Wróć do katalogu

Łabędzie serce

Zawsze jest nadzieja na lepszą przyszłość.

mesueopublikowano 9 stycznia 202415 min czytaniajeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

ŁABĘDZIE SERCE

W krainie Lachów, gdzie rzeka Biała wartko płynie pośród wzgórz i lasów zamieszkał łabędź samotnik. Pewnego razu przyfrunął nie wiadomo skąd i został. Zawsze pływał sam, toteż i nazwano go Samem. Nie wadził nikomu, a wręcz pomagał w różnych trudnych sytuacjach dla innych łabędzi. Pomógł i odpływał. Dziwiły się łabędzie, zapraszały go do swojego stada, ale on zawsze odmawiał. Uznano to za jego dziwactwo i w końcu pozostawiono go w spokoju. Sam był dorodnym łabędziem. Miał długą szyję i jaskrawoczerwony, długi dziób z białym zakończeniem. Nogi jego były ciemnoszare i miał wielkie, potężne skrzydła. Był tak przystojny, że zainteresowała się nim piękna łabędzica. Każdego dnia Dora obiecała sobie, że podpłynie do samotnika i porozmawia z nim, i każdego dnia brakowało jej na to odwagi. Pewnego razu Dora przełamała się i podpłynęła do Sama. - Dlaczego nie chcesz być z nami? Jest dla nas miejsca dosyć i dla ciebie jedno się znajdzie w naszym stadzie. Nie musisz być samotny. - Odejdź Doro. Tak musi być. Nie chcę przynieść nikomu nieszczęścia. - Nieszczęścia? – zdziwiła się Dora. Skąd takie przekonanie? - Odejdź. Idź do swoich. Tam jest twoje miejsce. Nie musisz litować się nade mną. - Nie lituję się, tylko pytam. Wydajesz mi się smutny, ale nie zły. - Doro wracaj. Płyniemy wszyscy aż za zakole rzeki – wołały ją inne łabędzie. - Zostanę z Samem. Może będzie rozmowniejszy. Jak wrócicie, to do was dołączę. - Płyń z nimi, a mnie zostaw. Nie potrzebuję ciebie. - Nie, zostanę. - Jak chcesz – rzucił ze złością Sam i głowę schował do wody. - Masz zamiar długo tak tkwić? - Nie. - Choć popłyniemy do wysepki na środku rzeki. Tam wyjdziemy na ląd i spokojnie porozmawiamy. - Nie chcę. Płyń sama. - Możesz być grzeczniejszy? - Nie zapraszałem ciebie tutaj. Przykro zrobiło się Dorze. Opuściła swoją głowę, a jej łabędzia szyja zwinęła się w odwróconą literę „U”. Nie myślała, że spotka się aż z taką arogancją ze strony Sama. - Wybacz – powiedział skruszony Sam. Nie powinienem być szorstki. Jesteś miła, ale ja już chyba oduczyłem się rozmawiać z łabędzicami. - To co, płyniemy? - Niech ci będzie. Na wysepce Dora rozłożyła swoje piękne, wielkie skrzydła otrzepując się z wody. Pięknie prezentowała się w blasku promieni słonecznych. Sam przymrużył oczy i po raz pierwszy uśmiechnął się do niej. - O widzisz tak jest lepiej. Nie jesteś taki straszny, tylko jakiś markotny. - Tak myślisz? - Tak. - Może i tak. - Musiało spotkać ciebie coś bardzo złego, skoro izolujesz się od innych łabędzi. Może byłeś kiedyś zraniony tak bardzo, że trudno teraz innym zaufać. Nie wiem. Tylko tak myślę, ale pewności nie mam. - Może tak, a może nie. Nie będę rozwodził się nad historią z mojej przeszłości. - Opowiedz mi swoją historię. Może będzie ci lżej jak wyrzucisz ze swojego łabędziego serca żal i gniew. Zastanów się! – powiedziała Dora. Sam wydłużył swój czerwony dziób, wyciągnął bardzo długą i cienką szyję. Rozpostarł skrzydła i zaczął nimi trzepotać, jakby chciał ukryć swoje zmieszanie. Pomyślał, że oto ktoś od długiego czasu po raz pierwszy zainteresował się tym, co on naprawdę czuje. Był zażenowany i wzruszony. Trwało to chwilę aż opanował swoje emocje. - Nie ma co opowiadać – odrzekł. Mój ojciec był czarny, matka biała. Wszyscy z rodzeństwa są biali, a tylko ja jestem czarny. Ot, tak natura chciała. - Hm. A gdzie są twoi rodzice? - Odlecieli. - Dlaczego nie zabrali ciebie? - Bo zakochałem się w łabędzicy Fadzie i zostałem z nią, a oni odlecieli na inne wody. - To, dlaczego teraz jesteś sam? - Jej stado nie mogło znieść mojego koloru piór i ciągle ją namawiali, aby mnie zostawiła. W końcu wygrali i zostałem sam. Do swojego stada nie chciałem wracać. Wstyd. Rodzice mnie ostrzegali, ale ich nie posłuchałem. Próbowałem dołączyć do innych stad, ale i tak po pewnym czasie mnie przeganiali. Ostatni atak łabędzi na mnie przechorowałem bardzo długo. Leczył mnie pewien człowiek, a kiedy już było dobrze wypuścił mnie na wolność. Nie wiem, czy to jest wolność, ale chyba jest tak dobrze. - Dlaczego przeganiano ciebie? - Każdy jest dobry, gdy wszystko płynie dobrze, ale problemy zaczynały się, gdy coś było źle. Trzeba było wtedy szukać winnego, a ja byłem pod skrzydłem. Zaczęto przypisywać mi wszelkie nieszczęścia, bo jestem czarny. Przylgnęła do mnie łatka, że jestem zwiastunem zła i izolowano się ode mnie. Jak widzisz nie zawsze jest dobrze być odmieńcem. - Przecież to, że masz czarne pióra nie oznacza, że jesteś zły. - Mówisz tak jak każdy na początku, a później jest tak jak zwykle. A ty, dlaczego się mną zainteresowałaś? - Masz w sobie coś, co przyciąga mój wzrok. Obserwowałam ciebie jak wyciągnąłeś małe łabędzie, które zaplątały się w szuwary. Narażałeś swoje życie, a jednak nie odpuściłeś, chociaż pokaleczyłeś się i to bardzo. Później widziałam jak broniłaś Neli, gdy wysiadywała małe, a chuligani chcieli ukraść z jej gniazda jajka. Zły łabędź nie zrobiłby tego. - Żadna w tym wielka sprawa. Mogłem to pomogłem. - Nie umniejszaj swoich zasług. - Nie chcę o tym mówić. - Zostań z nami. - Przewodnikami stada są twoi rodzice, a nie ty Doro. Czy masz ich przyzwolenie na składanie mi takiej propozycji? - A jeśli mam? - Chcę usłyszeć to od nich. Byłem już wielokrotnie zraniony i nie chcę kolejnego rozczarowania. - Rozumiem. - Twoi pewnie już wrócili. Płyńmy do brzegu. Czarny łabędź towarzyszył białemu aż do czasu, gdy dopłynęli do jego stada. Kiedy Sam poczuł, że Dora jest bezpieczna, zawrócił i zaczął płynąc do swojej kryjówki w szuwarach. Nie odpłynął daleko, gdy stado łabędzi go okrążyło. - Ojej! Znowu! Nie mam już sił, aby bić się. Dajcie mi spokój! Odpłynę stąd, jeśli chcecie na inną rzekę, ale nie zaczepiajcie mnie. - Nie krzycz. Przestań trzepotać skrzydłami, tylko pióra niepotrzebnie lecą. Nic ci nie zrobimy. Przypłynęliśmy w pokojowym zamiarze. Wysłuchaj mnie do końca. Mówię w imieniu całego stada. Później możesz odpłynąć, jeśli taka będzie twoja wola – powiedział Sat – przewodnik stada. Sam uspokoił się. Zwinął skrzydła, ale pozostał czujny. Otworzył dziób ze zdziwienia i zapytał: - Czy ja dobrze usłyszałem? - Tak. Chcemy przyjąć ciebie do naszego stada. Nie boimy się twoich czarnych piór. To nie one przynoszą nieszczęścia, bo one zdarzają się nam wszystkim. Tak już jest, że w naszym łabędzim życiu czyha wiele niebezpieczeństw, ale nie ty je stwarzasz. Pomogłeś nam wiele razy i za to ci dziękujemy. Wiem, że nieufnie podejdziesz do mojej propozycji, ale rozważ ją i zostań z nami. Co ty na to? Sam ze wzruszenia zaczął trzepotać czarnymi skrzydłami, chował głowę do wody, to ją wyciągał, to znowu chował. Wykrzywiał swój ostry dziób i kręcił głową to w lewo, to w prawo. Chrząkał przy tym niemiłosiernie, gwizdał i parskał. W końcu uspokoił się i zamilkł. - Milczysz! To jak? - Samemu jest ciężko, to wiem. Nie gniewajcie się. Tyle razy byłem zraniony i upokorzony, że trudno mi dzisiaj uwierzyć w to, że tym razem może być inaczej. Odpowiem jutro. Teraz chcę odpłynąć do swojej kryjówki. Tam wszystko sobie przemyślę, ale i wy przemyślcie swoją propozycję. I pamiętajcie o tym, że nigdy nie wybieleję. Zawsze będę czarny. - Spotkamy się jutro rano na wysepce – powiedział Sat. Sam wygiął esowato swoją szyję, uniósł…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych