Wróć do katalogu

kroniki Winchesterów- tropy z przeszłości...

na podstawie serialu " supernatural"

buffy119, opublikowano , 12 min czytania, 3,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

20 lat wcześniej Lawrence, Kansas

Wiatr delikatnie kołysał zasłonakami przez uchylone okno dziecięcej sypialni. Pokoik był nieduży. Jasne, proste mebelki wyglądały uroczo na tle błękitnej, gładkiej tapety. Pośrodku pokoju stało dębowe, dziecinne łóżeczko. Nad nim pochylała się kobieta, uśmiechając się rozczulająco. Swoje delikatnie falowane, blond włosy, które sięgały jej prawie do pasa, odruchowo zasunęła za uszy. Dużymi, błękitnymi oczyma przypatrywała się niemowlęciu spoczywającemu w kołysce. Było takie śliczne. Poczuła w serce wzbierającą falę roztkliwienia. Chłopczyk z kasztanową czuprynką uśmiechał się do niej radośnie. Jego oczy, w głębokim odcieniu ciemnej zieleni, patrzyły na nią filuternie. Drobne, różowe usteczka rozwarły się, ukazując pierwsze mleczaki. Cóż za uroczy widok. Przez uchylone drzwi do pokoju wbiegł drugi chłopiec. Pęd rozwiewał mu poły jeansowej kurtki. Z impetem wylądował w jej ramionach, wtulając w nią swoje niewielkie rączki. -Dean skarbie, uważaj- przestrzegła go z przesadną gorliwością. Matczynym gestem przeczesała mu blond grzywkę. -Już dobrze- szepnęła- powiedz bratu dobranoc. Chłopiec podciągnął się zręcznie na ramie kołyski i zajrzał do środka. -Dobranoc Sammy- szepnął cieniutkim głosikiem i zeskoczył z powrotem na podłogę. -Śpij kochanie- powiedziała kobieta, całując niemowlę w czoło- pamiętaj, anioły czuwają nad tobą. Pogłaskała czule małą główkę, po czym odsunęła się od łóżeczka. Wypełniła ją bezgraniczna miłość do tej małej istotki. Do pomieszczenia wkroczyła kolejna osoba. Ciemnowłosy, barczysty mężczyzna miał przewieszoną przez ramię ramię starą wojskową torbę. -Tata!- mały blondynek wyrwał się z objęć matki, wznosząc radosny okrzyk. Mężczyzna chwycił chłopca i uniósł go wysoko w górę. -Tu jesteś Dean- powiedział wesoło, i zmierzył chłopca stanowczym spojrzeniem oliwkowych tęczówek. Chłopiec przybrał hardą minę żołnierza. Jego ojciec roześmiał się. Wziął chłopca na ręce i przygarnął do siebie. Dziecko ufnie objęło go swoimi wątłymi ramionkami. Na twarzy mężczyzny zakwitł czuły uśmiech. Kobieta nadal stała nieopodal łóżeczka. -John- szepnęła i podeszła bliżej. Mężczyzna posłał jej kochające spojrzenie, po czym zerknął na kołyskę, a potem znów na chłopca, którego trzymał w ramionach. -Myślisz, że Sammy mógłby już kopać piłkę?- spytał ironicznie, uważnie obserwując reakcję dziecka. -Nie, jest jeszcze za mały- odparł gorliwie Dean. Chłopiec sięgnął do twarzy ojca i poprawił sterczący loczek opadający mu na czoło. John spojrzał na małego Deana z czułością, po czym postawił go na ziemi u swoich stóp. Chłopiec wyprężył dumnie pierś. Chciał być bohaterem, jak tata. Pragnął, by ojciec był z niego dumny. -Mary- szepnął John, kiedy kobieta zawiesiła mu ręce na szyi- nawet nie wiesz jak bardzo za tobą tęskniłem. Mary pogłaskała go wierzchem dłoni po policzku i pocałowała go lekko. Wydatne usta Johna rozświetlił uśmiech. Zamrugał sennie i przetarł palcami powieki. Spojrzał na żonę przepraszająco. -W porządku-odparła- rozumiem, że jesteś zmęczony. W kuchni czeka kolacja, w lodowce jest twoje ulubione piwo... uśmiechnęła się rozbrajająco. John przybrał pełen wdzięczności wyraz twarzy. Padał z nóg. Dzienna warta w wojsku była wymęczająca. Dean wciąż stał w tym samym miejscu, jak mały żołnierzyk czekając na dalsze rozkazy. Matka gestem dłoni wyprosiła go z pokoju. John podszedł do kołyski i zmierzył dziecko opiekuńczym wzrokiem. Potaknął głową i uśmiechnął się niemrawo pod nosem. -Coś nie tak?- zaniepokoiła się. John westchnął. -Rośnie jak na drożdżach- szepnął. W jego głosie przebrzmiewał zachwyt i nutka zdziwienia, którą często słyszy się z ust świeżo upieczonych rodziców. -W końcu to twój syn- odparła Mary, kładąc mu dłoń na ramieniu. -Samuel Winchester- powiedział John, z lekką dozą smutku w głosie. - Sam Cambpell spoczywa w pokoju- odpowiedziała, patrząc mu prosto w oczy. Potaknął głową na zgodę. Jeszcze raz spojrzał na syna. Malutka pierś niemowlęcia unosiła się i opadała pod kocykiem. Dziecko uniosło do ust pulchną rączkę i ułożył ją na poduszce obok główki. -Nawet śpi tak jak ty- żachnęła się Mary, ziewając przy tym głośno. Oczy same kleiły jej się do snu. -Dobranoc John- szepnęła, przejeżdżając dłonią wzdłuż jego ramienia. Powiódł za nią spojrzeniem gdy wychodziła. Mały Sammy westchnął przez sen. John położył dłoń na jego drobnej główce. W jego głowie kłębiło się tysiące myśli. W końcu dał za wygraną. Odwrócił się i wolnym krokiem opuścił pokój. Trzymając się drewnianej poręczy, zszedł po schodach i skręcił w stronę jadalni, oddzielonej od salonu cienką ścianką z wykuszem. Sięgnął po kanapki leżące na kuchennym blacie, a z lodówki wyciągnął chłodzącą się butelkę piwa. Automatycznie wyciągnął rękę po otwieracz i bezmyślnym gestem zerwał z niej kapsel, który z brzękiem upadł na podłogę. Zaklął pod nosem. Z piwem i talerzem kanapek powlókł się do fotela. Postawił kolację na salonowym stoliku do kawy. Zrzucił swoje ciężkie kamasze i rozsiadł się wygodnie. Pociągnął z butelki ogromny łyk. Pilot jakby sam przywędrował do jego ręki. Bezwiednie skakał po kanałach. Ze zmęczenia, nawet kanapki na ulubionym chlebie smakowały mu jak tektura. Na ekranie przed nim rozgrywał się jakaś melodramatyczna scena, ale nie był w stanie oceniać, o co tak naprawdę w niej chodzi. Poczuł, że jego umysł odpływa. Po chwili chrapał już na całe gardło. Nie przeszkadzały mu nawet odgłosy strzelaniny dochodzące z telewizora.

Dean siedział na podłodze w swoim pokoju. Podniósł małą śrubkę i wkręcił ją w otwór w plastikowej karoserii. Tak jest! Zostały jeszcze tylko trzy! Chwycił małego Forda GT i obejrzał go dokładnie z każdej strony. -Son of

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych