Kot i człowiek
Dialog pseudofilozoficzno-deliryczny z nutką absurdu
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Rzuciłem robotę i zarejestrowałem się w pośredniaku. Nie miałem konkretnych planów na przyszłość ani nie zastanawiałem się, za co będę żył za pół roku. Myślałem, że może wyjadę do Szczecina albo Gdyni. Zawsze chciałem mieszkać nad morzem. Póki co pragnąłem się tylko zresetować, a potem się zobaczy.
Żyłem z oszczędności i całymi dniami przesiadywałem w swoim dwupokojowym mieszkanku z dużym, dorodnym kotem – rudą znajdą. Czasami tylko wychodziłem do sklepu spożywczego albo do parku, a w soboty wsiadałem do pociągu miejskiego i jechałem do biblioteki uniwersyteckiej, żeby zabić nieco nudę w zakamarkach działu filozoficznego.
Będąc pod wrażeniem pracy "Materializm i empiriokrytycyzm", na cześć autora nadałem kotu imię Lenin.
Lenin bardzo lubił drażetki na kłaczki. Od czasu do czasu kupowałem mu też specjalną karmę, która miała pomagać w ścieraniu kamienia nazębnego. Lenin miał własny pokój, gdzie obok regału stała zadaszona kuweta. Kilka razy dziennie wchodził tam, wypinał dupsko i załatwiał się, wpatrując się cierpliwie swymi migdałowymi oczami w ścianę naprzeciwko.
W nocy Lenin przychodził do mnie i kładł mi się na brzuchu (lubię spać na plecach). Dzięki temu było mi ciepło i przy okazji oszczędzałem na ogrzewaniu. Nie lubiłem, kiedy drapał meble i próbowałem mu to wyperswadować, ale kot nigdy się tego nie oduczył.
*
Miałem teraz naprawdę sporo czasu na myślenie. Problem w tym, że zastanawiałem się nad wszystkim, ale nigdy nie nad sobą, jakbym chciał uciec od własnych spraw. Odnosiłem też wrażenie, że im więcej czasu upływa, tym trudniej rozmawia mi się z innymi ludźmi, np. z facetem sprawdzającym szczelność wentylacji w kuchni, bądź ze świadkiem Jehowy, który czasami przychodził w odwiedziny, ubzdurawszy sobie, że nawróci mnie na wspólny koniec świata.
Im dłużej trwał ten stan, tym częściej nachodziła mnie myśl, że odbija mi palma. Wrażenie to wydawało mi się nieodparte szczególnie wtedy, kiedy za dużo wypiłem.
Pewnego wieczora miałem już mocno w czubie. Siedziałem przy biurku, a pod nogami leżał stosik pustych puszek po piwie. Zmierzchało, więc włączyłem światło. Z pięciu żarówek w żyrandolu cztery już się przepaliły, pomyślałem więc, że trzeba będzie kupić nowe. Patrzyłem przez jakiś czas na grupkę dzieciaków za oknem, które wspinały się po metalowych drabinkach na placu zabaw i powoli rozchodziły się już do domów.
– Miau, miau – usłyszałem za plecami. To był Lenin. Wpierw pomyślałem, że przyszedł upomnieć się o żarcie, ale kiedy się odwróciłem i nasze spojrzenia się spotkały, wiedziałem już, że nie o to chodzi.
– Chciałbym z tobą pogadać – powiedział z powagą w głosie. Muszę dodać, że nigdy wcześniej ze sobą nie rozmawialiśmy, ale nie przejmowałem się tym. Byłem nawalony jak stodoła po żniwach, więc sytuacja wydawała mi się całkiem naturalna.
– O czym mielibyśmy pogadać?
– O zmianie mojego imienia.
– Jeśli chcesz je zmienić, nie mam nic przeciwko – zgodziłem się. A co mi tam.
– Od dzisiaj jestem Marek, jak Marek Aureliusz.
– Czemu akurat on? – zapytałem.
– Bo był prawdziwym mędrcem, to wielki wzór. Mogło mu się wszystko walić na głowę, dzieci pomarły, zboże z Egiptu wyżarły myszy na statkach, Germanie wytłukli dwa legiony do pnia, a jemu się nawet puls nie poniósł, zawsze był opanowany. Miał jaja, skurczybyk, nieziemskie.
– Gdzieś przeczytałem, że jego żona puszczała się z gladiatorami, a syn był zwyrodnialcem – wtrąciłem się nieśmiało. Kot machnął tylko łapą i powiedział:
– Nie zmienia to faktu, że geniusz Marka Aureliusza potrzebował tych ludzkich odpadów, aby w kontraście do nich tym większym zaświecić blaskiem.
– Kurwa mać, ale ty jesteś mądrym kotem. – Pokiwałem głową z uznaniem i sięgnąłem po kolejną puszkę piwa. Wstałem, łyknąłem sobie trochę i zajrzałem do szuflady. Wyjąłem ze środka paszport zwierzęcia, w którym weterynarz zwykle wpisuje informacje o szczepieniach i odrobaczaniu. Przekreśliłem imię Lenin i wpisałem w to miejsce Marek Aureliusz. – I co mi więcej powiesz, stary? – Usiadłem ponownie przy biurku i upiłem jeszcze trochę browara.
Kot był…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Cthulhu87
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…