Wróć do katalogu

Kontakt, czyli jak zostałem bohaterem

Bliskie spotkanie 3 stopnia z niewielką dozą humoru

sum, opublikowano , 11 min czytania, 4,3 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Ojoj, boli, oj jak boli. Szum, co to za szum, huk? Rany, jak głośno. Aaaa, to woda leje się z kranu. Jeny, ale mnie głowa boli. Ciężkie jest życie solenizanta. Ja wiem, że 25 urodziny ma się raz w życiu i to dzień wyjątkowy, ale czemu wszyscy wczoraj od razu się chcieli zaprzyjaźniać. A miała być kameralna imprezka. Pięć, sześć osób w kulturalnym pubie. Jak mogłem zapomnieć, że wczoraj mecz rozgrywała miejscowa drużyna? Sądząc po radosnych okrzykach kibiców, którzy gromadą wtargnęli do lokalu, mecz został wygrany. Że też się ktoś musiał wygadać, że miałem urodziny. - Stary, musisz z nami wypić, twoje zdrowie chłopie - mówili. Tylko czemu do cholery musiałem wypić z każdym osobno? To był mój dzień, hehe, a teraz jest mój poranek. Ojojoj, czy głowę można amputować? Łup, łup!!! Co to? Ach, ktoś puka do drzwi. - Dzień dobry kochanie – mama stanowczo mówiła dziś zbyt głośno. - Ja już idę do pracy. W lodówce jest kotlet. Odgrzej go sobie na obiad. Po ziemniaki musisz jednak zejść do piwnicy. Acha, jeszcze jedno. Musisz oddać koledze ten ładny kolorowy szalik. Temu koledze, który cię wczoraj odprowadził do domu. Taki miły chłopak. Zaraz jak on się nazywał? Chyba Żyleta. Jaki znowu Żyleta?? Przecież nikogo takiego nie znam. Muszę stanowczo przypomnieć sobie wczorajszy wieczór. I jaki obiad?? Jak świat światem i od zarania dziejów po przebudzeniu człowiek jadał najpierw śniadanie. Hej, a to już druga?? No to ładnie sobie pospałem. Zwlokłem się z łóżka. Oczywiście od razu pojawił się tradycyjny problem. Gdzie są jakieś czyste skarpetki? Kochany braciszek wczoraj wyjechał gdzieś na wieś i zarekwirował całą czystą bieliznę. Sprawdzę pod łóżkiem. O, są jakieś skarpetki i nawet w miarę czyste. Wystarczy z kurzu wytrzepać. Jeny, jak ta głowa boli. Ciekawe, czy mamy w domu jakieś tabletki od tego. Najlepiej arszenik. Przełknąć, popić i spokój na wieki zapewniony. Jest aspiryna – może być. Wody, gdzie jest woda? Czemu, jak zawsze jest potrzebna, to jej nigdy nie ma? Dzbanek jest pusty. Z kranu pić nie będę. Jak w reklamie jogurtu – zawiera żywe kultury bakterii. Wąglik wymięka przy tym, co fundują nam wodociągi. Na szczęście jest jeszcze trochę mleka w lodówce. Jest też i kotlet. Zaraz, zaraz, cos miałem zrobić. Ziemniaki. A gdzie niby one?? A rzeczywiście – w piwnicy.

***

W tym samym czasie, gdzieś na orbicie planety sklasyfikowanej jako X-246 poruszał się statek-zwiadowca. Na jego pokładzie robot przyjmował ostatnie polecenie z macierzystej planety. Cel misji: zbadać odkrytą cywilizację. Wybrać przypadkowego przedstawiciela rasy i przebadać, czy nadaje się do pracy. Robot skierował się do ogromnego monitora. Obraz pokazywał planetę w całej okazałości. Robiła się coraz większa, powoli wypełniała cały ekran. Na jej powierzchni można już było rozpoznać miasta. Robot włączył maskowanie i skierował statek w kierunku jednego z nich. Przeskanował teren. W dziwnym, podłużnym betonowym obiekcie namierzył schodzącego osobnika. Wydawał się być w wieku produkcyjnym, w okresie najlepszej wydajności. Statek cicho wylądował na dachu budynku przerywając drzemkę kilku uskrzydlonym stworom, które zerwały się i uciekły w różnych kierunkach. Drzwi rozsunęły się bezszelestnie. Robot udał się w kierunku wybranego osobnika.

***

Kłódka od dawna była przerdzewiała porządnie i z każdym dniem coraz trudniej było ją otworzyć. Po raz kolejny zapewniłem sam siebie, że w najbliższym czasie odwiedzę sklep metalowy. W końcu puściła. Zapaliłem światło. Słaby, migoczący blask żarówki oświetlił wnętrze. Ziemniaki stały przy samym rogu pomieszczenia w drewnianej skrzynce. Sięgnąłem po nie. - Tititit, prlitpluplum – usłyszałem nagle. Co to do jasnej cholery za dźwięki? Odwróciłem się i zamarłem. Na progu piwnicy stało coś. Okrągła metalowa puszka z antenkami i migoczącymi na różne kolory lampkami. To to coś wydawało takie dziwne dźwięki. - Co jest? Ktoś mi podrzucił starą, zepsutą pralkę? - wymamrotałem pod nosem. Ruszyłem w kierunku tego czegoś. - Pipipipi – zapiszczało groźnie, a lampki zamrugały na bordowo. Stanąłem zdumiony. Samobieżna “Frania”? Niemożliwe. - Hej, jest tam ktoś?? - krzyknąłem w korytarz piwnicy. - Ktoś, ktoś... – odpowiedziało echo. I wtedy stało się coś bardzo dziwnego. Frania zazgrzytała, zapiszczała kilka razy i usłyszałem: - Witaj przedstawicielu miejscowej cywilizacji. Jestem Artudiditutu. Robot-zwiadowca z planety Kadotar. Przybywam w pokoju. Ostrzegam jednak – nie zbliżaj się!! Zbliżyłem się. I to był chyba błąd.

***

Głowa przestała mnie boleć. To dobra wiadomość. Ale jest też i zła – boli mnie teraz wszystko prócz głowy. Ta cholerna pralka rąbnęła mnie chyba prądem. Ale gdzie je w ogóle jestem? Rozejrzałem się. Leżałem na czymś przypominającym stół w czymś przypominającym pokój. Podniosłem się. “Pralka” oczywiście była tam również. - Gdzie jestem? - zapytałem z rozdrażnieniem. Koniec z oblewaniem urodzin poza domem. Źle ze mną. Mówię do pralki i – co gorsza – ona mi odpowiada. - Przepraszam. Musiałem pana obezwładnić. Zostałem przez pana zaatakowany – wyrzut w metalicznym głosie “Frani” słychać było aż nadto. - Ja miałbym atakować pralkę? Frania zastanów się. Chciałem poszukać jakiegoś nadajnika. Myślałem, że sobie ktoś jaja robi. Ale zaraz, zaraz – ty nie ściemniasz mnie tutaj? Naprawdę jesteś z innej planety? - dopiero teraz rozejrzałem się po pomieszczeniu. Ujrzałem mnóstwo rozjarzonych przycisków oraz wielki ekran z widokiem, który cos mi bardzo przypominał. - To Ziemia? – jęknąłem wskazując ręką monitor. - To

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych