Wróć do katalogu

Koszmarne wyznania

Krótki nocny dziennik.

Pani Bum Bum, opublikowano , 16 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Zaszłam w ciążę. Ojcem był człowiek, którego nie znałam. Miał przetłuszczone ciemne włosy do ramion i ogromny nos. Na czole wielkiego pryszcza. Byłam tuż przed porodem. Nagle poczułam skurcze, odeszły mi wody. Jechałam taksówką do szpitala. W szpitalu czekało na mnie milion znajomych, wszyscy z piwem/wódką/papierosem/blantem w dłoni. Wszystko zadymione, gruba impreza. Pielęgniarki połozyły mnie na łóżko i kazały głęboko oddychać. Ktoś przyniósł mi piwo, zaczęło lecieć reggae. Wstałam i zaczęłam tańczyć, piłam specjala, strasznie dobry humor we mnie wstąpił. W pewnym momencie poczułam, że "to już". Szybko przewieziono mnie na inną salę i w przeciągu minuty na świat wyskoczył jakiś dzieciak. Skończyła się impreza, pojechałam z dzieckiem na jakąś wycieczkę. Ono strasznie szybko rosło, zanim dotarliśmy na miejsce wyglądało już na 3latka. A raczej 3latkę bo to była dziewczynka. Miała czarne kręcone włosy i zabarwienie czarnoskóre. Widocznie po tacie? Biegała jak szalona i mówiła mi po imieniu. Było bardzo gorąco, otoczenie wyglądało na afrykańskie stepy pustynne. Spod ziemi wyrósł nagle tłum ludzi. Ta dziewczynka znała kilka osób i zaczęła z nimi rozmawiać. Mówiła o mnie. Nie słyszałam całej ich rozmowy, bo było strasznie głośno. Usłyszałam tylko fragment, kiedy mówiła: "... czasem można zrobić inaczej, bo Natalia jest ćpunką". I się śmiała.

Brałam udział w castingu do serialu czy filmu, w każdym bądź razie musiałam zaprezentować swoje umiejętności aktorskie. Jury składało się z jednej pani, ogromnej jak balon. Była większa od wszystkich ludzi tam zebranych. Kandydaci dobierali się w pary i odgrywali krótkie scenki. Ja byłam w parze z jakąś otyłą brzydką dziewczyną. Miałam grać rolę jej męża. Wyszłyśmy na scenę i wcieliłam się w rolę Hanka Moodye'go.. Zapaliłam nawet papierosa! Kiedy czas naszej scenki minął, musiałyśmy zejść ze sceny. Wyjściem były małe drzwiczki. Myślałam, że się nie zmieszczę, ale udało się. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam stromą zjeżdżalnię. Ale taką całą obudowaną, jedną wielką rurę. Strasznie bałam się w nią wejść, ale musiałam bo ogromna baba już zbliżała się żeby mnie wepchnąć. Jechałam długo w dół, krętą drogą. Za mną jechała moja "żona". Kiedy droga się skończyła, wylądowałam w małym pokoju. Miał okna, przez które nic nie było widać. Spostrzegłam, że "żony" nie ma. Musiała skręcić w inną stronę na którymś zakręcie. W pokoju czekała na mnie wiewiórka, taka mini, mieściła się na mojej dłoni. MÓWIŁA do mnie, że to dobre miejsce, że mam się nie obawiać. "Wielka baba jest bardzo dobra i opiekuje się nami. Widzi wszystko co robimy."- przekonywała mnie. Nagle nie wiadomo skąd pojawiła się grupa małych elfów. Jeszcze mniejszych niż wiewiórka. Latały, tańczyły i śpiewały o tym jak dobra jest wielka baba i jak się o nas troszczy. Jednak we mnie pojawiły się wątpliwości. Chciałam się wydostać, miałam złe przeczucia. Położyłam się na łóżku mając w głowie milion rozterek i zasnęłam.

Mieszkałam w dzielnicy Malborka - na południu, lecz nie było to osiedle a raczej wielka wieś. Miałam swoją farmę i koniki. Mieszkałam z jakąś rodziną, mężczyzną przy sobie, kilkunastoletnią dziewczynką i kobietą która była dziwką. Z powodu jej zachowania, mężczyzna i dziewczynka postanowili wyjechać na wycieczkę w góry do jakiejś ciotki. Miejscowość ta znajdowała się za ajzenakiem w Malborku ( taka długa droga łącząca Południe i Wielbark ). Także blisko było w tym momencie z naszego wspaniałego Pomorza do Karpat. Zanim wyruszyli musieli uporządkować wszystko na farmie, pomagałam im w tym. Zbieraliśmy takie drewniane małe pnie, które służyły do przywiązywania koni. Pojechałam z nimi rowerem żeby wskazać odpowiednią drogę. Jechałam przez ajzenak, wzięłam ze sobą małą niebieską miskę i butelkę wody. Pod pewnym drzewem zatrzymaliśmy się i rozstaliśmy. Ja, uklękłam i położyłam pod nim miskę i wodę, a do miski wrzuciłam nasionka marihuany. Kiedy wracałam widziałam pełno dzieciaków, które zbierały naklejki od gum Turbo, leżało ich pełno na polu - sama wzięłam sobie jedną.

Mieszkałam pod zamkiem. Tak, POD zamkiem. W krzakach w ogrodzie. Ukrywałam się tam razem z kolegą-ćpunem. Spaliśmy pod różowym baldachimem. Co jakiś czas z zamku wychodził książę, wsiadał na swojego rumaka i jeździł po ogrodzie. Gdy tylko słyszał nasze głosy podjeżdżał i sprawdzał co się dzieje, nie zdawał sobie sprawy z tego, że ktoś mieszka w jego ogrodzie. Wtedy okrywaliśmy się baldachimem i dzięki temu nie mógł nas zauważyć. Codziennie wymykałam się stamtąd i wkradałam do tajemniczego małego budynku w którym mieszkała mała dziewczynka - wielkości dłoni. Bawiłam się z nią i próbowałam ją rozśmieszyć. Miałam w tym pomieszczeniu magiczną moc - mogłam podnosić przedmioty i wyczarowywać nowe. Podnosiłam więc tę dziewczynkę i czarowałam dla niej kwiatki. Ciągle coś mi nie wychodziło, albo ona spadała z dużej wysokości, albo kwiaty więdły, bądź też nagle niechcący przepalałam żarówki. Ona płakała a mnie ogarniał coraz większy smutek. Jednak pewnego dnia powiedziałam sobie: dziś ją uszczęśliwię! I udało mi się pomyślnie przebrnąć przez wszystkie magiczne sztuczki, a dziewczynka została uszczęśliwiona. Tego samego dnia mój przyjaciel ćpun zaćpał się na śmierć. Nie wiedziałam o tym, wróciłam jak zwykle pod krzaki, położyłam się pod baldachim i czekałam na niego. Długo nie przychodził. W końcu pojawił się- biegł jak szalony w moją stronę i prędko schował się pod baldachim. Uciekał przed kimś? - zadawałam sobie pytanie. W rezultacie okazało się, że uciekał przed kimś, kto nie da nabrać się na różowy baldachim. Rozpętała się straszliwa burza, padało jak z cebra, był środek nocy. Czułam, że ktoś zbliża się do naszych krzaków. Obejrzałam się i zobaczyłam.. była to wysoka, szczupła postać ubrana na czarno z kosą w ręku. Nazywała się śmierć! Podeszła wolnym krokiem do nas i pukneła mojego przyjaciela kosą, wtedy zniknął. Załamałam się! Byłam cała wystraszona, zaczęłam biec. Bardzo się bałam w tym śnie. Skakałam przez jakieś okna, dachy, wszystko toczyło się bardzo szybko. Dobiegłam do sklepu, do którego była bardzo długa kolejka. Deszcz przestał padać. Zobaczyłam mojego przyjaciela ćpuna jak odchodzi od okienka. Był szczęśliwy i uśmiechnięty. Okazało się, że zdążył jeszcze dostać w sklepie życie. Ci na końcu kolejki zapewne nie mieli już szans. Byliśmy oboje uradowani i wróciliśmy do krzaków. Z tego wszystkiego zapomnieliśmy o księciu. Kiedy wróciliśmy, dostrzegł nas. Książe zobaczył mnie, czułam trwogę. Jednak na jego twarzy zamiast spodziewanego gniewu ukazał się uśmiech i błysk w oku. Złapał mnie za rękę i wyznał miłość.

Jechałam samochodem, miałam własny. Podczas drogi nagle na masce usiadł bocian, który wyglądał jak pelikan, tyle że miał bocianie kolory. Musiałam się zatrzymać, bo nie widziałam drogi. Wtedy pelikano-bocian otworzył drzwi do samochodu i wsiadł na przednie siedzenie. Wygonił mnie zza kółka i zaczął prowadzić. Potem dał mi małego czarnego pieska - takiego jak moja Tina, tylko szczeniaka. Wróciłam do domu żeby ubrać psa w garnitur.. Zanim doszłam, już był wielkim owczarkiem w brudnym od sierści garniturze i krawacie. Kupiłam mu szczotkę do czyszczenia materiałów. Potem poszłam ze znajomymi, których nie znałam, na pole marihuany. Wybierałam najładnieszy liść do wazonika. Kiedy już dokonałam wyboru, udaliśmy się wszyscy na imprezę. Była w starym, kilkupiętrowym domu. Weszłam po drabinie na górę, gdzie rzuciła się na mnie jakaś dziewczyna. Zaczęła mnie gryźć i odgryzła mi pół szyi. Potem z płaczem poszła poskarżyć się tacie, że wypiłam jej piwo.

Przeprowadziłam się z mamą do mieszkania mojej prababci. Od wielu lat nikt tam nie mieszka, więc mieszkanie wyglądało naprawdę na zaniedbane. Musiałam palić w piecu, okna były drewniane. Miałam swój pokój, który miał dosłownie 2/2 m kw. Za pokojem były drzwi, nie wiedziałam co…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych