Wróć do katalogu

Lodówka

Chłodne piwo, gorące dziewczyny i zmrożona lodówka. Historia której i tak nie zrozumiesz.

Koqiu, opublikowano , 18 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Bywa tak, ze siedząc w wannie lubię podrapać się kolanem w głowę. Siedząc na burcie wolałem jednak nie próbować tak niepięknych wygibasów. Dzień był piękny, mewy królowały na nieboskłonie ukazując piękno ich gatunku. My w tym czasie poznawaliśmy kolejne zakamarki linii brzegowej morza. Czerpaliśmy z wakacji wszelako, dwa tygodnie to stanowczo za mało by wyszaleć się za cały rok. Dnia pewnego, gdy morskie fale były stosunkowe niskie, a pogoda zapowiadała się upalna, wybraliśmy się nieco dalej nasza czteroosobowa łodzią. Łódź to może za wielkie słowo, powiedzmy łódka z silniczkiem. Zakaz picia alkoholu na pełnym morzu był przez nas z oczywistych względów tolerowany na poziomie zerowym. Pamiętaliśmy, ze woda i alkohol nie współgrają, ale czy piwo to alkohol? Zwłaszcza pite jedynie dla relaksu i ukojenia duszy? Każdy sam może o tym pomyśleć. My jednakowoż uznawaliśmy je jedynie jako dodatek zwieńczający wypoczynek wakacyjny. Bo czy jest coś lepszego niż wypoczynek nad woda? No proszę Was, a wypoczynek bez piwa? Sami rozumiecie. Zresztą ja nie o tym. Wypłynęłyśmy w dal, w bezkres morza szukając kojącej bryzy. Wtedy właśnie Jarek siedząc na skraju naszego galeonu poczuł cudownie orzeźwiające uczucie. -Oo taaak.- zamruczał. - chwilo trwaj. -Co Ci?- spytała Aga. Musicie wiedzieć, ze Agnieszka to nie tylko wredna jedzą pałający nieskrywana odraza do Jarka, lecz także miłość mojego życia. W głębi duszy bardzo sie lubią, lecz jak to mówi przysłowie, “kto się lubi ten się czubi”. - Znów ryba Cie musnęła i stawiasz żagle? -Zimny, cudowny prąd. - zignorował Agnieszkę. -Dobrze, ze chociaż z nim Ci dobrze. - westchnęła rozłożona na dziobie Jola, w nawiasie mówiąc wybranka Jarka. -No daj już spokój. On - wskazał mnie broda- mnie podpuścił. - Dlatego tak gapiłeś się na jej cycki? Poza tym winny się tłumaczy. - Ok już nic nie mówię. - zawyrokował Jarek. Nastała niezręczna cisza. Ja podśmiechiwałem się w głębi siebie, Jarek kręcił ze zdenerwowaniem głowa, a dziewczyny patrzyły z nietęgimi minami w dal. Uraczyłem się już lekko zagrzanym ale wciąż urzekającym swą barwa smaku napojem bogów. Szkoda mi było Jarka, ta odrobina szczęścia dana mu przez naturę, tak nagle znikła w kaprysach Joli. Ciszę przerwała jednak Ona, bestia z otchłani piekieł, niszczycielska światów, pożeracz dusz i wysłannik diabła w jednym, a dokładniej: kobieta zła, kobieta ofukana, kobieta której żaden facet nie wie co tak naprawdę ma na myśli. Jola. -i co? Fajne miała? Lepsze od moich?- piorun z jasnego nieba strzeli w nasza łajbę, a dokładnie w Jarka. Nie wytrzymałem, śmiech mój poniósł się po falach. - Bożee daj mi siły, a Ty się nie śmiej bo to wszystko przez Ciebie. - zwrócił się do mnie. - tak tak, ja kazałem Ci udawać ze po tej lasce chodzi pająk. - Aa nieważne. - wstał, podszedł do Joli i przytulił się do niej. - Kochanie, nie denerwuj się już.. Reszta monologu Jarka przeistoczyła się w niesłyszalny dla mnie szept. Agnieszka pochyliła się przy burcie i zamoczyła rękę w wodzie. -Rzeczywiście, woda strasznie zimna.- mimo gorąca zauważyłem, ze oblazły ja gęsia skorka. - A to co? - wskazałem niewielka zatoczkę. Przy brzegu znajdowały się niewielkie zabudowania, kilka pomostów i rur, moja uwagę przykuły jednak białe plamy pływające w wodzie. - martwe delfiny? - spytał Jarek, widocznie już pogodzony z Jola, bo ta wampirzyca uczepiła się jego szyi. - W Bałtyku? - Nie wiem, nie znam się. Uchodźcy może. Podpłynęliśmy do najbliższego dziwu. -Lód ? Lodowiec?- spytała Agnieszka. -W Bałtyku? - A Ty co zaciąłeś się? - spytał mnie Jarek, przemilczanej to. Podpłynęliśmy pod sam dziw, zbadaliśmy go uważnie i uznaliśmy ze rzeczywiście to lodowiec. Co prawda niewielki, bo troszkę mniejszy od naszej Łodzi ale lodowiec. W pierwszej chwili postanowiliśmy go wykorzystać jako lodówkę. Ułożyliśmy sprytnie na nim piwa i przykryliśmy ręcznikiem. Jednak zaniepokoiły nasz zabudowania na brzegu i postanowiliśmy się ulotnić z miejsca zdarzeń. Chwile zastanawialiśmy się co tu robią te wszystkie lodowce, ale nic sensownego nie wymyśliliśmy. -Bierzemy go ze sobą. - postanowił Jarek. -Ty już całkiem zgłupiałeś? Po co nam ta skala lodowa? I jak niby chcesz go zabrać?- spytała oburzona moja miłość, wiedźma Aga. -Kotwica, mówi Ci to coś? Zaciągniemy go ze sobą. Będziemy mieć wilka przenośna lodówkę. -To nie jest kradzież?- spytała tym razem grzecznie i przymilnie Jola. -Kradzież lodowca? A kto ma lodowiec na własność, to jest dobro wspólne. -Poleciałeś.- podsumowałem. -Fakt poleciałem - zaśmiał się, mimowolnie cytując klasyk. -Ok, bierz kotwice i rzucaj w niego. Ruszyliśmy powoli, mimo to czuć było szarpnięcie gdy lina się naprężyła. Silniczek dał sobie radę, cięliśmy fale znacznie wolniej niż wcześniej, ale piwo, jak by to powiedział Robert Górski, “jak by mi Pan Jezusek gola stopka po gardełku przeszedł.” Choć w tym przypadku i po gardełku i po podniebieniu, i ostatecznie chłodny płyn rozlał się po żołądku trafiając w każdy zakamarek ciała. Kontemplując cudowny gorzki smak nie zauważyłem, ze dotarliśmy na powrót do naszej zatoczki. Zaparkowaliśmy Łódź przy molo i wypakowaliśmy klamoty. -Szkoda mi Heńka.- westchnął smutno Jarek. -Kogo? - spytałem. -Tak nazywa nasza przenośna gore lodowa. - odparła wesoło Jola. -Aha, faktycznie trochę się skurczyła, cieplejsza woda jej nie służy. - spojrzałem na wyraźnie mniejsza kostkę lodu. Zauważyłem tez w niej jakby ciemniejszy element gdzieś głęboko w środku, zignorowałem go jednak i szybko o nim zapomniałem. Dzień zmierzał ku końcowi, zrobiliśmy na grillu obfita obiado-kolacje i napełniłoby nią swoje brzuchy. Ten dzień przeznaczony był na leniuchowanie, plan postanowiliśmy spełnić, wiec właściwie do rana nic godnego opisania się nie działo. Nazajutrz połowa naszej czteroosobowej drużyny ruszyła na podbój morza. Dokładniej rzecz ujmując dziewczyny wstały rano pobiegać, a później schłodzić rozgrzane ciała w morskiej głębinie. My nie marnując czasu na tak błahą przyjemności wygrzebaliśmy z kata skrzynkę piwa i tak żeby czasem się nie przedźwigać, chwyciliśmy ja we dwóch i ruszyliśmy w stronę morskiej lodówki. -Stary zobaczysz zrobię taka wołowinkę, ze jeszcze Twoje przyszłe dzieci będą o niej marzyć. -Przechwala się Jarek- wołowinka ponacinana w kratkę i natarta cebulka. Zobaczysz, ze będziesz krzyczał, jeszcze jeszcze! Az sąsiedzi usłyszą. -Haha, masz wyobraźnie ziom. Ale oby tak było, coś musi zabić w końcu smak wczorajszej pizzy.- skrzywiłem się z niesmakiem, na myśl o śniadaniu z dnia poprzedniego. - Po wakacjach będziesz ja wspominał z uśmiechem na twarzy. - Tylko jak przypomnę sobie Twoje problemy gastryczne po niej.- szczerze się zaśmiałem i poklepałem kumpla po klacie wolna ręka. Jarek nagle stanął z mina przypominająca grymas niedowierzania i strachu w jednym. Odwróciłem głowę w tym samym kierunku i zastygłej w milczeniu. Położyliśmy skrzynkę i bez słowa pobiegliśmy w stronę brzegu. Na piasku leżały zwłoki czegoś co postura może i przypominało człowieka, ale ciemna skóra pokryta drobnymi matowymi łuskami wyraźnie wskazywała na to, że Nie mamy do czynienia z człowiekiem. -Co to jest do cholery?-wyszeptałem tak jakby głośniejsze słowa mogły rozbudzić martwa istotę. - Wygląda jak by wyszło z morza. - jakby wyszło z naszej lodówki- dodałem i rozglądając się po brzegu nie dostrzegłem lodowca, ani nawet jego resztek. - Co z nim robimy?- spytałem. - Czekaj zrobię zdjęcie.- zaproponował juz mniej poddenerwowany Jarek i pobiegł do domku. Zostałem sam z dziwem na piasku. Przyjrzałem mu się teraz trochę uważniej. Miał bujna czarna grzywę i jakby poszarpane ubranie, dziwne, jakby skóra poprzeplatane z materiałem. Jego twarz spoczywała nosem wbitym w piach, wiec najciekawszy element pozostawał w ukryciu. Nie zamierzałem bestii dotykać, wiec podeszłe, do mola i wziąłem bosak. Leżał w takim jakby koszu na łopaty, grabie i inne duperszweje. Jarek długo nie wracał zabrałem się zatem sam do odkrycia twarzy naszego gościa. Nie chcąc uszkodzić głowy tego czegoś, wbiłem bosak w piasek pod klatka piersiowa, dopchałem głębiej i metoda dźwigni przerzuciłem ciało na plecy. Cały misterny wyczyn zniszczyły włosy delikwenta, które równomiernie zasłoniły cała twarz. Już podniosłem bosak by rozstąpią je niczym Mojżesz, jednak coś przykuło moja uwagę. Jedna mała niepoprawność. Zwłoki, jako ciało martwe, byt już nieożywiony i niemający prawa do periodycznych mechanizmów życiowych, oddychał! Właśnie tak, jego klatka piersiowa latała w te i we wte, jak jojo. Co za chora i niemożliwa sytuacja. Zamarłem z tym patykiem, jak kretyn nie wiedząc co robić dalej. Najpierw zaczął się krztusić, później podniósł się do siadu by następnie wstać. Jego ruchy były nagle, zrywie i szybkie. Popatrzył mi się w twarz. Wielkie czarne oczy w których nie widać było nic poza pustka, jednak nie to było najstraszniejsze. Jego szczeka wypełniona była kilkudziesięcioma ostrymi zębami pokrytymi kamieniem i jakimś śluzem. Nie ruszyłem się nawet, stałem i wpatrywałem się w niego z otwartymi ustami. On jednak,…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych