Laska Mefistofelesa
Prosta wyprawa, prosta opowieść, magia i miecz...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Pierwsze poranne promienie słońca zaczęły spadać na zimną od nocy ziemię. Cała przyroda powoli budziła się do życia, pośród drzew dało się słyszeć świergotanie ptaków wychwalające nowy dzień. Ciszę poranka zakłócił najpierw trzask, a potem skrzypnięcie otwieranych drzwi. Były one wykonane z drewna, zdobione mosiężnymi znakami. Dom, do którego prowadziły, był również z drewna, lecz niczym niezdobiony. W sąsiedztwie znajdował się jeszcze jeden, również drewniany, lecz nieco mniejszy. Dalej zrobiona własnoręcznie mała zagroda, w której w oddzielonych od siebie drewnianym płotem przegrodach stały dwa czarne rumaki oraz żelazne kowadło i piec do przetapiania metali. Po chwili skrzypienie ustało, drzwi otworzyły się na oścież, odsłaniając wnętrze domu. Panował tam półmrok, prawdopodobnie dlatego, że wszystkie okna były szczelnie zamknięte. Na ganku domu pojawiła się postać. Był to mężczyzna postawnej budowy, z krótko obciętymi białymi włosami. Ubrany był z tunikę z bawełny i przepasany grubym, również bawełnianym sznurem. Mężczyzna przeciągnął się, rozejrzał dookoła, po czym z powrotem zniknął w chacie. Chwilę potem znów dało się słyszeć skrzypnięcie, tym razem nie drzwi, ale ciężkich okien, które właśnie były otwierane. W chacie było już jasno. Teraz nawet z daleka każdy zauważyłby, co kryje się w tym domu. Naprzeciw drzwi stało łoże wykonane z drzewa hebanowego a obok niego szafa, stół i dwa krzesła. Mężczyzna podszedł do łóżka, usiadł na brzegu i delikatnie puknął w wybrzuszenie w pościeli. - Kochanie - fałda poruszyła się nieznacznie - Mithiel kochana! Czas wstawać! - okrycie na łożu zsunęło się, odsłaniając twarz kobiety. Miała ona długie, jasne włosy i, jak to zwykle rano, miała lekko zaspane oczy, których kolor był trudny do określenia, coś jakby mieszanina brązu i błękitu. - Korilu - Mithiel ziewnęła - czy ty nigdy nie dasz mi się porządnie wyspać? - dokończyła i szybkim ruchem złapała Korila za rękę, po czym pociągnęła do siebie. Koril nie protestował, położył się obok swej ukochanej i przytulił ją do siebie. Leżeli tak przez chwilę, nie mówiąc nic i nie patrząc na siebie. Nie trwało to długo, głośny trzask zakłócił romantyczny nastrój. Koril wstał z łóżka i skierował kroki na ganek domu. Trzask powtórzył się tym razem głośniej. Zewsząd zaczęły spływać strugi niebieskiego światła. Koncentrowały się w jednym miejscu, tworząc kulę. Koril oparł się o ścianę domu. Mimo iż był kowalem, nie zdziwił go ten widok, może dlatego, że już nieraz widział owo tajemnicze zjawisko. Promienie przestały się pojawiać, teraz niebieska poświata zaczęła przypominać swego rodzaju bramę. Koril nadal niewzruszenie przyglądał się sytuacji. Z bramy wyłoniła się ręka, za nią pojawiła się noga, wreszcie reszta ciała. Był to mężczyzna wysoki, lecz niezbyt umięśniony, miał długie jasne włosy. Jego twarz wyglądała tak, jakby należała do jakiego małego chłopca, żadnej zmarszczki czy zadrapania, wszystko idealnie gładkie. Postać ubrana była w zieloną szatę spływającą aż do ziemi. Mężczyzna zatrzymał się tuż przed portalem i odwrócił głowę w stronę Korila. - Witaj braciszku – odezwał się po chwili . Po wyrazie twarzy poznaję, żeś dopiero wstał – dodał, widząc potężne ziewnięcie Korila. - Nie mylisz się Aderalu. Po wczorajszej uczcie trudno było mi wstać wcześniej – Koril po raz kolejny ziewnął – a cóż to ciągniesz na tym postronku? Aderal niby obudzony z głębokiego snu przypomniał sobie o sznurze, który trzymał w ręku. Pociągnął zań mocno lecz nic się nie stało. Szarpnął jeszcze raz i znów żadnej reakcji. Aderal mruknął coś pod nosem i wszedł z powrotem w portal. Chwile potem z bramy, jak z łuku wystrzelona strzała, wybiegł osioł, a zaraz za nim pojawił się Aderal. Tym razem w ręku trzymał kawałek gałęzi, której użył do przekonania upartego stworzenia. - Wredne stworzenia – Aderal odrzucił patyk – rano poszedłem na targ, właśnie wracam z naszym dzisiejszym obiadem i paroma innymi drobiazgami – wskazał osła, który właśnie zabierał się do chlipania wody z beczki stojącej przy domu Korila. Na swoim grzbiecie miał przywiązanych kilka toreb. Aderal odwrócił się w stronę portalu, uniósł rękę i zacisnął pięść, brama zniknęła. Kolejnym gestem ręki, tym razem skierowanym w stronę osła, zdjął z niego torby i postawił na ganku domu. W drzwiach pojawiła się Mithiel ubrana w zwiewną sukienkę z cienkiego jedwabiu. - Witaj Ad – Mithiel tak właśnie zwykła mówić do Aderala – Widzę, że nie próżnujesz, od samiuśkiego rana na nogach i jeszcze byłeś na targu – ostatnie słowa powiedziała z nieukrywaną radością, widząc torby stojące pod jej nogami – O, widzę, że kupiłeś to, o co cię prosiłam wczoraj – zajrzała do jedne z toreb i po chwili wyjęła mały flakonik z niebieskim płynem. Aderal uśmiechnął się. - Trudno było to dostać, ale mam swoje sposoby – powiedział z uśmiechem – kupiłem też mięso na dzisiejszą ucztę, parę butelek wina i – przerwał, widząc grymas na twarzy Korila – i pewną miksturę która pomoże Twojemu mężowi załagodzić konsekwencję wczorajszej zabawy – dodał szybko i wyjął z jednej z toreb malutką butelkę z czerwonym płynem, którą zaraz podał Korilowi. Ten, nie czekając na dodatkową zachęte, wypił całą zawartość. - No i niby to ma mi pomóc? – na twarzy Korila pojawił się jeszcze większy grymas niż poprzedni, tym razem spowodowany prawdopodobnie smakiem płynu, który właśnie wypił – smakuje to okropnie, ale mam nadzieję, że w działaniu jest lepsze. - No, tego możesz być pewien – Aderal wyjął resztą przedmiotów z toreb – wykonał ją mój znajomy, do którego mam zaufanie, świetnie wychodzą mu trucizny – ostatnie słowa były trudne do zrozumienia, gdyż zostały wypowiedziane przez śmiech. Koril groźnie machnął ręką w stronę Aderala, lecz nic nie powiedział, a ten wybuchnął jeszcze większym śmiechem. Cały dzień upłynął błogo, ani Aderal ani Koril nie zabrali się za nic konkretnego. Jak to zwykle bywało, Aderal popisywał się swoimi magicznymi sztuczkami, na co Koril zawsze odpowiadał słowami „ Ach ci magowie” bądź „Aderalu, weź się za jakąś porządną pracę”. Wreszcie zaczęło się ściemniać, cała trójka prężnie przygotowywała się do uczty, bo zamierzali świętować pierwszą rocznicę ślubu Korila z Mithiel. Aderal nalegał, by zaprosić paru znajomków, lecz oni nie chcieli. Wszystko zostało przygotowane, stół wystawiono na zewnątrz, obok płonęło ognisko, na którym piekło się mięso. Zasiedli do stołu, pierwszy odezwał się Aderal: - Pamiętam, niby wczoraj, zdarzenia, które was połączyły – zaczął – a już świętujemy pierwszy rok waszej miłości, tak więc- proponuję toast – chwycił kielich,a w jego ślady poszła reszta – toast za wasze szczęśliwe życie! Wszyscy podnieśli kielichy, po czym przechylili je. Widać było, że Koril już czuje się lepiej, gdyż wypił zawartość swojego kielicha beż większych problemów i znacznie szybciej niż reszta. W ciszy zabrali się do jedzenia. Ciszę przerwało puknięcie, dla Aderala znak, że ktoś właśnie teleportował się w pobliżu nich. - Koril, wydaje mi się, że mamy gościa – Koril kiwnął głową i sięgnął po miecz, który stał nieopodal oparty o kowadło. Mithiel zaczęła niespokojnie rozglądać się dookoła, nie potrafiła walczyć i bardzo się bała. W pobliskich krzakach coś zaczęło się poruszać. Aderal złożył ręce w trójkąt i wypowiedział coś po cichu, między rękoma pojawiła się kula z ognia. Byli gotowi. Ruch stawał się coraz bardziej wyraźny, coś zbliżało się szybko. Wreszcie postać się zatrzymała. Aderal zamierzał się już do wystrzelenia ognistej kuli, gdy powietrze przeszył donośny męski głos. - Aderalu, opuść rękę, nie poznajesz swojego przyjaciela – Aderal zacisnął pięść i kula rozpłynęła się. - Witaj Arahu – odezwał się po chwili – zastanawia mni,e po co skradałeś się do nas w tak późnej porze- zapytał- przyglądając się bacznie przybyłej postaci. Koril nadal trzymał w swój miecz. Widząc, iż Aderal zna przybyłą osobę, odłożył go na bok i bez słowa zabrał się z powrotem do jedzenia. Mithiel nadal trwożnie wpatrywała się w zakapturzoną postać. Arach ukłonił się uprzejmie i zajął miejsce naprzeciw Aderala. Zdjął kaptur, który skrywał jego głowę. Oczom zebranych ukazała się twarz starego maga, była ona pomarszczona i posiadała wiele blizn zdobytych podczas walki. - Sprowadza mnie tutaj sprawa najwyższej wagi – pośpieszył zaraz z wyjaśnieniami – dostaliśmy właśnie informację, gdzie znajduje się laska Mefistofelesa. - Jaka laska? – Wydobyło się z ust Korila, przeżuwał właśnie spory kawał mięsa - Jaka laska? – powtórzył tym razem już z pustymi ustami - Mefistofelesa – odezwał się Arah – jest to pradawna różdżka mająca moc... - - ...przywoływania zmarłych i kontroli nad nimi – dokończyła Mithiel, tym razem jej twarz nie wyrażała strachu, lecz była raczej wyrazem zaciekawienia. Magowie i Koril spojrzeli na nią z nieukrywanym i wielkim zdziwieniem. – No... co tak patrzycie... słyszałam o niej od pewnego starego maga – dodała jakby na usprawiedliwienie swojej wcześniejszej wypowiedzi. - Tak więc wiemy dokładnie, gdzie została ukryta – Arah kontynuował swą wypowiedz – uprzedzam od razu twoje pytanie, przyjacielu – odwrócił się do Aderala – nie przychodziłbym ci o tym mówić, gdyby sprawa nie była poważna. O miejscu ukrycia laski wie także ktoś jeszcze – tu przestał mówić i spojrzał na całą trójkę. - Nef? –Aderal zapytał tak, jakby wcale nie oczekiwał odpowiedzi . Arach kiwnął potakująca głową. Nef był elfem, bezlitosnym i okrutnym, już w przeszłości dał się mocno we znaki wielu ludziom w tym Aderalowi i Korilowi. - Teraz już wiesz, czemu sprawa tak nagli, musimy znaleźć laskę przed nim i zniszczyć ją – Arach nałożył kaptur na głowę – Jutro o szóstej klepsydrze staw się w Akademii – dodał, po czy zniknął w kłębie gęstego dymu. Uczta natychmiast została przerwana, gdyż żadne z nich nie mogło już w spokoju siedzieć przy stole. Aderal pośpiesznie sprzątał wszystko, Korili nerwowo szukał czegoś w domu ,a Mithiel siedziała bez ruchu oparta o boczną krawędź chaty. - Aderalu – Koril wyszedł z domu, trzymając coś za plecami – każdy z nas wie, na co stać Nefa, jeżeli chce osiągnąć swój cel i wiesz, że zawsze służę ci pomocą i mieczem – po tych słowach wyjął zza pleców miecz wykonany z jakiegoś dziwnego niebieskiego metalu. - Nie chce cię narażać – Aderal podszedł do Korila i złapał go za ramię – wiem, że chcesz mi pomóc ale.... - No – przerwał groźnie Koril – nawet nie próbuj mnie powstrzymywać, już postanowiłem. Zresztą mam z nim do pogadania – dodał z lekkim uśmiechem na ustach. - A więc dobrze – Aderal wyraźnie zrezygnował z kłótni z bratem – A ty... – wskazał na Mithiel, której twarz wyrażała głęboką chęć pomocy – idziesz z nami – wskazana rozweseliła się – tu nie będziesz bezpieczna, na czas naszej wyprawy zostaniesz w Akademii – dodał. Mithiel znów posmutniała, tym razem ona nie chciała się kłócić bo i tak było to bezcelowe. Z dezaprobatą kiwnęła głową, jej oczu popłynęły łzy. Koril widząc to przytulił ją do siebie i delikatnie pocałował, po czym wrócił do chaty i zaczął pakować ekwipunek do plecaka. Aderal również poszedł do siebie, on nie miał co pakować, wszystko, czego
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil aderal
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…