Wróć do katalogu

KURA.

o reinkarnacji

Petrusso, opublikowano , 11 min czytania, 4,7 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Sołtys Jan Malik zjawił się rano przed sklepem i powiedział, że w nocy umarła mu żona. Minę miał przy tym, jakby nie jego ukochana Andzia życie zakończyła, ale ktoś zupełnie obcy. Gdy, po chwili wyszedł z butelką piwa i uśmiechając się wypytywał o zdrowie, poklepywał po plecach, wszyscy zrozumieli, że Malik zwariował. Zapanowało nieznośne milczenie. Słychać było skrzypienie roweru, na którym Gienek Piecyk ciągnął do zlewni bańki z mlekiem. W końcu sołtys, zorientował się, że wszyscy się na niego patrzą. -Co? -Andzia umarła, a ty piwo przed sklepem pijesz? – zapytał Wiesiek Pańczak. -A gdzie mam pić? W sklepie nie wolno. Wisi karteczka, czy nie wisi? Pańczak odwrócił się do pozostałych i szepnął. -Jak Boga kocham zwariował. Rozeszli się zaraz, żeby we wsi rozgłosić nowiny, że Andzia umarła i że Janek zwariował. Jadwiga Sychowa, jak dowiedziała się od męża, że Andzia umarła rozpłakała się. Chodziły razem do szkoły, świadkowała na jej ślubie, były najlepszymi przyjaciółkami. Nie chciało jej się wierzyć, że Janek stoi przed sklepem i jak gdyby nigdy nic pije piwo. -Jak to przed sklepem? Co ty gadasz? Piwo pije? -No. A jak Pańczak się go pyta, to mu mówi, że w sklepie nie wolno. Sychowa z daleka zobaczyła Malika. Pił drugie piwo. Podeszła. -Jasiu... -Co tam Jadzia, słońce grzeje, będziecie grabić pod lasem? -Jasiu... -No co tam, mów wreszcie... -Mówią, że Andzia umarła. -Umarła. -Jak to się stało? -Kto to może wiedzieć. Człowiek nie wie jak na świat przychodzi i nie wie jak odchodzi. Bóg w niebie jeden wie, kiedy na ziemię dziecko posłać a kiedy kostuchę. -A ty tak...piwo pijesz? Nie płaczesz za Jadzią? Czterdzieści lat razem, dzień w dzień, w pole razem, do kościoła razem. Dzieci wychowaliście a teraz nawet nie zapłaczesz? -Jadzia... Janek nachylił się i rozglądając się na boki szepnął. -Tylko nie mów nikomu. Ona wróci. -Co wróci? Gdzie? -Andzia. Wiem to. Nie wiem kiedy, ale wróci.

Janek pogrzebem się nie zajął, mówił, że czasu nie ma, że siana tyle nakoszone, że deszcze idą. Od czasu, do czasu, w wielkiej tajemnicy szeptał, że ona wróci. Pochowali Andzię dobrzy ludzie. Przyjechały z miast Malików dzieci, ze swoimi dziećmi. Popłakali nad matką, nad ojcem się pożalili, że przyszło mu na starość zostać samemu, zmówili pacierze, wieńce ułożyli i odjechali. Malik nawet stypy nie urządził, bo jak mówił – Na cóż świętować pogrzeb, jak zaraz, tylko patrzeć a wróci ten, co go chcieli na wieki pod sosnowymi deskami zamknąć. Kiwali ludzie głowami, żeby Malika nie drażnić, żeby jego obłędu nie powiększać. Litowały się kobiety – Musiał być za nią bardzo – mówiły – aż rozum postradał. Musiał ją strasznie kochać. Mężczyźni tylko machali rękami, czasu nie było na gadanie, lipiec już się zaczął a łąki jeszcze nie były oprzątnięte.

Przez cały dzień wydawało się Malikowi, że ktoś za nim chodzi. Oglądał się raptownie, ale nikogo nie dostrzegł. Czuł na sobie czyjś wzrok, pomyślał, że czas powrotu Andzi jest bliski. Następnego dnia, gdy wyszedł na ranny obrządek zaraz ją zobaczył. Stała nieruchomo na środku podwórza, jakby na niego czekała. Inne kury latały jak wściekłe a ona stała. Podszedł na wyciągnięcie dłoni. -Andzia? Kura przekrzywiła łeb. Spojrzała prawym okiem, potem lewym. Wreszcie kiwnęła. -Wiedziałem, że wrócisz. Coś mi cały czas w środku gadało: „Nie płacz Janek po Andzi. Łez szkoda. Niedługo wróci.” Ludzie to się nawet dziwili, że po tobie nie rozpaczam. Myśleli żem zwariował, he, he, dobre. Ciekawe co teraz powiedzą? Ale ty Andzia pewnie głodna co? Chodź pojesz se co dobrego.

Zaniósł Janek kurę do domu, posadził na Andzinm miejscu, kiełbasy nakroił, pomidorów. Najadła się, nadziobała herbaty z czterema łyżeczkami cukru. Posprzątał Janek i poszedł przewracać siano a Andzi przykazał, żeby domu pilnowała, bo Cygany się po wsi kręcą.

-Andzia wróciła! – zawołał Janek do wracających z pola Sychów. -Janek, co ty pleciesz? – Jadzia poprawiła na głowie chustkę i przyjrzała się sołtysowi. -Pleciesz, pleciesz...nie dalej, jak dziesięć minut temu siedziała ze mną przy stole. Kiełbasę jadła. -Kiełbasę? -A jak jej herbaty nie posłodziłem tyle co trzeba, to pić nie chciała. Dopiero jak czwartą wsypałem, wypiła. Przyjdźcie wieczorem, po zwózce, ucieszy się.

Nie uwierzyli Sychy Jankowi, ale poszli, żeby mu ulżyć w samotności. Ubrani w niedzielne ubrania, szli myśląc jakby tu sąsiada pocieszyć. Malik stał przy płocie paląc papierosa. -Czekam i czekam, już myślałem, że nie przyjdziecie. -A bo to człowiek teraz taki zalatany, żeby to miał cztery ręce to może by z robotą podgonił, a tak robisz i robisz a końca nie widać. -Przechodźcie do środka, Andzia czeka. Postarał się Janek. Stół przykryty białym obrusem wyglądał jak weselny, aż uginał się od jedzenia, chleb pokrojony w maleńkie kromki, wódka nalana do kryształowej karafki. Przy stole stał wiklinowy kosz od kartofli wymoszczony sianem, w środku siedziała kura. Sychy nie wiedzieli co mają powiedzieć, przełykali ślinę, zastanawiając się co to wszystko ma znaczyć. -To co może się napijemy, za powrót Andzi. Najlepszego. Wypili i zakąsili. Jadzia umoczyła usta w alkoholu i zaczęła pochlipywać. -Jasiu, może zawieziem cię do lekarza, jutro wolniejszy dzień... -Do lekarza... chwalić Boga zdrów jestem. Janek, powiedz mi, po co ty kurę do stołu sadzasz? -To nie kura. Widziałaś jak patrzy? Jak Andzia. Jak ją z podwórza przyniosłem od raz pod swoje krzesło wlazła. A jak poczuła, że herbata trzema łyżeczkami posłodzona, to pić nie chciała. -Janek, bój się Boga, co ty wygadujesz, z

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych