Wróć do katalogu

Klown

Czyż dzieci nie są słodkie? Czy nie lubią się bawić? Czy nie zdarza się czasem, by zaufały "za bardzo"?

Vance, opublikowano , 9 min czytania, 3,8 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

- Juhu! – zawyła Betty, zjeżdżając po zjeżdżalni. Miała sześć lat. Była śliczna jak poranek i od tego dnia nie postarzała się ani o rok. Kręcone włosy opadały na jej zarumienioną i lekko zabłoconą twarz. W zabawie nie przeszkadzało jej to, że pada, że aktualnie jest sama w ogrodzie, że ma brudne ubranie. Dorosłym potrzeba do zabawy znacznie więcej. Te maluchy jedyne czego potrzebują to wolności. I szczęścia. Betty była pełna energii. Takiej energii, jaką mają tylko dzieci i tylko one potrafią w pełni ją wykorzystać. A ona, pomimo deszczu, bawiła się w najlepsze. Wchodziła na zjeżdżalnie i zjeżdżała. I tak w kółko. A w kolejce czekał plastikowy dinozaur, huśtawka i bujany konik. Same atrakcje. Znowu nogi na stopniach. Znowu tyłek na zjeżdżalni. Znowu pisk. Znowu radość. Zabawa. Tutaj nikt nie musiał pilnować małej Betty McClain. Była na tyle dorosła, by można ją było zostawić na chwilę samą oraz na tyle młoda, by rodzice potrafili jeszcze właściwie skorzystać z wolnej chwili. Na szczęście dziewczynka nie była tego świadoma, toteż sytuację uznawała za idealną wyłącznie dla siebie. Zjechała jeszcze raz, piszcząc z uciechy. Z domu dobiegał jakiś utwór Franka Sinatry. Dla nas, dorosłych, to co wyprawiała, było rzeczą niepojętą. Czy dlatego, że to zakazany owoc? Że nie można? Że każdy zabrania? Czy po prostu dzieciaki lubią i chcą się bawić w błocie? Chyba tak naprawdę nie wie tego nikt. Nawet one same. Co nie przeszkadza im się świetnie rozerwać. A o to właśnie chodzi. Niedługo mieli się pojawić jej koledzy i koleżanki ze szkoły. Mieli przyjechać ogromnymi i czarnymi samochodami z milczącymi kierowcami i przyciemnianymi szybami. McClainowie urządzali bankiet, czy coś takiego. Betty nie wiedziała co to bankiet i nie interesowało ją to. Najważniejsza była zabawa. Zabawa sama w sobie oraz zabawa z rówieśnikami. - Cześć Betty. Pokazać ci sztuczkę? Betty spojrzała w kierunku bramy, pewna, że to któryś z rodziców. Miała nadzieję, że to Emma. Bardzo ją lubiła a ona lubiła ją. Przy bramie nie było żadnego samochodu. - Tu jestem – odpowiedział ten sam głos. Czasem można poznać, czy mówiąc, ktoś jest wesoły czy smutny. Ten głos brzmiał, jakby z trudem powstrzymywał się od śmiechu. Dziewczynka w końcu odwróciła się w dobrym kierunku. Stał tam, między piaskownicą a ogrodzeniem. Miał na sobie fioletowy, bufoniasty strój z pomarańczowymi aplikacjami. I pomarańczową perukę. Wyglądał trochę jak Ronald McDonald, trochę jak łysiejący facet a trochę jak niewiadomo co. Ostatnie skojarzenie wprawiło dziewczynkę w stan wesołości i chociaż czuła, że nie powinna, głośno się zaśmiała. Klown spojrzał się na nią i również się uśmiechnął. - To jak, Zgrywusko? Co cię tak rozśmieszyło? - Ale pan dziwnie wygląda – powiedziała, swym dziecinnym głosem. Wiedziała, że nie powinna z nim rozmawiać, ale rozmawiała – Dlaczego pan tak dziwnie wygląda? Klown zaśmiał się i mrugnął. - Nie mów, że ci się nie podoba. - Jest… Ja bym czegoś takiego na siebie nie włożyła – odparła stanowczo i również wybuchła śmiechem. Zaraz jednak rozejrzała się podejrzliwie – Jak pan tu wszedł? - Strasznie dużo pytań zadajesz, Betty – klown nadal się uśmiechał – Ale mogę ci powiedzieć. Tylko cicho, bo to tajemnica. Twoi rodzice poprosili mnie, żebym posiedział dzisiaj z wami. Zadzwonili do mnie… - Z komórki? – wtrąciła. Do tej pory nie mogła przeboleć, że jeszcze nie ma swojego telefonu. Wszyscy już mieli. Wszyscy. Tylko nie ona. Rodzice mówili o jakiś promieniach. Chyba. I chociaż Betty powiedziała, że każdy z jej przyjaciół ma telefon, pozostali niewzruszeni. - Z komórki. Na komórkę – odparł – To jak, pobawimy się razem? Póki reszta jeszcze nie przyszła? Betty spojrzała na niego spod kręconych włosów. Nagle stała się nieufna. Może i była na swoim podwórku, może i obok byli rodzice, ale ojciec… - Tata powiedział, że nie mogę rozmawiać z nieznajomymi - powiedziała cicho. Mężczyzna zacmokał niczym dziadek, przyłapany przez wnuka na oszustwie. - Rozmawiasz ze mną już od kilku minut i nagle ci się to przypomniało? – zapytał klown, po czym wybuchnął śmiechem. Gdyby w tym momencie Betty nie patrzyła w stronę domu, zobaczyłaby, że jego…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych