Wróć do katalogu

Księga Nod

O wampirach. Fajnie jakbym wiedział co można jeszcze poprawić. Z góry dziękuję.

Ronin, opublikowano , 18 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Deszcz stukał o metalowe rynny, po cichu jakby bał się, że komuś się narazi. Ta dzielnica Moskwy nie skłaniała do spacerów. Nigdy nie wiadomo było skąd padnie strzał. Pod migoczącą latarnią zatrzymała się czarna limuzyna, szofer otworzył drzwi. Wysokie szpilki głucho zastukały na chodniku. Młoda kobieta rozejrzała się po okolicy a jej długie, kruczoczarne włosy powiewały na lekkim wietrze. Nie odrywając wzroku od sklepowej wystawy rzuciła kilka słów do kierowcy i podeszła do drzwi lokalu. Mimo, że widniała na nich tabliczka „nieczynne” zapukała. Otworzyły się ze zgrzytem. Weszła do środka.

Mężczyzna we fraku zabrał jej płaszcz i wskazał obskurne drzwi po prawej stronie, które rozsunęły się, gdy tylko do nich podeszła. Winda, która znajdowała się za drzwiami była już zupełnie inna. Obita boazerią, na podłodze leżał czerwony dywan. Lokaj nacisnął ostatni guzik na panelu. Zaczęła powoli opadać. Po chwili drzwi znów się rozsunęły. Pokój, do którego trafiła był mieszaniną stylów, głównie baroku i okresu wiktoriańskiego. W kominku wesoło pląsały płomienie. W pierwszej chwili poczuła strach. Pierwotny strach przed ogniem. Mimo to jej twarz nawet nie drgnęła. Zwróciła swój wzrok w stronę fotela. -Witaj Chris –powiedziała do białej czupryny wystającej znad oparcia. Mężczyzna wstał uśmiechając się. Atma wiedziała, że ten uśmiech to tylko wyuczone maniery. Jego twarz mówiła sama za siebie –okradnę cię i jeszcze mi podziękujesz. Drobny, zawadiacki wąsik, lekko zadarty nos i te błękitne oczy. -Atma! Jak miło cię widzieć po tylu latach, ile to już, piętnaście? -Całkiem prawdopodobne. –odwzajemniła uśmiech. Wymienili uściski dłoni. Usiadła na wskazanym miejscu zakładając nogę na nogę, tak aby rozcięcie w jej sukni pokazało idealną linię jej ud. Wiedziała, że jej wdzięki nie podziałają na jej gospodarza. Ale tak często uwodziła mężczyzn, że weszło jej to w nawyk. -Napijesz się czegoś? -Szkocką z lodem. -Ha ha... Pewne przyzwyczajenie się nie zmieniają. I co tam u ciebie słychać? -Dobrze, w miarę szybko się dostosowałam. A ty? –spojrzała na niego z zaciekawieniem -Znasz mnie, moje zawsze musi być na wierzchu. -Jak mnie znalazłeś? -Na początku myślałem, że nie wstałaś. Cała ta gehenna... Ale gdy doszły mnie wieści że jakiś spokrewniony wyciął ostatki Setytów, od razu pomyślałem o tobie. A potem już było z górki, popytałem to tu to tam. Swoją drogą jak ci się to udało? Przecież to była cała rada klanu. -Pozostanie to moją słodką tajemnicą –uśmiechnęła się lekko. -Oczywiście –odwzajemnił uśmiech. -Miło się gawędzi, mój drogi. Ale w czym mogę ci pomóc? -Chciałem cię tylko zobaczyć. –spojrzał zalotnie. -Mój drogi... Znamy się od dwóch wieków i nigdy nie zaprosiłeś mnie na herbatkę od tak. -Dobrze –dopił swojego drinka i podszedł do biurka –Chcę byś kogoś zabiła. –rzucił na stolik przed nią plik kartek –Tu masz wszelakie informacje. -Z jakiego klanu, jeśli mogę spytać? –spojrzała na zdjęcia. -Człowiek, mag. Jego łeb jest dla mnie warty sto milionów. -Ale dlaczego chcesz go martwego? –przejrzała papiery. -Bruździ mi w interesach. -Z Brazylii? Chris... jesteśmy w Moskwie. Nie wierze, że ma aż takie wpływy –spojrzała na niego z politowaniem. -Nic więcej nie musisz wiedzieć –odpowiedział stanowczo. -W takim razie –uśmiechnęła się –Nie potrzebujesz mnie do tej roboty. –wstała -Zaczekaj. -Powiesz mi wszystko. Inaczej szkoda mojego czasu. -Dobrze, usiądź –nalał sobie kolejnego drinka –Interesuje mnie pewna księga, którą ma ten mag. A konkretniej mówiąc, księgę Nod... -To jakiś żart, tak? –parsknęła oburzona. -Bynajmniej. -Przecież księga Nod to bujda dla młodych wampirów. Nawet jeśli kiedyś istniała to przez wieki każdy, któremu wpadła w ręce przepisał ją nie koniecznie zgodnie z prawdą. Oboje to wiemy. -Tak, wiem. Ale ta jest prawdziwa. -A skąd ta pewność, mój drogi? -Podczas mojej wizyty dwa lata temu w Rio zaatakował mnie czternastopokoleniowy Ravnos. -Mów dalej... –podparła głowę dłonią. -Jak oboje wiemy –zaznaczył - Papa Ravnos starannie wybierał nosicieli. A po za tym przed gehenną zwabił wszystkie swoje dzieci i zgładził, tak dla pewności aby nikt go nie zdiabolizował podczas snu. -Dobrze, co dalej? -Sprawa mnie zaintrygowała, więc zanim pozbyłem się młodego wyciągnąłem z niego co nieco. Jak się okazało był pierwszym z tworów maga, który z czasem nauczył się tworzyć potężniejsze wampiry... -Jak bardzo potężne? -Coś w granicach czwartego, piątego pokolenia. Tak, więc musiałem odpuścić. -Ale jakim cudem? -Księga Nod, moja droga, księga Nod. Ta prawdziwa, napisana przez Kaina krwią swojego brata. -Nie boisz się, że zatrzymam księgę dla siebie? –zapytała z rozbawieniem. -Twoja wiedza okultystyczna jest duża, ale nie aż tak. I tak będziesz mnie potrzebować do jej odczytania. A po za tym ufam ci. -Wy Ventru nie ufacie nikomu, mój drogi –wstała -Odezwę się jak będę ją mieć.

Rio było by nawet ładnym miejscem na kryjówkę gdyby nie panoszące się wokół wilkołaki. Co zabawniejsze one dalej uznawały zasadę maskarady. Ukrywali przed ludźmi swoje moce, swoją potęgę. W imię czego? Wokół Atmy nazbierała się dość spora grupka futrzaków. W dzisiejszych czasach kobieta nie może już sobie w spokoju drinka wypić. Przez sambę płynącą z głośników przedzierał się szum oceanu. Jej zwiadowca spóźniał się trochę. Była świadoma, że w dżungli nie ma autostrad, jednakże już powinien wrócić. Postanowiła trochę popływać. Gdy wstała wszyscy mężczyźni w barze nie mogli oderwać od niej oczu. A było na co popatrzeć. Atma była bardzo dobrze wyposażona przez naturę, sama o to zadbała. Wysoka, wydatny biust, idealna talia, płaski brzuch. Długie kruczo czarne włosy. Gdy szła przez plażę, podeszłą do niej jakaś kobieta. -Wynoś się stąd. Nie chcemy cię tu! -zawarczała -Spokojnie, bo ci się futerko zjeży. –szepnęła jej na ucho, po czym krokiem modelki z uśmiechem na ustach szła w kierunku oceanu. Woda była ciepła, praktycznie nie wzruszona falami. Kąpiel orzeźwiła ją nieco. Na plaży czekało na nią dwóch mężczyzn. Wynurzała się z wody niczym nimfa. Ich wzrok mimowolnie wędrował po jej ciele. Podeszła do nich śmiejąc się. Ludzie byli bardzo podatni na jej względy. Nawet jej właśni pracownicy. Co człowieka łączy z wampirem? Tą trójkę stosunki czysto zawodowe. Dobrze im płaciła za ich umiejętności. Mogła im ufać, bali się jej. Wiedzieli co im grozi gdy ją zdradzą. A Atma miała dostatecznie wiele kontaktów żeby ich znaleźć. -Nie przedstawia się to różowo –Max jako pierwszy przestał się na nią gapić -Ale nic z czym byśmy sobie nie poradzili. W dzień terenu pilnują ludzie, w nocy wampiry. W dzień moglibyśmy wejść na hura i do przodu, ale w nocy to nie przejdzie. Trzeba się zabawić w komandosów. Co ty na to? -Wiesz Max. Lubię jak jest więcej opcji. Zrobimy to w dzień i po cichu. Ewentualnie jakby coś się zaczęło sypać Jerry wpadnie z wizytą. -Eee... Ale czy ty możesz w dzień? –spytał Jerry. -Tak mój drogi. Załatwcie sobie sprzęt. -To zadzwoń do tego świra –burknął Max -Przecież znasz numer –oddała mu mokry ręcznik. -Ale dlaczego zawsze ja muszę z nim gadać?! Ostatnio przysłał mi różowego Abramsa. -Ale z pozdrowieniami. –uśmiechnęła się. -Tak, wiem miał to wypisane na pancerzu –skrzywił się. -Ja idę się przygotować. Spotkamy się za trzy dni. Max wybrał nie chętnie numer w telefonie. -Informacja turystyczna, w czym mogę pomóc? –usłyszał rozradowany męski głos. -Potrzebujemy sprzętu... -No witaj misiu! Dawno cię nie widziałem. Mów czego ci trzeba...

Od czasów gehenny minęło już dziesięć lat, ale mimo to Atmie czasem trudno się było przyzwyczaić do nowej siebie. Inne moce, inne możliwości i inne ograniczenia. Pierwszy raz odprawiała rytuał słońca. Właściwie go nie znała. Ale intuicja Mahdi kolejny raz nie zawiodła. Miała to wpisane w genach. Trzy czerwone świece ustawiła wokół siebie tak aby tworzyły trójkąt. Zamknęła oczy. Jej usta wymawiały formułkę zaklęcia. Szybciej i szybciej. Świece zapłonęły tworząc smugi czerwonego dymu. Zaczął wirować wokół niej. Nagle Atma wykrzywiła się rozwierając usta, jakby ktoś dźgną ją w plecy sztyletem. Cały dym wdarł się do jej płuc.

Założyła mocne okulary przeciwsłoneczne. Przeszła nad ciałem wilkołaka, który przed chwilą próbował ją zabić. Miał nadzieje, że zastanie ją podczas snu. Czyli w stanie jakim każdy wampir powinien się znajdować podczas dnia. Niestety mylił się. Atma zawsze lubiła zaskakiwać. Stanęła przed oknem i rozsunęła zasłony. Odruchowo zasłoniła oczy ręką. Czułą się nie swojo, ale rytuał się powiódł. Ubrała się i zeszła do głównego holu. Przy stoliku czekali na nią Max i Jerry. Max jak zwykle w swojej wojskowej czapce czarnym podkoszulku i spodniach moro. Natomiast Jerry przystosowywał się do warunków pogodowych. Siedział tak sobie w krótkich

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych