Korepetycje
Czasem rzeczywistość może przejść nasze najśmielsze oczekiwania i pragnienia...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
- Nie mów mi tylko, że grasz! - matka wparowała do pokoju akurat w momencie, gdy jego elf zdobywał 37 poziom. Wyglądała na tak wściekłą, że brakowało jedynie toczącej się ust piany. Stanęła za plecami syna i skrzyżowawszy ręce na piersiach, niczym dumny zwycięzca, chcący zmusić przeciwnika do poddania się, rzuciła brutalne, ale prawdziwe stwierdzenie: - Znowu w to grasz zamiast się uczyć! Czy nie rozumiesz, synku, – teraz najwyraźniej chciała być bardziej delikatna – że takie siedzenie przed komputerem nie prowadzi zupełnie do niczego? - syn natomiast milczał, jak pozbawiony uczuć fantom. Chciał w miarę bezboleśnie i szybko znieść gniew matki i zaraz po jej wyjściu kontynuować wędrówkę po świecie orków, druidów i palladynów. Nawet na nią nie patrzył. Właściwie to nie słyszał tego co mówi, jakby był pod wodą, albo w próżni. Mówiła coś o szkole, o nauce, o tym, że musi poprawić polski. O ile jeszcze z matmą radził sobie nie źle, o tyle język ojczysty leżał i kwiczał. - Jesteś w ostatniej klasie, jak niby wyobrażasz sobie zdanie matury? - usiadła na łóżku patrząc na niego uparcie. Zamyślając się na chwilę powiedziała jakby do siebie: - Korepetycje to jedyne, co cię może uratować. Najlepiej jakiś student, bo nauczycielki nie mają już takich świeżych umysłów. Klepią tylko to samo w kółko. Tobie najwyraźniej trzeba jakiejś odmiany – należało przyznać, że kto jak kto, ale matka znała swoje dziecko najlepiej. Ojciec nigdy nie potrafił zdobyć się choćby na jakikolwiek komentarz. Gdy był zły zamykał się w sobie i przez kilka godzin nic nie mówił. Nie potrafił rozmawiać. Miał swój świat, do którego nikt nie miał wstępu, absolutnie nikt. Siedział tak w tym świecie, zaś na zewnątrz robił co miał do zrobienia. Mechaniczne ruchy, sterowane przez jakiś ukryty mechanizm, puste spojrzenia. Najwyraźniej wraz z genami przeszło to na syna. - Dam ci pieniądze, jak znajdziesz kogoś odpowiedniego. Najlepiej, żeby na pierwszą lekcję przyszedł do nas. Nie żebym była uprzedzona, ale muszę mieć pewność, że się czegoś nauczysz – podeszła i ucałowała go w czoło gładząc jego jasne włosy. Potem spojrzała z czułością i wyszła z pokoju. Piotrek kochał swoją mamę i czuł, że nie zawiedzenie jej byłoby, jak wbicie noża prosto w serce. Popatrzył chwilę beznamiętnym wzrokiem na monitor komputera. Elf stał wpatrując się w niego wyczekująco. Lubił elfy. Zawsze tworzył postać rodzaju żeńskiego i sam nie wiedział dlaczego. Może dlatego, że grali w to praktycznie sami faceci i kobieca postać była w tym świecie miłą odmianą. Zastanowił się chwilę, gdzie znaleźć dobrego korepetytora. W necie było sporo ogłoszeń. Wyszukał jedną ze stron, kliknął zakładkę z domowymi lekcjami. Ogrom wpisów sprawił, że poczuł się lekko przytłoczony. Brakowało tylko zdjęć z wypiętymi tyłkami, albo ustami w „dziubek” i numerem telefonu 0 700. Zaśmiał się sam do siebie. Wpisał w wyszukiwarkę „polski”. Enter. Trochę mniej. Wyłączył stronę. Przetarł zmęczone oczy i okręcił się na krzesełku w stronę okna. Popatrzył na zapalające się w sąsiednim bloku światła. Czy w jednym z tych mieszkań jest osoba, która mu pomoże? Westchnął przeciągle odwracając się ponownie w stronę elfa. *** Jesienny deszcz bombardował przechodniów pionowymi strugami zimnych, ciężkich kropel. Chłopcy stali na korytarzu patrząc na zalewane wodą szyby. Przerwa dłużyła się dziś niemiłosiernie. Do końca lekcji zostały jeszcze dwie godziny. - Znacie może jakiegoś studenta, który udziela korków? - przerwał milczenie Piotrek, reszta spojrzała na niego z minami jakby próbowali sobie przypomnieć kim są – muszę poprawić polak, a poza tym wiadomo. Matura. - słowo to sprawiło, że wszyscy trzej poczuli na plecach ciarki. - Przestań, na samą myśl o tym odechciewa mi się wszystkiego – rzucił Szymon. - Znam jednego kolesia, ale on już chyba nie udziela korków, bo w tamtym roku kończył studia i mówił coś, że wyjeżdża. Chodziłem do niego przez pół roku – Piotrek rzeczywiście pamiętał, że Marcin miał wtedy z polskiego 4. - Czyli muszę szukać w necie, szkoda, myślałem że może znacie kogoś godnego polecenia. - Chociaż chwilka – Marcin wyrwał się z własnych myśli – on miał taką ekstra koleżankę, która też się tym zajmowała. Mógłbym do niego zadzwonić i zapytać o jej numer – zaproponował. - Jasne stary, super – nadzieja w nim powróciła. *** Kilka dni później udało mu się w końcu umówić na lekcje. Cieszył się tym bardziej, że była to dziewczyna. Stał w łazience patrząc w lustro, właśnie skończył golić swoje „trzy-włosy-na-krzyż” jak mawiał ironicznie, wycierając twarz ręcznikiem. Nie żeby jakoś się specjalnie starał wyglądać lepiej przed swoją nauczycielką, skądże. Po prostu nie chciał wyjść na przyszłego informatyka, który dziewczynę widział tylko w formacie jpg. Idąc do swojego pokoju zastanawiał się jak może wyglądać właścicielka tak aksamitnego głosu. Podczas rozmowy przez telefon sprawiała wrażenie zdecydowanej i znającej sie na rzeczy. Wszedł do pokoju i spoglądając na zegarek stwierdził, że jest już 18. Nie zdążył usiąść, gdy nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. To ona – przetoczyło mu się przez myśl. Zakręcił się pod drzwiami, poprawiając przed lustrem włosy. Wszystko ok – zapewnił siebie. Nacisnął na klamkę. Jego oczom ukazała się kobieca postać. Już wiedział, że to nie będą zwykłe korepetycje. *** - I jak synku korepetycje? Wyglądała na miłą i pilną studentkę – spytała matka stawiając na stole wazę z dymiącą zupą pomidorową. Rodzinny, niedzielny obiad czczony co tydzień przy stole w dużym pokoju zaczynał się od zupy i raportu każdego z domowników, na temat tego, co komu udało się osiągnąć. Nie lubił mówić o sobie. Nie miał o czym. Jakby to przecież brzmiało: „Elf – poziom 42. Cztery poziomy w jedną noc. Do tego złoto, broń i odkrycie nowej rasy.” Inaczej sprawa wyglądała z jego rodzeństwem. Starsza siostra – oczko w głowie, prawdziwy brylancik. Studentka pierwszego roku medycyny. Dostała się za pierwszym razem, bez żadnych odwołań, podań czy znajomości ojca. Jednym słowem podręcznikowy przykład kujona. Młodszy brat – ma jeszcze sporo czasu. Ostatnia klasa gimnazjum. Tylko on rozumiał to, jak można cały dzień spędzić przed kompem. - Em, no – zaskoczony pytaniem matki nie miał wcześniej czasu na przygotowanie zgrabnej odpowiedzi – dobrze – nie wiedział czy kontynuować swoją bogatą w treść wypowiedź. Zdecydował, że dopóki nie padną dalsze pytania poprzestanie na tym. Matka tymczasem siedząc z rękami założonymi jak do modlitwy wpatrywała się w jedzących ze smakiem zupę, czekając najwyraźniej na opinię. - Pyszna, jak zwykle – ojciec z zadowoleniem siorbał czerwony płyn wyławiając z niego śliskie, makaronowe ślimaczki. Piotrek stwierdził, że najwyraźniej byłoby to na tyle jeśli chodzi o jego osobę i tematy z nim związane. Idąc za przykładem domowników sięgnął po łyżkę. *** Umówili się na spotkania dwa razy w tygodniu, każde po godzinie. Na imię miała Gabriela, jak anioł, właściwie jak anielica. I taka też była, łagodna, cicha i piękna. A przynajmniej do czasu. Drugie z kolei spotkanie wyglądało zupełnie inaczej niż poprzednie. Przyszedł do jej mieszkania o 17. Zapukał trzy razy. Nie słyszał żadnych kroków. Drzwi otworzyły się nagle, jakby ktoś czekał zaraz za nimi. Na początku wszystko wyglądało tak jak wcześniej. Gabi w okularach z grubymi oprawkami, ze związanymi w koczek włosami, w szarym sweterku zapinanym na armię guziczków. Wyglądała trochę jak guwernantka, ale jemu to nie przeszkadzało. Najważniejsze, że była bardzo kompetentna i pozwalała mu czuć się komfortowo. Faktem było, że Piotrek rzadko czuł się dobrze w towarzystwie płci przeciwnej, tym bardziej starszej od niego jakieś trzy lata. Powitała go, po czym przeszli do pokoju z dużym drewnianym biurkiem. Piotrkowi kojarzyło się z pozytywizmem. Miał wrażenie, że sam Prus pisał na nim swoje wiekopomne dzieła, których jemu nie chciało się teraz czytać. Ale Gabi miała to zmienić. Najpierw mówiła ona. Pytała z czym ma problem, czego nie rozumie, co było na lekcjach. Odpowiadał pilnie na wszystkie jej pytania, chciał mówić, chciał nawiązać z nią dialog, chciał ją widzieć. Uderzyła go w pewnym momencie niepokojąca, ale przyjemna myśl: „Czy ja się zakochałem?” - Coś się stało? – przerwała swój wykład pytając go troskliwym, lecz jednocześnie pełnym ukrytej satysfakcji głosem. Dałby sobie uciąć rękę, że to zabrzmiało zupełnie tak, jakby znała jego myśli. - N..ni..e, nie, skądże – ogarnęło go dziwne uczucie, coś jak pomieszanie przerażenia z podnieceniem – to ta pogoda, wczoraj strasznie zmokłem i ... nie wiem, czy nie mam gorączki – nie wiedział co powiedzieć, więc szybko wymyślił jakieś małe kłamstewko dla odwrócenia uwagi. Ona tymczasem wstała zza biurka i podeszła do niego bez słowa wyjaśnienia. Pozwolił jej dotknąć swojego czoła. Obserwował przy tym jej skupiona minę, widział jak mruży oczy. Serce zaczęło mu walić jak oszalałe. Bał się, że Gabriela je usłyszy. Do szaleństwa niemal doprowadziło go też odkrycie, że oto jeden z guziczków jej szarego sweterka nieopatrznie rozpiął się ukazując skryte za szarością różowe skarby jej bielizny. „Koronkowa” - przełknął ciężko ślinę, która spadła na dno przełyku jak wielki kamień. - Spokojnie, nie masz gorączki, najwyraźniej masz dziś niskie ciśnienie. Może w ramach małej przerwy napijemy się kawy? – zaproponowała rozkosznie. Zdołał tylko pokiwać twierdząco głową. Poczekał aż wyjdzie do kuchni. Chwila wytchnienia dla jego rozbuchanej wyobraźni. Wcześniej tak nie było. Po chwili wróciła z dwoma kubkami parującej kawy. Wyczuł nutkę cynamonu. Postawiła kubki na małym stoliku, sama zaś usiadła na biurku. Piotrek złapał się za głowę zakrywając sobie na chwilę oczy, wziął głęboki oddech i nie patrząc na nią sięgnął po kubek. Ciepły, jedwabisty napój rozluźnił go, widział Gabrielę znad parującej powierzchni kubka, wyglądającą jak mistyczną wieszczkę. Niespodziewanie rozpuściła włosy. Poczuł jak zalewa go fala czarnego morza jej długich włosów. Obejmują go, poczuł ich zapach, coś jak cytrusy, świeżość, przyjemny zapach ogarniający go śliskim jedwabiem falujących włosów. Otrząsnął się. Patrzyła na niego swoimi kocimi oczami. Dopiero teraz zauważył, że zdjęła okulary. Nie przypominała już Gabi-korepetytorki. Wyglądała jak dziewczyna jego marzeń, jak ta aktorka z filmu, gdzie nie ma dnia, jest tylko noc. Brakowało tylko lateksowego wdzianka w kolorze rozlanej na asfalcie ropy. - Opowiedz mi coś o sobie – słyszał to z kobiecych ust chyba po raz pierwszy, dlatego też musiał sobie przestudiować w myślach kilka razy zanim zrozumiał treść zdania – no wiesz, czym się interesujesz, co lubisz. Na pewno nie język polski – zaśmiała się perliście. Sam też poczuł, że jego usta wygięły się w kształtny uśmiech. - Hmm, sporo gram, no wiesz w różne takie gry, ale to tak na prawdę strata czasu – sam nie wierzył, że to powiedział. Nie wiedział, czy to jego własna refleksja, czy po prostu nie chciał wyjść przed nią na maniaka komputerowego – lubię czytać. - Coś konkretnego? – spytała przy okazji zakładając nogę na nogę. Ciemne rurki podkreślały jej zgrabne uda. W sweterku zaś rozpięły się nie wiadomo kiedy dwa górne guziczki i teraz trzy rzędy guziczków od góry rozchylały największą tajemnicę świata. Różowa koronka stanika rozpustnie wyglądała do niego, śmiejąc się do rozpuku. Gabi uśmiechnęła się wyczekując odpowiedzi. Wziął się w sobie, przecież nie mógł dać jej do zrozumienia, że zaczyna przed nim świecić bielizną. Co by zrobił dżentelmen? - Książki fantastyczne, science-fiction, wiesz Gibson i inne takie, trochę polskiej fantastyki. Sapkowski, na pewno czytałaś, dużo czytasz, więc – ześlizgnęła sie z biurka niczym łasica i już po chwili siedziała obok niego masując jego kark. Posłuszny niczym pies i wystraszony jak zając siedział wytrzeszczając oczy i czekając biernie na dalszy obieg spraw. Nie zamierzał protestować, nie miał zamiaru wychodzić. Było jasne jak słońce o co chodzi. Może i nie był nigdy dość blisko z żadną dziewczyną, ale sygnały jakie teraz wysyłała mu Gabriela były oczywiste jak znaki świetlne na morzu. - Jesteś strasznie spięty – czuł jej delikatne dłonie, zwinnie ugniatające zesztywniały kark – masz pewnie masę stresów w szkole i w domu? - w jej głosie czuł przyjemne mruczenie. - A wiesz, przypomniało mi się, że jedyną epoką, którą lubię jest romantyzm – prawie nie odgryzł sobie języka po tym stwierdzeniu. „Co ja do cholery gadam?”. Zbeształ się w myślach. Chciał powiedzieć coś mądrego, coś co poświadczy o nim dobrze, ale poczuł, że teraz wypadł na osiołka z liceum, dzieciaka, który nic o świecie nie wie. „Licealny idiota”- skarcił się znowu. Masowanie karku zatrzymało się.…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil LenaUrban
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…