Kulinarne upodobania
Kulinarne upodobania
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Ślady zębów skwitował uśmiechem, włożył do ust pełną łyżkę białego sera z cebulą, śmietaną i solą. Mielił. Zawartość pokazywała się i znikała. Kawałeczki wypadały na talerz. Nie. Nie był niechlujem. Po prostu uwielbiał biały ser, a raczej, co powinienem wyraźnie zaznaczyć, uwielbiał ten sposób białego sera jedzenia. Mlaskając, mieląc, długo i wyraźnie się uśmiechając. A przede wszystkim jedząc w samotności. Przy nikim innym nie pozwoliłby sobie na taką ekstrawagancję. Tak, pokiwał głową, że mówię prawdę. I włożył do ust kolejną pełną łyżkę. Tak wygląda piątkowe śniadanie. Potem udaje się do pracy, rozmawia z kolegami w kantynie i zjada kotlet z pieczarkami, ziemniakami i surówką, lub krokiet z kapustą i grzybami, lub naleśniki z serem, lub pije kawę i je ciastka. Dziś uśmiecha się znad ciastek i chce nawet coś dodać, ale ma pełne usta, a w ten sposób dodaje tylko w domu. Rozumiem go doskonale i mówiąc za niego, że ciastka dziś są przepyszne biorę jedno, maczam w jego czarnej kawie i szybko zjadam. To był obiad. Kolacji zazwyczaj nie jada, ponieważ, jak to sam przekornie ujmuje, uwielbia ten upadlający stan głodu, który niechybnie prowadzi go… Tu nie mogąc dalej cytować napiszę, że właśnie widzimy, jak się kładzie, jak rozprostowując fałdy kołdry jednocześnie sięga do włącznika i pstrykając. Już wiemy mniej więcej z kim mamy do czynienia. Wiemy, prawda? Widzimy, że jest samotny, że raczej rubaszny i że nie widzi na swojej drodze żadnych życiowych problemów chyba, że uznać za taki brak twarożku w lodówce. Poza tym jest zdrowy jak ryba i zazwyczaj wypoczęty. Nie wypadają mu włosy, ani nie ma problemów z prostatą. Jak sam przyznał ostatnią kobietę miał… Przepraszam, właśnie zapalił światło i ostrym spojrzeniem poprosił grzecznie bym takich szczegółów tu nie ujawniał. Oczywiście. Pełna dyskrecja. Miałem przecież opisywać wydarzenie, a nie przypadkowe pożycie. Dobrze. To chodźcie ze mną do kuchni. Kiedy śpi łatwiej mi się będzie skupić. Zapalę papierosa, naleję sobie kawy. Chcecie? Też zapalcie. U niego w kuchni, jak mi się kiedyś zwierzył, zmieściło się raz osiem osób. Ale tylko dlatego, że mężczyźni przyszli napić się czegoś mocniejszego, a kobiety przyleciały za nimi, bo w salonie pokazała się mysz. Powiedział, że żadnej myszy później nie znalazł, więc przypuszczalnie był to ogromnie oryginalny wybieg owych dam, które bardzo szybko ulotniły się z domu wraz z towarzyszami. A on, rubasznie opowiadając dalej… Zaraz. Znowu zboczyłem z tematu. Właśnie kaszlnął. Kiedy kaszle wiem, że mnie strofuje. Nawet przez sen. Dobrze. Zgaszę górne światło. Zostawię tylko to przy okapie. Niech będzie klimat do mojej opowieści. Dobrze. Tak jest całkiem dobrze. Jeszcze tylko przygotuję coś na ząb. Mogą być śledzie. Małe wdzięczne koreczki. I już siadam. Ktoś chce śledzia?! No dobrze, dobrze, już mówię. Będąc tutaj w kuchni jestem na samym początku historii. On jeszcze nie wie, że rano obudzi się i ugryzienie, które wczoraj, czyli jeszcze dziś, było jedynie nikłym śladem zębów, jutro będzie mocno krwawiącą raną. Zdziwi go to bardziej niż zaboli. Wejdzie do kuchni, zaklnie siarczyście i zrobi sobie opatrunek. A potem zapomni, bo w soboty są parówki. Je cztery. Z musztardą. Zawsze sarepską. I z bułką dużą białą. W pracy zjada wielki talerz grochówki, a na kolację jedno małe piwo. Nie przesadza z tym złocistym płynem. Po prostu go nie lubi. Tak więc wiecie, jak będzie w sobotę. Właściwie sobota nie będzie niczym specjalnym. My zadamy sobie pytanie, co tak naprawdę się stało, ale on, nie zastanawiając się nad tym nie będzie w stanie udzielić żadnej odpowiedzi, poza taką: – Nic. W związku z czym nie pozostaje mi nic innego, jak tylko przejść do niedzieli. Do tej niedzieli, w której budząc się zobaczy z przerażeniem już nie jedną, a kilka równie nieprzyjemnych ran. Duże zaskoczenie, przyznam szczerze. Rany są półokrągłe, głębokie i szczypią. A on się bardzo temu dziwi. Dziwi się wchodząc do kuchni, dziwi wyjmując z szafki kilka plastrów oraz wykałaczki i dziwi wyciągając spomiędzy dolnej piątki i szóstki kawałek mięsa. My się już domyślamy, ale jemu zajmie to kolejnych kilka minut. Będzie oglądał pod światło, porównywał z produktami w lodówce, aż wreszcie przypadkowe spojrzenie na ranę rozwiąże problem w sposób prosty i oczywisty. – Sam siebie ugryzłem – powie głosem zamyślonym, zdziwionym i delikatnie bezbarwnym. Zazwyczaj nie używa takiego tonu, toteż tym bardziej powinniśmy skupić na wydarzeniu swoją uwagę, na co on, patrząc mi prosto w oczy, wykona gest niezrozumienia i ze spokojem sobie właściwym przygotuje jajecznicę na boczku, bo to przecież niedziela. Nie, my się nie dziwimy. On jeść musi, a odstępując choćby na krok od ustalonego menu, może skazać się na sensacje żołądkowe, okropne torsje, czy po prostu zły humor. A wiemy przecież, że zły humor nie jest naszym przyjacielem, toteż nakładamy mu dokładkę jajecznicy, widzimy jak uśmiecha się z zadowoleniem i nie przełykając jeszcze poprzedniej porcji, wkłada do ust słuszny fragment naszej dokładki. Zadowoleni? Bo ja bardzo. Tutaj zgasiłem papierosa i wstając otworzyłem lodówkę. Mleko. Ochota na zimne mleko zazwyczaj przychodzi znienacka, toteż zaspokoiwszy pragnienie postanowiłem, że do niego zajrzę. Spał słodko kiedy uchyliłem drzwi. Zupełnie niewinnie. Widząc go teraz leżącego w białej wykrochmalonej pościeli nikt nie mógłby powiedzieć, że jest to gość, którego przyszły los jest aż tak kulinarny. Zamyśliłem się na moment nad naszą nikłą cielesnością, lub może raczej ubogim menu i cicho zamknąłem drzwi. Odpalając kolejnego papierosa tylko nadmienię, że w niedzielę…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil szymon
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…