Wróć do katalogu

Kroniki Dni Ostatnich - Prolog

Opowiadanie o naprawdę CIEKAWYCH czasach.

mragnarok, opublikowano , 34 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Astronom pochylił się nad mapą nieba. Naniósł kolejne szkice i znów spojrzał przez teleskop. Pokiwał kilkakrotnie głową, zanotował coś w dzienniku i zwinął mapy. Ruszył w stronę schodów i nim do nich doszedł złapał go skurcz. Ścisnął mocniej serce i zaczął mocniej sapać. Okulary spadły na bok, zwoje i mapy upadły i potoczyły się na bok. Kilka razy jeszcze usiłował złapać powietrze, aż wreszcie wydał ostatnie tchnienie. Zimna, kamienna posadzka stała się jego łożem śmierci.

Ogromną Twierdzę Białego Ognia można było zobaczyć jeszcze znad odległej polany. Wiele wysiłku włożono w jej budowę i wszyscy mówili , że wszelkie jej tajemnice zna tylko przywódca. Choć zbudowano ją stosunkowo niedawno i była to trzecia twierdza na świecie, to jednak posiadała najnowszy system obronny. Mur wybudowano ze specjalnego stopu tytanu twardszego od stali i tańszego od platyny. Z tego samego stopu składają się ważniejsze budynki. Mówi się, że każda twierdza ma coś wyjątkowego. W tej należy wymienić wysoką wieżę, górującą nad resztą. Zakończona jest wielkim zwierciadłem, oślepiającym szczególnie w południe, kiedy promienie słoneczne odbijają się tworząc błyski. Dwu i pół-tysięczna ludność cywilna była ostatnio poruszona nagłą śmiercią ich wybitnego uczonego – astronoma. Wiadome było, że od jakiegoś czasu dziwnie się zachowywał i unikał ludzi. Niektórzy spekulowali, że to wynik zatrucia chemikaliami. Jako argument podawano częste wizyty w laboratorium i wrogów, których narobił sobie przez życie. Wątpliwości rozwiała wiadomość o zawale serca. Szybko zapomniano o tym incydencie.

Należy wspomnieć o jednej zasadniczej rzeczy. W twierdzach mieściły się siedziby Aniołów. Od kiedy wybitny genetyk Andriej Novilienko wpadł na trop nowego wiązania DNA, ludzkość doznała szoku. W pracy (nagrodzonej Noblem) uznał on, że niektórzy posiadają bardzo szczególne geny. Osoby taki są długowieczne, posiadają wybitne cechy i ... mogą mieć skrzydła i używać ich bez obaw. Wkrótce prace nad nimi rozpoczęli kapłani i okultyści. Oni bowiem wyszli z ukrycia, gdy dowiedzieli się, że kończy pracę nauka a zaczyna parapsychologia i zjawiska paranormalne. Rządy wielu państw stanęło na głowie by znaleźć owych ludzi. Misja powiodła się a rasę tą nazwano Aniołami. Po wielu badaniach, nieprzespanych nocach, kłótniach i płaczach odkryto, że niektórzy z nich posiadają te geny słabsze, bądź silniejsze. Wprowadzono więc hierarchię. Każdy z nich na początku stawał się Adeptem. Posiadali niezwykłą wiedzę medyczną wspomaganą swoją mocą. Większość z nich stawała się Serafinami (bądź Serafami). To bliscy pomocnicy Aniołów ich wiedza osiąga rzeczy niematerialne. Nie mogą mieć potomków, ich geny są w trakcie transformacji i ich dzieci mogłyby nie być ludźmi. Powszechnie znana jest tu legenda Nephilimów. Aniołowie tymczasem, są istotami niezwykle mądrymi. Mogą używać skrzydeł, ale tylko 50 km od najbliższej twierdzy, w przeciwnym razie może być to niebezpieczne. Nielicznie z nich stają się Archaniołami. Musi być to osoba doświadczona ponad stuletnia, przypada ich dwóch na twierdzę.

Jeden z nich nie mógł spać tej nocy. Miał wiele myśli, a ta o astronomie ciążyła mu od dwóch dni. On, który przeżył tyle lat, nauczył się odnajdywać rzeczy pozornie ze sobą nie związane. Ubrał się w zielony uniform Rady i wyszedł z mieszkania. Światła lekko oświetlały plac i drogi do niego prowadzące. Skierował się w stronę szpitala. Był to średni, biały budynek, umieszczony na północ od wieży ratuszowej. Tym razem ciekawiła go kostnica. Przed wejściem, pokazał strażnikowi kartę. Dostał się do środka bez problemu. W ogólnym mniemaniu, uważano dziwne zachowanie Aniołów za coś normalnego. Nigdy nie pytano co mają robić. Archanioł odnalazł dokumentację Javesona. W rubryce ,,powód śmierci” widniał zawał. Jego zwłoki znajdowały się w komorze numer 25. Ciało było sztywne i potwornie blade. Oczy starca były zamknięte, a dłonie lekko ściśnięte. Ostrożnie przełożył go na stół i zaczął obserwować. - Osthel, obawiam się, że to nic nie da... – powiedział zimny głos za nim Ten ton należał tylko do jednego człowieka. Był to prezydent Twierdzy – Krwawy Slavinus. Bohater bitwy pod Damaszkiem w 2007 roku. Zmyślny strateg i dowódca podczas walk z Ligą Prawej Ręki Allacha. Jego opanowane oblicze było często ostatnim obrazem jego ofiar. Przydomek ,,Krwawy” przylgnął do niego po rzeźniczej walce z sektą Dzieci Kaina. Osthel go lubił, uważał Slavinusa za doskonałego przywódcę Twierdzy. Jego zielone oczy obserwowały pomieszczenie, a na starej twarzy pojawił się lekki uśmiech: - Chyba nie pomyślałeś, że tego nie zrobiliśmy ? - Nie, choć myślałem, że warto sprawdzić jeszcze raz – odpowiedział Osthel ponownie pakując ciało - Zawał w tym wieku jest częsty – Slavinus oparł się o ścianę - Ja jestem dwa razy od niego starszy... – odpowiedział ironicznie Archanioł odkładając dokumenty Slavinus uśmiechnął się jeszcze raz i gestem zaprosił na zewnątrz. Kiedy szli cicho brukowanym chodnikiem, prezydent znów się odezwał. - Wiesz, żyjemy w czasach naprawdę niebezpiecznych – powiedział z żalem – wojna jeszcze się nie skończyła, nawet po tym jak Wyzwoleńcy Walgara ogłosili neutralność... - Ale, Liga Allacha jest już wyczerpana, ONU zapowiada pertraktacje... – zastanowił się Osthel - Pamiętaj o tych różnych odszczepieńczych organizacji. Na przykład Brygada Mahometa... LPRA odcięła się od nich. A to oni rozegrali tą burzę w Egipcie. - Ich jest coraz mniej, przywódcy tych głównych organizacji są zmęczeni ciągłymi walkami. Te ostatnie dwa lata... to przecież była tylko wojna słowna. - Tak samo nie przewidywaliśmy wybuchu tej wojny... Ale ! Zapomniałem ci powiedzieć gdzie idziemy – prezydent pokiwał głową – wieża astronomiczna, tam jest kilka ciekawych rzeczy Skierowali się w stronę pustej przestrzeni. Rosły tam głównie drzewa, miejsce to nie było zabudowane. Na wyżynie, przy murze stała wieża astronomiczna. Nie odznaczała się czymś szczególnym. Do wnętrza wchodziło się po spiralnych schodach. Miejsce pracy astronoma było zagracone. Stosy rulonów zalegały biurko, jedyna wolna powierzchnia służyła zapewne do szkiców. Zaczęli przetrząsać jego biurko. Czytali każdy zapisek. Minęły dwie godziny i nic nie znaleźli. - Cholera... musieliśmy coś przegapić – poskarżył się Slavinus ocierając podkrążone oczy - Nie... to wszystko... zaraz... – Osthel dostrzegł małą książeczkę za biurkiem Slavinus pochylił się. - Myślisz, że ją dosięgniesz ? - Możemy również odsunąć biurko – zaproponował Osthel – chociaż nie... ono waży z pięćset kilogramów... spróbuję dosięgnąć. Położył się na ziemi i usiłował dosięgnąć mały przedmiot przez szczelinę przy biurku. Był już blisko, lecz wtem dostrzegł jakąś cienistą łapę wychodzącą zza biurka. Schwyciła książeczkę, która po chwili stanęła w płomieniach. Nim Osthel zdążył cofnąć rękę, poczuł na niej coś zimnego. Potem zaczęło boleć. - Szlag ! Co to ?! – zaklął Archanioł odsuwając się od biurka Przywódca tymczasem patrzył za okno, był równie przerażony co Anioł. - Krwawy, to coś mnie ugryzło... – powiedział trzymając krwawiącą dłoń, spostrzegł minę przywódcy – Slavinus ? Odwrócił się natychmiast i wybiegł. Teraz Osthel spostrzegł przyczynę strachu prezydenta. Na szczycie wieży świecił się alarm wyjątkowy. W ciągu 10 minut w głównej sali mieli się spotkać przynajmniej przywódca i dwóch Archaniołów. Ślina stanęła Aniołowi w gardle. Wybiegł pospiesznie i dogonił Slavinusa. Nie odzywał się, mimo nocy widać było jego bladą twarz.

Po chwili byli już na brukowanym dziedzińcu i wbiegli szybko do pustej sali ratuszowej. Przywódca oddychał ciężko i złapał się za bok. - Nie jestem już tak młody, chodźmy. – powiedział i ruszył do windy Osthel nie odpowiadał. Coś ssało go w żołądku. Wreszcie akcja, będzie się mógł wykazać. Tak jak 60 czy 70 lat temu. Winda była mała, ale schludna, podobnie zresztą jak całe marmurowe wnętrze wieży. Stanęła na samym szczycie. Wyszli na długi korytarz. Dwa wejścia po lewej prowadziły do sali konferencyjnej, a drzwi na samym końcu do izby kontrolnej. Nim ruszyli, przybyła druga winda. Wysiadła nią kobieta. Wysoka, o długich białych włosach i inteligentnych, ciemnych oczach. Drugi Archanioł. - Osthel, co tu się dzieje ? – zwróciła się, z tonem irytacji w głosie, do towarzysz – dobry wieczór Slavinusu – pokłoniła się przywódcy - Droga Enuel, sami nie wiemy – powiedział Slavinus już nieco spokojniej Pokiwała głową. - A więc chodźmy już... obowiązki czekają. - zaproponowała Ruszyli w stronę celu. Slavinus otworzył drzwi. Ich oczom ukazała się wielka komnata, niczym wnętrze kościoła. W rzeczywistości nie była duża, to sposób wykonania ją powiększał. Na końcu stały panele kontrolne i ogromny ekran, ponad kilkoma mniejszymi. Na samym końcu stał Bruno. Miał za zadanie odbierać połączenia i informować prezydenta o tym co dzieje się w Twierdzy. Był niski, chudy i miał lekką łysinę. Siedzenie przed setką monitorów i wciskanie guziczków było jego życiową pasją i największą ambicją. Kandydaci na jego miejsce często chorowali akurat w dzień przesłuchania. Zaskarbił sobie jednak zaufanie Slavinusa. Obok natomiast stał powód ich spotkania. Był to wysoki, blady mężczyzna. O łagodnych rysach twarzy, lekkich brwiach i złamanym nosie. Jego ręce lekko drżały. Na sobie miał czarną, postrzępioną szatę. Spojrzał na nich swoimi szarymi, znudzonymi oczami i lekko ukłonił się. - On... kazałem mu zaczekać... ale on nie chciał – tłumaczył się Bruno, Slavinus uciszył go ręką. - Pozwól Bruno... – powiedział do sekretarza, po czym zwrócił się w stronę przybysza – jaki jest cel wizyty ? Gość zasalutował ręką i pokazał srebrny medalion. Przedstawiał sztylet trzymany przez rogatego rycerza. - Przybyłem tutaj z rozkazu Mistrza Odszczepieńców, Lucyfera – oznajmił, Archaniołowie popatrzyli na siebie przerażeni - Przesyła ważną nowinę... - Co takiego ważnego może przynieść zdrajca ? – powiedział ostro Slavinus, posłaniec przełknął ślinę - On chce prosić was o podarowanie części waszych ziemi – powiedział niezłamany przybysz – w przeciwnym razie zdobędzie je i zapłacicie jeszcze wy... waszą krwią. Slavinus zaśmiał się. Osthel pokręcił głową. - Nie możemy zgodzić się na takie ultimatum – oznajmił - Nie ? – spytał zdziwiony posłaniec – A więc jestem tu na darmo. Wszyscy mieszkańcy Twierdz jesteście tacy sami... – po czym wyszedł - Co ?! Jak to „wszyscy” ? – krzyknęła za nim Enuel. On jednak nie słyszał, już dawno poleciał nieść wieści swojemu panu. Tymczasem Bruno siedział już przy komputerze. - Sir ! Ważna rozmowa na linii – powiedział, ocierając twarz - Połącz... – rozkazał podchodząc bliżej. Na ekranie ukazała się pucołowata twarz przywódcy skandynawskiej Twierdzy. Gdyby nie te oczy i broda, wyglądałby jak dziecko. Tym razem był zdenerwowany. - Slavinus... u ciebie też był ? – spytał czystym norweskim - Oczywiście, złe wieści... – odpowiedział w tym samym języku - Wiem, kontaktował się ze mną ten z japońskiej Twierdzy, Hirashi ? - Noritoshi. - Ach, no tak... W każdym razie chcą jutro zebrać Radę Wojenną - Jutro ? – zdziwił się po włosku Slavinus. - Yhym... Mają się pojawić też ci od Wyzwoleńców i LPRA - Koniec wojny ? - Mam nadzieję. Widzimy się jutro o siedemnastej, weź aniołki. Transmisja zakończyła się, po czym Slavinus osunął się na krzesło. Odwrócił powoli głowę w stronę Osthela i odetchnął ciężko. - Idź spać. Jutro musisz być gotowy około dwunastej. Mamy spotkanie. – powiedział cicho – Ty Enuel też. Po tych słowach mężczyzna wstał i wyszedł do swojego pokoju. Enuel również poszła, a Bruno przysypiał z pochyloną głową.

Mieszkanie Archanioła umieszczone było niedaleko centrum. Było średniej wielkości i mało przystrojone. Na szafce koło łóżka postawił tylko czarno-białe zdjęcia swoich rodziców i towarzyszów z wojska. To przypominało mu jego niemieckie korzenie i czeskie obywatelstwo. Spojrzał się w lustrze i pogładził się po włosach koloru siana. Potem padł na łóżko i zasnął.

Światło słoneczne padało na twarz Archanioła. Obudził go jednak dzwonek. Wstał leniwie i podszedł do drzwi. To na pewno był Grunter. Tylko on tłucze w drzwi jak oszalały. Wpuścił go z lekkim niesmakiem na ustach. Dwudziestoletni tłumacz Slavinusa wpadł przez otwarte drzwi. Zasalutował i poprawił strój głównego pracownika. Grunter był z niego dumny. - Pan Slavinus poprosił cię do siebie – powiedział ważąc każde słowo - Już idę... – odpowiedział znudzony Archanioł, próbując spławić tego natręta. Nie udało mu się to. Tłumacz stał i wpatrywał się jak urzeknięty w oblicze Osthela. Chcąc, nie chcąc, musiał iść z nim. W sali konferencyjnej spotkał wszystkie ważne osoby z Twierdzy. Był Slavinus ubrany w oficjalny mundur (czerwony z zielonymi elementami i czapce z piórkiem), była Enuel (jak zwykle usiłując dobrze wypaść), siedział Alexander (instruktor i dowódca Serafinów, Anioł), Ganimedes (dowódca wojska i detektyw), oraz Nephilel (dowódczyni Aniołów). Do galerii poznanych osobistości właśnie doszedł nowy jegomość w turkusowej szacie. - Ach, Osthel przywitaj pana Maurycego Dorobskiego, ambasadora z Twierdzy Driada. – powiedział wiecznie wesoły Ganimedes Ów mężczyzna był stary, jego twarz była pocięta zmarszczkami, a włosy siwe. Miał w swojej urodzie coś niepokojącego. - Witam. – powiedział krótko i usiadł obok Osthela. Początkowo panowało krępujące milczenie, aż głos zabrał Slavinus. - Drodzy towarzysze. Drogi panie ambasadorze. – powiedział swoim oficjalnym tonem – zebraliśmy się tu, aby omówić zagadnienia ważne na dzisiejsze zebranie wiecu. Podniosła dłoń Enuel i kulturalnie zapytała: - Jakie zebranie, sir ? - Dzisiaj za kilka godzin odbędzie się zebranie wszelkich przedstawicieli państw... - Jakie organizacje są przewidywane ? – spytał Nephilel - Na pewno będą Niezwyciężeni ONU, LPRA i Wyzwoleńcy Walgara. – odpowiedział Slavinus Głos zabrał Maurycy: - Pozwólcie, że zabiorę głos. Od ponad dziesięciu lat prowadzimy tą wojnę. Sam prezentuję Niezwyciężonych i mam tego dość. W żądnym kraju nie było prawowitego rządu. Ludzie zaczęli zapominać co to jest demokracja. Na zachodzie zwyciężają partie nacjonalistyczne ! Nie możemy na to pozwolić. Dzisiaj... mamy zamiar zakończyć wojnę – powiedział, jakby pozbywał się czegoś trującego, Alexander i Ganimedes zaczęli klaskać – Dodatkowo ostatnio te niepokojące wieści...

Na spotkaniu wszelkich ważnych partii, poruszono kilka spraw. Na pewno przerwano wojnę, zatwierdzono również nowe granice dla niektórych państw. Zapisano Traktat Turecki o zaprzestaniu walk. Ziemia się zmienia.

***

Klasztor Wyznawców Białego Jastrzębia znajdował się kilka kilometrów od Twierdzy Białego Ognia. Mieli ze sobą wiele wspólnego. Chociażby samą legendę o bohaterze, którego kapłani tak czcili. Ich budynek był otoczony lasem, a do najbliższego ludzkiego osiedla trudno było się dostać. Nie stanowił jakiegoś cudu architektonicznego, choć z bliska napawał grozą. Surowy wygląd zewnętrzny nie miał pokrycia z wnętrzem. Piękne obrazy, rzeźby, widok ogólnie spokojniejszy.

Do wejścia zapukał wędrowiec. Otworzył mu jeden z akolitów. - Wejdź proszę do środka – zaproponował natychmiast Wędrowiec miał na sobie płaszcz podróżny, znakomicie zasłaniający rysy twarzy. W milczeniu szedł za kapłanem, prosto do klasztornej kuchni. W świetle, wyznawca wyglądał jeszcze młodziej. Tajemnicza osoba ściągnęła płaszcz i gospodarz zmieszał się na widok jej twarzy. Była to kobieta raczej młoda, nie można tego było odkryć po twarzy, gdyż byłą cała we krwi. - Potrzebuję schronienia – powiedziała ochrypłym głosem - Ale... tutaj ? – zdziwił się młodzieniec Przytaknęła głową i podeszła do drzwi usiłując je zabarykadować. Do tego celu użyła kilku mioteł. - NIE ! A co z moimi braćmi ?! – oburzył się akolita. - Już po nich... – odpowiedziała, obserwując sufit. W oddali rozległy się strzały i krzyki. Młody wyznawca schował swoją chudą twarz w ręce. - Jestem Zio. Tylko ja mogę cię uratować. - TY... Przyciągnęłaś tu szatana ! – rzucił wyznawca łapiąc się za głowę. - Ależ drogi Gallardzie... gdybyś tylko wiedział kim jestem... – powiedziała Zio uśmiechając się spokojnie. Odniosło to przeciwny skutek, wyznawca zaczął szlochać. - Nie podasz swojego imienia i nazwiska tylko... tylko... posługujesz się przezwiskiem ! – był w stanie załamania nerwowego - Ja... – po raz pierwszy ktoś oskarżył ją o coś takiego Zaczęła, lecz w tym momencie do drzwi ktoś zaczął się dobijać. Padło kilka strzałów, z których jeden przebił kobietę. Krew ochlapała biały habit kapłana. Ten upadł i z krzykiem rzucił się w kąt. Zio leżała i gestem wzywała go do siebie. Zaczęła wskazywać na broń leżącą obok. Wskutek upadku upuściła ją na ziemię. Drzwi zatrzęsły się i w wyrwie ukazał się topór. Po chwili atakujący zamachnął się znowu, co spowodowało nowe zniszczenia. Gallard szybko podpełzną do pistoletu maszynowego. - Umiesz się tym posługiwać ? – spytała Zio chwytając się za ramię. Krew ściekała jej spomiędzy palców. Była bardzo blada i kapłan początkowo sądził, że jest martwa. W szoku wycelował w drzwi i nacisnął spust. Seria pocisków przeszyła gładko drewno. Agresor…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych