Koma
Refleksje człowieka, który zapadł w śpiączkę.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Ciemność.
Jakiś dziwny dźwięk. Za oknem? Nie, raczej za drzwiami. Wytężam słuch. Rytmiczne pukanie, z każdą chwilą coraz głośniejsze – jakby bliższe. Po chwili całkiem wyraźne. Ktoś puka do drzwi, nie uzyskując odpowiedzi delikatnie je otwiera. Czuję na sobie spojrzenie. Nic nie mówi, po prostu podchodzi. Powiew wiatru tylko muska moje włosy…
Odkąd sięgam pamięcią byłem uśmiechniętym człowiekiem. Czasy dzieciństwa minęły tak szybko, niezauważenie. Przyjemnie jest wracać do nich myślami. Tym bardziej, że teraz mam na to dużo czasu.
Mam na imię Robert. Mniej więcej pięć tygodni temu wracałem z imprezy. Pewien znajomy zorganizował melanż, poza miastem. Około trzeciej, nie wiedząc czemu, atmosfera zaczęła się psuć. Doszło do przepychanek, rękoczynów. Zbyt wiele osób, zbyt dużo nowych twarzy – tak to tłumaczyłem. Postanowiliśmy wyjść na zewnątrz, straciłem ochotę by imprezować. Parę osób stwierdziło, że też nie ma ochoty już się bawić. Postanowiliśmy wracać. Mój kolega, mimo iż pijany usiadł za kółkiem. Powiedział, że będzie prowadził. Nie wiem, czemu nikt nie zareagował. Chociaż jedna osoba. Teraz żałuję tego, jednak za późno. Ruszyliśmy…
Dobry humor wrócił wraz z przebytymi kilometrami na liczniku. Szło mu dobrze. Nie bałem się, aż momentalnie, w jednej chwili naprzeciw nam wyskoczyła ni z tego, ni z owego wielka, potężna ciężarówka. Jej światła, dotąd niewidoczne nagle oślepiły nas niemiłosiernie. Pamiętam jeszcze tylko jak w momencie największego strachu, całe życie przeskoczyło mi przed oczyma. Moment poczęcia, dzieciństwo, młodzieńcze lata i ta awantura. Siła wielkiej prędkości, masa i czas stały się jednością.
Czasem mam wrażenie, iż pamiętam jak wyciągali mnie z samochodu. Nieznani mi ludzie, w białych strojach. Jakby lekarze. Migotliwa pamięć, coś jakby slajdy. Takie niewyraźne, frywolne. Niebędące kolektywem całości. A jednak…
Widziałem oczy mojej współtowarzyszki. Całkowicie białe.
Widziałem zakrwawione ciało kierowcy.
I rozbryzganą krwią ulicę, która stawała się coraz jaśniejsza. Od świtu, nie od czerwonej cieczy.
Oraz samochód skazany już tylko do kasacji. Ciężarówki nie było, albo jej nie pamiętam.
Czasem też widzę, jak jadąc na sygnale karetką, lekarze zniecierpliwieni mówią do siebie –saturacja w normie?! Ile Kurwa jeszcze będziemy jechać?!
Później białe korytarze, zawrotna prędkość. Wszystko białe. I oczy, pełne żalu, smutku oraz zawzięcia. Zmęczone. Twarze spocone. Determinacja, walka do ostatniej chwili.
Później konsternacja. Niepewność. I ciemność, która trwa do dzisiaj.
Sam już nie wiem, jaki mamy dziś dzień. Piątek, może sobota? Jaki miesiąc? Impreza była w maju. Jest ciepło, więc pewnie czerwiec, lipiec. A może się mylę.
Pamiętam jak usłyszałem rozmowę lekarzy. Wspomnieli coś o jakiejś śpiączce. O braku reakcji na bodźce. Ale ja słyszałem wszystko! Momentami czułem! Lecz te chwile, były przelotne, krótkotrwałe. Jednak były…
Z czasem przyzwyczaiłem się do upiornej ciemności. Ani jeden błysk, nawet malutkie światełko nie pozwoliło mi się nacieszyć się swoim pięknem. Czułem zapachy. Coraz wyraźniej, jakbym odzyskiwał z każdą chwilą ten zmysł. Ciągle słyszałem, nawet wyraziściej niż dotychczas. Było to spowodowane zanikiem jednego ze zmysłów. Moje uszy rejestrowały teraz nawet ciche drgania powietrza, wywołane brzęczeniem muchy w dalszej części pokoju. Słyszałem to, co się działo za drzwiami. Zapach także się wyostrzył.
Jednak ciemność wypełniała mój punkt postrzegania świata. Nie widząc nic czułem pustkę. Czuję.
Ciężko mi stwierdzić jak długo już leżę; przestałem liczyć dni za pomocą systemu opracowanego przez Mnie samego, mianowicie: ranek kojarzony z niezwykle intensywnym zapachem koszonej trawy, południem była upalna cisza oraz trudności z oddychaniem, o ile miałem pewność, że oddycham; Wieczorem słuchałem koncertów świerszczy oraz brzęczały mi komary. Jednak nie denerwowały mnie tak jak kiedyś, nie teraz, kiedy nie czułem swojego ciała. Może i gryzły, wysysając krew, jednak nic mi o tym nie wiadomo. Uśmiechałem się w myśli(fizycznie nie mogłem nie czując mięsni twarzy), że teraz jestem dla komarów łakomym kąskiem. Dającym pożywienie, nieemitującym zła oraz niezabijającym.
Szukałem radości w każdej rzeczy. Jednak słowo, które najpełniej ilustruje moje uczucia to strach. Oraz niewiedza.
Już wiem, że jestem w szpitalu. Podłączony do respiratora, odłączenie mnie od tej życiodajnej maszyny będzie moim końcem. Zapadłem w śpiączkę. Taka jest opinia lekarzy, więc czemu do jasnej cholery mam świadomość tego, że istnieje? Jak inaczej mogę nazwać to, co się dzieje? Czy to jest sen, albo raczej koszmar? Czy Bóg chciał mnie pokarać za coś? Jeżeli tak to przepraszam. Może chciał mnie nauczyć, że warto cenić życie w każdej chwili, nie zważając na przeciwieństwa losu? Ale ja to już rozumiem. I niecierpliwie czekam na poprawę…
Na próżno. Czas, jedyny przyjaciel, który mi teraz towarzyszy.
Jak wracam pamięcią do wydarzeń z imprezy zauważam, że giną mi twarze, obrazy, które do tej pory doskonale mogłem imaginować. Dlatego staram się coraz więcej wyobrażać, kreować swoje fantazje. Boję się tego, iż powolnie, będę przestawał istnieć – znaczy się, myśleć. Doceniam fantazję.
Kolejna godzina, druga. Za nią i trzecia. Przestałem odróżniać dzień od nocy, teraz wszystko jest takie same. Mroczne, tajemnicze. Co chwilę słyszę kroki, ktoś podchodzi do łóżka, patrzy nic nie mówiąc, odchodzi. A ja mam ochotę pogadać, chociaż przez moment. Albo spojrzeć, zobaczyć świat takim, jaki jest, a nie takim, jaki istnieje w mojej, coraz to bardziej, słabnącej wyobraźni.
Czy moje istnienie jest wegetacją? Rażący jest ciągły brak słuchania czegokolwiek- chociaż radio by postawili. Ale oni pewnie myślą, iż nie słyszę. Iż moja podświadomość śpi wraz z ciałem. Lecz nie mogę im powiedzieć, że się mylą. Choć tak bardzo bym chciał.
Słyszę pukanie do drzwi. Nie odpowiadam, sarkastycznie pocieszając się. Ktoś znów wchodzi, nie mówiąc nic siada przy mnie. Czuję na sobie spojrzenie, strasznie krępujące. Dziwnie się czuję, taki obnażony. Boże- a co jeśli, ja jestem powiedzmy nagi? A ktoś siedzi, przed mną wpatrując się w mnie? Ta niepewność, ten lęk trochę pobudził moje odczucia, te negatywne. Ogarnął mnie strach oraz zniesmaczenie, przed tym, co kreuje realizm. Bo, mimo, iż istnieje, nie wiem, co się dzieje tam poza mną. W pokoju.
Wchodzi kolejna osoba. Modlę się w duchu, żeby, chociaż wymieniły poglądy, chcę usłyszeć słowa! Jednak znów pustka. Drażni mnie to, a fala niepewności osiąga apogeum.
- On się poci?
- Proszę nie ruszać, zawołam lekarza! Panie doktorze!
Kolejna osoba.
- Tak siostro?
- On się poci!
- To naturalne. W końcu ciągle jest człowiekiem. Proszę o tym nie zapominać.
Wyszedł, a ja byłem w szoku.
Słyszałem głos matki. Moje odczucia sprawiły, iż moje ciało zaczęło się pocić. Wielka, niepohamowana i frywolna siła sugestii zadziałała na fizyczność mojego ciała. Przez moment dałem oznakę życia. Nie, nie jako człowiek, który żyje. Ale jako ktoś, kto ma jakąś kontrolę nad samym sobą.
Brakowało mi czegoś takiego. Spróbowałem raz jeszcze, bez powodzenia. Znów przegrałem, sam ze sobą.
Zabawne, ale nie pamiętam, kiedy wyszła moja matka. Mam wrażenie, że minęło dużo czasu. Ambiwalentne odczucia. Brak racjonalnego poczucia czasu. I cały czas ciemność.
Mijał czas. Nawet nie spałem. Sen jest odpoczynkiem dla ciała, mózgu. Więc, czy podświadomość jest duszą, jako, że nie musi odpoczywać? Szereg pytań, wszystkie bez odpowiedzi, akurat wtedy, kiedy mam na nie czas odpowiadać. I szukać rozwiązań. Paradoks.
Znów ciemność.
Muchy latające przy oknie, rozmowy na korytarzu, buczenie respiratora. Zapominam, czym jest muzyka, jak brzmi. Co mi się podobało jakiś czas temu? Nie mogę skojarzyć rytmu. Próbuje improwizować, niewerbalnie, co brzmi trochę paradoksalnie dysharmonijnie.
Niczym kakofonia ciszy, ironicznie mówiąc.
Zapominam, czym jest rozmowa. Brakuje mi tego. Dosięga mnie…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Marvellous
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…