Laurka dla Zupy Pomidorowej
Ttym opowiadaniem wywalczyłam wyróżnienie na jednym z konkursów literackich.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Deszcz bębnił o dach przystanku jak wielkie gradowe kule. Ryk samochodów i stukanie obcasów przechodzącej nieopodal damy całkowicie zagłuszały moje myśli. Na szczęście nie były one aż tak ważne, aby o nich nie móc zapomnieć. Właściwie dotyczyły tylko tej okropnej pogody i siedzącego obok brodacza, który tkwił zaczytany w świeżym numerze „Gazety Wyborczej”. Temu to musi być dobrze- pomyślałam, po uprzednim zbadaniu marki jego telefonu komórkowego, który beztrosko wystawał mu z kieszeni płaszcza. Bez wątpienia był to jeden z tych telefonów, na który nie starczyłoby z mojego miesięcznego kieszonkowego, ani nawet z pensji ojca. Mieniąca się obudowa kusiła mnie bardziej niż mogło się wydawać. Powoli, bezszelestnie, wyciągnęłam w jej kierunku prawą rękę. W tym zawodzie miałam już nie małą wprawę, więc pot nie spływał z niej tak jak za pierwszym razem, kiedy targnęłam się na cudzą własność. Kątem oka spojrzałam na brodacza. Był bardziej zajęty sprawdzaniem tego, co rząd wyprawia z nowa ustawą o ochronie danych osobowych, niż swoją komórką. Ostrożnie chwyciłam telefon dwoma palcami. W głowie układałam już listę rzeczy, które kupię, kiedy sprzedam Rafałowi swój najnowszy nabytek… Komórka zaczęła powoli wysuwać się z kieszeni brodacza, unoszona moją zwinną ręką… -Ach!- W jednej sekundzie telefon wrócił na swoje miejsce, a moja ręka do kieszeni płaszcza. Poczułam jak narasta we mnie wściekłość. Kto miał czelność przeszkodzić mi w tak precyzyjnym manewrze?! Rozglądnęłam się w poszukiwaniu winowajcy. Rozzłoszczonym wzrokiem natrafiłam na niewielką dziewczynkę w czerwonym kubraczku, która stała wprost przede mną i z wielkim, szczerbatym uśmiechem przylepionym do piegowatej buzi, machała kolorową parasolką. -Cześć! -zawołała dziewczynka i usiadła na ławce zaraz obok mnie. Czy widziała, że chcę okraść brodacza? Chyba nie, prawdopodobnie już dawno podniosłaby alarm. Chociaż, smarkula nie wyglądała na taką, co zaraz leci z jęzorem do dorosłych. Miałam szczęście, że to akurat ona, a nie jakaś wrzaskliwa babcia, przyłapała mnie na gorącym uczynku. Mimo wszystko, bachorowi należała się nauczka, więc karcąco uszczypnęłam ją w chudą rączkę. Mała wydała z siebie cienki pisk i wlepiła we mnie pełne zaskoczenia spojrzenie. -Czemu mnie uszczypałaś?- zakwiczała, wykrzywiając usta w podkówkę. Brak przedniej jedynki, sprawiał, że wymawiane przez nią słowa były świszczące i ostre jak brzytwa. Nie odpowiedziałam, uznając, że moja rola w wychowywaniu smarkuli już się skończyła. Bynajmniej, ona nie podzielała mojego zdania. Natychmiast zapomniała o karze, którą jej wymierzyłam za przeszkodzenie mi w wzbogaceniu się o sto kolejnych złotych. - Jestem Laura - zaświergotała mała. Obróciła się na ławce w moją stronę z taką miną, jakby fakt, że zdradziła mi swoje imię miałby unieść mnie nad ziemię ze szczęścia. Nie widząc jakiejkolwiek reakcji z mojej strony ponownie podjęła marną próbę zwrócenia na nią mojej uwagi. -Ale mama mówi na mnie Laurka. Ciągle tak do mnie mówi. Nazwała mnie Laura, ale cały czas mówi na mnie Laurka, dziwne, prawda? Skoro nazwała mnie Laurą, to powinna mówić do mnie Laura, nie uważasz? Ale ona cały czas mówi do mnie Laurka. Zawsze mi powtarza, że jestem najpiękniejszą Laurką jaką kiedykolwiek dostała. Ale ja wcale tak nie uważam, bo na Dzień Matki zrobiłam jej taką ładną laurkę w kształcie serduszka i myślę, że ona była ładniejsza niż ja. Napisałam na niej „Kocham Cię mamo” i to tak bardzo ładnie, bo ja jeszcze nie potrafię ładnie pisać, ale na tej laurce, to mi bardzo ładnie wyszło, tylko, że mama mówi, że zrobiłam tam błąd oroto…oryto…ortograficzny, bo „kocham” pisze się przez „ch”, a ja napisałam przez „h”. No i dlatego mama mówi, że powinnam bardziej uważać na lekcjach w szkole. Tyle, że ja bardzo uważam, ale jestem dopiero w pierwszej klasie i dopiero uczę się jak pisać literki. A ostatnio to nawet cyferki zaczęliśmy pisać… Mała zachowywała się tak, jakbyśmy znały się od dawna. Po pięciu minutach dowiedziałam się, że umie pisać wszystkie cyfry od zera do czterech, ale dalej już nie, bo piątkę będą robić dopiero w poniedziałek, że Marcie z równoległej klasy wczoraj urodził się braciszek, że pani od muzyki nauczyła ich piosenki o worku na kapcie. Po opowieści o pysznych obiadkach w szkolnej stołówce, uznałam, że mała za dużo już powiedziała. Chrząknęłam znacząco, ale nie odwróciłam głowy w jej stronę. Rzuciłam krótkie spojrzenie w stronę dziewczynki. Kaszlnęła parę razy i zaczęła stukać swoją parasolką w kamienny chodnik. Zachowywała się tak, jakby nagle zapomniała, że obok niej siedzę i, że jeszcze przed chwilą namiętnie dzieliła się ze mną szczegółami ze swojego prywatnego życia. Machała lekko nogami, które wisiały kilkanaście centymetrów nad ziemią i, co chwilę pokaszlując, wpatrywała się obojętnie w przechodzącą obok panią z trzema jamnikami na smyczy. Laurka nie była ładną dziewczynką. Twarz miała obsypaną piegami, nos zadarty, a przednie zęby ( z których jednego brakowało) dziwnie wysunięte do przodu, co sprawiało, że z profilu wyglądała, jak mały, piegowaty zając. Jej skóra była nienaturalnie blada, co stwarzało niesamowity kontrast z czarnymi, prostymi włosami, które, zaplecione w dwa warkocze, wysuwały się spod czerwonej czapki. Oczy też miała całkowicie czarne. Wyglądały zupełnie tak, jakby pod powieki ktoś wsadził jej dwie bryły brunatnego węgla, chcąc całkowicie zaciemnić jej spojrzenie. Jednak mimo to, w oczach dziewczynki szalały dwa wesołe ogniki. -A ty jak masz na imię?- powiedziała, odrywając wzrok od kudłatego kundla, który obwąchiwał pobliski kosz na śmieci. Aż podskoczyłam na swoim miejscu. Nawet nie zauważyłam, kiedy mała także zaczęła mi się przyglądać. Nie odpowiedziałam, tylko gniewnym wzrokiem zaczęłam się wpatrywać w niewidzialny punkt przede mną. Ale mała nie dała tak szybko za wygraną. Znów przekręciła się na ławce w moją stronę i wlepiła we mnie pretensjonalne spojrzenie. -Mamusia mi zawsze mówi, że trzeba odpowiadać na pytania. Jak masz na imię?- powtórzyła dobitnie. -Zupa pomidorowa…-syknęłam, myśląc, że taka odpowiedź zbije ją nieco z tropu. Ale Laurka zamiast dać mi święty spokój, tylko uśmiechnęła się i powiedziała rozbawionym głosikiem: -Ale ty jesteś śmieszna! Zamilkła na chwilę, podczas której bezgłośnie wpatrywała się w moją twarz, a potem radośnie zapiszczała: -Ale ty masz dziwne oczy! Jedno niebieskie, a drugie brązowe! Gwałtownie odwróciłam głowę w przeciwną stronę. Okropnie nie lubiłam, jak ktoś wytykał mi moją odmienność. I nie dotyczyła ona tylko dwóch różnych kolorów oczu, ale także moich skłonności do kradzieży, o których, na szczęście, mała jeszcze nie wiedziała. Deszcz nadal uparcie padał. Na przystanek podjechał niebieski autobus z reklamą nowej kolekcji jeansów. -O, to mój autobus!- zawołała Laurka. Chwyciła do ręki swój kolorowy parasol i biegiem rzuciła się w stronę pojazdu. Odetchnęłam z ulgą. Jednak, przy drzwiach autobusu mała zatrzymała się i zamaszyście machając do mnie ręką krzyknęła: -Miło było cię poznać Zupo pomidorowa!!! A kilka sekund później przez tylną szybę autobusu zobaczyłam czerwoną czapeczkę odjeżdżającą w dal.
Kilka dni później całkowicie zapomniałam o moim niefortunnym spotkaniu z małą Laurką. Głowę zaprzątały mi inne sprawy. Tego dnia, tak jak co tydzień, miałam się spotkać w parku z Rafałem i zamienić na pieniądze towar, o który ostatnio się wzbogaciłam. Rafał jak zwykle siedział na tej samej ławce, w tej samej błyszczącej kurtce i w tych samych drogich adidasach. Tak jak zawsze nie rzucał się za bardzo w oczy. Taką miał pracę. -Cześć! - powiedziałam, rzucając moją torbę obok niego. – Jak leci? -Kiepsko - odparł Rafał bez entuzjazmu. Nonszalancko zapalił papierosa i wypuścił z ust kilka kółek dymu. –Interes się wali. -Przesadzasz… -Wczoraj zwinęli Marka. Ktoś go wkopał. -Chyba nie mówisz serio! -Ależ tak, wpadli do jego piwnicy i odkryli cały transport, który zbieraliśmy przez ostatnie dwa miesiące. Tyle komórek… Na szczęście Marek mnie nie wydał, więc na razie mamy czyste konto… -To dobrze. -No, ale bierzmy e, dwa discmany i jedno radio samochodowe. Przez kilka minut oglądał każdy z nich dokładnie, a z każda minutą uśmiech na mojej twarzy rósł coraz bardziej. Byłam pewna wysokiego wynagrodzenia za zdobycie takiego towaru. Szczerze mówiąc musiałam nieźle się napracować, aby go zdobyć. Chłopak, który jeszcze niedawno był właścicielem jednego z discmanów gonił mnie przez pół godziny, za nim udało mi się przed nim ostatecznie uciec. Za to kobieta, do której należała jedna z komórek starała się mi psiknąć w twarz jakimś dziwnym gazem, który trzymała w torebce, ale zrobiłam tak wymyślny unik, że trafiła w przechodzącego obok mężczyznę. -No -odezwał się w końcu Rafał. –Z tego będzie jakieś sześć baniek, nie więcej… -Sześć baniek?!- wykrzyknęłam oburzona. -Za taki towar powinnam dostać, co najmniej tysięcy złotych, a ty mi tu mówisz, o sześciu setkach?! -Spokojnie dziewczyno, następnym razem wyjdzie ci lepiej…- powiedział spokojnie Rafał, unosząc ręce w pokojowym geście. -Następnym razem?! To był mój dobry raz! A tak po za tym, to… Nagle poczułam czyjś silny uścisk na ramieniu. Pierwszą myślą, jaka pojawiła się w mojej głowie, był histeryczny okrzyk: „O Boże, załapali nas!”. Strach całkowicie mnie sparaliżował. Rafała najwidoczniej też, bo tkwił w miejscu z szeroko otwartymi ustami, wpatrując się w postać za mną. Trwało to chyba tylko sekundę, ale oczami wyobraźni już zdążyłam zobaczyć grubego policjanta cedzącego tradycyjną formułkę: ”Jesteś aresztowana, Wszystko, co powiesz, może być użyte przeciwko tobie…”,a także moją czarną przyszłość w miejskim więzieniu. Szybkim spojrzeniem ogarnęłam wszystkie moje kradzione rzeczy, leżące teraz porozrzucane na kolanach Rafała. Błyskawicznie obmyśliłam desperacki plan ucieczki: biorę, co się da i jak najszybciej biegnę do domu. Już miałam się rzucić w stronę kolan Rafała, kiedy usłyszałam cienki głosik wołający: -Cześć Zupo pomidorowa! Odwróciłam się. Tak, stała tam. W identycznym kubraczku, w takiej samej czerwonej czapeczce i z kolorowym parasolem. -Ale się cieszę, że cię widzę!- zawołała mała Laura, nie zwracając najmniejszej uwagi na Rafała, który świdrował mnie wściekłym spojrzeniem. –Co robisz? To twój kolega? Jak się nazywa? A skąd masz tyle telefonów? Nawet moja mamusia tylu nie ma... Rafał jedną ręką zgarnął komórki i resztę rzeczy do mojego plecaka. -Pogadamy innym razem - powiedział i powoli oddalił się. Po chwili zrzuciłam rękę Laury z mojego ramienia. Nie patrząc na nią wstałam i zarzuciwszy plecak na jeden bark, powoli ruszyłam w stronę centrum. Słyszałam za sobą ciche kroki małych nóżek. Mała nie dawała za wygraną. Przez kilka minut szłam, udając, że nie zauważam jej obecności. Ciągle miałam nadzieję, że Laura w końcu da mi spokój. Po kwadransie nie wytrzymałam. -Czy ty się kiedyś ode mnie odczepisz???- krzyknęłam, odwróciwszy się w jej stronę. –Ciągle za mną łazisz! -Ale ty głośno krzyczysz...- powiedziała Laurka. Zachowywała się zupełnie tak, jakby wcale nie zauważyła mojego wybuchu złości.- Zupełnie jak pani woźna w szkole... -Zostaw mnie w spokoju!- wycedziłam i lekkim truchtem pobiegłam przed siebie. Jednak po chwili mała mnie dogoniła i przebierając krótkimi nóżkami zrównała się ze mną. -Pokażę ci gdzie mieszkam, dobrze?- chwyciła moją za rękę, zmuszając mnie tym samym do zaprzestania biegu. –To zaraz tutaj za rogiem... Rzuciłam jej gniewne spojrzenie, mając nadzieję, że to ją nieco onieśmieli. Mimo to Laurka nadal ciągnęła moją rękę, prowadząc mnie do swojego domu, który chciała mi pokazać. Byłam już dostatecznie zmęczona. Miałam dość tego dziecka i sama nie widząc co robię, dałam za wygraną. Pozwoliłam małej Laurce aby zaprowadziła mnie do swojego domu. Rzeczywiście stał zaraz za rogiem. Był brudny, niepomalowany i pomazany wulgarnymi napisami. Frontowa ściana ukazywała setki nagich, czerwonych cegieł. Zaniedbany ogród był przepełniony chwastami, nie skoszoną trawą i dziecięcymi zabawkami, które, poprzewracane i poniszczone sprawiały wrażenie, jakby od kilku lat nikt ich nie ruszał. Drzwi wejściowe musiały mieć chyba z pięćdziesiąt lat. Na środku nich tkwiły dwie głębokie bruzdy wyorane gwoździem, lub czymś równie ostrym. Laurka sprawnie nacisnęła mosiężną klamkę i mocno popchnęła drzwi. Natychmiast uderzył mnie smród sfermentowanych jabłek i kocich sików. Starałam się oddychać ustami, ale nawet wtedy zaczynało mi się robić niedobrze. Kierowana zręczną rączką Laurki doszłam do kolejnych drzwi, które najwidoczniej prowadziły do jej mieszkania. Te nie były już tak okropnie zniszczone, ale też nosiły ślady długiej używalności. Razem z małą weszłam do środka. Tutaj już nie czułam żadnego smrodu. Zamiast tego z kuchni doleciał mnie zapach gotowanych ziemniaków i smażonej kapusty. Dopiero wtedy zadałam sobie pytanie: „Jak ja mogłam dać się zaprowadzić w takie miejsce?”. Na ścianach nie było tapet, a podłogę zdobiły stare, popękane kafelki. Zamiast lampy, nad moją głową wisiała jedna, migająca żarówka. Przeraziłam się nie na żarty. Jak można mieszkać w takim domu? -Mamusiu już wróciłam!- zawołała Laurka, zdejmując czapeczkę i opierając parasol o ścianę. -Zaraz dam ci obiad, rozbierz się!- usłyszałam kobiecy głos. Po…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Imperfspirit
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…