Wróć do katalogu

Kwantowa nieśmiertelność

Sytuacja kryzysowa wymaga szybkiej i precyzyjnej interwencji, niekoniecznie siłowej. Najlepiej, gdy sprawą zajmie się najlepszy z najlepszych...

Pagan, opublikowano , 12 min czytania, 4,3 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Terry Tegmark wyjrzał przez okno helikoptera. Setki tysięcy maleńkich jak zabawki samochodzików tkwiło w korkach wypełniających wszystkie ulice miasta. Chodniki przywodziły na myśl spanikowane mrowisko; sylwetki ludzkie tworzyły stłoczone kłębowisko. Wiele z nich porzucało uwięzione w korku auta i na piechotę starało się opuścić skazane na zagładę miasto. Niekoniecznie takie znowu skazane, pomyślał Terry. Zauważył kilka lecących w przeciwną stronę śmigłowców. Terry nie miał złudzeń. Taki lot musiał kosztować majątek, cały dorobek życia... a ludzie mimo to płacili bez mrugnięcia okiem. Po kilku minutach śmigłowiec doleciał do ulokowanego na wzgórzu ośrodka badawczego. Pilot posadził maszynę na dachu, ogłuszający huk tnącego powietrze rotora zaczął nareszcie cichnąć. Gdy tylko Terry wysiadł z helikoptera, podbiegło kilka spanikowanych osób, mówiących coś jeden przez drugiego. Tegmark uciszył ich ruchem ręki. - Po kolei, po kolei. Zacznijmy od tego, kim jest nasz przeciwnik. Wirnik śmigłowca nie zdążył się jeszcze całkowicie zatrzymać, a pilot już rozkręcał go na nowo, chcąc jak najszybciej wzbić się w powietrze. - Przeciwnik? – powiedział blady jak ściana mężczyzna w białym fartuchu. – Terrorysta to Jacob Moravec, jeden z pracowników ochrony. - Pracował dla nas sześć lat. – dodał ubrany na czarno barczysty osobnik. Zeszli po schodach do środka budynku. - Przeszukano już mieszkanie? Wiadomo cokolwiek poza faktem, że współpracuje z organizacją terrorystyczną I.S.A.? – zapytał Terry. - Niestety nie. Weszli do niewielkiego pomieszczenia biurowego, gdzie nerwowo rozmawiało dwóch policjantów i elegancka kobieta w średnim wieku. Szybki uścisk rąk i natychmiastowe pytanie Terry’ego: - Czy profiler policyjny skończył pracę? - Jeszcze nie. - Co z grupą interwencyjną? - W gotowości, ale nikt nie miał jaj, żeby wydać rozkaz wdarcia się do centrum kontroli. – powiedział policjant. - I się, cholera, nie dziwię. Taka odpowiedzialność... - Czy wasza agencja ochrony – Tegmark zwrócił się ubranego na czarno mężczyzny – prowadzi badania psychologiczne kandydatów? Szef agencji kiwnął głową, wyciągnął telefon komórkowy i dał ręką znak, że zaraz udzieli szczegółowych wyjaśnień. - Pani, jak rozumiem, jest dyrektorką ośrodka? Proszę o szczegółową dokumentację panelu kontrolnego i akceleratora. Kobieta mruknęła coś o tajności projektu, ale, sztyletowana wzrokiem przez dwóch policjantów, szybko wręczyła Terry’emu gruby plik papierów. Negocjator zaczął je w pośpiechu przeglądać. - Wiadomo już coś o jego przybliżonym profilu psychologicznym? - Tak. – odparł szef ochrony, kończąc rozmowę i rozłączając się. – Według badań sprzed sześciu lat Moravec jest człowiekiem impulsywnym, choć potrafiącym zazwyczaj opanować swój temperament. Szanuje zasady, lubi porządek i posiada mało elastyczny umysł. Myślenie sekwencyjno-linearne. Tak przynajmniej stwierdził nasz psycholog. Pani dyrektor również rozmawiała przez telefon. - O, Boże... – jęknęła, zakrywając dłonią usta – Ten szaleniec cofnął rdzeń inhibicyjny i zredukował chłodzenie do połowy... - Tylko do połowy? To znaczy, że działa w pewnym sensie po omacku. To daje nam zapas czasu. – mruknął Terry, nie podnosząc wzroku. Jeszcze chwilę przeglądał dokumentację, po czym odłożył papiery na biurko. - Dajcie mi go. Pewnie już się niecierpliwi. A wy dwaj ewakuujcie stąd wszystkich, którzy są tu zbędni. Przeszli do pomieszczenia obok, będącego centrum komunikacji. - Witaj, Jake! Nazywam się Terry Tegmark i jestem policyjnym negocjatorem. – powiedział do mikrofonu. – Wiem, że mnie słyszysz. Przyleciałem tu, żeby porozmawiać o twoich żądaniach. - Więc gadajmy przez interkom. – warknął nieprzyjemnie zniekształcony głos. - Co powiedziałeś? Słabo cię słyszę! – odparł trochę głośniej negocjator. - Gówno prawda. Ja słyszę cię doskonale. - Pozwól mi wejść do środka, tak nie możemy rozmawiać, ledwo rozumiem, co mówisz. A przecież to, co mówisz jest ważne, prawda? - Nie ma mowy. - Jake. Musimy dokładnie przedyskutować twoje żądania. Niektóre są dosyć wygórowane, na inne możemy się zgodzić, jednak potrzebujemy czasu. I rozmowy. - Myślisz, federalny psie, że ci zaufam? Że wypijemy piwko i utniemy pogawędkę?! - Żarty na bok. Po pierwsze, obaj musimy pójść na pewne ustępstwa. Po drugie, wejdę sam, bez broni. Dopóki mnie nie wpuścisz, nie zgadzamy się na żadne negocjacje. Chwila milczenia. - Zrozum – ciągnął spokojnie, acz zdecydowanie Terry. – Jest coś, co nas łączy. Obydwaj mamy zwierzchników i pewne wytyczne. Moi powiedzieli mi jasno: „negocjacje tylko w cztery oczy”. Będziemy tak stać i się kłócić? W ten sposób żaden z nas nie osiągnie swoich celów. Milczenie przedłużało się. - Dobra – odpowiedział wreszcie Moravec - ale muszę wiedzieć, że jesteś nieuzbrojony. Masz zdjąć marynarkę i wywalić kieszenie na lewą stronę. A jak ktoś z tobą wejdzie, bez zbędnego pierdolenia odpalam akcelerator. – skrzeczący głos zadrżał lekko przy ostatnich sylabach. Już po chwili policyjny negocjator Terry Tegmark przecisnął się przez uchylone drzwi i wszedł do kabiny kontrolnej, trzymając ręce na widoku. Powitały go trzy czarne, wycelowane w niego punkciki – wylot lufy pistoletu maszynowego i przeszywające, nienawistne źrenice terrorysty, który, wciąż mając przeciwnika na muszce, na powrót zabarykadował wejście metalowymi szafkami. - Masz, czego chciałeś. – warknął Moravec, siadając na obrotowym krześle. – Teraz możemy negocjować. I żeby była jasność: ze zwolnienia więźniów i wycofania waszych wojsk nie zrezygnuję! Możesz to sobie od razu wybić z głowy. Powiedz „nie”, a bez zbędnych ceregieli wyparuję miasto. - Nie przyszedłem tu, żeby mówić „nie”. – powiedział luźno Terry, opierając się o ścianę. – Od…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych