Lilly Rises
Lilly umiera w tajemniczych okolicznościach. W trakcie swego pogrzebu analizując własne życie oraz wszystkie przybyłe osoby, stara się ustalić kto jest odpowiedzialny za jej śmierć.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Lilly zamaszyście weszła do pokoju. Była spokojna. Niezwykle spokojna. Usiadła przy białomlecznym stoliku i zaczęła pisać. „Siedem głuchych cieni“. „ Siedem..“ ... Hmm... westchnęła, bez seensu. I co to ma w ogóle znaczyć?!- syknęła poirytowana. Zmięła kartkę i rzuciła nią o podłogę. Obok, w odległości kilku centymetrów leżał kolejny zwitek. Z nim następny i kilka kolejnych. To nie była pierwsza próba ukojenia rozdzierających ją emocji. Miała już za sobą co najmniej tuzin recept mających w magiczny sposób uwolnić ją od demonów. Nic z tego. Żaden szman nie byłby w stanie odwieść jej od tego co nieuniknione.
..............
Było potwornie gorąco. Na niebie ani jednej chmury. Tylko wielkie, palące słońce. Najgorszy dzień na przywdzianie czerni. A jednak. Cały orszak pogrzebowy ruszył w kierunku cmentarza. High Hopes Floydow w tle, skutecznie dobijało atmosferę. Właściwie, to taki miała zamiar. Dobić cały ten nibyzasmucony orszak. Patrzyłą na nich z góry i myślała jaka to hipokryzja. I po co oni właściwie tu przyszli. No dobra mogę zrozumieć, że przyszli. Ale żeby płakać, łkać, wyć?!? O zgrozo, ciotka Helen wyje.. Tak.. jak zwykle musi robić z siebie gwiazdę wieczoru. No okej. Ale kogo tu mamy. Od przodu- rodzice i Mark. Mama jak zawsze- odwalona: spódnica ołwkowa świetnie podkreśla jej figurę. Czarna bluzka, kapelusz i okulary. Okulary! Nno nie, wzięła moje ukochane Ray-Bany! No tak, zawsze brała moje rzeczy bez pytania- nigdy nie było-córeczko mogę sobie pożyczyć Twoją apaszkę? Tylko- ooo Twoja czerwona apaszka będzie mi świetnie pasować, przynieś mi ją natychmiast! I ojciec..Kochałąm go bardzo, byłam nawet córeczką tatusia, ale do czasu. Później pojawiła się Annie, długonoga i z cyckiem C. On poszedł w ten deseń, mama w deseń młodeko Javiera, ale proszę- idą razem w pierwszym rzędzie, podparci. Jak słodko.. Ciekawe kiedy po raz ostani w ogóle stali obok siebie tak blisko? Chyba wtedy kiedy matka znalaza nieswoje stringi w sypialni i walnęła ojca w pysk-o tak, to była pieszczota! Żal jest mi chyba tylko Marky’ego. Biedaczek ma dopiero 14 lat. Echh Boże… trzymaj
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil wildfrog
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…