Konkurs
Groteska obyczajowa
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Wczesną wiosną ogłoszono konkurs o zasięgu ogólnofajflandzkim. Konkurs wyrósł z naturalnych potrzeb duchowych i dążeń całego postępowego społeczeństwa Fajflandii. Miał na celu przeciwstawienie się skostniałym, ciasnym normom obyczajowym, zacofaniu i przestarzałym zakazom moralnym, tłumiącym indywidualność i rozwój jednostek. Dyrektor Bożydar Pimpa postanowił wziąć udział w konkursie; ba! – postanowił go wygrać. Był perfekcjonistą z natury. Czuł, że jest tu najlepszy. Miał naprawdę ambicję wygrania w tej sferze życia. Zresztą na jego ambicję miała też niemały wpływ atrakcyjność nagrody głównej: półroczne samotne wakacje w luksusowym hotelu w ciepłych krajach, z dowolną ilością wstępów na basen, wynajęć ekskluzywnych samochodów oraz łodzi żaglowych i motorowych. To wszystko przecież stanowi marzenie lub treść życia wielu ludzi! A on nie musiałby się z nikim dzielić – byłby w tym niebie zupełnie sam! I nie musiałby nic a nic robić – we wszystkim by mu usługiwano! I jakże wzrósłby jego prestiż! Dyrektor Pimpa wziął się za realizację wymogów konkursowych natychmiast po otrzymaniu regulaminu drogą elektroniczną. Zgłosił swój akces, uzyskał mejlową akceptację i poszedł do pokoju żony. Akurat kończyła czynić gruby, solidny makijaż, który służył jej głównie do ukrywania niepotrzebnych uczuć i zmarszczek. - Kochanie, wiesz, tak sobie myślę, że nadeszła chyba najwyższa pora, żeby się rozwieść – zaczął dyplomatycznie. Popatrzyła na niego badawczo: - Tak sądzisz? Dlaczego akurat teraz? - Mamy za sobą już siedem lat pożycia. To bardzo dużo, biorąc pod uwagę statystyczny czas trwania małżeństw fajflandzkich. Czytałem naukową rozprawę o tym, że normalne uczucie międzyludzkie powinno się zakończyć po czterech latach. Ktoś może nas podejrzewać o jakieś zacofanie, zastój emocjonalny, może nawet o wstecznictwo obyczajowe! Zamyśliła się przez chwilę. Spojrzała na swoją twarz w lustrze. - Może masz rację – powiedziała – odfajkowaliśmy już najcięższy obowiązek wobec ojczyzny: wychowaliśmy dziecko, doprowadziliśmy je do obowiązku szkolnego, a teraz to już szkoła jest od dalszego wychowywania Gabrielcia. My jesteśmy mu potrzebni już tylko jako sponsorzy, a w tym celu nie musimy być dalej małżeństwem. Po co się męczyć takim uzależnieniem, liczeniem się z tobą, kompromisami, tolerowaniem tych twoich wad i zagrań, po co. Jestem jeszcze młoda, niebrzydka, jeszcze mogłabym sobie pożyć, poszaleć, pobawić się. A w małżeństwie można się tylko zestarzeć. - Ja także jestem szczęśliwy, że mogę mieć to już za sobą i wreszcie się od ciebie uwolnić. – odetchnął z ulgą - Mamy prawo być niezależni, niczym nieograniczeni, mamy prawo nie dzielić z nikim swojej własności. - Masz rację, kochanie. Ty zawsze masz rację – uśmiechnęła się do niego zalotnie. „Ona rzeczywiście jest jeszcze zupełnie niezła – pomyślał – co prawda znudziła mi się i coraz bardziej denerwuje mnie tymi swoimi dziwactwami, mam już tego dosyć. Ale kiedy od niej odpocznę, to za jakiś czas możemy sobie jeszcze nieźle poszaleć...” Uśmiechnął się do swoich myśli i puścił oczko do żony. Potem wyszedł do pracy na resztę dnia, jak zawsze. Za jakiś czas - szybko i bez kłopotów – otrzymali rozwód, a niedługo potem wyrok dotyczący alimentów oraz podziału majątku. Oboje zostali pokrzywdzeni, oszukani i wykorzystani, sąd okazał się niesprawiedliwy dla każdego z nich, no, ale trzeba było realizować jego postanowienia, bo cóż innego pozostało? Najważniejsze jednak, że stali się znów wolnymi, nieograniczonymi przez rodzinę ludźmi. - Wiesz – zamyśliła się nieco Angelika, wychodząc z sądu – małżeństwo to jest w ogóle przeżytek. Być może to był nasz największy błąd życiowy. Być może zmarnowaliśmy swoje najlepsze lata. - A wiesz – przejął od niej refleksyjny ton – ja też coraz częściej tak myślę. Zresztą nie jest to żaden nowy pogląd. Słyszę co rusz takie opinie o małżeństwie od różnych ludzi, także od tych najbardziej inteligentnych i wykształconych. - No tak... Pobraliśmy się, żeby spłodzić i wychować dziecko, bo tak nakazywał dobry ton. Boże, cóż za przestarzałe, drobnomieszczańskie obyczaje! Przecież syna mogłaby wychowywać jakaś niania z dzikiego Wschodu. My bylibyśmy wolni, a dziewczyna miałaby pracę w godnym, cywilizowanym kraju. - Miejmy nadzieję, że nasz syn nie popełni tego samego błędu. - O, na pewno nie. On jest bardzo inteligentny. I bardzo zbuntowany przeciwko tym purytańskim ograniczeniom osobowości. Po tygodniu Angelika zadzwoniła z następującą rewelacją: - Bożydarze, słuchaj, ogłoszono konkurs ze świetnymi nagrodami! Jesteśmy wolni i możemy wziąć w nim udział. - Jaki konkurs? – zapytał niby obojętnie. - Na najbardziej seksownego, aktywnego i przedsiębiorczego kochanka/kochankę Fajflandii. Chodzi o to, żeby się wykazać dużym powodzeniem u płci przeciwnej i szerokim uznaniem wśród jej przedstawicieli. Należy nakłonić do radosnego, nieskrępowanego seksu jak najwięcej osób, a potem każdą z nich poprosić o wysłanie pisemnej opinii o jej przeżyciach do organizatorów konkursu. Im większą wykażesz popularność, im więcej dostaniesz pochwał za (cytuję): „łatwość nawiązywania kontaktów, komunikatywność, bezpośredniość, otwartość, przedsiębiorczość, szybkość działania, umiejętność dokonywania zmian, dobrych wyborów i odnajdywania się w nowych sytuacjach, atrakcyjność dla osób przeciwnej płci, kulturę seksu i wyrobienie artystyczne w tej dziedzinie”... Można zdobywać punkty za wiele cech i dokonań. - Wiem. Ja też dostałem tego mejla – przyznał się wreszcie. - Tak? A dlaczego nie powiedziałeś? Bożydar, a może ty po to…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Oxyvia
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…