Las
Nocna ucieczka przez las pełen wrogów.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Zrobiwszy parę kroków stanąłem, mocniej przycisnąwszy karabin do ramienia, przez chwilę nasłuchiwałem lasu. Chodzili po nim i było ich wielu, może nawet pluton- tylko tego byłem pewien, słysząc setki różnych dźwięków. Z każdej strony ktoś skradał się w moim kierunku. Potrafili się skradać, jedyne odgłosy jakie wydawali to łamanie delikatnych gałązek, ocieranie się o gałęzie drzew, gniecenie poszycia. Ale słyszałem ich, byli coraz bliżej. Postanowiłem przyklęknąć i choć chwilę odpocząć, gdy troszkę się zniżyłem coś strzeliło mi w stawie kolanowym, głośno, niezwykle głośno. Musieli to słyszeć. Wreszcie oparłem kolano na ziemi. Starałem się oddychać tak spokojnie, jak tylko mogłem, ale poczułem, że potrzebuję coraz więcej powietrza, musiałem wziąć spazmatyczny wdech. Wszyscy go usłyszeli, teraz na pewno idą w moim kierunku. Zerknąłem na zegarek, ale w bladym świetle księżyca, rozproszonym dodatkowo przez gałęzie drzew nie mogłem odczytać godziny. Bałem się podświetlić zegarek, to byłoby szaleństwo, nawet w tej szalonej rzeczywistości. Na karabinie miałem latarkę o mocy reflektora samochodowego, ale wiedziałem, że jeśli jej użyję, to na chwilę przed śmiercią. Musiało być koło trzeciej, jeszcze najwyżej godzina do świtu. Najwyżej godzina, musiałem to sprawdzić, zaryzykowałem, osłoniłem zegarek drugą ręka i przyświeciłem. Była 12:04. Poczułem, że znów się trzęsę, ale teraz w inny sposób. Co jakiś czas, w miarę regularnie przechodził przeze mnie potworny dreszcz, powodując impulsywne skurcze w rękach i nogach. Przez chwilę starałem się z tym walczyć, mocniej ściskając karabin, ale było to bez sensu. Dałem za wygraną, zniósł bym to jeszcze, gdyby nie oddech. On także zaczynał się trząść, nie mogłem spokojnie nabrać powietrza w płuca, wdychając wydawałem odgłos jak zacinająca się płyta. Czy to już szaleństwo? Ile jeszcze mogę znieść?- zapytałem się w myślach. Ale już niedługo, zbliżają się. Czy śmierć może być gorsza, niż to, co teraz przeżywam? Ciepło, przeraźliwe ciepło ogarnęło moje wnętrzności, zmierzając ku dolnej części kręgosłupa, gdzie okrutnie ukłuło mnie, materializując mój strach. Usłyszałem pęknięcie gałęzi. Ktoś był blisko, tak blisko jak jeszcze nigdy dzisiaj, po mojej lewej ręce. Wiedziałem, iż
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil gwidon
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…