Książęca Rozgrywka - Rozdział 3 - Wojna Z Księstwe
Jeżeli ktoś dokładnie skomentuje, co sądzi o głównych bohaterach (każdym z osobna), o rozwijaniu wątków i całokształcie fabuły, dostanie dodatkowo 2000 punktów. :) Robię to, by się zabezpieczyć przed zdawkowymi komentarzami. Tylko uprzedzam, że zależ
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Komuś, kto dowodzi całą armią Grabiszyńskiej, nie można się sprzeciwić, dlatego Senat-który nie posiadał już żadnych wiernych oddziałów, gdy ujrzał parę jednostek pod swoim gmachem-uznał dyktaturę Kamilusa. Ludność już wcześniej z radością przyjęła tę wiadomość, pamiętając jego dokonania i walkę dla ich księstwa. Dwudziestu żołnierzy ze Straży Honorowej, wciąż pilnowało patrycjuszy w Pałacu Karola, aby ci nie zdradzili, że Kamilus zabił ojca i przymusił ich do ogłoszenia go dyktatorem. A mówiąc o Straży Honorowej, byli żołnierze Tadeuszusa co do jednego przyjęli ofertę Kamilusa i dołączyli do niego. Nieustępliwy wracał do Pałacu Karola i rozesłał posłańców, żeby jednostki, które zostawił dla przyśpieszenia marszu, teraz do niego dołączyły. Wojska Krzysztofusa, który maszerował powoli, by nie dojść zbyt wcześnie na umówione spotkanie i bezczynnie nie czekać, co wzbudziłoby podejrzenia, też dopiero zbliżał się do Pałacu Karola. Kiedy Nieustępliwy dowiedział się o bliskości jego armii, wysłał do niego posłańca i umówił się z nim na kolejne tajne spotkanie. Spotkali się w północnym skraju lasu, który ciągnął się wąskim pasmem na Grabiszyńskiej od połowy między wejściem na Szpitalną a Zaporoską, do początku tej drugiej. Było z niego widać Pałac Karola a pomiędzy nim a lasem, zwały gruzów ze zniszczonych budynków jeszcze sprzed XXI-wieku, których nie uprzątnięto z uwagi na walory obronne. Po prawej stronie, patrząc z lasu, stał budynek, z którego pozostało tylko pierwsze piętro, ale jego ściana ciągnęła się na 1.5 metra w górę, co było świetnym miejscem dla oszczepników. Mnóstwo gruzów, żwiru i nierównego terenu było zabójczym miejscem dla kawalerii, wręcz niemożliwym do przeprowadzenia szarży na stojących obrońców. Idealnie za to nadawało się dla włóczników, którzy mogli zwinnie skakać po gruzach unikając kawalerzystów i stamtąd ciąć ich włóczniami. Po lewej stały trzy budynki, w których zachowało się parę pięter i w dużej ilości ściany z oknami. Świetne do prowadzenia ostrzału przez łuczników, a ponieważ przy wejściu zwalało się mnóstwo zawalonych głazów, trudno także było się do niego dostać. Kamilus obserwując to miejsce, wspominał dawne starcia, które tu stoczył. Usłyszał z lewej strony odgłosy kopyt. Pociągając za wodze, obrócił konia. -Ave, księciu Biskupina- przywitał jadącą postać. -Ave, dyktatorze Grabiszyńskiej- odpowiedział mu Krzysztofus-Gratuluję sukcesu. Przejąłeś kontrolę nad armią naprawdę szybko i sprawnie. Kamilus uśmiechnął się uprzejmie. -Dziękuję, księciu Biskupina, robiłem, co w mojej mocy. Ale najważniejsze zadanie dopiero przed nami. -Masz rację, dyktatorze. Planujesz poinformować Senat o naszym porozumieniu w ostatniej chwili, żeby Adamus nie dowiedział się o tym zbyt wcześnie? -Tak. Powiem im, że zawarłem z tobą porozumienie, księciu Biskupina, a także, że zaraz po pokonaniu księstwa Zdrowej planuję cię zdradzić. A mówiąc o księstwie Zdrowej, niedawno wymyśliłem podstęp, który pomoże nam w ich zaskoczeniu. Moglibyśmy przeprowadzać manewry sugerujące, że szykujemy się do starcia ze sobą, a tak naprawdę zbliżylibyśmy się jak najbardziej do zachodniej Grabiszyńskiej. -Dobry plan, dyktatorze-powiedział Krzysztofus z uznaniem. Pewnie udaje uznanie z uprzejmości, pomyślał Kamilus, w końcu wojna z księstwem Zdrowej nie znaczy dla niego tyle co dla mnie. Jest tylko kolejną wojenką, która zwiększy jego wpływy i doda mu kolejnego wasala - czyli mnie. Na przypomnienie o tym, że zostanie czyimś wasalem, Nieustępliwy poczuł złość, a za chwilę usłyszał słowa zgodne z jego myślami: -Już po tym, jak pokonamy armię Zdrowej i zostaniesz księciem Grabiszyńskiej, staniesz się moim wasalem. Nie przeszkadza ci to, dyktatorze? Słyszałem o tobie, że jesteś człowiekiem dumnym i niezależnym, który nie lubi być kierowany. Pewnie, że mi to przeszkadza! Ale wiedząc, że Krzysztofus może go sprawdzać, uśmiechnął się i odpowiedział dyplomatycznie. -Jeszcze bardziej by mi przeszkadzało, gdyby moje księstwo przestało istnieć. Krzysztofus odpowiedział uśmiechem. -To prawda. Jednak żeby nie było nieporozumień-jego ton przestał być uprzejmy, a stał się ostrzegawczy i groźny -zawarliśmy umowę, bo pokazałeś mi, dyktatorze, że Bóg może oczekiwać naszej współpracy, byśmy spełnili jego wolę. Jeśli jednak w jakimś stopniu ją naruszysz, uznam to za znak, że Pan chce, bym ją zerwał . Rozumiesz, dyktatorze? Zawoalowana groźba? Jest nieufny wobec mnie… Czy to znaczy, że on wie, iż nie wierzę w żadną boską misję, a wszystko co o tym mówiłem, miało nakłonić go do współpracy?! Ale w takim razie czemu się zgodził? Zresztą, niezależnie od jego powodów, faktem jest, że groźny z niego przeciwnik i że muszę z większą ostrożnością planować swoje ruchy… Spojrzeli sobie w oczy. -Nie zamierzam łamać tej umowy, zbytnio zależy mi na księstwie Grabiszyńskiej - Kamilus przemówił zaskoczonym tonem w którym pobrzmiewała urażona duma, wcale nieudawana. Twarz Krzyżowca straciła swój groźny wyraz i ponownie się uśmiechnął. -Dobrze, że się rozumiemy. Też bym nie chciał, żeby nasza współpraca się skończyła. Zapowiada się naprawdę obiecująco. Więc może teraz przejdziemy do omawiania naszego planu walki z księstwem Zdrowej? Kamilus odpowiedział uśmiechem. -Zgadzam się. Więc może... Gdy rozmawiali nad planem, można było odnieść wrażenie, że ta wcześniejsza chwila napięcia nie miała miejsca. Jednak byłoby to tylko wrażenie.
Przeprowadzono wszystkie manewry i zajęto odpowiednie pozycje. Armia Grabiszyńskiej znajdowała się na Zaporoskiej, przy wejściu na Lwowską, z kolei armia Krzysztofusa na Grabiszyńskiej, przy wejściu na Zaporoską. Wprawdzie na tej ostatniej ulicy grasowały grupki Bandytów, jednak na tyle nieliczne, że nie odważyłyby się zadrzeć z armią w pełnej sile, nie należało się więc nimi przejmować. Kamilus jechał w obozie pomiędzy żołnierzami, wydając rozkazy rozmieszczenia oddziałów oficerom i zagrzewający żołnierzy do walki obietnicami szybkiego zwycięstwa. Jego wojacy byli pełni zapału i palili się do walki. Nieustępliwy dobrze wiedział, że kiedy się dowiedzą, że tak naprawdę będą walczyć z odwiecznym wrogiem księstwa Grabiszyńskiej, ich entuzjazm i żądza walki jeszcze się wzmogą. A już niedługo się o tym dowiedzą, z dziką satysfakcją pomyślał Kamilus. Podjechał do niego Patrykus i zasalutował. Kiedy Kamilus odpowiedział na salut, Obieżyświat zaczął mówić: -Niedawno otrzymaliśmy raport od Kameleona. Nieustępliwy z niecierpliwością się wsłuchał, mając nadzieję, że dowie się wreszcie o położeniu ostatniego ze zgrupowań Zdrowej. Obieżyświat spełnił jego oczekiwania. -Adamus zajął już całą zachodnią Grabiszyńską i teraz wraca z powrotem. Niedawno znajdował się przy Budowlanej. Kameleon uzyskał w końcu informację od szpiegów z innego zgrupowania. Znajduje się ono przy szpitalu św. Elżbiety. Świetnie-myślał Kamilus-Adamus do samego końca pozostawał w niewiedzy. Pewnie myślał, że przejmuję kontrolę nad armią Grabiszyńskiej, żeby skuteczniej walczyć z Krzysztofusem. Wysłał 10000 żołnierzy na początek zachodniej Grabiszyńskiej, na wypadek, gdyby udało mi się wygrać z Krzysztofusem. Wtedy to zgrupowanie uderzyłoby na moją dotkliwie osłabiona armię.. Ale nie mógł się spodziewać, że tak naprawdę nie będę walczył z Krzyżowcem, tylko z nim wspólnie z Krzysztofusem. Kamilus uśmiechnął się szeroko w myślach. -Kameleon zaznaczył też, że wysyłanie kolejnych wiadomości będzie bardzo ryzykowne. Adamus jest o krok od ich wykrycia-kontynuował Patrykus. -Nie szkodzi-odpowiedział Kamilus, beztrosko machając ręką- wiemy wystarczająco dużo. A resztę informacji będziemy zdobywać na bieżąco, przy pomocy zwiadowców-po tych słowach uśmiechnął się złowieszczo-albo trupów. Patrykus obserwując Kamilusa wiercącego się na koniu i patrzącego w różne strony, rozpoznał u swego przyjaciela oznaki wielkiego podniecenia. I bardzo dobrze, myślał zadowolony Patrykus, przyda mu się trochę radości po ostatnich wydarzeniach. -Widzę, że ogromnie się cieszysz-powiedział, uśmiechając się do przyjaciela. Kamilus spojrzał na niego z lekkim zdziwieniem. -Ogromnie? To mało powiedziane! Nareszcie to nastąpi! Księstwo Zdrowej przegra a księstwo Grabiszyńskiej zwycięży! Tak, naprawdę już niedługo to wszystko się skończy! Radość Kamilusa z sekundy na sekundę rosła, jak o tym myślał. Już niedługo, po tylu latach wojny bez rozstrzygnięcia, księstwo Grabiszyńskiej zatryumfuje nad księstwem Zdrowej! Ta partia szachów pomiędzy mną a Adamusem trwa już stanowczo zbyt długo, tym bardziej że została rozpoczęta przez naszych dziadków jeszcze przed naszymi narodzinami. Najwyższa pora, bym wreszcie ją skończył. Dziadek byłby ze mnie dumny. Tato pewnie też... Kamilus odegnał od siebie nieprzyjemne myśli i skupił się na swojej euforii. -Jakie informacje o armii Krzysztofusa? -spytał -Niedawno wyruszyli w drogę. -Wyślij do niego posłańca, generale, niech mu przekaże nowe informacje o zgrupowaniach Zdrowej. Nie chcemy, by nasz drogi boski wojownik, natknął się na nich nieprzygotowany -ironicznie stwierdził Kamilus. -Czy przez jawne kontaktowani się, armia Zdrowej nie dowie się, że jesteście w porozumieniu, dyktatorze? -I tak zwiadowcy na pewno już im zameldowali, że nie walczymy ze sobą, a armia Krzysztofusa zmierza w ich kierunku- uspokoił Kamilus. Patrykus kiwnął głową na znak zrozumienia i odjechał. Nieładnie z mojej strony, że trzymam tak wielką radość tylko dla siebie, myślał radośnie Kamilus, powinienem się nią podzielić. Wjechał do części obozu, gdzie było najwięcej żołnierzy i krzyknął: -Żołnierze! Chcecie po raz kolejny ruszyć na wroga? Odpowiedziały mu okrzyki potwierdzenia. -Chcecie wziąć udział w kolejnej bitwie? Po raz kolejny żołnierze krzyczeli potwierdzająco. Kiedy usłyszeli krzyczącego Kamilusa, wielu żołnierzy z innych części obozu zbliżyło się sie, by go wysłuchać. -Chcecie, bym poprowadził was do zwycięstwa? Tym razem okrzyk był jeszcze głośniejszy, bo dołączyli do niego niedawno przybyli żołnierze. -Więc, dzielni towarzysze broni! Niedługo ruszymy na wygra i weźmiemy udział nie w jednej, a w wielu bitwach! I w każdej poprowadzę was do zwycięstwa! Ale nie będzie tak, jak się spodziewacie. Żołnierze przestali entuzjastycznie krzyczeć i zaintrygowani, zaczęli się zastanawiać nad słowami wodza. -Nie będziemy walczyć, z księstwem Biskupina, od niedawna jesteśmy sojusznikami. Wyruszamy na księstwo Zdrowej! Kiedy do żołnierzy dotarły te słowa, ponownie rozległ się chór entuzjastycznych okrzyków, jeszcze głośniejszy. Oficerowie byli zaskoczeni tym nieoczekiwanym sojuszem i zastanawiali się, jak do niego doszło, lecz nie przeszkadzało im to odczuwać radości. Kamilus podniósł miecz wysoko w górę. -Wreszcie nadchodzi chwila, w której ostatecznie pokonamy naszego odwiecznego wroga! Niedługo pomścimy wszystkich naszych poległych towarzyszy! Odpłacimy im za wszystkie zniszczone budynki !Zemścimy się za wszystkie przegrane bitwy! Pokażemy im, kto zasługuje na zwycięstwo!! Przy ostatnim zdaniu, opuścił miecz w dół i z większą żywiołowością ponownie go podniósł. Wcześniejsza radość i oczekiwanie bitwy odeszły w zapomnienie, teraz żołnierze byli wręcz w siódmym niebie. Szczególną euforię odczuwali weterani, którzy od bardzo dawna walczyli z księstwem Zdrowej. -Za księcia Karola i księżniczkę Karolinę! Za księstwo Grabiszyńskiej! -krzyknął Kamilus. -Za księcia Karola i księżniczkę Karolinę! Za księstwo Grabiszyńskiej! -odpowiedziało mu 20000 gardeł. Kamilus spostrzegł, że okrzyki były tak głośne, jakby w obozie było dwukrotnie więcej żołnierzy. Krzyczą za dwóch, a walczyć będą za dziesięciu, pomyślał z radością.
Wojna z księstwem Zdrowej była długa i ciężka. Kiedy stało się jasne, że dwie armie nie mają zamiaru walczyć ze sobą, a wręcz przeciwnie, toczyć wspólnie wojnę z księstwem Zdrowej, 10000 żołnierzy Adamusa przyspieszyło tempa na wschód, by połączyć się z drugim zgrupowaniem armii. Zachodnia część Grabiszyńskiej była pełna nieuszkodzonych budynków, za którymi żołnierze mogli szukać schronienia, co czyniło ostrzał artyleryjski niemal całkowicie nieskutecznym. Umożliwiało także nawet niewielkim siłom skuteczną obronę. Pomimo tego wszystkiego 50000 żołnierzy Krzysztofusa szło na zachód niczym lawina. Drugie zgrupowanie armii było konsekwentnie spychane na zachód, lecz korzystając z porad Adamusa, które przesłał przez posłańca, w niektórych miejscach nadających sie świetnie do obrony, mimo, że 5-krotnie mniej liczne i gorszej jakości od sił Krzysztofusa, stawiało zacięty opór i nie pozwalało przełamać obrony. Ostrzeliwało także wojska Biskupina z artylerii, co zmuszało siły Krzysztofusa, by także szukały schronienia za budynkami, co uniemożliwiało mocniejsze uderzenie . W takich momentach do ataku przyłączał się Kamilus ze swoimi dwudziestoma jeden tysiącami pięciuset żołnierzy. 4250 zostawił do strzeżenia wyjścia ze Zdrowej, a kolejne 4250 ze Szpitalnej i wydał wyraźne instrukcje dowódcy tych sił, by uważnie obserwował ruchy oddziałów Zdrowej przy obu ulicach, aby nie dał się zaskoczyć atakiem dużych sił z jednej ulicy. Strzeżenie wyjść z tamtych ulic było ważne, żeby uniemożliwić tamtejszym dziesięciu tysiącom żołnierzy Zdrowej atak na tyły armii Kamilusa i Krzysztofusa, które walczyły z pierwszym i drugim zgrupowaniem Zdrowej. Nieustępliwy wychodził przez jedną z ulic od południa i atakował prawą flankę wroga, który po symbolicznej obronie wycofywał się, ze względu na brak wystarczającej liczby żołnierzy do obrony dwóch stron. Czasami Nieustępliwy próbował wyjść na jego tyły , a ponieważ drugie zgrupowanie nie mogło dać sie odciąć od pierwszego, także się wtedy wycofywało. Po wielu walkach, kiedy straty drugiego zgrupowania były duże, przestało się bronić nawet w bardzo dogodnych miejscach. Wciąż tylko wycofywało się w stronę pierwszego zgrupowania. W końcu Kamilusowi udało się wysłać kawalerię na tyły wschodniego zgrupowania Zdrowej, przez Cynową. Ponieważ oddziały Zdrowej były już zdziesiątkowane i osłabione, konnicy udało się je zatrzymać do czasu, aż dołączyła do niej reszta żołnierzy. Drugie zgrupowanie próbowało się przebić na zachód, jednak kończyło się tylko na tym, że ponosiło duże straty. W końcu postanowiło tylko się bronić, napierane z jednej strony przez Kamilusa, z drugiej przez Krzysztofusa. W momencie otoczenia wschodniego zgrupowania, Adamus był ze swoimi siłami niemal przy Placu Srebrnym. Mógł próbować się przebić do drugiego zgrupowania armii, ale nie było w tym żadnego sensu. Nawet, gdyby to się powiodło, poniósłby wielkie straty, a zyski nie były adekwatne. Ze wschodniego zgrupowania nie pozostała żadna licząca się siła bojowa. Poradził więc dowódcy tamtego zgrupowania, by nie trwonił życia żołnierzy na darmo i się poddał. Tamten skwapliwie się na to zgodził, bo zarówno on, jak i jego żołnierze, byli już wyczerpani. Zginęło ich 3000, a 4000 zostało rannych. Adamus wysłał także posłańca nad zachodnią Grabiszyńską, dawnymi terenami fabrycznymi do swego księstwa, informując dziadka o stracie całego zgrupowania i krytyczności sytuacji. Teraz, kiedy połowę sił Zdrowej na zachodniej Grabiszyńskiej mieli z głowy, Krzysztofus odesłał 20000 swoich żołnierz, Kamilus zaś 6500, by dołączyli do towarzyszy stacjonujących przy Zdrowej i Szpitalnej by wspólnie podbić księstwo. Adamus znajdował się w nieciekawej sytuacji. Na wschodzie, około 30000 żołnierzy Krzysztofusa i 15000 Kamilusa, na zachodzie główne tereny barbarzyńców we Wrocławiu, zaś wycofując się na południe, mógłby zostać całkowicie odcięty od swego księstwa. Pozostało mu tylko wycofywać się w kierunku północnym, gdzie nie było ulic tylko działki i pozostałości po osiedlach fabrycznych. Wycofując się tamtędy, musiał porzucić wszystkie onagery i niemal całą resztę artylerii, która była bardzo trudna do transportu w takim terenie i bardzo spowalniała, a obie armie wciąż go ścigały. W międzyczasie otrzymał raport od swoich szpiegów, którzy powiedzieli mu o oddelegowaniu części sił przez obie armie, które miały pomóc w podboju księstwa Zdrowej, więc wysłał kolejnego posłańca, by ponownie ostrzec dziadka. Po jakimś czasie przysłał mu odpowiedzieć, by wnuk udał się na Strzegomską, bo on sam wycofa się tam z armią z księstwa. Kiedy oficer Grabiszyńskiej, dowodzący ośmioma tysiącami strzegącymi Zdrowej i Szpitalnej, zobaczył, że siły Zdrowej opuszczają swoje pozycje obronne, mimo, że miał rozkaz tylko bronić wyjść z ulic, ruszył za nimi w pościg. Otrzymał potem za to pochwałę od Kamilusa. Niestety, był dość skutecznie opóźniany przez oddziały kawalerii Zdrowej, ponieważ sam nie dysponował odpowiednią ilością konnicy skutecznej do jej przepędzenia. Kamilus wziął ze sobą niemal całą kawalerię, więc w końcu zrezygnował z pościgu i zaczął zajmować pozostawione bez obrony księstwo. W końcu dwóm zgrupowaniom Zdrowej udało się połączyć na Strzegomskiej przy św. Pawła, zaś do Kamilusa i Krzysztofusa powróciły siły, które miały wspomóc podbój księstwa Zdrowej, ale na wieść o ich odwrocie, zostały przywołane z powrotem. Nadchodziła chwila ostatecznego rozstrzygnięcia.
Wszystkie trzy armie, wyczerpane ciągłym byciem w ruchu, rozbiły obozy. Góralska nie była ulicą w pełnym znaczeniu tego słowa. Bardziej zwykłą ścieżką, z bardzo kiepską do marszu nawierzchnią, ale i tak była lepsza niż działki czy dawne osiedla robotnicze. Wprawdzie została całkowicie oczyszczona z dawnych budynków, a nowych nie wybudowano, jednak próżno szukać w najbliższej okolicy lasów, traw, czy wody pitnej, więc armie Grabiszyńskiej i Biskupina, które rozbiły obozy blisko siebie na końcu tej ulicy, musiały korzystać z własnych zapasów. Armie były tu niemal w pełnej sile. 45000 żołnierzy Biskupina i 19700 Grabiszyńskiej. Reszta to zabici i ci, którzy zostali na zachodniej Grabiszyńskiej: ranni, żołnierze wydzieleni do pilnowania jeńców Zdrowej i kilkunastu medyków, którzy zostali, by się zająć poszkodowanymi oraz 8500 żołnierzy Grabiszyńskiej, którzy zajmowali terytorium księstwa Zdrowej. Nic więc dziwnego, że przy tak wielkiej liczbie żołnierzy, zapasy nie starczą na długo i zaczynały się już powoli kończyć. Księstwo Zdrowej było w lepszej sytuacji. Przez Strzegomską i Legnicką biegł las, a pod ulicą Złotoryjską płynęła niewielka rzeczka, więc ich oddziały dzięki położeniu miały dostęp do niezbędnych zasobów. Pomiędzy żołnierzami księstwa Grabiszyńskiej którzy mieli obóz po zachodniej stronie, a żołnierzami księstwa Biskupina, rozmieszczonymi po stronie wschodniej, panowała napięta atmosfera. Żołnierze Grabiszyńskiej pamiętali, że księstwo Biskupina jeszcze niedawno chciało ich podbić. Ci drudzy z kolei nie chcieli się pogodzić z myślą, że muszą współpracować z tymi, których - jak sądzili -mogli łatwo pokonać. Nie dochodziło do niczego poważniejszego, bo oficerowie obydwu stron byli zbyt zdyscyplinowani, ale często miały miejsce kłótnie między żołnierzami, wyzwiska, a nawet bójki. Bijatyki zwykle zaczynali żołnierze Grabiszyńskiej, prowokowani lekceważącym i wywyższającym się zachowaniem żołnierzy Biskupina. Pomiędzy oficerami nie było wzajemnego zaufania. W miejscu, w którym dwa obozy stykały się ze sobą, dochodziło do pojedynczych przypadków, w których niektórzy żołnierze Biskupina nie chcieli wpuścić żołnierzy Grabiszyńskiej. Uważali, że tylko oni mają prawo wkraczać do ich obozu, pomimo, że obaj dowódcy wcześniej to uzgodnili ze sobą wzajemne przemieszczanie się z obozów. Kilku żołnierzy Grabiszyńskiej, którym puściły nerwy, siłą wepchnęli się do obozy i uszkodzili jeden z namiotów. Po dowiedzeniu się o tych precedensach, Kamilus i Krzysztofus stanowczo przemówili do swoich żołnierzy. Nieustępliwy powiedział swoim, że jeśli dalej będą się tak zachowywać, to utrudni pokonanie księstwa Zdrowej. Przekonało ich to od razu. Wszyscy byli niezwykle rozradowani, po zadaniu wielkich strat Zdrowej i wzięciu tylu jeńców, więc nie chcieli, żeby to pasmo sukcesów się skończyło. Krzyżowiec zaś przemówił do swoich wojowników, mówiąc, że Bóg nie jest zadowolony i zapewne niezwykle Go martwi stosunek Jego ukochanych dzieci do swych braci. To równie skutecznie przekonało jego fanatycznych zwolenników. To wcale jednak nie oznaczało, że obydwie strony zaczęły się od razu lubić. Teraz obaj główni dowódcy, ich zastępcy oraz najwyżsi oficerowie stali w dokładnie w środku miejsca, gdzie stykały się ze sobą obozy, ze względów dyplomatycznych, żeby w żaden sposób nie pokazać, że któryś z nich jest ważniejszy od drugiego. Stali nad skrzynką, w której wcześniej transportowano żywność, a na której teraz leżała mapa. Czuwały nad nimi stojąca niedaleko Straż Honorowa i Rycerze Chrystusa. W pobliżu krążyli żołnierze i oficerowie, oraz stało kilkanaście namiotów. Żołnierze zajmowali się różnymi zajęciami przed bitwą. Można było ujrzeć, jak jeden wojak z księstwa Grabiszyńskiej, ostrzy sobie miecz, a jakiś żołnierz z księstwa Biskupina klęczy i wpatrując się w niebo, odmawia modlitwę. Jeszcze gdzie indziej paru żołnierzy umilało sobie czekanie, ćwicząc walkę na miecze. Niektórzy z daleka obserwowali naradę, ale żaden nie zbliżał się w zasięg słuchu. Kamilus rozpoznał wśród kliki Krzysztofusa, czwórkę oficerów, którzy mu towarzyszyli, kiedy pierwszy raz go ujrzał. Oficerowie dyskutowali( a właściwie kłócili się) nad planem dalszych działań: -Nie powinniśmy dalej zwlekać i dawać im czasu na przygotowanie lepszej obrony, tylko jak najszybciej zaatakować! -krzyknął jeden z oficerów Grabiszyńskiej w stronę dowódców Krzysztofusa. -Zbyt szybko przeprowadzony atak może się źle skończyć! Lepiej, żebyśmy to my przygotowali obronę i czekali! -odpowiedział krzykiem oficer Krzysztofusa, zaciskając pięści. Kamilus i Krzysztofus spojrzeli na siebie porozumiewawczo. Tak naprawdę, nie przykładali zbyt wielkiej wagi do propozycji swoich oficerów. Już dawno mieli przygotowany stosowny plan. Musieli jednak pozwolić swoim oficerom na opracowywanie planów, żeby nie oduczyli się myśleć, bo oficer niemyślący, nie powinien być oficerem. Było to także dobre dla ich morale. -Czas działa na naszą niekorzyść! Mają łatwy dostęp do wody i pożywienia, a nam zaczynają kończyć się zapasy! Chyba żołnierze Biskupina nie boją sie walki z mniej licznym przeciwnikiem? -odezwał się rozłoszczonym głosem i złośliwie się uśmiechnął, jeszcze inny z oficerów Grabiszyńskiej. Był to podpułkownik Zbyszkus, ten, którego kazał biczować Tadeuszus. -Pośpiech jeszcze bardziej! Będziemy musieli iść przez pewien czas po trudnym terenie, co wystawi nas na ostrzał artyleryjski i da im okazję do przeprowadzenia kontrataku! Musimy więc najpierw przygotować obronę, by móc go odeprzeć! Zapasy możemy sprowadzić z waszego terytorium! Ale żołnierze księstwa Grabiszyńskiej są chyba na tyle nierozsądni, że tego nie dostrzegają-odpowiedział jeden z czterech głównych dowódców Krzysztofusa z długą brodą. -Mają zbyt mało artylerii, by nam poważnie zaszkodzić a idąc w luźnym szyku, zminimalizujemy straty! W naszym księstwie nie ma tyle zapasów, by starczyło dla naszych połączonych sił! Zarzucając nam brak rozsądku, chcecie zamaskować swoje tchórzostwo- zripostował Zbyszkus, tym razem poważnie podnosząc głos. Oficer z brodą nachylił się nad skrzynką w kierunku Zbyszkusa i nie panując już nad wściekłością, wybuchnął: -Jak śmiecie tak do nas mówić? Powinniście... Krzysztofus uniósł rękę, uciszając swojego oficera. -Nie powinieneś być taki nieuprzejmy dla naszych braci chrześcijan, mój przyjacielu-powiedział, uśmiechając się życzliwie. -Wybacz, panie-opowiedział, ze skruchą schylając głowę. -Nie szkodzi, wszystkim puszczają nerwy w trakcie wojny-stwierdził, chcąc zażegnać spór. Wodził przez chwilę wzrokiem po swoich i Kamilusa oficerach.-Wszystkie wasze propozycje były bardzo interesując, bracia, ale... Nie dane mu było dokończyć. Wypowiedź przerwał oficer, który podjechał niedaleko nich na koniu, szybko z niego zeskoczył i pobiegł w stronę Kamilusa. Zebrani przy skrzynce patrzyli na niego a żołnierze obserwowali go z zainteresowaniem. Zasalutował Kamilusowi, a ten mu odpowiedział niecierpliwym salutem. -Czemu przeszkadzasz mi w tak ważnej naradzie, podporuczniku? Raporty powinieneś przekazywać… Oficer wciął się w zdanie: -Bardzo przepraszam dyktatorze ale sądziłem że te informacje mogą zmienić decyzje narady, mój oddział zauważył że wszelkie rezerwy kawalerii armii Zdrowej przemieszczają się przed armią i dołączają do kawalerii na skrzydłach!-wyrzucił z siebie całą wiadomość jednym tchem, niemal nie łapiąc oddechu. Tylko nam ułatwiają i tak proste zadanie, pomyślał Kamilus. Sądzą, że przy pomocy kawalerii złamią nasze flanki? Osłonimy się bez problemu naszą konnicą, której mamy o wiele więcej. Trzymając rezerwy, mogliby nas przynajmniej atakować z zaskoczenia w miejsca, które mielibyśmy odsłonięte. Dlatego ich wcześniejsze rozmieszczenie było wręcz idealne, jak Adamus mógł popełnić taki błąd? To było do niego niepodobne… Właśnie! NIEPODOBNE! Przeprowadza te manewry tylko po to, by ukryć przed nami odwrót! Ledwo minęła sekunda, po usłyszeniu wiadomości od podporucznika, Krzyżowiec i Nieustępliwy zaczęli wydawać rozkazy. -Dlaczego tak nagle każemy wyruszać armii? Zamierzamy ich atakować bez żadnego przygotowania?- spytał oficer, nie zabierający dotąd głosu podczas narady. Ten sam, który przy pierwszym spotkaniu Kamilusa z Krzysztofusem, jechał po prawej stronie Krzyżowca. Krzysztofus uśmiechnął się łagodnie. -Przemieszczanie oddziałów miało nas tylko zmylić, tak naprawdę wycofują się. -Dlaczego rezygnują z tak świetnej pozycji? Druga taka może im się nie powtórzyć- pytał wciąż zdezorientowany oficer Biskupina. Tym razem odpowiedział Kamilus. -Ponieważ nie zamierzają już z nami walczyć. Chcą całkiem opuścić Wrocław. Rozczarowałeś mnie, Adamusie. Wybierasz ucieczkę zamiast walki? Nieustępliwy położył rękę na ramieniu podporucznika. -Dobrze zrobiłeś, że przyszedłeś z tym od razu do mnie, podporuczniku. Oficer wyraźnie onieśmielony taką pochwałą od samego dowódcy, zdołał tylko odburknąć: -Dzię… dziękuję, dyktatorze. -Wyruszaj ze swoim oddziałem za armią Zdrowej i wciąż ich obserwujcie. -Tak jest, dyktatorze- odpowiedział cichym głosem, wciąż zakłopotany. W obozie zaczął panować wielki ruch. Oficerowie pobiegli do swoich oddziałów, wykonać rozkazy, a żołnierze porzucali swoje dotychczasowe zajęcia i zajmowali odpowiednie miejsca w swoich oddziałach. Kamilus z niezadowoleniem obserwował, jak żołnierze księstwa Biskupina robią wszystko sprawniej i szybciej od jego wojowników. Nieustępliwy podszedł oficera, któremu jeszcze nie wydał żadnego rozkazu. Był to wcześniejszy zastępca Bernardusa, Mateuszus. -Kapitanie Mateuszusie, weźmiesz niewielki oddział lekkiej kawalerii i udasz się przez Robotniczą na Strzegomską. Urządzisz zasadzkę w lesie przy Białym Kącie. Strzegomską będą uciekać oficerowie Zdrowej bez żadnych żołnierzy. Mateuszus miał bardzo zaskoczony wyraz twarzy, ale odpowiedział: -Tak jest, dyktatorze. Kamilus poczuł, jak narasta w nim podniecenie. Niedługo nadejdzie koniec nie tylko armii Zdrowej, ale i Adamusa we własnej osobie! Krzysztofus, który też skończył wydawać rozkazy, stanął za Kamilusem. -Zawsze doprowadzasz sprawę do końca, dyktatorze?. -Zwykle się staram-odwrócił się i uśmiechnął. Krzysztofus miał zaintrygowany wyraz twarzy. -Kierujesz się nienawiścią do Adamusa i całego księstwa Zdrowej? Bóg nie uczy nas nienawiści, nawet do najgorszych wrogów. Nie, nie chodzi o nienawiść, to jest zbyt lekkie określenie, myślał Kamilus, uśmiechając się w duchu. Zadaje to pytanie, żeby sprawdzić, czy już się domyśliłem tego, że mnie przejrzał. Fakt, przejrzał mnie, ale to nie znaczy, że musi wiedzieć, że o tym wiem. Jeśli go skłamię, i on to przejrzy, będzie myślał, że wciąż się łudzę, iż moja mistyfikacja odniosła sukces. Dzięki temu będzie mniej ostrożny, myśląc, że wszystko idzie po jego myśli. Tak jak ja niedawno. -Nie kieruję się nienawiścią, księciu Biskupina, tylko zwykłym rozsądkiem. Gdybym nie wykorzystał takiej okazji, oficerowie księstwa Zdrowej mogliby w przyszłości nam zaszkodzić. Lepiej nie ryzykować. Krzysztofus pokiwał głową z tak autentycznym szacunkiem, że za nic nie można było poznać, że był tylko udawany. Ale Kamilus nie musiał poznawać, bo wiedział o tym. -Mądrze mówisz, dyktatorze. Przez pewien czas obaj obserwowali w milczeniu żołnierzy tworzących oddziały, a potem oddziały tworzące armie szykujące się do wyruszenia, , aż w końcu, gdy ich armie były prawie gotowe do pościgu, ruszyli w ich stronę. Krzysztofus na pożegnanie podszedł i wyciągnął rękę do Kamilusa -Niech Bóg czuwa nad tobą i twoimi żołnierzami w najbliższej walce, dyktatorze Grabiszyńskiej. -I nad tobą oraz twoimi, księciu Biskupina- odpowiedział Kamilus, podając mu dłoń.
Adamus Zwycięzca, generał pułków księstwa Zdrowej i wnuk księcia, siedział na koniu białym jak dzień i obserwował jednostki przygotowujące się do odwrotu bądź będące w jego trakcie. Młody generał pułków nie mógł uwierzyć, w to, co się działo. Zdawać by się mogło, że jeszcze przed chwilą zajmował bez oporu tereny Grabiszyńskiej, podczas gdy jej armia wycofywała się przed księstwem Biskupina. Był przekonany, że w końcu zwyciężył swojego rywala, Kamilusa Nieustępliwego i że to koniec księstwa Grabiszyńskiej. A tu nagle całkowita zmiana ról! Teraz to księstwo Zdrowej było zajmowane, a jego siły w odwrocie. Jakim cudem, ten podstępny i zdradziecki Kamilus, omamił Krzysztofusa i przeciągnął go na swoją stronę? Udało mu się także przejąć kontrolę nad całą armią Grabiszyńskiej. I to wszystko tak, że Adamus nie domyślił się jego głównego zamiaru. Pomimo odczuwanej frustracji, że zwycięstwo tak nagle wymknęło mu się z rąk, oraz nienawiści do Kamilusa, Adamus odczuwał także wielki podziw dla swojego rywala. Wszystko doskonale zaplanowane i wykonane po mistrzowsku. Obrócenie całkowitej klęski w spektakularny sukces. Na dodatek Kamilus przejrzał fortel Adamusa, dzięki któremu niemal wszystkie pozostałe siły Zdrowej miały się niepostrzeżenie wycofać. Teraz znowu będą uciekać, z wrogimi oddziałami siedzącymi na ogonie, bezlitośnie szarpiącymi ich tyły i coraz bardziej się do nich zbliżającymi. To dziadek Adamusa postanowił, że armia Zdrowej powinna wycofać się z Wrocławia, gdyż nie ma sensu toczyć dalej walki, której nie można wygrać. Chociaż Adamus zgadzał się z dziadkiem, że to najrozsądniejsze wyjście, wcale nie cieszyła go perspektywa zostawienia obywateli na łaskę bezlitosnego i podstępnego księstwa Grabiszyńskiej. Tym bardziej teraz, kiedy Kamilus posiadał tak ogromną władzę. Niedawno jego dziadek wpadł także na pomysł, że armia będzie wycofywać się Legnicką, a ważni oficerowie uciekną niepostrzeżenie Strzegomską, na wypadek, gdyby księstwu Grabiszyńskiej udało się zniszczyć ich armię. Ta decyzja nie tylko się Adamusowi nie podobała, ale na dodatek w ogóle się z nią nie zgadzał. Chciał zostać ze swoim zgrupowaniem, ale jego żołnierze błagali , by nie ryzykował i udał się z pozostałymi oficerami. Adamus, bardzo niechętnie, dla dobra morale, uczynił to, choć czuł się z tym paskudnie. Młody dowódca w końcu udał się powoli w stronę miejsca, gdzie jego dziadek i oficerowie szykowali się do ucieczki, na pożegnanie dodając żołnierzom otuchy i słuchając, jak jego dzielni wojownicy udając radość, mówią mu, żeby się o nich nie martwił. Ale tak naprawdę nikt nie odczuwał radości. Żaden mieszkaniec księstwa Zdrowej, wart tego miana, nie mógł się cieszyć, że opuszcza swoje księstwo. Adamus jechał przez leśną dróżkę w stronę swojego dziadka. Jedynym pocieszeniem, myślał Zwycięzca, było to-choć cóż to za pocieszenie?- że jeśli Nieustępliwemu i Krzyżowcowi uda się dorwać ich armię, to przynajmniej Kamilus zostanie oszukany, bo nie pozbędzie się oficerów. Zostanie oszukany... Armia Zdrowej nie miała zbyt wielkich szans na ucieczkę. Żołnierze po stracie jednego zgrupowania, ciągłym uciekaniu i pozostawieniu księstwa stracili zapał i mieli okropne morale. To było całkowitym przeciwieństwem ośmielonych i rozradowanych zwycięstwami sił wroga. Miażdżąca była także przewaga liczebna, zwłaszcza w kawalerii. Dlatego właśnie oficerowie mieli uciekać inną stroną. Bo wszyscy w księstwie Zdrowej zdawali sobie z tego sprawę. Kamilus pewnie też... Zrozumienie spadło na Adamusa jak grom z jasnego nieba i aż gwałtownym ruchem podniósł głowę do góry. Pogonił konia i pogalopował w stronę swojego dziadka, nie przejmując się tym, że gałęzie smagały go po twarzy a ścieżka była tak wąska, że przy jednym złym postawieniu kopyta przez konia mógłby się potoczyć wzdłuż zbocza w gęstwinę roślinną. W końcu wjechał do niewielkiego zagajnika. Wszyscy oficerowie włącznie z jego dziadkiem spojrzeli na niego zaskoczeni. -Mój drogi generale pułków-zaczął dziadek, żartobliwie się do niego uśmiechając-nie musiałeś się tak spieszyć, mieliśmy wyjeżdżać dopiero za 10 minut. -Ja właśnie w tej sprawie, wasza książęca mość. Nie możemy tędy wyruszać - powiedział, starając się, by w jego głosie panował spokój. Dziadek spojrzał na niego, nie rozumiejąc, o co chodzi. -Dlaczego? Na każdej innej drodze zostalibyśmy wykryci. -Wiem, dlatego musimy udać się razem z armią!- tym razem nie udało mu się całkiem ukryć zdenerwowania w głosie- Jestem przekonany, że Kamilus przejrzał nasze zamiary i przyszykował zasadzkę! Dało się dostrzec zaniepokojenie oficerów. Na ich twarzach malował się niepokój i wielu z nich zaczęło między sobą szeptać. Adrianus Zdobywca, widząc to, spróbował ich uspokoić: -Nie słuchajcie go-powiedział, odwracając się w ich stronę-Wiecie dobrze, że prawie na pewno naszą armię niedługo spotka koniec. Jeżeli wycofamy się razem z nią, będziemy mieli marne szanse na przetrwanie. Adamus podniósł głos: -A jeżeli wycofamy się tędy, nie będziemy mieli żadnych szans! Tak przynajmniej będziemy mogli liczyć na wsparcie naszych dzielnych żołnierzy! Książę Zdrowej obrócił się w jego stronę, odczuwając wściekłość, że wnuk zachwiał jego autorytetem przy oficerach. -Przestań opowiadać takie bzdury! Za bardzo przeceniasz Kamilusa! Jest pozbawiony honoru, zdradliwy i arogancki, a niewiele potrafi. Zupełnie jak jego dziadek. Ten stary głupiec, Kazimierzus, miał wygraną bitwę w kieszeni, a był tak wielce pewny siebie po tych powodzeniach, że podczas pościgu za nami oddalił się lekkomyślnie od swoich żołnierzy, przez co zginął. Dzięki temu to mi udało się wygrać bitwę. Kamilus na pewno teraz też jest zbyt zaślepiony zwycięstwami, by przejmować się rozsądnym myśleniem. -Wasza książęca mość nie powinna traktować Kamilusa identycznie jak jego dziadka i przez to go nie doceniać! Niech wasza książęca mość pamięta, ile ciężkich walk toczyliśmy przeciw niemu! Adrianus wbił wzrok we wnuka. -Być może mieliśmy nieodpowiednich dowódców. Generał pułków stojący za nim zarechotał, niektórzy oficerowie zachowali kamienną twarz, a inni byli wyraźnie oburzeni tą uwagą. Adamus wiedział, że dziadek tak nie myśli i powiedział to tylko w gniewie, ale i tak uwaga go zabolała. Nic jednak nie dał po sobie poznać. -Dziadku, proszę cię! Musisz mi uwierzyć! Długo walczyłem z Kamilusem i wiem, do czego jest zdolny - rozpaczliwe próbował przekonać swojego dziadka - kończąc z oficjalnym tonem. -Wystarczy!!-krzyknął Adrianus- przynosisz mi wstyd i rozczarowanie, mój wnuku. -Dziadku, nienawidzę Kamilusa, ale nie pozwalam sobie na błąd niedoceniania go. Nie należy pozwolić uczuciom, by nami kierowały. Sam mnie zawsze tego uczyłeś! Czyżbyś zapomniał o własnych naukach?! Adrianus spojrzał na Adamusa morderczym wzrokiem i wyglądało na to, że zaraz wybuchnie, ale powiedział z ciężkim westchnięciem: -Dobrze... -Zgadzasz się, dziadku?- zapytał z nadzieją Adamus. -Skoro nie potrafię cię przekonać, to trudno. Jeśli chcesz, to udaj się z armią. Szkoda tylko, że już cię więcej nie zobaczę-powiedział z autentycznym żalem, próbując zapanować nad łamiącym się głosem. Rozczarowany Adamus wiedział, że dalsze przekonywanie nic nie da, więc także westchnął i odpowiedział: -Mógłbym powiedzieć to samo, dziadku - Spojrzał na oficerów za nim - Oficerowie księstwa Zdrowej! Nie daję wam gwarancji, że jeśli udacie się ze mną, to przeżyjecie! oświadczył z pewnością siebie i przekonaniem-Ale jedno mogę wam zagwarantować: nawet jeśli nie uda nam się przeżyć, zginiemy, walcząc dzielnie o honor księstwa Zdrowej! Chodźcie ze mną! Jego dziadek obrócił się w stronę oficerów. -Nie słuchajcie go! Jeśli tak bardzo chce zginąć, to jego wybór! Jeden z grupki oficerów, która wcześniej była niezadowolona po złośliwej uwadze Adrianusa, spytał: -Czy to rozkaz, generale pułków? -Nie, to tylko propozycja. Wybór należy do was- odpowiedział Adamus swojemu zastępcy. Generał kiwnął głową i po chwili ruszył w stronę Adamusa wraz z połową oficerów. Byli to wszyscy oficerowie ze zgrupowania Zwycięzcy. Chętnych było także wielu oficerów z drugiego zgrupowania, ale z uwagi na obecność księcia Zdrowej, nie odważyli się z udać z resztą. -Skoro chcecie zginąć, niech wam będzie! - po tych słowach książę Zdrowej odwrócił się w stronę leśnej ścieżki, a pozostali oficerowie za nim. -Dziadku!- krzyknął Adamus. Adrianus odwrócił się. -Weź ze sobą chociaż Straż Honorową! Może dzięki nim uda się wam przetrwać zasadzkę! -Bylibyśmy wtedy tylko łatwiejsi do wykrycia, a tobie bardziej się przydadzą. - dziadek Adamusa zamyślił się.-Adamusie, udaj się z nami. Tym razem się mylisz, to ty pozwalasz uczuciom sobą kierować. Nie możesz pogodzić się z przegraną, więc chcesz jeszcze na koniec za wszelką cenę oszukać Kamilusa. Nie narażaj się na ryzyko przez taką głupotę! - widząc nieugiętą postawę w milczeniu wnuka, uśmiechnął się serdecznie i zażartował. -Jeśli jakimś cudem to przeżyjemy, nie dam ci zapomnieć , że to ja miałem rację, a ty się myliłeś, mój wnuku. -Uwierz mi dziadku, bardzo chciałbym się mylić tym razem-odpowiedział zawiedziony Adamus. Patrzyli przez chwilę na siebie, wiedząc, że nie dadzą rady siebie przekonać, aż w końcu książę Zdrowej odwrócił konia i ruszył ze swoimi oficerami przez leśną ścieżkę. Adamus patrzył za dziadkiem ze smutkiem, wiedząc, że widzi go po raz ostatni.
Mateuszus obserwował zza drzew miejsce, w którym ścieżka na parę metrów robiła się dość szeroka i tworzyła coś na kształt koła. Nie było żadnych większych kamieni, konarów ani gęstych roślin. Idealne do szarży kawalerii. Stało za nim dwudziestu pięciu lekkich kawalerzystów, a po drugiej stronie była ukryta druga połowa oddziału. Mateuszus wciąż nie mógł uwierzyć w to, że otrzymał tak ważną misję od Kamilusa. Był wcześniej zastępcą innego generała pułków. Większość dowódców by mu nie ufała, dając niską rangę i wyznaczając do mało ważnych zadań. Kamilus postąpił inaczej. Miał z pewnością wielu, od dawna służących pod nim oficerów, o których wiedział, że należycie wykonają to zadanie, obdarzył Mateuszusa wielkim zaufaniem, jemu wyznaczając to zadanie. Były zastępca Bernardusa nie mógł się nadziwić, myśląc o nim. Mimo tak młodego wieku, był doskonałym dowódcą i cieszył się wielkim szacunkiem żołnierzy i oficerów. Jakże był inny od niedawnego dowódcy Mateuszusa! Bernardus to tchórz, dbający jedynie o własne bezpieczeństwo, nie o swoich ludzi. Kiedy dochodziło do bitwy, starał się być od niej jak najdalej. Kamilus jak najbliżej. Mateuszus dołączył do armii niedawno, więc nigdy nie miał okazji widzieć Kamilusa w akcji. Myślał, że to, co o nim słyszał, to wymysły, mające na celu podniesienie autorytetu synalka księcia. Zrozumiał, jak bardzo był w błędzie. To wielki zaszczyt służyć pod takim dowódcą. Nie miała zamiaru zawieść jego zaufania. Da z siebie wszystko, żeby Kamilus nie żałował, że to jemu zlecił to zadanie. Na pewno go nie zawiedzie! Wykona zadanie co do joty. Zdeterminowany, skupił się na obserwowaniu ścieżki i cierpliwie czekał na oficerów Zdrowej.
Ścieżka, którą jechali oficerowie Zdrowej z księciem na czele zrobiła się szersza, jednak nie tracili czasu na zmienianie szyku i nadal długą kolumną. Nie mieli ze sobą żadnych niepotrzebnych bagaży, oprócz niezbędnego pożywienia i wody, oraz skrzyni pełnej złota, którą wziął dziadek Adamusa podczas opuszczania księstwa. Stanowiła około jednej trzeciej skarbca Zdrowej. Powód, by to złoto nie wpadło w łapy znienawidzonego księstwa Grabiszyńskiej, był najmniej istotny. Wzięto je, by darować władcy jakiegoś miasta, żeby wkraść się w łaski tamtejszej elity rządzącej. Może nawet z czasem uda się przekonać władcę, u którego znajdą schronienie, żeby pomógł im odzyskać ich dawne księstwo? Przejeżdżali teraz przez miejsce, gdzie nie było żadnych większych kamieni, konarów ani gęstych roślin. Byli za to jeźdźcy. Szarżowali z wyciągniętymi włóczniami i okrzykami: ,,Za księstwo Grabiszyńskiej!'' Niektórzy jeźdźcy skręcali, by odciąć oficerom Zdrowej dalszą drogę oraz drogę odwrotu. Wiele koni księstwa Zdrowej przestraszyło się tego niespodziewanego zamieszania i zrzuciło swoich właścicieli z grzbietów. Mnóstwo oficerów z brzegów zostało przebitych włóczniami. Większość z pozostałych chciało jakoś uciec, lecz byli bezlitośnie zabijani przez grabiszyńskich kawalerzystów. Nieliczni próbowali dobyć mieczy i się bronić, ale ze względu na ciasny szyk przeszkadzali sobie wzajemnie i także byli wyżynani. Księciu Zdrowej okrzykami udało się zebrać około dziesięciu oficerów i po zejściu z koni, utworzyli koło i bronili się przed żołnierzami Grabiszyńskiej. Więc jednak mój wnuk miał rację, myślał Adrianus, parując cięcie włóczni i wbijając swój miecz w udo jeźdźca. Ów z konia na ziemię, by zostać dobitym przez Adrianusa. Jakże byłem głupi, że go nie posłuchałem! Co mnie napadło?! Przecież dawno mnie przerósł i dobrze o tym wiedziałem! Byłem zaślepiony nienawiścią do Kazimierzusa, jego wnuka i całego księstwa Grabiszyńskiej, przez co ich zlekceważyłem! Zarzucałem arogancję moim wrogom, a sam zachowałem się arogancko! Na myśl o tym poczuł zwierzęcą wściekłość i ciachnął mocno mieczem, przecinając włócznię kolejnego kawalerzysty, a następnie wbijając mu miecz w brzuch. Nie mógł tym razem go dobić, bo blisko niego krążyło wielu kawalerzystów. On i grupka oficerów bronili się dzielnie. Udało im się zabić bądź zranić ośmiu kawalerzystów Grabiszyńskiej. Lecz teraz pozostało ich już tylko czterech. Nie mogli się skutecznie bronić. Ich czas się kończył. -Za księstwo Zdrowej!- krzyknął i pobiegł w stronę wrogich jeźdźców. Towarzyszący mu oficerowie odpowiedzieli okrzykiem i również pobiegli na kawalerzystów Grabiszyńskiej. Adrianus podniósł kawałek włóczni z grotem, którą przeciął wcześniej jednemu z kawalerzystów, zamachnął się w jednego z dwóch pędzących w jego stronę i silnie rzucił. Włócznia wbiła się mu prosto w lewe oko. Koń jechał dalej, nie zważając na spadającego jeźdźca. Drugiego kawalerzystę zdezorientowała nagła śmierć towarzysza, co wykorzystał Adrianus. Szybko i niespodziewanie wbijając miecz głęboko w bok konia. Wierzchowiec rżał, przewracając się. Adrianus stanął nad leżącym żołnierzem. Nie zważając na przerażenie w jego oczach, chciał go dobić. Usłyszał jednak za sobą tętent konia. Odwrócił się i poczuł, jak włócznia wbija mu się tuż nad sercem. Popatrzył na swego pogromcę. Przynajmniej zginę z ręki dowódcy oddziału, pomyślał, widząc jego odznaczenia. Poczuł ostry ból, gdy napastnik wyszarpnął z niego swoją włócznię. Spojrzał na niego z nienawiścią i odjechał dalej. Tuż przed śmiercią, Adrianus zaczął żałować, że powiedział tyle złośliwych słów do Adamusa, gdy widzieli się po raz ostatni. Jego wnuk z pewnością go za to znienawidził… Po tej ostatniej myśli skonał.
Kamilus szybkim krokiem wszedł między ciała. Nie zwracając uwagi na wyprężonych przed nim żołnierzy ani skrzynię ze złotem, rozglądał się po rozrzuconych zwłokach. W końcu zatrzymał się nad jednym i patrząc na trupa księcia Zdrowej powiedział: -Zostałeś pomszczony, dziadku. Potem przez chwilę znów chodził wśród ciał. Gdy nie znalazł tego, którego szukał, zwrócił się w stronę najbliższych żołnierzy: -Przeszukać ciała i znaleźć zwłoki Adamusa!- rozkazał. Żołnierze szybko rzucili się na różne strony i uważnie szukali właściwych zwłok a po chwili przyłączyli się do nich pozostali kawalerzyści. Kamilus zostawił swoja armię pod dowództwem Patrykusa, a sam udał się tu z paroma żołnierzami ze Straży Honorowej, by osobiście zobaczyć pozostałości oficerskiego kwiatu księstwa Zdrowej. A zwłaszcza Adamusa. Nie musiał się martwić o swoją armię. Księstwo Zdrowej i tak myślało teraz tylko i wyłącznie o ucieczce. Poza tym, taki świetny dowódca jak Krzysztofus poradziłby sobie bezproblemowo z ewentualnymi niespodziankami. Pewnie, jak już wrócę, armia Zdrowej nie będzie istnieć, myślał z zadowoleniem Kamilus, a jeśli nie, to nawet lepiej. Sam to zakończę. Podszedł do niego…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Adamus91
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…