kręgi na wodzie
ona, on, autobus.. sami przeczytajcie
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Droga uciekała płynnie spod kół. Przydrożne drzewa tętniły czerwcowym życiem, rażąc oczy soczystą zielenią. Liście lśniły w porannym słońcu. Zdawała się tkwić w nich jakaś przydrożna mądrość i spokój, niewypowiedziana, ale prawdziwa radość z kolejnego dnia. Dalej rozciągały się pola, sięgając daleko za horyzont, a potem jeszcze dalej, za następny. Falowały dojrzałą, ozłoconą porannym blaskiem pszenic i miedzianym żytem. Smukłe kłosy na długich szyjach łodyg pięły się w stronę porażającego wręcz błękitu. Jego głębia zdawała się być wyjątkowa tego ranka. Gdzieś w oddali, gdzie odziana w złotą zbroję armia pszenicznych kłosów zdawała się pochwycić już błękit w jego najsłabszym, najbledszym punkcie, na odsiecz ruszały białe anioły chmur, majestatycznie mknąc po delikatnej powierzchni błękitu. Kłosy, liście i chmury, wszystkie jakby kierowane pierwotnym instynktem zwracały się w jedną stronę, drażnione podmuchami chłodnego wiatru. Autobus miękko sunął po szarej nitce asfaltu, obojętny na naturalny entuzjazm, płynący z tego poranka. Chłopak spojrzał na zegarek. Jeszcze godzina pozostała do południa. „O tej porze dzień jest najbardziej soczysty”, pomyślał. Znów powrócił do obrazów, przesuwających się jednostajnie za szybą. Siedział wygodnie w cieniu, w komfortowych warunkach kontemplując magię poranka. Napawało go to nieuzasadnionym, lecz naturalnym optymizmem. Soczyste kolory i miliony elementów smaganej delikatnym wiatrem układanki miały w sobie jakąś nieokreśloną radość życia. „Może tylko mi się tak wydaje..”, pomyślał z wrodzonym cynizmem. Ale ten cichy entuzjazm, jaki mimowolnie towarzyszył mało fascynującemu faktowi początku nowego tygodnia, miał w sobie coś pierwotnego. Może tkwi w nas jeszcze od czasów, kiedy człowiek z ulgą i nadzieją spoglądał na dojrzewające plony, dumnie pnące się każdego dnia ku niebu na jego ziemi. Od czasów, kiedy słoneczny poranek nie był tylko pięknym zjawiskiem, ale czynnikiem dającym nadzieję, warunkującym godny byt. Rozejrzał się po autobusie. Z rozbawieniem spojrzał na mniej od niego zadowolonych ludzi, którzy nieroztropnie wybrali tę stronę autobusu, po której o tej porze z całą pewnością musiało świecić słońce. Teraz, próbując spać, toczyli skazaną na przegraną walkę z wdzierającymi się zewsząd promieniami, bez szans na chłodny komfort cienia. Każdy zatopiony w swoich myślach, mimo że podążał w jednym kierunku, odcięty był skutecznie od reszty współpasażerów barierą myśli i zwyczaju. Nawet nasz bohater, z tkwiącymi w uszach słuchawkami, zdawał się być daleko stąd, w intymnym świecie swoich myśli. Obok niego spoczywała czarna, podróżna torba. Co tydzień przemierzał z nią drogę do miasta, z którym jakiś czas temu związał swoje życie. Studiował tam już drugi rok, jednak wielkie miasto zdawało się nie być jego żywiołem. Wolał przebywać w niewielkim, prowincjonalnym miasteczku, z którego pochodził. Poza tym w mieście nic go nie trzymało. Owszem, kilku przyjaciół, wspólne wypady na piwo, czasem trochę poważnych rozmów, kiedy już wiadomo, ze nikt do rana nie wróci do domu. Chciał być sam i zdawało mu się to dobrym rozwiązaniem, mimo że czasem brakowało czułych ramion i rozumiejącego spojrzenia. Z drugiej strony szkoła, średnio interesująca, jednak dająca poczucie bezpieczeństwa i potrzebnego w życiu obowiązku. Był szczęśliwy, a raczej nie był nieszczęśliwy. Ot tak, jego życie toczyło się powoli do przodu. Zmienił płytę. „The friends of Mr Cairo” zdawała się być odpowiednim dopełnieniem radosnego, czerwcowego spokoju, który w tym momencie odczuwał. W sztywnych granicach swojego własnego ja, zamknięty w kręgu własnych myśli, czuł się dobrze. Muzyka popłynęła z słuchawek, wprowadzając chłopaka w stan zapomnienia, może nawet refleksji. Teraz był sam, mimo, że otoczony zewsząd przez ludzi, schowany za granicą własnego „ja”, wiedząc, że nikt inny jej nie przekroczy. Autobus zwolnił, by dobrnąć w końcu do skąpanego w słońcu przystanku. Chłopak, słuchając miękkiego głosu brzmiącego w słuchawce, nie zwrócił uwagi na stojących tam ludzi . Dopiero gdy wsiadały, zwrócił wzrok ku wejściu. Chwilę trwało, nim przyzwyczaił się do ciemnej barwy cienia, w którą przeniósł swój wzrok prosto z jasnej powierzchni obserwowanej chmury. Właściwie wsiadła tylko jedna dziewczyna. Zobaczył ją w momencie, kiedy miała już zająć siedzenie przed nim. Podniósł wzrok. Ona też spojrzała na niego i wtedy w jakiś niezrozumiały dla niego sposób, jego nietykalny, intymny spokój został naruszony, zadrżała jakaś granica, jakby ktoś rzucił kamień w niezmącone wiatrem wody, tworząc kręgi. Poczuł ścisk w żołądku. Trudno powiedzieć co poczuła owa delikatna brunetka. Miała na sobie błękitną bluzkę w bliżej nieokreślone wzorki. Poza tym – chyba spodnie. Mógł się tylko domyślać, zobaczył ją tylko przez chwilę, a właściwie tylko ich wzrok przelotnie przeciął się w nieistotnym i możliwie łatwym do zapomnienia epizodzie. Z tego, co zdołał zachować w swojej pamięci, miała ładną, ale na pewno nie piękną twarz – należącą chyba do tego rodzaju twarzy, których właścicielką każdy mężczyzna instynktownie chciałby się zaopiekować. Lecz uroku dodawały jej duże, brązowe oczy. Czujne i przenikliwe, a przy tym bardzo kobiece. A może właśnie dlatego kobiece. Chłopak nie słyszał już muzyki. Coś w nim zadrżało. Nie zakochał się, tzw. „miłość od pierwszego wejrzenia” uważał za termin tak zużyty i wyeksploatowany, że nawet jeśli coś takiego kiedykolwiek istniało, zatraciło już dawno swoją tożsamość. Nie, to było coś innego. Chłopak nie był nawet pewien, czy ona mu się podoba. I zupełnie nie o to chodziło w ich przypadkowym spotkaniu. Czuł, że naruszyła jakąś zasadę, swoim…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil dominik
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…