Król, księżniczka i kot
Bajka.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Na czerwonej aksamitnej kanapie, siedziała młoda księżniczka o imieniu Luella, odziana w różową długą sukienkę obszytą złotą nitką. Na kolanach, leniwie leżał jej biały kotek, ze złotą wysadzaną połyskującymi diamentami obrożą. -Kocham cię mój kotku, jesteś moim jedynym przyjacielem i chciałabym żebyś zawsze był ze mną – powiedziała, głaskając jego puszystą sierść. Znudzony kotek głośno zamiauczał, przeciągnął się i skoczył na dywan - Nie, błagam cię, nie! Znowu ode mnie uciekasz?! – protestowała. Ale zwinny kotek dwoma susami hycnął na okno, machnął ogonem i wyskoczył na zewnątrz. Dziewczynka rzuciła się na łoże zakryła głowę poduszkami i szlochała.
Następnego dnia, gdy jeszcze cała służba spała, smutna Luella płaczącym głosem, wołała ukochanego kotka. -Apu, Apu gdzie jesteś, proszę odezwij się. Ale kot nie pojawił się ani rano ani w południe ani wieczorem. Czasem znikał na parę godzin, a czasem nawet na parę dni. Wtedy zrozpaczona księżniczka prawie nic nie jadła nie piła, a gdy poszukiwania nie dawały żadnego skutku zamykała się w komnacie i płakała do poduszki.
Tego samego dnia, jej ojciec król Alfred wrócił z kolejnej wyprawy wojennej. -Żarła, picia dla mnie, do moich rycerzy czym prędzej – wrzeszczał na wystraszoną jego obecnością służbę - Konie napoić, jeńców do lochów, przesłuchać, w dyby ich, oczy wypalić, wrzątkiem oblać jak trzeba. -Tak panie – nisko kłaniali się podwładni , by tylko nie spojrzeć w oczy pooranej bliznami jednookiej brodatej twarzy potężnego króla. -Gdzie Luella !!! -W swojej komnacie panie – odpowiedział jeden z nich, delikatnie podnosząc rękę. -Czego, byle szybko? -Panie, Luella, nasza najulubieńsza księżniczka ma pojutrze urodziny. -Urodziny!!! Śmiesz mi o tym przypominać, myślałeś ze nie pamiętam. -Ależ nie wasza wysokość. -Które? -Siódme panie.
Długimi korytarzami skierował się do komnaty Luelli. Gdy szedł jego brunatno-czerwony płaszcz szorował ziemie; miecz, kołczan, noże obijały się o siebie komponując symfonię bitwy. Jego dumni przodkowie uwiecznieni na obrazach wydawali się okręcać głowę na jego widok. Wilki, dziki, jelenie, orły, sowy, piżmaki upolowane i wypchane przez Alfreda, drżały w obawie przed powtórnym śmiertelnym ciosem.
Stanął przed komnatą, bez pukania, silną ręką otworzył drzwi i wszedł do środka. Luella leżała na tapczanie głowę zakrywały jej poduszki, spod których wyłaniał się cichy płacz. -Luella! – powiedział barczystym rozkazującym tonem. Księżniczka zerknęła spod poduszki, zobaczyła ojca i zanurzyła się z powrotem. Król Alfred podszedł do łóżka, usiadł obok i trzypalczastą dłonią odsłonił bogato zdobione nakrycie z dziewczynki. -Co ci moje dziecko? Czy ktoś cię skrzywdził? Powiedział coś złego, tylko powiedz a zaraz za to zapłaci. -Apu, wczoraj wyskoczył przez okno, szukałam go cały dzień ale on już nigdy do mnie nie wróci!!! -Mmmm – westchnął król – Kot? Kot nieposłuszny w moim królestwie niemożliwe. -Wołałam go miliony razy, uciekł przepadł, a może nawet go kto zabił. Król wstał, podszedł do okna, otworzył szeroko i zawołał. -Apu, Apu, marne boże stworzenie, na polecenie potężnego króla Alfreda masz się wstawić natychmiast do księżniczki Luelli – spojrzał na córkę, uśmiechnął się i mrugnął– zaraz tu będzie nie ma absolutnie nikogo w całym królestwie, kto by mnie nie słuchał. Luella odwzajemniła uśmiech ojca i przestała płakać. -Miauuu, miauuu…. -A widzisz – ojciec uderzył się mocno w pierś- mówiłem że zaraz się zjawi. -Apu, Apu choć tu do mnie, tak bardzo za tobą tęskniłam. We trójkę usiedli na łożu; ojciec z zadowoleniem patrzył jak Luella głaszcze kota. To jego żona Ananbelle zajmowała się zamkiem, córką, odkąd zmarła Alfred nie bardzo sobie radził w roli jedynego rodzica. -Luello, pojutrze są twoje siódme urodziny… -Pamiętałeś? -Jak mógłbym zapomnieć, powiedz mi czego pragniesz moje dziecko? Księżniczka zastanawiała się bawiąc się z kotem na łóżku zapominając o pytaniu które zadał jej ojciec. -Może rumaka, mogę podbić dla ciebie małe królestwo po drugiej stronie gór, zbudować nowy zamek, gadającego ptaka o którym słyszałem od kupców, wszystko, wszystko czego tylko zapragniesz. -Naprawdę tato? -Naprawdę- ojciec honorowo przyłożył dłoń do serca. -Ja bym tylko jedno chciała, żeby Apu zawsze był przy mnie. -To wszystko? Księżniczka pokiwała nieśmiale głową i spojrzała ze łzami na kotka. -A więc od momentu twoich urodzin kot
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Zeppelin Atak
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…