Wróć do katalogu

Księżyc we krwi - Przemiana ; Rozdział I

Historia dziewczyny, której życie zmienia się nie do poznania. Musi nauczyć się jak być nową sobą. A wszystko zaczęło się pewnej letniej nocy...

rosa950714, opublikowano , 12 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Rozdział 1

Stałam na wzgórzu, skąpanym w świetle księżyca, na którego tarczy rysowało się kilka majeststycznych chmur. Tej nocy wyszłam z domu by uciec od problemów codzienności. A teraz będąc tu, czułam, że wszystkie moje problemy powoli gdzieś znikały. Stojąc tu, pośród ciemności czułam się wyjątkowo. Czułam się... szczęśliwa.

Nie... Szczęśliwa? Być może to zbyt mocne słowo. Byłam silna... potężna. Przestałam być małą, bezbronną dziewczynką, nie potrafiącą poradzić sobie z kolejami losu. Nie potrafiącą pogodzić się z przeszkodami jakie pod nogi rzucał jej los.

Spojrzałam w niebo. Uwielbiałam patrzeć na gwiazdy, lecz tym razem nigdzie ich nie było. Powoli łzy zaczęły napływać mi do oczu. Nie! Nie mogę teraz płakać! Nie mogę... Zmusiłam się, przygryzłam wargę i przesunęłam wzrokiem w dół. Wzgórze tonęło we mgle. - Co tam może być? - pomyślałam z zaciekawieniem. Nagle zerwał się lekki wiatr, który rozproszył mgłę i poruszył moim ubraniem. Moim oczom ukazał się niesamowity widok. Łagodne zbocze prowadziło prosto do jeziora, które intrygowało mnie swoim blaskiem i tajemniczością. Jego tafla sprawiałą wrażenie zamkowej podłogi, idealnej i dopracowanej w każdym szczególe. Ruszyłam powoli w stronę wody, którego lustra wiatr nie poruszył ani o odrobinę. Z każdym krokiem byłam coraz bliżej odkrycia tajemnicy jeziora. Z każdym krokiem coraz głębiej wsłuchiwałam się w otaczające mnie dźwięki... Szum wiatru... szelest liści tańczących na gałęziach drzew, wprawianych w ruch przez podmuchy powietrza, a nawet groźnego pohukiwania sowy. Nie bałam się. A serce? Czułam jakby go w ogóle nie było. Stąpałam boso po wilgotnej trawie. Nie czułam zimna, był przecież koniec czerwca i noce zaczynały być coraz cieplejsze.

Jeszcze parę kroków dzieliło mnie od jego brzegu... wiatr ustał... jeszcze dwa... sowa z donośnym trzepotem skrzydeł wzbiła się w powietrze... tylko jeden...

Spojrzałam w srebrzystą toń wody i dosłownie zaniemówiłam. Zobaczyłam czarnowłosą, majestatyczną postać, której oczy błyszczały tajemniczym blaskiem. Gdy przyjrzałam się dokładniej, zrozumiałam, że ten blask to zwyczajnie powstrzymywane łzy. Ubrana była w czarną suknię, zdobioną koronkami i małymi srebrnymi koralikami. Patrzyła na mnie, poruszała się jak ja...

- To ja? - zapytałam sama siebie. Spojrzałam na swe ręce i zobaczyłam rękawy identyczne co do sukni w odbiciu. - To naprawdę ja...? Ale jak to możliwe? Nigdy nie nosiłam sukienek... Znaczy się... nie nosiłam ich od kiedy ukończyłam siedem lat... od czasu śmierci babci...- byłam śmiertelnie przerażona.

Wyszłam z domu w bluzce i jeansach, a teraz stoję tu ubrana w zupełnie coś innego. I moje włosy zmieniły kolor... Są czarne, a przecież zawsze były brązowe. Co się dzieje?! Spojrzałam drugi raz w mroczną otchłań jeziora. Za moimi plecami majaczyło zamglone wzgórze. Ponownie zerwał się lekki wiatr. Wiedziałam co zaraz mnie czeka. Mgła zniknie i... W odbiciu zobaczyłam, że drzewo, które jeszcze przed chwilą żyło, było uschłe i groźnie pochylało się ku miejscu, z którego z tamtąd obserwowałam jezioro. Teraz stał tam nagrobek. A przecież przed chwilą go tam nie było!

Upadłam bezsilna na ziemię.

Patrzyłam w jego stronę, był jednak jeszcze zbyt dalego bym mogła przeczytać kto... Czy też... Czyje ciało spoczywa na wzgórzu? Gorące łzy spływały po moich policzkach, a moja potęga zniknęła równie szybko co się pojawiła. Na jednej z gałęzi, która zwisała najbliżej pomnika, siedział czarny kruk. Gdzieś już go widziałam... Bynajmniej tak mi się wydawało... Na matematyce? 3 dni temu? Dzień przed zakończeniem roku szkolnego?

Podniosłam się z ziemi i powoli podeszłam bliżej. Ptak z donośnym skrzeczeniem wzbił się w powietrze, a z moich ust wydobył się głośny krzyk. Obróciłam się i obserwowałam jego lot dopóki nie zniknął mi z oczu.

Teraz byłam już spokojniejsza. Z opanowaniem obróciłam się by spojrzeć na grób. Wokół niego rosnęły róże, którego koloru nie mogłam określić. Nie mogłam również przeczytać napisu na nim, było zbyt ciemno. Spojrzałam na księżyc, patrzyłam jak chmury powoli przetaczają się po jego tarczy, a jego światło staje się coraz jaśniejsze. Teraz mogłam odczytać napis... ''Amy Tanner lat 16 Śmierć z własnej woli jest najpiękniejsza... Żyjesz...'' - Co?! Ja?! JA NIE ŻYJĘ?! - nie wierzyłam własnym oczom. Łzy popłynęły mi po policzkach. - To nie możliwe. Nie zgadzam się! Próbowałam się uspokoić. To śmieszne... To musi być tylko sen...

Przecież jeszcze dziś wszystko było w porządku... Tak jakby... Ukrywałam łzy przed światem... chowałam twarz... Byłam nieszczęśliwie zakochaną dziewczyną, która wiele przeżyła. Nawet dzisiaj musiałam cierpieć... Musiałam patrzeć jak osoba, którą kocham czule wita się z jakąś dziewczyną.

Pamiętam jak siedząc samotnie w pokoju, tonęłam we łzach.

Miałam ochotę się zabić... Ale nie zrobiłam tego! Przecież wyszłam z domu cała... ŻYWA! A może jednak i nie? Czy to zrobiłam? Nie wiem... mam lukę w pamięci.

Podniosłam wzrok i zobaczyłam, że płatki tych róż są krwistoczerwone, prawie czarne. Jeszcze nigdy nie widziałam aż tak pięknych kwiatów. W powietrzu unosił się ich słodki, odurzający zapach, a wokół rozgrywał się nocny koncert świerszczy. Drżącą dłonią sięgnęłam po jedną z róż, ale niechcący zachaczyłam o jeden z jej kolcy. Świat zawirował...

- Hej, ocknij się. - czyjaś dłoń dotknęła mojego policzka. Otworzyłam oczy i zobaczyłam czarnowłosego chłopaka, który pochylał się nade mną próbując mnie ocucić. - Co ty tutaj robisz o tak późnej porze? - usłyszałam pytanie, a jego czarne, błyszczące oczy zaczęły przeszywać mnie ostrym spojrzeniem. Przypominały mi odległą przestrzeń kosmiczną, ciemną, tajemniczą i przerażającą swym bezkresem.

- Narażasz się na wielkie niebezpieczeństwo. - dodał groźnie przeciągając słowa. - Ja... Nie wiem. - odparłam cicho. - Kompletnie nie wiem skąd tu się…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych