Królewska kuśka
O tym jak to kuśka może życie popsuć.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Król miał małego fiuta. Nie była to żadna tajemnica, ale przy Wielmożnym nikt nie raczył nawet wspomnieć o tym słowem. Któż bowiem z zacnego grona błaznów i usłużnych kuchcików chciałby stracić głowę? Wszyscy tak bardzo cenili swój wzrost, że król żył w błogiej nieświadomości przez trzydzieści lat swego hulaszczego życia seksualnego. Żadna z jego kochanic, nawet jego żona nigdy nie ważyły się na proste zdanie, które mogłoby uświadomić surowego władcę. Życie Wacława trzeciego do czterdziestego czwartego roku życia było życiem idealnym. Życiem, w którym realizował wszystkie swoje pranienia, życiem, które dostarczało mu mnogości wrażeń, a za razem sprawiało, że czuł się spokojny kiedy siadywał wieczorem przed kominkiem popijając świeżo warzone piwo z wielkiego (bo taki, mniej więcej, dwu litrowy antałek kazał sobie król sprawić) kufla. Wszystko miało się zmienić za sprawą wizyty pewnego włóczęgi. Pierwszą rzeczą jaka oburzyła króla był obiór swieżo przybyłego gościa, a drugą jego komentarz na temat przeciętnej wielkości męskiego kutasa w Europie. - Przybywam! Zróbcie mi miejsca gawiedzi! – zakrzyknąc ubrany w łachamany, który tanecznym krokiem wparował na salony Wacława III – Znacie ten dowcip o królewskiej długości, która ponoć proporcjonalną jest do jego mądrości? - ledwo zdążył dokończyć włóczęga, gdy dwóch strażników uzbrojonych w halabardy siłą wyniosło go z sali. Król podczas całej awantury nie wypowiedział nawet słowa. Nie zdążył. * Mniej więcej w tym samym momencie po wschodniej stronie pałacu z rzeki wynurzyła się chuda, ciemna postać. Przycupnęła u brzegu i zaczęła się powoli czyścić się z wodorostów. Skrzętnie pozbyła się rzecznych plew oplatających jej łydki i wyciągała smugi zielonej zgnilizny z włosów. Nieopodal miejsca jej oblucji właśnie układało się do snu dwóch rybaków. Jeden z nich kończył gasić ognisko, a drugi nad rzeką sprawdzał mocowania sieci. Po chwili obaj zaczęli szykować sobie posłania na wilgotnej ziemi pokrytej podgniłą trawą. - Tam coś słychać Bolku – powiedział wyższy wskazują zarośla, w których przykucnęła rzeczna istota czekając, aż nowo wypatrzone ofiary zapadną w sen. - A tam słychać, babyś dawno nie miał. Syreny ci się śnią. Spać idź. Rano ci niechybnie przejdzie – Odpowiedział mu przyjaciel po czym obaj lyknęli jeszcze z gąsiorką przygotowanego przez żonę Bolka i ułożyli się do snu. Po długim dniu połowów niemalże natychmiast zapdali w sen, a dziwna postać spowita niesamowitą zielenią powoli wkradła się do ich obozu. Zatrzymała się na środku obozowiska gdzie jeszcze iedawno płonęło ognisko i mierzyła wzrokiem bezbronnych mężczyzn. Po chwili wystrzęliła szybko w ich kierunku. Prawie niezauważalnie musnęła diablo ostrym ogonem garło pierwszego i rzuciła się z pazurami na drugiego. Przygniotła ofiarę całym cięzarem ciała zaczęła szybko wygryzać mu dziurę w brzuchu, a gdy rybak się ocknął i zaczął szamotać nadludzkim przypływie sił zielona postać ponownie użyła swego ogona na szyi ofiary. Nad rzeką zapanowała całkowita cisza. * - Po kiego mnie tłuczesz? - spytał Fryderyk kiedy upadł pod wpływem potężnego ciosu więziennego klawisza – Przecież ani się nie rzucam ani... - Morda psie – wycedził strażnik przez zęby i ponownie zdzielił włóczęgę drewnianą pałką. Fryderyk postanowił zamilknąć, gdyż zrozumiał, że mierzy się z sadystą najwyższej klasy, który dodatkowo wydawał się niesamowicie spragniony porządnej rozrywki. * - Więźniów staramy się traktować najlepiej jak potrafimy Hanko, czemu takie pytanie mi zadajesz? - Bo się boje o krzywdę ludzką. Nie dość Marcinie, że ludność głoduje? Wy jeszcze zamykacie biednych bo kradną. Nie myśl, mój drogi, że ja nie wiem jak traktujecie więźniów. Wiem wszystko i nie neguję tego. Toć to praca twoja, ale czy od razu gdy ktoś powie prawdę, którą wszyscy i tak znają to trzeba go wieść na scięcie? Powiedz mi Marcinie, na śmierć od razu? * - Słuchaj chłopaku – powiedział włóczęga, gdy następnego dnia zakapturzony morderca na usługach króla Wacława wywlókł go z celi i poprowadził na wóz, którym skazaniec miał być przewieziony po całym mieście aby wrócić w końcu w to samo miejsce gdzie czekał już na niego skrzętnie pleciony przez całą nac stryczek – nie będziesz miał okazji mnie powiesić, to po pierwsze. Stul pysk – zakrzyknął kat i przyłożył włóczędze pałką. - A po drugie – kontynuuował gdy minęły efekty ogłuszenia spowodowanego silnymi razami katowskiej pałki – to za parę godzin twój król cię zetnie. Gwarantuje ci. - Dosrałbym ci bardziej, ale król kazał żeby nie męczyć za bardzo, żebyś podyndał tam trochę. Linę śmy ci specjalną zrobili, tako, że kostucha nie od razu cię usłyszy i pobędziesz z nami jeszcze trochę, a na wpierdol czas też jeszcze przyjdzie. Po mieście tylko cię obwieziem i ci dojebiemy żebyś zbyt giętki na sznurku nie był, a teraz se gadaj co powiedzieć chcesz bo zaraz w ludzi wjedziem a tam nic nie powiesz już. Schowaj no jakiego tam pomidora dla mnie bom śniadania nie zdążył przez ciebie zjeść – kat zakończył swój monolog długim, głośnym śmiechem, który w końcu zagłuszył ogromny tłum wieśniaków. Pierwsze poleciały – jak przewidział kat – pomidory, potem włóczęga odczuł kilka kamieni, które dotkliwie zapamiętało jego ciało, była też kapusta i gówno, a nawet dosyć spory pieniek, który szczęsliwie minął Fryderyka i wbił się w tłum po przeciwnej stronie drogi. Wóz jechał w eskorcie ośmiu strażników, którzy pilnowali, żeby wieśniaci nie rzucali widłami, ani żadnymi innymi przedmiotami, które mogłyby zakończyć tą zabawę za wcześnie. Ta ośmioosobowa gwardia pilnowała też żeby woźnica nie jechał za szybko, żeby ludność też mogła się przyczynić do kary jaka zostanie nałożona na bandytę. Co prawda lud w większości nie zdawał sobie sprawy kim jest człowiek na wozie ani co zrobił, ale jak z ambony powiedzieli, że rano będzie grzesznik to obowiązkiem każdego obywatela jest wyjść na ulicę i przynajmniej raz trafić plugawca. Wóż jechał przez miasto przez trzy bicia dzwona, po czym strażnicy zdjęłi bezwładne ciało włóczęgi z wozu i zanieśli je do celi. Fryderyk stracił przytomność jeszcze przed pierwszym biciem dzwona od wyjazdu wozu. Większość jego kości była połamana, lewe oko zostało wybite kamieniem, a w jego miejscu została tylko czerwona miazga. Gdy żołnieże odwiązali go od pala zaczął przeraźliwie krzyczeć mimo, że nie odzyskał nawet przytomności. * - Co z tym więźniem coście go dzisiaj obwozili? - spytał Naczelnik Marcin. - Dobrze to z nim nie jest. Jakeśmy go próbowali obmyć trochę to krzyka nam cały czas i dotknął się nie da. Mi to się widzi, że mu wieśniaki kości połamali. Aż dziw, że dycha jeszcze. - Lekarz był u niego? - Nie było. Król zabronił takich rzeczy dla niego. Mówił: dać wieśniakom obić, a potem ma wisieć. - Kurwa mać – skwitował naczelnik – posłuchaj Wiechu, pójdziesz teraz do wsi do mnie do domu, tylko jak kto spyta to idziesz po obiad dla straży, rozmuiesz? - Pojmuje panie Naczelniku, pojmuje – gorąco potwierdził Wiech - Pójdziesz do domu i Hankę, żonę moją tu poprosisz, żeby przyszła szybko i żeby zioła wzięła. - Powiesz, że ja ją wzywam i że sprawa nie może cierpieć zwłoki. - Cierpią zwłoki, pamiętam, biegne już panie Naczelniku. * - Jej tam nie ma, pan strażnik się nie dobija, nad rzekę wyszła dzieś z pół bicia temu, wieśniaki ją wzięły. - Gdzie nad rzekę? - spytał Wiech z groźną miną. - A od bramy ze wschodu na lewo tam dzie się ryby łowi panie strażniku, tam im gardła ktoś otworzył. * Hanka, żona strażnika Marcina medyczką nie była, ale babka nauczyła ją dużo o ziołach, a potem gdy babka umarła Hanka przywidzła klasztorny habit na 3 lata i tam nabyła resztę wiedzy potrzebnej aby pomagać wieśniakom w podstawowych problemach medycznych. Gdy przybył do wioski specjalnie nie ujawniała się ze swoimi umiejętnościami żeby wieśniacy nie wzięli jej za wiedźmę, ale z czasem zaczęła pomagać przy porodach, a potem ludzie sami przychodzili do niej z różnymi złamaniami i lekkimi chorobami. Hanka pomagała bo miała dobre serce i zawsze ciężko jej się parzyło na krzywdę ludzką. Teraz mieszkała tam już prawie piąty rok i gdy wieśniacy potrzebowali medyka zwracali się…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil S37h
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…