Lew
jak ktoś lubi drastyczne opisy ...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
- Jeszcze tylko jeden zastrzyk i gotowe – powiedział weterynarz do dyrektora zoo – za jakieś dwie godziny będzie miał ciężki okres .. no ale, jeśli ma żyć to musi trochę pocierpieć. - Rób pan to co uważa za stosowne. Gruba igła wbiła się w ciało zwierzęcia i cierpki płyn został wtłoczony do żył. - Wynośmy się stąd, szybko – powiedział weterynarz. Wyszli z klatki. Opiekun założył kłódkę i dodatkowe barierki. Stali we trójkę i patrzyli jak ogromny lew w klatce poruszył się. - Już się rusza – szepnął dyrektor. - To dopiero początek – odparł weterynarz – później zacznie się cyrk. I lepiej żeby was przy tym nie było. I mam nadzieję że to bydlę nie wpadnie w szał i nie rozpieprzy tej klatki. Bo jak ją rozpieprzy to wam wpieprzy połowę flamingów i pelikanów i może jeszcze jakąś zebrę hehe. - To solidna klatka – powiedział opiekun.
- To się może udać – pryszczaty wyrostek z włosami w stylu jaki obowiązuje u heavy - metalowców przekonywał dwie dziewczyny i chłopaka wyglądem przypominających jego samego że jego plan jest wart świeczki. - A co jak nas złapią? – zapytała dziewczyna. - Nie złapią – powiedział stanowczo tamten – a zresztą, czy to ważne? Te biedne zwierzęta siedzą tam i umierają. Wolność, to jest to. Napiszą o nas w gazetach że grupa zielonych uwolniła zwierzęta. I że to chwalebny czyn czy coś takiego Widział już oczami wyobraźni siebie i Agnieszkę (ona mu się bardziej podobała od Aśki) na pierwszej stronie tutejszego dziennika, jak trzymają się za ręce a obok nich siedzi pies czy jakieś inne zwierzę. A do tego kumple będą się inaczej do niego zwracać. Nie tak jak zawsze „Te .. Pikuś ...”. - No to kiedy? – zapytała Aśka. - Dziś wieczorem. Mam już plan.
- Mamusiuuuu – zapytała mała dziewczynka patrząc na drogę, drzewa, mijane domy i inne samochody – dlaczego do cioci jest tak daleko? - Już prawie dojeżdżamy kochanie – odpowiedziała kobieta w ciemnym okularach. W jej głosie słychać było znużenie po długiej podróży. Miała nadzieję że przed wieczorem będą na miejscu. Jej siostra Krysia z pewnością już na nich czeka.
Kłódka puściła przy pierwszym uderzeniu. Aż dziw brał że nikt nie pilnuje obiektu. Owszem były kamery, ale wyglądały raczej jak atrapy. Wojtek doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Pięcioro postaci weszło cicho przez bramę. Młodszy brat Wojtka – Paweł - poszedł wraz z nimi pod pretekstem opowiedzenia rodzicom o tym co słyszał przez drzwi pokoju. - To gdzie to jest? – zapytała drżącym głosem Agnieszka. - Tędy – szepnął Wojtek. Po kilku minutach byli na miejscu. Dziesięcioro kocich oczu patrzyło na nich żałośnie. - Biedne kotki – powiedział Paweł – co one robią w zoo? - Cicho – zganiła go Aśka – a gdzie są psy? - Tam – skinął ręką Wojtek. - To my idziemy do piesków – powiedziała Aśka – chodź Paweł. Podeszli do klatek. Usłyszeli cichutkie skomlenie. - Dlaczego one tak skomlą? – zaciekawił się – powinny raczej drzeć się w niebogłosy. - Nie mam pojęcia – szepnęła zdejmując barierkę. Nagle Paweł przykucnął pociągając ją za sobą. - Co robisz kretynie? - Ciii – przyłożył palec do ust – patrz. Popatrzyła w kierunku który wskazał i serce jej zamarło. - Jezu – powiedziała prawie szlochając. Na polanie przy tablicy informacyjnej stało wielkie zwierzę. Miało pochyloną głowę i pożerało jakieś mięso. W świetle latarni widać było że mięso przypomina resztki zebry czy innego dużego zwierzęcia. Martwy tułów z każdym kęsem zdawał się ubywać. - To lew – powiedział cicho Paweł – uciekajmy stąd. - A pieski? - Pieski kiedy indziej – podniósł się i z pochyloną głową zaczął zmierzać w stronę brata. Lew podniósł głowę i zauważył ruch przy klatkach. Zostawił mięso i skierował się w tamtą stronę. - Wojtek, Agnieszka – Paweł był bardzo wystraszony – gdzie jesteście? Spadamy. - A gdzie Aśka? - O kurwa – szepnął – idę po nią. A wy spieprzajcie stąd. Lew jest na wolności. Popatrzyli na niego z niedowierzaniem. W oddali dało się słychać krzyk. Tak rozdzierający jakby komuś urywano głowę. I jeszcze ten pomruk. Nie pytali o nic. Zaczęli uciekać do wyjścia. - Paweł! Nie idź tam!! – wrzasnęła Agnieszka. - Ale ona .. - Spieprzaj brachu!! – odezwał się pierwszy raz Arek. Paweł nie słuchał. Tam była Aśka Biegł chwilę i nagle zatrzymał się. To co zobaczył przechodziło jego najśmielsze oczekiwania. W paszczy lwa tkwił but Aśki. Zwierzę przez chwilę go miętosiło i upuściło na ziemię. - O Boże – szepnął. Nic więcej nie był w stanie powiedzieć. Lew spojrzał na niego i zaczął zmierzać ku niemu. A on nie mógł się ruszyć. Czuł się tak jakby mu nogi do ziemi wrosły. Teraz patrzyli sobie w oczy. Jedno dzikie spojrzenie myśliwego, drugie nienaturalnie spokojne oczy ofiary. Lew podszedł bliżej utrzymując kontakt wzrokowy. W pewnym momencie stanął na tylnych łapach a przednimi uderzył w Pawła. Ten przewrócił się od razu. Nie potrafił się podnieść. Leżał jak zahipnotyzowany. A teraz ostre pazury wbiły mu się w czoło. Krwawe bruzdy poczęły wyłaniać się najpierw na jego niedorosłej twarzy, później na szyi i klatce piersiowej. Zupełnie jakby ktoś w miniaturze orał pole. Wielkie kły zanurzyły się w szyi chłopca. I ten w ostatnim tchnieniu płuc wypowiedział jedno słowo : „Aśka”. Tymczasem lew zdążył już oderwać głowę od tułowia. Ciało przez chwilę drżało, potem przestało. Zanurzył pysk w rozerwanej piersi i odgryzł jedno żebro. Potem zjadł serce i jeszcze kilka innych wnętrzności. Resztę ciała pozostawił. Ruszył w kierunku bramy.
- Cioooociaaaa ! – krzyknęła mała dziewczynka. - Jak się masz Patrysiu ! – zawołała wysoka kobieta – a gdzie twoja mamusia ? - Tam – pokazała paluszkiem dziewczynka. Małżeństwo wysiadło z samochodu. Przywitali się z kobietą i zaczęli wnosić do domu walizki. - Piotrek! Gdzie jesteś? – zawołała dziewczynka. - Nie ma mnie – odpowiedział jej chłopięcy głos. Wkrótce rodzina zasiadła do kolacji. Siostry musiały…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Bartuss
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…