Lacrymosa
nocna eskapada starego zwiadowcy pełna przygód
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
{font:arial}Wieczór był chłodny. Mężczyzna mijając szlaban skinął wartownikowi i ruszył w dół ulicy. Była oświetlona, przez pierwsze 50, może więcej metrów. Dalej tonęła w mroku zapadającej nocy. Wyciągnął skręta, poważył go chwilę w dłoniach i zmienił zdanie. Już i tak czuł się jak wrak… Papieros wylądował z powrotem w kieszeni. Człowiek wciągnął głęboko powietrze nosem i czuł, że coś jest inaczej, że świat nie pachnie tak, jak codziennie, jak każdego innego wieczora przepisanego jakby przez kalkę z poprzedniego. Czyżby szła zima? Tak, idzie zima. Jesień właśnie się kończy, świadczą o tym coraz głębsze bruzdy na czole, pasma białych jak mleko kosmków, wiecznie opadających na oczy. I oczywiście ręce. Zaraza na nie, wystarczą nieduże zmiany ciśnienia za oknem a ból jest niemal nie do wytrzymania. Gdyby mógł je odmłodzić o jakieś 20 lat… Nic już nie mogło być takie jak dawniej, zmieniał się i czuł to z każdą kolejną chwilą coraz mocniej. Jednak mimo tych znajomych już odczuć, dziś doszło coś jeszcze. Coś, co czaiło się nisko pod lewą piersią, delikatne, a zarazem twarde, jak idealnie gładki, zimny kawał stali. Niepokój. Nie potrafił go w zasadzie umiejscowić. Czasy, mimo, że ciężkie, dawały pewną nadzieję na najbliższą chociaż przyszłość. Martwił się co prawda o swoją córkę, śliczną podlotkę, ale był to zwyczajny ojcowski lęk wynikający z troski, nie mający nic wspólnego z tą bryłą, czającą się pod zmęczoną już nie mniej niż twarz mężczyzny kurtką. Zamyślony dochodził do granicy wątłego światła, które dawały latarnie, a to oznaczało, że umysł musiał otrząsnąć się z tego chwilowego otępienia. Czas było wyostrzyć zmysły i zmusić organizm do pracy na najwyższych obrotach, skupić się i robić swoje. Rutyna. Mężczyzna przystanął przy ostatniej działającej latarni, zapiął skórzaną kurtkę pod szyję i sprawdził, czy nigdzie nie uwiera. Na to narzucił ciemny obszerny płaszcz, sprawdził magazynek w pistolecie, obejrzał się ostatni raz i wszedł w noc.
Było ich trzech. Nienaturalnie przyśpieszone ruchy jak zwykle na początku mamiły wzrok, ale z czasem można się przyzwyczaić. Po chwili widział już wszystko, każdy najdrobniejszy szczegół potencjalnych wrogów, poczynając od zgrubiałych łydek, nieludzko wydłużonego tułowia, przez nieproporcjonalne do reszty ciała silne, oznaczone węzłami mięśni ręce aż do łysych, migoczących w świetle ogniska głów. Co robili tak blisko Osady, nie miał pojęcia. Zazwyczaj na pierwsze oznaki życia w granicach Rezerwatu natykał się dopiero bo godzinie, nawet dwóch wędrowania. Ta trójka wyraźnie nie robiła sobie wiele z tego, że przebywanie na terenie tak zbliżonym do granicy jest niemal równoznaczne ze spotkaniem któregoś ze zwiadowców z Osady. W dodatku kompletnie chyba nie wpadli na pomysł, że mogą trafić tak źle i spotkać jego. Wesoło krzątali się wokół małego ogniska, rozpalonego przed jakimś zapuszczonym budynkiem, na pierwszy rzut oka sklepem z dawnych, lepszych dni. Dwóch wyraźnie sprzeczało się o kawałek czegoś, co wyglądało na linkę hamulcową, lub inny tego typu gadżet. Trzeci przeszukiwał budynek, co jakiś czas wydając dziwne pomruki, ni to do siebie, ni do kolegów. Cokolwiek by nie robili, bardziej lub mniej logicznego (w ludzkich standardach logiki), nie powinno ich tu być, a już na pewno ich obecność przeszkadzała zwiadowcy. Wyszedł z linii drzew, skąd obserwował swoich towarzyszy nocnej eskapady i pewnym krokiem ruszył w stronę baraszkujących mutantów. Wiedział, że ich zmysły, kilkukrotnie bardziej czułe niż ludzkie już zarejestrowały jego obecność, ale bodźce zdecydowanie nie zamieniły się jeszcze w konkretną informację dla mózgu, gdyż pierwszy z nich odwrócił się dopiero w momencie, gdy mężczyzna naciskał palcem spust. Wystrzał z broni zadziałał na mutanty jak kubeł zimnej wody. Zanim pierwszy nieszczęśnik pacnął ciężko w zarośla, dwóch pozostałych już zdążyło przemieścić się o dobre dziesięć metrów, co spowodowało, że zwiadowca miał ich teraz po lewej ręce. Mężczyzna rzucił się w przód, przetoczył po miękkiej trawie i wystrzelił w stronę tego bliższego. Pamiętać, ruch to życie, wahanie jest śmiercią. Byli dużo szybsi. Ofiara strzału zdążyła się uchylić, odpryski tynku poleciały w ściółkę. Człowiek sapnął, odtoczył się w bok i wystrzelił znowu, tym razem bardziej intuicyjnie, ale zgodnie z oczekiwaniami nie usłyszał ani agonalnych odgłosów, ani ciężkiego tąpnięcia ciała w podłoże. Usłyszał za to szelest trawy, po swojej prawej, jakieś dziesięć, pięć metrów, dwa metry… zamarkował obrót przez prawe ramię, wrócił i kopnął z całej siły powietrze obok siebie. Zanim ciężki but zakończył swój ruch, przed nim zmaterializowała się twarz mutanta, dał się nabrać na zmianę kierunku. Zwiadowca poczuł opór pod stopą, poprawił sierpowym, złapał przeciwnika za szyję i zanim tamten zdołał użyć swoich nienaturalnie wielkich szczęk, człowiek wystrzelił mu prosto w twarz. Kula zgasiła oczy mutanta, jak podmuch gasi wątły płomyk świecy. Nagle poczuł uderzenie. Przeleciał w powietrzu kilka metrów, upadł ciężko na klatkę piersiową i splunął krwią. Ukląkł, ale po chwili, uderzony, znów leżał nosem w wilgotnej trawie. Wyczuł nad sobą oddech mutanta. Blisko, tuż nad głową. Widział oczami wyobraźni, jak szczerzy długie kły i napawa zwycięstwem, coraz bliżej, coraz bliżej szyi człowieka. Widział też lufę pistoletu, milimetr po milimetrze zmieniającą kierunek spojrzenia swojego zabójczego oka. Wystrzelił dokładnie w momencie, gdy zęby wroga przekłuły naskórek na szyi, tuż pod linią włosów. Zwiadowca stęknął, a stwór zwalił się na niego całym ciężarem swojego umięśnionego cielska. Mężczyzna odpoczął chwilę, nie był w…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil tangorostro
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…