Wróć do katalogu

Kochany Pan Miś

Strzeżcie się misiów

qla, opublikowano , 45 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Kochany Pan Miś

"Mała dziewczynka, zagadkę odgadła, do jej pokoiku śmierć się zakradła. Zbyt późno jednak, sierotka mała o czyhającym zagrożeniu się dowiedziała. Dlatego uważaj na lalkę, misia swojego, bo możesz już nie ujrzeć, światła dziennego."

Niewielu znalazłoby się takich, którzy uwierzyliby w tę nieprawdopodobną historię. Ty również nie dałbyś wiary, co może wydarzyć się w dziecięcym pokoju. Pełnia księżyca na gwiaździstym niebie rozświetlała miasto i roztaczała ponurą aurę tajemniczości, jakby coś złego miało się wydarzyć. Gwar cywilizacji za dnia ciężki do wytrzymania, teraz zamienił się w sporadyczne odgłosy przejeżdżających samochodów, tramwajów i ludzkich rozmów.

Wychylił się zza rogu i próbował dostrzec w oparach fioletowego światła drogę, prowadzącą do sklepu z zabawkami. Chodził nią często, jednak teraz sytuacja była zupełnie inna. Krótka przebieżka, która zwykle zajmowała mu kilka minut, obecnie wydawała się być prawdziwą eskapadą na koniec świata. Każdy kąt mógł kryć śmiertelne zagrożenie. Muffy oczami wyobraźni widział Jego twarz z wielkimi wybałuszonymi oczyma i demonicznym uśmiechem. Przynajmniej tak opisywali go ci, którym udało się przeżyć spotkanie z Nim. Zło w czystej postaci. Wcielenie najgorszych koszmarów. Muffy wiedział, że jak najszybciej musi wszystkich ostrzec. Ta myśl drążyła jego mózg, nie dawała spokoju. A może to już niepotrzebne? Może oni już dawno nie żyją? Idąc na palcach przemieszczał się w kierunku mysiej dziury prowadzącej ze sklepu na zaplecze. Stamtąd było już niedaleko. Ominął wyłożoną przez właścicielkę łapkę na myszy i przystanął nasłuchując. Doszedł go dźwięk, coś jakby szuranie butów. Czy to tylko jego wyobraźnia, czy może to cierpiące dusze wszystkich tych, których On zabił? Trzeba iść dalej - pomyślał. Mimo paraliżującego strachu nie wolno mu się było zatrzymać, odpocząć. Uklęknął i posuwając się na czworakach próbował przecisnąć się przez otwór. Połową ciała znajdował się już na zapleczu, gdy poczuł, że coś łapie go za nogi. Zimny dreszcz przeszył ciało. Serce biło jak oszalałe. Zaczął się wyrywać, kopać, jednak coś mocno trzymało. Chwilę potem poczuł ogromny ból w kostkach. To coś zaczęło go ciągnąć za nogi. Próbował szarpać, jednak nadaremnie. Ogromna siła, wyciągnęła go z otworu i rzuciła jak workiem o ziemię. Leżąc na brzuchu próbował się podnieść, jednak ból skutecznie udaremnił jego plany. - Przeciąłem ci pęciny. To stara sztuczka, aby uniemożliwić ofierze ucieczkę. Życie jest brutalne - zagrzmiał donośny głos. Muffy jak bezbronny żuczek przewrócił się na plecy i zobaczył potężną postać, trzymającą ostry, długi przedmiot. W ciemności nie był w stanie dostrzec dokładnie wszystkich szczegółów, jednak bez wątpienia to był On. Krew sącząca się z przeciętych kostek, zalewała podłogę a ból przeszywający ciało, krępował ruchy. Z wielkim wysiłkiem Muffy wstał na kolana i próbował zebrać siły do ucieczki. Nagle poczuł na karku silny uścisk a chwilę potem wisiał kilkanaście centymetrów nad podłogą. Ktoś trzymał go za szyję i niczym szmacianą lalką wywijał w powietrzu. Oprawca popchnął go w kierunku pułapki na myszy. Muffy mimo rozpaczliwych prób zapanowania nad ciałem nie był w stanie wygrać z siłą bezwładności. Metalowy pręt uderzył z prędkością kuli. Trzask pogruchotanych kości i przeraźliwy jęk przeszyły ciszę. - Teraz na pewno mi nie uciekniesz - zagrzmiał głos. Oprawca podszedł do uwięzionego Muffiego. Nadepnął mu na dłonie, uniemożliwiając poruszanie rękami. Używając ostrego narzędzia wykonał dwa głębokie nacięcia na wysokości nadgarstków, tam gdzie zwykle robią to samobójcy. Muffy wił się z bólu, jego krzyk rozległ się w całej kamienicy. Kat czekał. Przeraźliwe jęki stopniowo ucichły. Muffy spojrzał na oprawcę pustym wzrokiem i tylko ciche westchnienie świadczyło, że uchodzi z niego życie.

Zerwał się wiatr. Czyste niebo zasnuły chmury. Małe trąby powietrza niosące jesienne liście tańczyły jak baletnice, wykonując egzotyczne figury. Morderca stał i sycił się widokiem martwego, sponiewieranego i zakrwawionego ciała. Trzymał chirurgiczny skalpel, z którego kapały jeszcze krople krwi. Oprawca podniósł ręce do góry w geście triumfu. - Starożytni bogowie Venomu dodajcie mi sił - wykrzyczał. - Panie nie zawiedź moich oczekiwań. Twój wierny sługa wypełni przepowiednię i proroctwo stanie się faktem. Ziemia pokłoni się przed ostatnim synem rodu Valgendorf. Teraz wydawał się jeszcze większy i potężniejszy. Ogromne ramiona trzymające ostre narzędzie i demoniczny wyraz twarzy obwieszczały całemu światu nadchodzący koniec.

...

Wolnym krokiem, szli leniwie ulicą Marynarską handlowego kierunku centrum handlowego "Galeria Mokotów". Żona i dzieci senatora Iwasińskiego przyzwyczajeni byli do luksusów. Halina ubrana w garsonkę od Versace, skórzane buciki za jedyne siedemset złotych z wyprzedaży i torebkę z krokodylej skóry prowadziła za rączkę Jacusia, siedmioletniego, zmanierowanego chłopczyka. Znudzona, pięcioletnia Małgosia szła obok i co chwila zaglądała w sklepowe wystawy. Przystawiała twarz i rączki do szyby, wystawiała język i wpatrywała się do środka. Od wewnątrz rozpłaszczony nos przypominał świński ryjek. - Małgoniu! - krzyknęła mama. Chodź tutaj. Dziewczynka nic nie robiąc sobie z reprymendy udzielonej przez Halinę dalej w najlepsze zaglądała przez szybę. Za jedną ze sklepowych wystaw dostrzegła ślicznego pluszowego misia. Miał szare futerko, czarny nosek i przecudne, lśniące jak węgielki oczka, którymi patrzyły w kierunku Małgosi i prosił: "Zabierz mnie ze sobą. Jestem tu taki samotny. Nie mam się do kogo przytulić. Jeśli masz dobre serduszko, uratuj biednego misia". - Mamusiu, mamusiu, popatrz - z przejęciem w głosie zagadnęła dziewczynka. Złapała mamę za spódnicę i szarpiąc stanowczym głosem krzyczała - Ja chcę misia, musisz mi go kupić. Rozkazuję ci, inaczej nie będę jadła do końca życia. - Córeczko, czy nie widzisz, co to za sklep? Przecież nie wejdziemy do lumpeksu. Co sobie ludzie o nas pomyślą? Kupimy ci lepszą lalkę w Centrum Handlowym. - Ale ja chcę tego misia, nie lalkę - z płaczem w głosie krzyczała. Otworzyła sklepowe drzwi i wślizgnęła się do środka. - Utrapienie z tymi dziećmi - westchnęła mama, ciągnąc za rękę Jacusia. Chcąc nie chcąc weszli do second handu. Małgosia trzymała w objęciach kilkudziesięciocentymetrowego pluszowego niedźwiadka. Krzyczała głośno, że nie wyjdzie stąd, dopóki mamusia nie kupi jej zabawki. - Dziecko, czy wiesz ile robactwa znajduje się w takiej zabawce? Kto wie, czy nie ma w niej wszy, albo pcheł? - z oburzeniem westchnęła Halinka. - Mamusiu, ale on jest taki kochany, będzie moją ulubioną maskotką - lśniące oczy dziewczynki oznajmiały, że nie ma najmniejszego zamiaru rozstać się z nową zabawką. Zrezygnowana mama zapłaciła za misia i z markotną miną wyszła ze szmateksu.

Sobotnie popołudnie jak co tydzień spędzali w hipermarkecie. Halina przeszukiwała markowe sklepy w poszukiwaniu butów i garsonek. Dzieci starały się dotrzymywać jej kroku. Co chwilę jednak rozbiegały się widząc nowe, kolorowe stoiska. Małgosia cały czas nie wypuszczała pluszowego misia z rąk. Tuliła go i głaskała, mimo że leżąc na sklepowej wystawie, zdążył się zakurzyć i lekko pobrudzić. - Nazwę cię Teddy - stwierdziła z przekonaniem. - Jesteś taki kochany. Co prawda trochę śmierdzisz, ale jak wrócimy, mama wypierze cię w pralce. Będziesz jak nowy.

Późnym popołudniem przybyli do domu. Parterowa willa z czerwonym dachem zamieszkiwana przez rodzinę Iwasińskich, nie wyróżniała się niczym spośród innych domów zamożnych osób z dzielnicy. Politycy, biznesmeni, aktorzy, stworzyli w tym miejscu enklawę dla bogatych. Pokój Małgosi przypominał świat z bajki. Zielone ściany z namalowanymi kolorowymi kwiatuszkami idealnie komponowały się z niebieskim sufitem pokrytym świecącymi, fluorescencyjnymi gwiazdkami. Wszędzie porozrzucane było mnóstwo najnowszych, najpiękniejszych zabawek. Na parterze znajdował się jeszcze zabawkowy pokój Jacusia. Przeważali tam bohaterowie kreskówek i komiksów. Pomieszczenia sypialne dzieci mieściły się na piętrze, obok sypialni rodziców.

Teddy przeszedł pranie i dezynfekcję. Skoro miał zająć honorowe miejsce wśród innych domowników, musiał być wzorem czystości i schludności. Małgosi przeszło nawet przez myśl, że pluszowe misie idealnie nadają się do łapania w futerko brudu i kurzu, i że firmy sprzątające powinny zatrudniać je zamiast sprzątaczek. Teddy zajął najważniejszą pozycję w całym pokoiku, został posadzony na komodzie uważanej za honorowe miejsce w pokoju.

Nastała noc. Wszyscy domownicy ułożyli się do snu. Nawet pies Azor, zwinął się w półmetrową kulkę i cichutko pochrapując śnił o baleronach, szynkach i kiełbasach. Wszystkie łapki schował pod siebie i wyglądał z daleka jak duża futrzana bryłka. Nie zdawał sobie sprawy z tego, jak przerażające wydarzenia rozegrają się przed jego nosem.

"Kochane dzieci, nie wiem czy wiecie, że cudowności dzieją się na świecie. Nocy każdej, gdy wszystkie śpicie w domkach waszych wstaje życie. Zabawki wszystkie ze snu się budzą i ani trochę wtedy się nie nudzą. Zabawy i harce urządzają sobie, jedną z historii opowiem dziś tobie."

Zabawki powoli zaczęły przebudzać się z dziennego snu. Wiadomością dnia, było przybycie kolejnego mieszkańca zielonego pokoju.

- Słyszeliście nowe wieści? - odezwał się Clown. - Mamy nowego. - Niemożliwe, kto to taki? - odpowiedział długonosy Pinokio. Szary miś wywołany do tablicy najuprzejmiej jak potrafił przedstawił się. - Witam, wszystkich nazywam się Teddy, przynajmniej tak nazwała mnie moja nowa właścicielka. - Skąd jesteś? Jak się tutaj znalazłeś? - dopytywali mieszkańcy. Pojawienie się nowego domownika, nie było rzeczą rzadką. Wybredna Małgosia średnio raz w tygodniu dostawała nową maskotkę. Pierwszoplanowe role odgrywały jednak Barbie i Ken - modne, pachnące i ubrane w najlepsze ubranka lalki. Niższą kastę społeczną stanowiły misie, clowny i smutny mim z łezką w oku. Nie mogło zabraknąć również kucyków Ponny. Na prośbę mieszkańców Teddy rozpoczął opowieść o swoich losach, wszyscy słuchali go z zainteresowaniem. Oto moja historia - zaczął. Mieszkałem w zamożnej rodzinie na obrzeżach miasta. Niczego mi nie brakowało. Miałem swojego opiekuna Piotrusia. Byliśmy przywiązani do siebie tak bardzo, że ani na moment się nie rozstawaliśmy. Kiedyś do naszego domu przyszli źli ludzie. Wszystko obrabowali. Zabrali również i mnie. Dlaczego? Tego zapewne nigdy się już nie dowiem, może przypominałem im zabawkę z dzieciństwa. Po wielu perypetiach trafiłem wreszcie do sklepu z używaną odzieżą, gdzie wbrew woli swojej mamy kupiła mnie mała dziewczynka. I tak właśnie znalazłem się u was, przyjaciele moi kochani. - Biedny misiu, my się tobą zajmiemy - z wyraźnym rozczuleniem westchnęła Barbie, przytulając Teddiego. - U nas nic złego cię nie spotka. Żyjemy tutaj w spokoju i zgodzie z zabawkową naturą. Rozmawiali przez całą noc o różnych sprawach. Teddy budził wśród mieszkańców pokoju coraz cieplejsze uczucia. Wszyscy polubili misia, za jego dobre usposobienie, śliczne czarne oczka i słodki wyraz twarzy. Jednocześnie współczuli mu trudnej przeszłości. Opowiedzieli mu o pokoju Jacusia i o tych wszystkich bohaterskich postaciach, z którymi ciężko znaleźć wspólny język. O psie, na którego trzeba uważać, bo można skończyć jako śniadanie. O beztroskim życiu, jakie prowadzi się w domu Iwasińskich. Nowy lokator zdążył się zadomowić. Czuł się tutaj dobrze, lecz o ukrytym życiu lokatorów zielonego pokoju przyszło mu się dowiedzieć nieco później...

...

- Czy aby nie za bardzo zaufałaś temu misiowi? - zapytał Ken. - Czy ty zawsze we wszystkim doszukujesz się podstępu? - pytaniem na pytanie odpowiedziała Barbie. - Nie o to chodzi, ale według mnie za bardzo zbliżyłaś się do niego, mimo że jest u nas od niedawna. - Nie widzisz jak smutny był jego los, należy okazać mu trochę zrozumienia i czułości - z rzewnością w głosie stwierdziła lalka. - Ja nic nie sugeruję, ale nie podoba mi się ta sytuacja. Tak jak i to, że wieczorami wychodzisz do pokoju Jacka. Krążą plotki, że spotykasz się z ActionManem. - Jesteś zazdrosny! Nie mogę tego słuchać! Czy insynuujesz, że cię zdradzam - z wyrzutem w głosie zaprotestowała. - Nic nie sugeruję. A ty nie podnoś na mnie głosu - wykrzyczał mocno podenerwowany Ken. - Myślisz, że nie widzę, jak gapisz się na cycki tej lalki w niebieskiej sukience - odpierała atak Barbie. - Mówisz o Klarze? To tylko moja przyjaciółka. - A skąd ja mam wiedzieć, że nie pieprzycie się za moimi plecami. - Dosyć! Nie mogę tego słuchać. Z nami koniec. A ty idź sobie do tego swojego mięśniaka bez mózgu - wyrzucił z siebie i odszedł. - Bardzo dobrze. Ty też idź sobie do tej silikonowej lafiryndy. Aż dziwne, że produkują nas jako parę - wywrzeszczała do odchodzącego Kena.

...

Czarny pluszowy miś z klapniętym uszkiem podszedł do Teddyego, usiadł obok i przedstawił się. - Cześć, jestem Rolo - powiedział piskliwym głosikiem. - Cześć, miło mi cię poznać - odpowiedział grzecznie Teddy. - Jak leci? - pytał dalej próbując podtrzymać konwersację Rolo. - Dobrze - z dystansem odrzekł szary miś. - Jestem taki samotny - zaczął się żalić. - Mogę być twoim przyjacielem, jeśli chcesz - zaproponował Teddy. - No coś ty naprawdę? Od początku wyglądałeś mi na swojego misia. Brakuje mi prawdziwej miłości - zaczął szlochać czarny. - Nie mazgaj się, proszę. Bądź misiem stary. - Wiedziałem, że mogę na ciebie liczyć. To co, pójdziemy na boczek i ten tego... - natychmiast się rozchmurzył a w jego oczach zajaśniały małe ogniki. - Słucham? - ze zdziwieniem patrzył Teddy, nie bardzo wiedząc o co chodzi. - Może gdzieś się schowamy i zaznamy prawdziwej misiowej miłości - z nadzieją w głosie przekonywał Rolo. - Czego ty ode mnie oczekujesz? - Jasna cholera. Fajny to ty może jesteś, ale kapujący to za grosz - z konsternacją stwierdził czarny. - Nic nie kumasz? - Nie bardzo wiem, co mam kumać. Czy nie mógłbyś tego powiedzieć tak wprost, bez owijania w bawełnę? - zaproponował Teddy. - Wiesz chciałbym cię bzyknąć, albo lepiej nie, to ty możesz bzyknąć mnie. Jeśli tylko chcesz - mrugając oczami, starał się być czarujący. Na twarzy Teddyego pojawiło się zniesmaczenie i zdziwienie równocześnie. - Ty zboczeńcu jeden. Teraz wszystko rozumiem. Idź sobie w cholerę. Ja taki nie jestem. Pomyliłeś się - z oburzeniem w głosie oznajmił Teddy. - Życie jest ciężkie. Jeszcze do mnie przyjdziesz i będziesz prosił o łaskę. - Zobaczymy. Nie licz na moje towarzystwo - to powiedziawszy oddalił się, aby nie prowokować Rolo.

...

- Wiesz Fioletowy, ten Teddy jest bardzo sympatyczny. Nie uważasz? - zapytał różowy konik Ponny. - Tak, masz rację. Mimo, że jest u nas od niedawna, bardzo go polubiłem - odpowiedział Fioletowy. - Co innego ten kłapouchy miś. Jak on się nazywa - Rolo? - Chyba tak. Boję się go. Nie zamieniłem z nim ani słowa, mimo że jest u nas już od miesiąca. - Ma w oczach coś złego. Jakby ukrywał jakąś tajemnicę.

...

Barbie siedziała obok pudełka z zabawkami i cichutko szlochała. - Co się stało? - zapytał Teddy, najdelikatniej jak potrafił. - Znowu pokłóciłam się z Kenem. Obwinia mnie, że go zdradzam. Wymyśla niestworzone historie a ja jestem niewinna - wyszlochała lalka. - Nie martw się, wszystko będzie dobrze. Przejdzie mu, faceci tacy już są. Podszedł do niej i przytulił do pluszowej piersi. Lalka przestała płakać i poczuła się lepiej. Siedzieli tak wtuleni w siebie. Z oddali obserwował wszystko Ken tłumacząc sobie całą sytuację jednoznacznie. Dziwka, na pewno pójdzie z nim do łóżka - pomyślał - co mi tam, znajdę sobie inną dziewczynę.

...

Teddy siedział na dywanie, trzymając w objęciach Barbie. - Jesteś taki miły. Dobrze mi - to mówiąc, gładziła misia po brzuszku. - Wiesz co Barbie? - zapytał stanowczym głosem. - Słucham cię mój pluszaku. - Puszczalska jesteś. Ken ma rację, że ci nie ufa. - Słucham? - popatrzyła ze zdziwieniem, podnosząc głowę. - Szmata i zdzira jesteś. Czy mam ci to narysować? - zapytał szary miś. Na twarzy Barbie zarysował się grymas zdziwienia. Teddy zerwał się na nogi i szybkim ruchem złapał Barbie za włosy. Lalka starała się wyrywać, krzyczeć jednak nie była w stanie. Jedną ręka trzymał ją mocno za złociste długie włosy, drugą zakrywał twarz, aby nie mogła krzyczeć. - Ciekawe z kim jeszcze się gziłaś, dziwko. Zobaczymy, co tam masz pod tymi różowymi ciuszkami. Położył ją na ziemi i zaczął rozpinać bluzkę. Jej nagie piersi wzbudziły w nim uczucie pożądania, którego dawno już nie czuł. Próbowała się uwolnić, jednak po chwili dała za wygraną i zupełnie spokojnie poddała się jego woli widząc, że opór tylko pogarsza sytuację. Teddy rozebrał lalkę i zaczął dotykać swoimi wielkimi, włochatymi łapskami. Leżała bez ruchu. On wyciągnął z kieszeni srebrny błyszczący skalpel i przyłożył jej do gardła. Jego misiowa chuć i energia musiały znaleźć ujście. Sytuacja potoczyła się jak burza. Zdarł z lalki bieliznę i trzymając za włosy gwałcił, grożąc, że zabije jeśli zacznie krzyczeć. Gwałtownymi ruchami penetrował jej ciało. Na jego ustach pojawiła się piana, a oczy płonęły z nienawiści. Był jak w narkotycznym transie. Przypominał dzikie zwierzę, którego nic nie jest w stanie powstrzymać. Drapieżnik i ofiara, której los, jest już przesądzony. Scena uniesienia trwała krótko. Miś wydobył z siebie głośne westchnienie. Stoczył się ze swojej ofiary, wstał i spojrzał w jej kierunku. Leżała jak martwa. Obojętna twarz nie przedstawiała żadnego uczucia przerażenia czy strachu. - Zaraz zginiesz mała suko - wycharczał. Przyłożył Barbie skalpel do policzka. - Jak się teraz czujesz? Boisz się? Masz już pełne majtki? Co ja mówię, przecież ty nie masz majtek - wybuchnął śmiechem, zachodząc się z własnego wyszukanego dowcipu. Wykonał delikatne cięcie po policzku lalki, mała stróżka krwi popłynęła po twarzy. - I nie próbuj krzyczeć, bo cię wypatroszę - zagroził miś. Było jej wszystko jedno. Nie dbała o to, co dzieje się z jej ciałem. Po tym, co jej zrobił, nie znajdowała w sobie energii do dalszej walki. Biernie poddawała się swojemu losowi. Mimo, że ciało jeszcze żyło, dusza była już martwa. Koszmar, jaki przeżyła spowodował całkowitą utratę woli życia. - Skończmy już ten spektakl, nie jesteś dla mnie żadnym przeciwnikiem - to mówiąc miś przeciągnął ostrym narzędziem po szyi ofiary. Barbie opadła na kolana i oparła ręce o podłogę. Uszkodzone tętnice tłoczyły wyciekającą krew. Teddy musiał się odsunąć, aby nie ubrudzić futerkowych łapek w czerwonej posoce. - Agghhh - upadając wydobyła z siebie ostatnie westchnienie. Jej ciało leżało w kałuży krwi i wykonywało dziwne ruchy. Teddy stał obok i obojętnym wzrokiem patrzył na ostatnie oznaki uchodzącego z niej życia. Jej czysta dusza jak piękny motyl, żyjący na świecie tylko kilka dni, odchodziła do lepszego świata. Teddy spojrzał w kierunku domku, zamieszkiwanego przez Kena - On będzie następny - warknął. Wolnym krokiem podszedł do drzwi i zapukał. - Kto tam? - zapytał zgorzkniały głos Kena. - To ja, nowy mieszkaniec zielonego pokoju, chciałbym z tobą porozmawiać. - O czym? Odejdź, nie mam nastroju do rozmowy - odrzekł. - Otwórz, właśnie przerżnąłem twoją laskę - z drwiną w głosie zażartował - dosłownie i w przenośni. - Co takiego? - ze zdziwieniem odpowiedział głos i w drzwiach pojawił się Ken. Nastąpił cios. Wielka kosmata łapa, uderzyła Kena w nos. Ten z wielką siłą przeleciał przez cały domek. Jego ciało zsunęło się po ścianie, a świadomość zgasła. Obudził się po krótkiej chwili. Wisiał na linie, przywiązany za ręce i nogi do sufitu. Obok na ziemi siedział znudzony szary miś i czekał, aż Ken odzyska świadomość. Lalka miała być głównym daniem tego wieczoru. - Witaj - zaczął Teddy. Kenowi powoli wracało czucie. Cios był potężny. Językiem wyczuł, że brakuje mu kilku przednich zębów. Twarz, bolała jak diabli. - Czego chcesz? - wyseplenił odpluwając krew. - Ciebie, mój mały. Życie jest ciężkie - wstał i podszedł do wiszącego. - Zabij mnie, jeśli chcesz. Od początku wiedziałem, że jesteś nienormalny - wysapał Ken. - Zabawimy się w grę - zaproponował miś. Ty mi powiesz, jak chciałbyś zginąć, a ja za każdą złą odpowiedź, odetnę ci palec, a może coś innego. Co ty na taki układ? - z wyraźnym rozbawieniem zapytał. - Odpieprz się. Jesteś pomylony. Idź do diabła, tam twoje miejsce. - Zła odpowiedź, tracisz fant. - to powiedziawszy wetknął do ust wiszącej lalki kawałek szmaty. - To abyś nie krzyczał. Następnie chwycił rękę Kena i gwałtownym ruchem, odciął mały palec. Ofiara wiła się z bólu, wydawała z siebie dziwne dźwięki. Teddy złapał Kena za gardło i poczekał, aż ten się uspokoi. Następnie wyjął knebel z ust. - Runda druga, proszę wybrać metodę swojej śmierci. Do wygrania nic - z wyraźnym rozbawieniem stwierdził pluszak. - Ty pojebie... Ratunku! - zaczęła krzyczeć lalka. - I znowu zła odpowiedź. Oddajesz kolejny fant. Wetknął knebel i odciął mu mały palec z drugiej ręki. Ken zemdlał. Krew z odciętych palców, wylewała się na podłogę. Jego ciało opadło, a twarz pobladła. - Mięczak - burknął Teddy. - Sam wybiorę dla ciebie rodzaj śmierci. Wbił skalpel w klatkę piersiową Kena na wysokości serca i niczym sprawny chirurg zaczął przedzierać się przez skórę, mięśnie i kości. Dotarł do bijącego serca i pozbawił je doprowadzających żył i tętnic. Złapał organ w rękę i wyszarpnął z ciała ofiary. Fragmenty układu krwionośnego i mięśnie stawiały opór, ale miś pomógł sobie ostrym narzędziem. Nabił serce Kena na końcówkę skalpela i wbił swoje zębiska w życiodajny organ. Odgryzł kawałek i wypluł. - Panie mój! Przyjmij tę ofiarę i spraw, aby twój wierny sługa, dostąpił zaszczytu poznania wielkiej tajemnicy starożytnej księgi zabawek. Mistrzu marionetek, zgodnie z twoim proroctwem, pozostała mi jeszcze jedna dusza. Nie zawiedź mnie i pozwól mi dostąpić wtajemniczenia. Zbyt wiele poświęciłem w imię Twoje. Ja Abaddon ostatni syn królewskiego rodu Valgendorf, zaklinam was bogowie Venomu, dajcie mi siłę. Jego ciało umazane krwią i wnętrznościami ostatniej ofiary osunęło się na ziemię. Mimo skrajnego wyczerpania zdawał sobie sprawę, jak niewiele dzieli go od dostąpienia do wielkiej tajemnicy.

...

Wśród zabawek zapanowała panika, kiedy rozeszła się wieść o śmierci Barbie i Kena. Nigdy jeszcze, nie zdarzyło się w ich świecie, tak okrutne morderstwo. Tymczasem dwa ciała ich współtowarzyszy okrutnie okaleczone leżały bez życia, a oni mogli być następni. Podejrzenie padło na Rolo. Nikt go nie lubił, wszystkim wydawał się bardzo podejrzany, a chodziły nawet słuchy, że jest…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych