. Guru i Rej ruszyli za nią. Każdy z nich chwycił przypadkowy miecz leżący na ziemi i będący łupem potworów. Zbiegiem okoliczności Aliana chwyciła miecz swojego ojca. Podbiegła do jednego z pogromców jej miasta i jednym gładkim ruchem ostrego jak brzytwa miecza odcięła mu głowę. Spadła ona obok jej nóg. Wszyscy ze zdziwieniem spojrzeli na „krwiożerczą” księżniczkę, której oczy zaczęły przybierać kolor czerwony. Zapadła głucha cisza. Po chwili wszyscy rzucili się do walki. Guru i Rej nie potrafiący władać mieczem, lekkim fartem unikali ciosów przeciwnika. Aliana nigdy wcześniej nie dzierżąca miecza władała nim niczym od dziecka szkolona w sztuce mordu. Podbiegła do potwora i jednym ruchem rozcięła go na trzy części. Guru niezdarnym ruchem, nieumyślnie rzucił mieczem w stronę Reja. Szczęśliwym trafem pomiędzy obojgiem stanął jeden z orków, który przejął całą siłę ciosu. Rej spojrzał na Guru wściekłym wzrokiem, a ten wzruszywszy ramionami, chwycił kolejny miecz i bronił się dalej. Mantole zabili kilku kolejnych, a księżniczka pozbawiła życia ostatniego potwora ciosem pomiędzy oczy. Bynajmniej tak im się wydawało. Wszyscy zaczęli się cieszyć zwycięstwem, królewna odzyskała „ludzki” wzrok, lecz to nie był koniec. Pozostał jeszcze jeden ork. Chwyciwszy za róg u piersi, zaczął dąć weń z całej siły. W krótkim czasie zebrało się trzydziestu orków. Nie mieli szans... sami. Lecz nie wiadomo skąd i nie wiadomo kiedy ork z rogiem oberwał strzałą prosto w czoło. Zza pagórka wyłoniła się postać łucznika. Podbiegł do księżniczki i rzekł: - Nazywam się Joachim i z chęcią pomogę tak pięknej damie. Wszyscy razem bez słowa skargi rzucili się do walki. Guru patrzywszy na Alianę uczył się walczyć. Nie wychodziło mu to najlepiej, lecz bardzo się starał. Niejednokrotnie podbiegał do odwróconych tyłem orków, i wbijał im miecz w plecy. Rej nie walczył gorzej, lecz należy wspomnieć, iż on ćwiczył posługiwanie się mieczem od wczesnego dzieciństwa, ale nikomu tego nie mówił i próbował pozorować bezradność. Wydawało się, że wszystko jest dobrze, lecz do Guru podbiegł jeden ze stworów. Młody Mantol, chcąc się cofnąć, potknął się o wystający korzeń i przewrócił się na ziemię, upuszczając miecz. Cała sytuacja wyglądała beznadziejnie, gdyż ork uniósł swój miecz w górę... I z całej siły zamachnął się w leżącego Guru. Wtenczas polała się krew. Nie krew Mantola, lecz krew orka, który padł na ziemię ze strzałą w plecach. Guru spojrzał na Joachima tak, jakby chciał mu podziękować. Księżniczka wciąż walczyła z wściekłością, i zdawałoby się, że nic jej nie powstrzyma. Walka dobiegła końca. Każdy z nich oprócz Joachima był przerażony i próbował zdać sobie sprawę z tego, co zrobili. Łucznik się tym nie przejmował, gdyż to nie była jego pierwsza walka. Po oswojeniu się z myślą, iż to już przeszłość, wszyscy poczuli ulgę. Wszyscy oprócz księżniczki, która wypłakiwała swoje ostatki łez nad koroną jej ojca. Lecz jak długo można użalać się nad tym, co już nie wróci? Powstała, zwróciła wzrok na wschód, i rzekła: - Pomszczę śmierć mojego ojca i nikt nie stanie mi na drodze. - Ja stanę- rzekł Guru. Wtenczas Aliana znów „zapłonęła” złością, i nie była sobą. Podniosła miecz i machnęła nim koło twarzy Mantola, który odchyliwszy się do tyłu, upadł na ziemię. Rej podniósł miecz, lecz Guru powiedział: - Nie, poczekaj Reju.- Zwrócił się do księżniczki zmagającej się ze swoimi wewnętrznymi demonami i rzekł- Zastanów się, zanim coś zrobisz. Zemsta nie ma sensu. - Jak to nie ma? Powybijam ich wszystkich- mówiła okropnie niskim głosem. - Co ci się stało moja pani?- rzekł Joachim - Nie zbliżaj się, bo was wszystkich pozabijam! - Aliano!- krzyknął Guru- odpowiedz mi na pytanie. Czy jesteś w stanie ożywić swojego ojca? - To nie ma nic wspólnego z moją zemstą- powiedziała równie odrażającym głosem. - Ale proszę odpowiedz mi na pytanie. - ...nie... no nie mogę mu zwrócić życia...- szepnęła normalnym głosem. - Skoro nie możesz zwrócić życia temu, kto na to zasługuje, to również nie możesz go odbierać tym, którzy zostali nim niesłusznie obdarzeni. A teraz odłóż miecz i chodźmy dalej. Aliana odłożyła miecz i ze łzami w oczach zaczęła przepraszać Guru za swe postępowanie, którego nie może wyjaśnić. Guru z współczuciem przyjął przeprosiny i zwrócił się do łucznika: - A więc masz na imię Joachim. Tak? Skąd pochodzisz i czemu nam pomogłeś? - Tak. Masz rację, nazywam się Joachim. Pochodzę z Eliados, a pomogłem wam, gdyż nie mogłem pozwolić zranić tak pięknej damy. Ale zauważyłem, iż ona nie potrzebowała pomocy. - Uważaj, co mówisz!- zbulwersował się Rej- Ta piękna dama jest księżniczką. - Tak... On ma rację.- powiedziała zarumieniwszy się- Ale dla przyjaciół jestem Aliana. - Ja nazywam się Guru, a ten zuchwały Mantol- powiedział uśmiechając się- to Rej. - Mantole? Dawno o was nie słyszałem.- zdziwił się Joachim- A tak apropo, to czemu zabili twojego ojca?- zapytał patrząc na księżniczkę. - Słyszałeś o „klejnocie z Afiżu”?- powiedziała. - O nim...? Tak. - Popatrz- powiedział Guru ściągając z szyi klejnot. - On... on przecież nie istnieje?!- zdziwił się Joachim. - Nie masz racji mój przyjacielu,- rzekł Guru- Moim zadaniem jest zanieść go do Elleny- królowej elfów...- Wspaniały i wyćwiczony łucznik z zaciekawieniem wysłuchał, co Guru wraz z jego przyjaciółmi muszą zrobić. Po zakończeniu opowieści zapytał- czy chciałbyś razem z nami zaryzykować, bądź poświęcić swoje życie, aby ocalić świat? Wtenczas Joachim wziął swój łuk, przyklęknął, położył go na ziemi i rzekł do Guru: - Ślubuje wam wszystkim, a zwłaszcza Tobie paniczu Guru, wierność i oddanie w tej znaczącej dla nas sprawie.- Nikt się nawet nie odezwał. Wszyscy byli zdumieni szlachetnością nowo poznanego towarzysza.- Czy przyjmiecie mnie do swojej drużyny? - Ależ oczywiście, w rzeczy samej już jesteś jednym z nas.- odrzekł z satysfakcją Guru. Po krótkim zapoznaniu się ze szczegółami swoich życiorysów wyruszyli w dalszą podróż. Wędrowali dniami i nocami, nie mieli ani chwili odpoczynku, gdyż bali się, że dopadną ich jakieś stwory, lecz Rej nie wytrzymał tego zmęczenia, i odważnym i stanowczym głosem powiedział: - Nie zamierzam się stąd ruszać dopóki nie odpocznę. - Wszyscy jesteśmy zmęczeni, ale trzeba iść dalej- pouczył go Guru. - Ale on ma rację. Moje nogi już nie wytrzymują- rzekł Joachim. - A ja myślałam, iż jesteś bardziej wytrzymały przyjacielu. Jednak wy jesteście mocni tylko w słowach.- Wtrąciła Aliana. - Nie obchodzi mnie, czy jesteś księżniczką, czy kimś innym! Nie masz prawa kwestionować naszych umiejętności!- wywrzeszczał Joachim. - Gdybym nie miała powodów, to bym was nie oskarżała, ale jesteście już zmęczeni. Nieprawdaż?- drwiła księżniczka - Pokażemy ci, że możemy wytrzymać więcej niż ty! Idziemy.- powiedział wściekle łucznik. - Powiedziałem, że nigdzie nie idę!- wydarł się Rej. - A nie mówiłam, że na nic więcej was nie stać? - Ucisz się Aliano. Kto ci pozwolił się odzywać!?- Wrzasnął Rej. Guru stał z boku i wsłuchiwał się w kłótnie jego przyjaciół. Patrzał i nie mógł zrozumieć, czemu oni to robią. Sam też miał ochotę wstać i wrzasnąć „Uspokójcie się!. To ja mam klejnot i musicie mnie słuchać”, lecz wiedział, iż nigdy by tak do nikogo nie powiedział. Wpatrywał się w ich oczy i widział tylko złość i zawiść, lecz to nie są cechy jego kompanów. Nagle głosy zaczęły ucichać w głowie Guru. Zdziwiony zaczął się wsłuchiwać w kobiece słowa, które tylko on mógł usłyszeć: „Skoczył w morze ciemne i mordercze. Ześlizgnął się po taflach cienia. Miał ciężkie serce. Nie musiał przywiązywać kamienia.
Z głębi wody ukłonił się światu. Minął sepię piękną i szkaradną. I spoczął na dnie wśród kwiatów. Z takim sercem idzie się na dno.”
Nagle wszystko ucichło, i Guru usłyszał piękny głos królowej Elleny, która zdawała się być bardzo zdenerwowana. Cicho szepnęła mu do ucha: - Guru. Pomóż im. To, co robią, to nie jest zwykłe zachowanie. Oni są pod wpływem mrocznych sił, i tylko ty możesz temu zapobiec. Guru, ocknąwszy się zauważył, iż każdy z jego kompanów wyciągnął miecz, które zachowali po bitwie z orkami, i chcieli zrobić sobie nawzajem krzywdę. Młody Mantol podbiegł, stanął między przyjaciółmi i powiedział: - Moi drodzy, uspokójcie się! Nie wiecie, co mówicie. Pomyślcie o naszym zadaniu. Pomyślcie o sobie. Jak wy się zachowujecie! - Mam już dość tego ciągłego upominania. Albo zejdziesz mi z drogi, albo tego pożałujesz.- Powiedział Rej. Guru podszedł do niego blisko i rzekł: - No proszę. Stoję tu przed tobą. I co zamierzasz teraz zrobić? Zabijesz mnie, czy zabraknie ci odwagi?!- Sam nie wiedział, dlaczego to powiedział. Stał ze strachem w sercu i oczekiwał ciosu. Lecz w tym samym momencie klejnot, który Guru miał na szyi, zaczął się świecić. Wydobywał się z niego oślepiający czerwony blask. Nagle zdawałoby się, iż światło, które nie mogło się wydostać z klejnotu wybuchło. Oślepiający błysk było widać w odległości kilometra od miejsca zdarzenia. Lecz na szczęście nie widziały go orki, ani inne stwory z piekła rodem. Chwilę po wybuchu wszyscy zdali sobie sprawę z tego co zrobili. Zaczęli się przepraszać, i prosić o wybaczenie, lecz Guru nie mógł wydać z siebie ani jednego słowa, gdyż ten wyczyn całkowicie go osłabił. Bez słowa padł na ziemię. Jako pierwsza zauważyła to Aliana. Spojrzała na Mantola i krzyknęła: - Guru! Guru! Co ci się stało?!- podbiegła do niego i rzekła- wybacz Guru. Nie chcieliśmy ci tego zrobić. Proszę powiedz coś. Guru! Odezwij się do mnie. Wszyscy zdali sobie sprawę, że ten wielki czyn tak osłabił młodego Mantola, iż odebrał mu siły życiowe. Padli na kolana, i zaczęli płakać. Księżniczka uroniwszy pierwsze łzy, zrobiła coś, czego nie da się wytłumaczyć. Jej łzy podczas spadania na ciało Guru zaczęły błyszczeć i zostały natchnione magią. Po niedługim czasie młodzieniec otworzył oczy. Wszyscy jego towarzysze podskoczyli ze szczęścia. Guru wstał i nie dowierzał, że udało mu się dokonać czegoś takiego. Wtedy pojął, jak można wykorzystać moc naszyjnika, który był jednocześnie amuletem. Popatrzał na swoich kompanów ocierających łzy szczęścia i powiedział: - Nie płaczcie. Już tu jestem i czuję się dobrze. A poza tym, ten amulet ma naprawdę wielką moc, którą można by wykorzystać do obrony przed tymi stworami. Czyż nie mam racji? - Tak!- odrzekli wszyscy razem z uśmiechem na ustach. Po niedługim czasie, gdy wszyscy już się uspokoili, ruszyli w dalszą drogę. Guru nie mógł opędzić się od pytania „dlaczego zginął król Kamikanu” i w końcu zapytał o to księżniczkę, która mu odpowiedziała: - Pamiętasz jak przyniosłam wam śniadanie ostatniego dnia przed wyprawą... - Tak. I co z tego? - Wtenczas znałeś me imię. Ciekawiło mnie, jak to zrobiłeś, ale domyśliłam się, gdy zrozumiałam, iż mój ojciec nie żyje. Spojrzałeś w oko klejnotu. Nieprawdaż? - W co?- zdziwił się Guru. - W oko klejnotu. Jest to jego centralna część. Jeżeli wpatrzysz się w ten punkt, to ujrzysz to, co chcesz ujrzeć.- wytłumaczyła mu Aliana. - Ale co to ma wspólnego ze śmiercią twego ojca?- zdziwił się Guru. - Właśnie do tego zmierzam. Jeżeli będziesz w jakimkolwiek miejscu, i spojrzysz w oko klejnotu, to żaden z potworów nie spocznie, dopóki te miejsce nie zostanie zniszczone, i klejnot nie będzie odnaleziony. - A więc to ja jestem winny śmierci twojego ojca?!- zdziwił się Guru- Ja... przepraszam, naprawdę nie chciałem tego zrobić... ja nie wiedziałem... - Uspokój się Guru. Ja się już z tym pogodziłam, i wiem, że o tym nie wiedziałeś. Proszę zapomnijmy o tym. Dobrze? - Dobrze.- odrzekł Mantol. Wyruszyli w dalszą podróż. Wędrowali i wędrowali. Podczas bezustannego poszukiwania miejsca, które mogło nie istnieć, dziesiątki razy zatrzymywali się na obrzeżach lasów, aby się najeść. Po czym dotarli w końcu do pewnego miasta. Joachim stanął przed bramą, spojrzał na przepiękne wyrzeźbione wzory na obeliskach, oraz znajdujący się pomiędzy nimi herb. Przedstawiał on człowieka z łukiem, który celował w wielkiego zielonego smoka. Wtenczas zrozumiał, gdzie jest i cicho szepnął: - Wróciłem. - Co powiedziałeś?- zapytał Guru - Wróciłem. Jestem w domu!!- wykrzyknął szczęśliwy- Ale się tu zmieniło. Nie było mnie tu aż pięć lat. Chodźcie! Zapraszam was do mojego domu. Joachim zaprowadził ich do centralnego placu, gdzie znajdował się jego dom. Zapukał do drzwi i czekał, aż mu otworzą. I tak się stało. Przed drzwiami stanęła starsza kobieta, i zapytała: - W czym mogę pomóc?- zapadła głucha cisza. Starsza pani spojrzała w oczy łucznika i krzyknęła- Joachim! Mój syn wrócił! Och... synu. Co cię sprowadza do twojej starej matki. Wtedy przy drzwiach zebrała się cała rodzina, aby przywitać Joachima. Jego matka zaprosiła wszystkich do środka. Usiedli przy wielkim stole w pokoju, starsza pani wraz ze swoimi córkami przygotowały powitalny poczęstunek. Usiadły przy stole i matka Joachima powiedziała: - Nazywam się Tarina, i jak się domyślacie jestem matką waszego przyjaciela. A to są jego siostry: Leandra, Karina, Oliana. Nie miałam innych synów poza nim, a mój mąż zginął podczas obrony królestwa. - Ja nazywam się Guru, ten oto młodzieniec to Rej, a ta panna to Aliana, księżniczka Kamikanu. - Księżniczka?? - Tak, ale proszę się tym nie przejmować- powiedziała zawstydzona Aliana. Po obfitym posiłku, który można również nazwać kolacją, wszyscy ułożyli się do snu. Nie było z tym problemu, gdyż w domu było dużo miejsca. Z samego rana, gdy wszyscy jeszcze sobie spali, Guru wyruszył, aby zwiedzić królestwo. Wędrował przez wszystkie uliczki, aż trafił na grupkę pięciu chłopaków. - Popatrzcie. Mamy gościa.- powiedział złowieszczym głosem jeden z nieznajomych.- Masz jakieś pieniądze? Wspomóż biednych nieznajomych. Ha ha ha. Guru mógłby ich pokonać, lecz nie chciał ich zabijać. Nic innego nie umiał. Cofnął się kilka kroków i czekał na zbawienie. Nagle zza niego wyszedł bardzo „potężny” człowiek. Był to mężczyzna dwa na dwa, jak by to powiedziano w naszych czasach. Był wysoki i strasznie gruby, lecz dawało mu to przewagę. Guru drżącym głosem powiedział: - Proszę pana. Oni chcą mi zrobić krzywdę. Niech mi pan pomoże. Proszę! - A ile mi zapłacisz?- zapytał. - Nie mam pieniędzy. - Zostaw go nam Karl.- powiedział jeden z łobuzów. - Zaraz. Jeżeli mi zapłacicie, to wam pomogę.- zasugerował. - Nie potrzebujemy twojej pomocy...- powiedział chłopak, podchodząc do olbrzyma- ...grubasie Karl bez chwili namysłu podniósł rękę i walnął łobuza prosto w nos, po czym powiedział: - Tylko nie „grubasie”.- wówczas reszta grupki uciekła w popłochu. - Dziękuję za pomoc.- powiedział Guru. - Gdyby mnie nie wyzwał, to bym nic nie zrobił.- powiedział Karl. Młody Mantol, mimo zakłopotania, powiedział: - Nazywam się Guru, a ty- Karl. Nieprawdaż? Olbrzym jedynie odburknął i poszedł w swoją stronę. Guru wzruszył barkami i poszedł do domu Joachima. Kiedy wszedł, zauważył, że nikt już nie śpi. Po wejściu do pokoju zauważył, jak Joachim wstaje i mówi: - Gdzie ty byłeś? Wszyscy się martwiliśmy, że coś ci się stało. - Ja tylko zwiedzałem miasto. Przepraszam. - No dobra. Koniec tego dobrego. Siadajcie do stołu i jedzcie, bo wam wystygnie.- powiedziała Tarina. Po wspaniałym posiłku Joachim powiedział: - Teraz musicie poznać mojego najlepszego przyjaciela. Potem wyruszymy ponownie w podróż. Żegnam mamo- mówił przytulając ją kurczowo. Poszli do przyjaciela łucznika, który mieszkał na obrzeżach miasta. Guru po otwarciu drzwi zauważył w nich olbrzyma, który go uratował rankiem. Obydwaj w tym samym momencie spojrzeli na siebie i powiedzieli: - No nie, to znowu ty. - To wy się już znacie?- zdziwił się. - Miałem tę przyjemność.- powiedział Guru. - Rano uratowałem jego skórę.- chwalił się Karl. - Tak, ale chciałeś za to zapłaty.- wytykał mu Guru. - Jak zawsze myśli tylko o pieniądzach.- powiedział Joachim.- Dobrze, dobrze. Uspokójcie się już. - Dobra. Przepraszam i dziękuję.- powiedział Guru podając rękę olbrzymowi. Po pogodzeniu się Joachim przedstawił Karlowi resztę swoich przyjaciół, a ten zaprosił ich na herbatę. Następnie Joachim zaproponował swojemu przyjacielowi, aby ten pomógł im w wypełnieniu misji. Lecz zanim ten skończył, Karl powiedział: - Dobra, ale to będzie sporo kosztowało. - Dobry żart.- uśmiał się Joachim. - Ja nie żartuję. - Co?- zdziwił się łucznik- po tylu latach przyjaźni, ty mi mówisz coś takiego!! Jak śmiesz!! Ty... ty leniuchu, ty pasożycie...- mówił do rozśmieszonego Karla. - ...ty wariacie, ty gru... - Nie!!- krzyknął Guru zasłaniając usta Joachima.- Nie mów nic na temat jego wagi. - Jak ty możesz robić coś takiego swojemu przyjacielowi?!- powiedziała Aliana. Karl pomyślał i postanowił, że z nimi pójdzie, gdyż w trakcie walki może znaleźć coś cennego, lecz tego im nie mówił. - Dobra, mogę iść z wami. Może na coś się przydam. Spakował się i wyruszyli w dalszą podróż. Wciąż na wschód. Ale przenieśmy się teraz w inne miejsce. W miejsce, gdzie znajduje się Fordolf. Był on w najwyższej wieży Rotteru, wraz z Królową Elleną, i wpatrując się w magiczną kulę obserwowali postępy Guru. - A więc widzisz Elleno, Guru zebrał już całą piątką. - Tak.- powiedziała Ellena.- Zebrał już swoją „Drużynę Afiżu”. Rozdział III Fordolf- zwiastun śmierci...
Wędrowali przez lasy i pustkowia. Zatrzymywali się tylko od czasu do czasu w niewielkich miasteczkach, aby się pożywić i odpocząć. Guru zaczął nabierać podejrzeń i podzielił się swoją myślą z przyjaciółmi: - Chciałbym coś zauważyć. - Co znowu?- zapytał złośliwie Karl. - Uspokój się. Jeżeli chcę coś powiedzieć, to na pewno coś ważnego.- zezłościł się Joachim - Chciałem zauważyć, że od kilku dni nie widzieliśmy żadnego potwora. To mi się nie podoba. Guru zadziwił wszystkich swoim spostrzeżeniem. Lecz powiedział to zbyt wcześnie. Nagle w krzakach znajdujących się wokoło nich zaczęło się coś ruszać. To nie było miłe uczucie, gdyż tym razem byli nieuzbrojeni. Lecz to nie była jedyna niespodzianka. Karl zdjął torbę, którą miał na plecach i wyciągnął z niej pięć lśniących mieczy. Rozdał je z pośpiechem i powiedział: - Macie, a zapłacicie mi później. Acha, jeszcze jedno, jeżeli ktoś będzie chciał mojej pomocy, to musi mi najpierw zapłacić. Ja nie żartuję. Nikt nic nie odrzekł. Wszyscy, oprócz Joachima chwycili miecze. Ten zaś trzymając łuk, powoli wyciągnął strzałę, naciągnął łuk i czekał. Wycelował w krzaki i w pewnym momencie wypuścił strzałę. Gdy znikła ona w krzewach, usłyszeli straszliwy ryk padającej ofiary. Joachim sięgnął po następną strzałę, i wystrzeliwszy, zabił kolejnego stwora. Nagle zza krzaków wyskoczyło około dwudziestu demoników. Były to stworki o czarnej skórze oraz czerwonych przekrwionych oczach. Były one małe, mierzyły około metra, lecz posiadały skrzydła, więc trudno było je trafić. Okrążyły one wszystkich. Joachim sięgnął po miecz i w tej samej chwili zostali zaatakowani przez te potwory. Pierwszy cios zadał Guru odcinając głowę jednemu z nich. Następnie księżniczka, nie wpadając w szał zabijania, wbiła swój miecz jednym płynnym ruchem w brzuch domona, po czym go wyciągnęła, obróciła się i odcięła skrzydło kolejnemu. Dobił go Joachim. Rej walczył nie gorzej od innych, chociaż robił to trochę niezdarnie. Gdy podniósł miecz, aby trafić potwora stojącego przed nim trafił tego, który chciał go zaatakować od tyłu. Obrócił się i zamachnąwszy się trafił demona, który był przed nim. Joachim pokonawszy kolejnego potworka omal nie dostałby nożykiem, który wyleciał zza krzewów. Wypuścił strzałę w tamtym kierunku i trafił. Aliana zauważywszy, że za plecami Guru stoi demon dzierżący miecz bardzo szybko podniosła nożyk, i rzuciła nim w demona, jednocześnie ratując życie Guru. Ten spojrzał na księżniczkę i krzyknął: - Za tobą!! Aliana obróciła się i zderzyła się z demonem, który uciekał przed Joachimem. Padła na ziemię i była zdana na łaskę demona. Lecz ten nie tracił czasu na zabijanie, lecz wolał uciekać przed Joachimem. Nagle przed demonem wyskoczył inny z potworów i ukarał jego strach przebijając go mieczem. Nagle nadciągnęły posiłki. Znajdowało się ich około dwustu. Drużyna Afiżu była skazana na zagładę, lecz wtedy zdarzyło się coś równie nieoczekiwanego jak posiłki wroga. Zza krzaków na białym lśniącym rumaku wyskoczył Fordolf, który staranował dwudziestu za jednym razem. Cała szóstka miała już szansę, aby poradzić sobie ze wszystkimi domonami, gdyż mag potrafił wyczarować ognistą strzałę, która zabijała dowolny ciąg potworów. Reszta została pokonana łatwo. Po wszystkim Guru zapytał się Fordolfa: - Co cię tu sprowadza i gdzie byłeś? Musisz nam to wyjaśnić, jeżeli masz zamiar dolej ryzykować nasze życie! - Ależ owszem. Musimy porozmawiać. Byłem w pewnym miejscu, o którym nie powinniście na razie wiedzieć. Przybyłem, aby pomóc wam wypełnić misję drużyny Afiżu. - Czego?- zdziwił się Guru. - Od teraz jesteśmy drużyną Afiżu.- wytłumaczył mag. - Dobrze. Niech będzie. Ale mam jeszcze jedno pytanie Fordolfie.- odeszli na bok, i Guru zapytał- ostatnimi czasy słyszałem dziwne głosy. U mnie to nic nadzwyczajnego, lecz tym razem nieznany kobiecy głos recytował wiersz. - Jaki wiersz?- zdziwił się Fordolf - Wiersz o tym, jak ktoś się zabija skacząc do wody, lecz najdziwniejsze jest to, iż zabija się z miłości. - Wiem! Wiem już o co ci chodzi. Nie daj się zwieść! Ten wiersz recytuje straszliwy stwór, którego imienia nie można wypowiedzieć w naszym języku. Nazywamy go Kostazion. On chce, abyś uwierzył, że potrzebuje twej pomocy. W rzeczywistości on chce tylko amuletu. Uważaj na siebie, i na to, co robisz. Dobrze!? - Dobrze.- powiedział skruszonym głosem Guru. - Ale nie załamujmy się. Trzeba ruszyć dalej. No i wyruszyli, lecz tym razem nie na wschód. Teraz Fordolf prowadzi ich na południe. Na południe, gdzie znajduje się portal prowadzący do piekła. Portal jest to brama przenosząca wszystko, co się w niej znajdzie, w odległe miejsce. W tym wypadku do piekła. Czarodziej zrobił to, ponieważ nie chciał iść na wschód. Wiedział, że jest tam coś, co może zniszczyć wszelkie nadzieje na ocalenie świata. Nie powiedział, gdzie idą i dlaczego zmienili kierunek. Wszyscy wierzyli mu bezgranicznie. Lecz nie wszystkim to wyjdzie na dobre. Nikt się nawet nie pytał dlaczego zmienili kierunek. Lecz Guru był bardzo podejrzliwy. Wiedział, że coś nie idzie tak, jak chciałby Fordolf. Podszedł do niego i zapytał: - Powiedz mi Fordolfie... dlaczego idziemy na południe, a nie na wschód? - Nie jest ważne dlaczego, lecz dokąd.- odpowiedział. - A więc jaki dlaczego zmieniliśmy kierunek? - Idziemy tam, gdzie nikt z nas jeszcze nie był. Jest to miejsce, którego nikt nie powinien odwiedzać za życia. - Powiesz mi dokąd idziemy, czy nie!!- zdenerwował się Guru - Do piekła- odrzekł mag. Guru baz słowa stanął w miejscu i nie mógł się ruszyć. Sama myśl o tym, że odwiedzą piekło, wprawiła go w osłupienie. Rej zauważył, że Guru się nie rusza. Powiedział o tym swoim kompanom, którzy podeszli do niego. Wtenczas Rej zapytał: - Co się stało? Guru. Czemu się nie ruszasz? - Wiem już, gdzie idziemy.- odrzekł Guru. - No, wiem. Idziemy do Rotteru, aby oddać amulet królowej Ellenie.- powiedział Joachim. - Nie... Fordolf prowadzi nas do piekła!- powiedział Guru. - Gdzie!?- zapytali wszyscy ze zdziwieniem. - Tak.- powiedział Fordolf.- prowadzę was do piekła, ponieważ to jest jedyna bezpieczna droga, aby dotrzeć do naszego celu. - Piekło!! To jest bezpieczna droga!?- zdziwił się Guru.- Tam nie ma nic bezpiecznego. - I tu się mylisz. Wszystkie sługi zła wyszły na powierzchnię, aby cię zabić. Więc piekło jest puste. - Ala my się tam spalimy.- Powiedziała Aliana. - Nie. Znam zaklęcie, które ochroni nas przed wrzącym powietrzem, lecz uważajcie gdzie stąpacie. Tam jest wiele gruntu, który może się w każdej chwili zapaść. A poza tym nie dajcie się zwieść złudzeniom. One mogą nas zabić. Rozumiecie? - Dobrze niech ci będzie. Nie mamy nic do stracenia.- powiedział Guru.- Poza życiem. Wszyscy zgodnie wyruszyli dalej. Wędrowali przez rozległe krainy, pustynie, lasy i rzeki. Po drodze zabijali niewielkie jednostki orków i demonów. Były to małe trzy-, bądź czteroosobowe patrole, które już nie wrócą do swego pana. Po długich wędrówkach dotarli w końcu do wrót, które prowadziły do portalu. Lecz były one chronione przez trzech potężnych magów. Każdy ubrany w brązowy płaszcz z kapturem. Przed wejściem do pierwszego pomieszczenia Fordolf zarządził małą Przerwę, której celem było przygotowanie się do wędrówki w głąb nieznanego. Guru popatrzał na pierwszą z bram. Na około niej znalazł dziwny napis. Napis ten był w języku, którego Guru nie rozumiał. Było tam napisane: „Alerto nedikum nawertz akawope lendaskoli dummeno ikirissus ulweplok semmuno”. Mały mantol zapytał Fordolfa: - Co tu jest napisane? - „Aby dostać się do piekła, musisz mieć siłę, aby odpowiedzieć na trzy pytania”.- powiedział mag.- Nic więcej tu chyba nie ma. Lecz Guru wpatrując się w napis, zrobił coś, co może mu pomóc w późniejszym czasie. Po niedługim czasie Fordolf powiedział: - Musimy już iść. Lecz mam złą wiadomość. Jeżeli ktokolwiek źle odpowie na zadane pytanie, zostanie zamieniony w kamień, a tego nie będę mógł odwrócić, więc lepiej kilka razy pomyśleć, zanim coś się powie. Rozumiecie. Te stwory nie mają duszy. One nic nie mają, nic poza pytaniami i nieżywymi pechowcami, którzy próbowali się dostać, lub wydostać z piekła. Jesteście gotowi? - Tak- odpowiedzieli wspólnie. Więc ruszyli w głąb pierwszej komnaty. Była to ponura, lecz dobrze oświetlona komnata, w której znajdowało się wiele ciał. Skamieniałych i skostniałych ciał. Dotarli do pierwszej z istot. Nagle z sufitu zszedł ponury obłok, który wtopił się w ciało nieznanej istoty, która rzekła: - Kto śmie budzić mnie, wielkiego maga, z wiecznego spoczynku? Spojrzawszy na Guru i jego przyjaciół, powiedział: - A więc kolejne dusze do stracenia. - Nazywam się Guru i mam zamiar odpowiedzieć na wszystkie pytania. - Nie, to zbyt niebezpieczne.- krzyknął Fordolf. - To ja dowodzę tą drużyną, więc ja biorę całą odpowiedzialność za was.- to było moje ostatnie słowo. - Więc mamy już wybrańca.- zaśmiał się wielki mag.- Proszę, ale ty jesteś młody i silny. A oto pytanie: „Co to jest? Rano chodzi na czterech nogach, po południu na dwóch, a wieczorem na trzech”. Ha! Ha! Ha! Wiecie, czy nie? Guru po chwili namysłu wykrzyknął ze szczęścia: - Człowiek!!! - Co?- Spytała Aliana. - Człowiek. To jest odpowiedź. Po narodzeniu chodzi na czworaka, a gdy dorośnie, czyli w południe jego życia, chodzi na dwóch nogach, a na wieczór , czyli w starości, podpiera się trzecią nogą, czyli laską. To jest człowiek!! - Nie spodziewałem się, że po tak krótkim czasie odpowiesz na moje pytanie. Oczywiście możecie iść dalej, lecz strzeżcie się. To nie zabawa. Dziwny ponury obłok ulotnił się w kierunku nieba. Po wejściu do drugiej komnaty szczątki leżące na ziemi, skupiając się w jednym miejscu, objawiły postać kolejnego maga. Tym razem wydawał się on potężniejszy. Bez żadnego słowa, podniósł głowę i Guru zauważył jego wielkie, okrągłe przekrwione oczy, które pałały nienawiścią. Zdawało się, iż mały Mantol uczynił mu wiele złego. Postać opuściła głowę i z jeszcze potężniejszym głosem, niż jego poprzednik powiedział: - Kto to jest: „Nie jest synem brata, ani siostry twojego ojca, ani twojej matki, lecz jest twoim kuzynem”. A więc wiesz, kto to jest, czy mam już was zgładzić? - Nie bądź zbyt pewny siebie.- powiedział Guru. Po krótkim czasie powiedział: - To jest podstępne pytanie, lecz zdaje mi się, że znam odpowiedź. Jeżeli jego matka jest moją ciotką, to on jest synem mego wuja, lecz nie z nią, tylko z inną kobietą. - Nie!!!- wrzasnął wielki mag, rozsypując się w drobny pył. - A jednak... udało mi się- rzekł Guru- To nie było trudne, lecz to nie koniec. Wszyscy raźnie ruszyli do trzeciej komnaty, która była całkiem czarna. Nie było widać ścian, podłogi, ani nawet sufitu. Stanęli przed wielkim konfesjonałem, lecz nikogo tam nie było. Myśleli, że ta komnata jest pusta, lecz gdy ruszyli w stronę portalu, ze ściany przed nimi wydostał się duch ostatniego z wielkich magów, i powiedział: - Wy też chcecie przejść do portalu? Nie macie szans. Na pytania moich poprzedników mało kto odpowiada, lecz na moje nikt jeszcze nie odpowiedział. - Jednak ja muszę to zrobić.- powiedział Guru- Muszę zanieść klejnot z Afiżu do królowej Elleny, a to jest najbezpieczniejsza droga. - Nie odpowiecie na moje pytanie. Jestem pewien. Ale zacznijmy: „Jak ja mam na imię?” Zapadła głucha cisza. Każdy myślał, że to będzie pytanie podchwytliwe, lecz nie spodziewali się czegoś takiego. - Wiem, znam odpowiedź!- krzyknął Karl.- Fordolf powiedział, że oni nie mają nic, więc ty nie masz imienia. - Ha. Ha. Ha. Pomyliłeś się mój kolego. Ja mam imię... Wówczas wielki mag podniósł ręce i zaczął wykonywać płynne okrężne ruchy. Kiedy wskazał na przestraszonego Karla, zamienił się on w kamień. Joachim zauważywszy, iż jego najlepszy przyjaciel stracił wolność, wyciągnął miecz i rzucił się na maga. Ten podniósł rękę, i Joachim zamarł w bezruchu. Od stóp nieznajomego po ziemi „popłynął” zadziwiający i przerażający czarny obłok, który po zetknięciu się ze stopami Joachima zamienił go w kamień. Wszyscy pozostali ze łzami w oczach próbowali ruszyć z miejsca, choć jednego z nich, lecz nie udało się. Siedli na podłodze i zaczęli myśleć. Nikt nie wiedział o czym myśleć. Czy o rozwiązaniu zagadki, czy o śmierci bliskich. Wówczas Guru przypomniał sobie napis, który widniał przy wejściu do pierwszej komnaty. Wstał i powiedział: - Ja wiem, jak masz na imię... Wiem i powiem ci to. Lecz żałuję śmierci moich przyjaciół. Ty masz na imię: „Annaldius”. - Masz rację. Teraz wrota piekła stoją przed wami otworem. Pierwszy raz ktoś odgadł moje imię. Mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy. - Ale jak?? Jak ty to odgadłeś??- zapytał Rej. - To proste. Pamiętacie napis na pierwszej bramie? - Tak.- odpowiedzieli wszyscy razem. - Pierwsze litery z tych wyrazów tworzą jego imię. - Nigdy o tym nie pomyślałem.- wściekał się na siebie Fordolf. Zostawiwszy swoich przyjaciół, z bólem w sercach ruszyli dolej. Stanęli przed portalem, który wyglądał, jakby był pokryty błękitnym jedwabiem, który powiewa w ciemnych czeluściach komnaty. Guru podszedł do portalu i dotknął błękitnej chmury. Poczuł dziwne ciarki na plecach. Chciał wejść dalej, lecz Fordolf krzyknął: - Nie! Nie wchodź! Wyciągnij rękę! - Czemu?- rzekł Guru, wyciągając ją z błękitnej chmury.- co mi się stało z ręką?! Jest jakby... spalona!! - Tak. To te piekielne powietrze. Ale mam zioła, które ci pomogą. Wyciągnął zioła z podręcznej torby i natarł rękę Guru. W tej chwili odzyskała ona własne barwy i kształty. Mag podniósł ręce i zaczął odmawiać jakąś modlitwę. Z jego rąk wypłynęły turkusowe promyki, które zostały wchłonięte w ciała wszystkich żywych uczestników tej wyprawy. Było to zaklęcie, które ochroni ich przed powietrzem piekła. Wówczas wszyscy weszli w portal. W ułamku sekundy znaleźli się w piekle. Jest to miejsce, które nie powinno być odwiedzane przez żadną żywą osobę. Sklepienie znajdowało się kilkaset metrów nad nimi. Co dziesięć metrów był naturalny słup, który łączył sklepienie z ziemią. Obok nich co kilkanaście kroków płynęły rzeki lawy. Niedaleko buchały gejzery, ale nie było tam kompletnie nikogo. Była to okolica, w której strach było się bać. Guru zrobił kilka kroków do przodu. Wówczas rzucił się na niego Fordolf. W miejscu, w którym stał Guru wybuchł gejzer. - Uważaj gdzie stajesz.- rzekł Fordolf. Od tej pory każdy patrzał się pod nogi, a nie przed siebie. Każdy oprócz Fordolfa, który z zamkniętymi oczami wyczułby to, co jest przed nim. Była to bardzo dziwna wędrówka, gdyż rozpalone otchłanie…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Maniek3000
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…