Wróć do katalogu

Kopenhaga II

cz. 2 Sześcioro młodych ludzi wpada na siebie pewnego wrześniowego wieczora. Łączy ich Kopenhaga, poszukiwanie swojej drogi i beztroska młodość. Choć wciąż się nie znają, ich życia splatają się w coraz silniejsze więzi.

zaszumiał-wiatr, opublikowano , 24 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Jacob chyba ją rozpoznał, ale uciekła do sklepu. Musiała kupić chleb, jajka i masło orzechowe. Wpadła do środka i jak burza wybrała potrzebne rzeczy. Znowu była na deszczu, nerwowym krokiem zdążając do domu. Była rozzłoszczona. Nie dość, że mama wyjechała na kurs, tata wracał grubo po jedenastej i nie obchodziło go nic więcej niż ciepłe łóżko, to jeszcze temu głupiemu dzieciakowi, Edelowi, zachciało się masła orzechowego! I tak musiała zrobić mu obiad i go pilnować. Och, gdyby tylko babcia poczuła się lepiej… Wtedy bez żalu zrzuciłaby odpowiedzialność za młodszego brata na babcine barki. Wbiegając po drewnianych schodach na pierwsze piętro, postanowiła, że jutro przed szkołą ją odwiedzi. Otworzyła drzwi i weszła do środka. Z płaszcza kapała woda, zostawiając kałuże na drewnianej podłodze. - Edel! – zawołała Luiza, szybko zdejmując mokre odzienie. Z pokoju po prawej wyszedł siedmiolatek, przebrany już w piżamę. - Masz masło? – zapytał. - Mam – uśmiechnęła się, zauważając jak rozbłysły mu oczy. – Zaraz zrobię ci kanapkę, a potem od razu idziesz do łóżka, tak? – Przeszła do kuchni, rozpakowując torebkę. Malec usiadł grzecznie przy stole, kiwając głową. - Opowiedz mi jeszcze raz, jak to było w szkole – zachęciła go. Edel zaczął z przejęciem opowiadać, jak to grał z kolegami w piłkę i jak dokuczył koleżance, podkładając jej nogę na boisku; ale Luiza go nie słyszała. Wzrok jej padł na rzuconą na fotel torbę, w której wnętrzu ukrywała się książka. Ach, jaka ochota na czytanie ją ogarnęła! Najchętniej rzuciłaby to wszystko i zatopiła się w treści. Spojrzała za okno, gdzie deszcz stopniowo zanikał. W takie wieczory najczęściej marzyła o bratniej duszy, swoim przeznaczeniu, które gdzieś tam, przecież istniało. Tyle razy marzyła o szczęśliwych dniach wypełnionych miłością, rozmową, pocałunkami i zwyczajnym przebywaniem z tym odnalezionym ukochanym. Całą swoją naiwną duszą wierzyła, że wychodząc zza rogu spotka chłopaka, w którym zakocha się ze wzajemnością od pierwszego spojrzenia. Poczułaby, że to on, na pewno. I wreszcie odważyła coś powiedzieć i… Tak często rozmyślała o tym i marzyła. Wypełniało ją to, nie pozwalając spojrzeć na coś ponad marzeniami. Wiele razy spotykała potencjalnych chłopców, ale cóż z tego? Przecież nie odważyłaby się zagadać, nie… Wyśmiałby jej próby, od razu odkrył największe pragnienia, uwydatnił najwstydliwsze kompleksy. Zbezcześciłby wszystko, co dla niej najdroższe, jej idealnie nierealne marzenia i pozostawiłby nagą. Drżała za każdym razem na myśl o tym. Nie, tego by nie zniosła. Tak więc czekała nadal, ukryta w swoich snach i wyobrażeniach, zamknięta na prawdziwy, okrutny świat. Przecież tu była bezpieczna. Nieszczęśliwa, ale bezpieczna. Westchnęła, odrywając się od nierzeczywistości. Teraźniejszość głośno wybijała swoją obecność, za pomocą wskazówek stojącego na blacie kuchennym zegarka. - Zjadłeś? – zapytała i nie czekając na odpowiedź brata, zabrała talerzyk. Raz-dwa go umyła i odwróciła się do Edela. - Teraz spać. - Ale… - Żadnego ale! Dobranoc. Z nachmurzoną minką wyszedł z kuchni, zostawiając Luizę samą. Jeszcze nim zamknęły się za nim drzwi sypialni, pochłonięta była książką. W tym momencie jedna z trzystu pięćdziesięciu tysięcy wydań tej samej książki wylądowała z klapnięciem na fotelu. Heidi pospiesznie zrzucała wszystko z ławy, aby umyć ją jeszcze przed powrotem rodziców. Odrzucona książka przykuła jej wzrok tylko na chwilę – dopiero ją zaczęła. Była to jedna z najprzyjemniejszych i najchętniej czytanych przez nią lektur, bo o miłości. Ale teraz nie miała na to czasu. Ugotowane przez nią i Lau jedzenie skwierczało na patelni, a w salonie panował bałagan! Pozostawiła uprzątnięcie kuchni bratu i sama wzięła się za duży pokój i jadalnię. Wszystko musiało być gotowe na przyjazd rodziców. Heidi prysnęła płyn na drewnianą ławę i szybko przetarła. Gdy ustawiała na niej półmisek z orzeszkami i kilka gazet, z kuchni dobiegł ją krzyk Lau – Heidi, wyłączam jedzenie i idę się przebrać. Chłopak pobiegł do pokoju po ciemne dżinsy i koszulę, po czym udał się do łazienki. Odświeżając się, rozmyślał czy ich genialny plan wypali. Od kilku dni zbierali się do zorganizowania rodzicom oficjalnej, acz przyjaznej kolacji. Rodzice od miesięcy byli w separacji, ale postanowili, że spróbują jeszcze raz. Tego wieczoru mieli wracać z kilkudniowej wycieczki po Sztokholmie. Heidi i Lau obmyślili, że to idealny moment na taką kolacje – która, jak mieli nadzieję, zbliży rodziców. Wchodząc do salonu Lau zobaczył Heidi siedzącą na oparciu kanapy. Na jej twarzy widniał zadowolony uśmiech. Przebrała się w biała tunikę w granatowe, cienkie paski i ciemne legginsy. Włosy, jak zwykle związała w luźny koczek. - Jest idealnie – szepnęła uśmiechając się. - Tak – przyznał Lau. – Myślisz, że się uda…? - Musi – odparła hardo. – Ułożyłam im pościel i posypałam płatkami. Sądzisz, że zauważą? - Na pewno – zaśmiał się. – I docenią. Popatrzyli na siebie z wyczekiwaniem i determinacją. Czerpali od siebie siłę. Często upewniali się, jedno drugiego i zawsze sobie wierzyli. Niektórzy śmiali się, że to ich własna bliźniacza więź i po prostu wiedzą, czego oczekuje druga strona. Po części zapewne tak było, ale każde z nich po prostu czuło się w obowiązku wesprzeć się wzajemnie. Żyli jak w symbiozie – Heidi, jako ta bardziej praktyczna i otwarta, stanowiła podstawę ich silnego związku. Lau, a właściwie Laurence był optymistyczny i ciepły, co dopełniało ich relacje. Często się kłócili, wyzywali i nienawidzili, ale zawsze byli razem. Zawsze mogli na sobie polegać. Odgłos otwieranych drzwi otrząsnął ich ze skupienia. Heidi wręcz podskoczyła, gdy drzwi uderzyły o ścianę. Martwa cisza wtargnęła do oświetlonego świecami mieszkania, jak podmuch zimnego wiatru. Rodzeństwo od razu wyczuło, że między rodzicami nie jest zbyt dobrze. - Mamo, jesteście – do przedpokoju wyszedł Lau. – Zobacz, co przygotowaliśmy… Matka podniosła na niego zapuchnięte od płaczu oczy. Znowu się pokłócili. - Jak miło… - Jak było w Sztokholmie? – zapytała ciekawie Heidi, jak gdyby nigdy nic. - Bardzo ładne miasto – odpowiedział ojciec, który właśnie pojawił się w drzwiach z walizkami w dłoniach. Postawił bagaże i zdjął kurtkę. - Mam nadzieję, że jesteście głodni – zawołała z kuchni Heidi, gdzie nakładała na talerze potrawę. Lau dostrzegł ukradkowe spojrzenie rodziców. Nic nie odpowiedzieli. - Siadajmy – powiedział. - Pachnie pięknie – pochwalił tata. Dlaczego wydało się to dzieciom sztuczne? Ta cała atmosfera było nieuczciwa, unoszące się w powietrzu niewypowiedziane słowa i nieme wyrzuty. Heidi starała się robić sztuczny gwar i dopytywała rodziców o najróżniejsze drobnostki. - Heidi, co właściwie tutaj jest? – zapytał ojciec zajadając się potrawą. - Och, jest bardzo proste – zarumieniła się. - Ale jak się napracowaliście… Jest uroczo – wtrąciła mama. - To pasta ze smażoną cukinią, papryką, ogórkiem i sosem z czosnku, oleju i różnych ziół. Smakuje wam, tak? Rodzice przytaknęli. - Jest deser? – zapytał tata, gdy zostały tylko puste talerze. - Nie… To znaczy… - zmieszała się dziewczyna. Poszukała spojrzenia brata, który jednak uśmiechał się lekceważąco, co tylko ją zirytowało. - Horst, daj spokój – rzuciła chłodno matka. – Dzieci tak się napracowały, tyle czasu poświęciły, a ty nie możesz tego docenić. - Ależ doceniam! - To przecież było tylko luźne wtrącenie, pytanie retoryczne… - powiedział cicho Lau. Dużo lepiej rozumiał ojca i jego zachowania, niż matka czy Heidi. Ona teraz również była wzburzona, podobnie jak mama. - Zawsze za dużo od nich wymagasz! - Ty natomiast, najchętniej zostawiłabyś ich samym sobie, aby robili, co chcą! Nie umiesz się z nimi obchodzić! - Nie jesteśmy przedmiotami, żeby się jakoś z nami obchodzić! – krzyknęła Heidi, jednak spojrzenia ojca ją uciszyło. - Zarzucasz mi, że nie umiem wychować własnych dzieci?! – zagrzmiała mama. Heidi popatrzyła na Lau z przerażeniem w oczach. Wszystko potoczyło się źle, najgorzej jak tylko mogło! Teraz pozostało czekać, co odpowie tata. Zwrócili na niego wzrok pełen napięcia. - Tak, tak właśnie uważam, Imeldo! Mama wstała do stołu i cicho podziękowała za kolację. Zamknęła się w sypialni, trzaskając drzwiami. Tata także zerwał się zza stołu i mrucząc gniewnie pod nosem, wyszedł z mieszkania. Rodzeństwo słyszało, jak jego kroki odbijają się echem na klatce schodowej. Siedzieli przy pustym stole w milczeniu. W końcu Lau podniósł się i pozbierał naczynia. Heidi zostawiła mu zmywanie i poszła do pokoju. Rozgoryczona i załamana niepowodzeniem planu, rzuciła się na łóżko. W tym czasie na łóżko rzucił się również Patrick. Potarł sobie czoło. Z pokoju obok dochodził go odgłos skrobania pióra po papierze. Mama znowu wzięła pracę papierkową do domu. Wciąż narzekała na ogrom pracy w przychodni i pielęgniarki, które nie wypełniały kart pacjentów. Ni stąd, ni zowąd, spojrzenie Patricka padło na szafkę nocną. Za fosforyzującym zegarkiem stała ramka. Zdjęcie przedstawiało czteroletniego chłopca, któremu towarzyszył mężczyzna z brodą i wesołym uśmiechem. Jak zawsze, gdy chłopak spojrzał na zdjęcie, ogarniało go dzika chęć rzucenia ramką o ścianę. Chciał, żeby się stłukła, rozsypała na małe kawałeczki, a każdy bolałby o stokroć mniej. Jednak po chwili żądza mordu mijała i zastępowało go bolesne uczucie odrzucenia. Nie potrafił zrozumieć, dlaczego trzyma to zdjęcie. Przypominało mu tylko o bolesnych wspomnieniach, o fakcie, że ojciec go porzucił. Gardził nim, nienawidził i lubił wymyślać, co powiedziałby mu, gdyby się spotkali. Ale jakaś tajemnicza, niewytłumaczalna siła kazała mu pozostawić pamiątkę po tacie. A głęboko, na samym dnie serca, wciąż czekał, aż ojciec powróci. Okłamując samego siebie, że nic go to nie obchodzi, żył nadzieję, że on nadal go pamięta. Zrzucił ubranie i poszedł do łazienki. Stał po prysznicem, a letnia woda spływała po nim, zmywając całe wzruszenie. Próbował hartować się tak każdego wieczora, przekonany, że gdy spojrzy kolejny raz na zdjęcie, nic nie poczuje. Pragnął uczucia obojętności, lekceważenia, chciał schować się za nimi, ukryć swoje rozżalenie. Do drzwi zastukała mama. - Patrick, kończysz już? Jestem padnięta, a jutro muszę wstać po szóstej… Chłopak niechętnie zakręcił wodę. Kilka ulic dalej, Birgit odkręciła kurek i czekała, aż wanna napełni się gorącą wodą. Zegarek wskazywał wpół do dwunastej; mamy jeszcze nie było. W końcu dziewczynie znudziło się oglądanie telewizji i postanowiła wziąć długą, odprężającą kąpiel. Wreszcie wanna była pełna, więc Birgit zdjęła sukienkę i wskoczyła do wody. Lekka, pachnąca piana szczelnie ją opatuliła. Leżąc nieruchomo, wpatrywała się w ścianę, na której zawsze tworzył się interesujący cień. Był jakby plastyczny – za każdym razem widziała coś innego. Teraz akurat dostrzegła zgarbionego człowieka, który opierał brodę na dłoni. Przypominał jej filozofa. Nagle przypomniała sobie, że jutro po szkole umówiła się z tatą. Trudno, najwyżej kiedy indziej pójdzie na jogging. Rodzice byli rozwiedzieni od przeszło siedmiu lat, co jednak nie przeszkadzało im czasem się spotykać. Święta czy urodziny Birgit spędzali wspólnie, ponadto Birgit widywała się z ojcem dwa razy w tygodniu. I zdecydowanie jej to wystarczało. Nigdy nie była z nim zżyta – w czasie spotkań szli na zakupy i na wczesną kolację do jakieś przyjemnej knajpki. Mama pracowała w agencji reklamowej i całkiem często bywała w domu. Jak dla Birgit zbyt często. Głośna, rozgadana i ciekawska, po prostu córkę denerwowała. Dlatego ona często chodziła na samotne spacery. Na starym mieście przecież ciągle kręcili się turyści, a wśród nich przystojni Anglicy, Włosi i Szwedzi. Birgit praktycznie o niczym nie myślała. Pozwoliła sobie na senne…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych