Łoże
To miała być komedia, a co wyszło... miejscem akcji jest łóżko więc o czym to może być?
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
(on i ona. On, młody człowiek, brunet. Ona, atrakcyjna blondynka. Na środku sceny jedyny stały rekwizyt (najważniejszy) łóżko w starym stylu z secesyjnymi, metalowymi oparciami. Łóżko musi być pościelone białą pościelą. Aktorzy, znacznie rozebrani, przepasani białymi prześcieradłami, czymś w rodzaju chlamid, lecz nie ograniczającej ruchu.)
Akt I (Ona leży na łóżku z dłońmi pod brodą. On siedzi na niej, tuli się do jej pleców.)
Scena 1 On Raz, dwa, trzy... cicho liczę... Ona Co liczysz? On Żebra moja miła. Wszystko zaczyna się zawsze od żebra. No ile ty ich masz. Ona No po co ci to wiedzieć? On Muszę ci wystawić rachunek, za to moje jedno żebro. Teraz mnie tak boli. Ona Rachunek proszę słać tam w górę. On Tam w górę. Hej... Tam na górze! Jest tam kto! Dałeś mi ją, no i co? Co ja mam z nią zrobić, powiedz? Jak mamy to robić. He, jesteś. Wstydzisz się? Ja nie wiem. Po co mi ona? Do zabawy. Dla próby. Dobrze się tylko sprawuje jako ciepło w zimie. No i co więcej mam z tym zrobić. Ona Nie narzekaj! On Oddałbyś mi panie, to jedno żebro, dobrze... Ona Samolub... On Obraziła się? Panie, ten twój prezent grymasi. Chciałbym złożyć reklamacje. Ona Nie możesz. Każdy ma taką kobietę na jaką zasłużył. On Merdre! Ona Przestań. To RAJ.
Scena 2 On Co tam masz? Czego szukasz? Ona Zaraz coś mi uciekło. Cha, mam! On Jabłko? Ona Jabłko. Smaczne, miłe i sssoczyste. On Panie, kusi. Ona Masz taką, na jaką zasłużyłeś. Weź. (smakuje) Rozpływa się w ustach. Soki wypuszcza. Czujesz. Jest miękkie i rajskie. Wiesz co ci da. On Wiem. Poznanie dobrego i złego. Ona Wiesz, jak wspaniale jest znać prawdę. Spojrzeć na mnie swymi prawdziwymi oczami. On Prawdziwie, poznać ciebie. Ona Tak, mnie całą. Zjedz. Spróbuj. A przejrzysz. (On bierze i zjada.) On A!!! Matko, ty tak wyglądasz!!! (wstaje przerażony, jabłko toczy się po scenie.)
Scena 3 (Leżą oboje, spleceni. On plącze się w jej blond włosy) On Izoldo złotowłosa, dałabyś mi obciąć sobie włosy. Ona Nigdy! On Plącze się w nie, do jasnej cholery. Razu pewnego ptaki się w nich zalęgną. Ona A gdy przyjdzie czas, by mnie ukochany znalazł. On Raczej się już z twoich włosów nie wyplącze. Biedaczysko, w stalowej, ciężkie zbroi. Ona Śmiejesz się... On Bo sam się nie potrafię wyrwać. Ona Zasłużyłeś na taką damę swego serca. Oto moja chusta. (wyjmuje papierową chusteczkę) On Raczę tylko w nią opróżniać swój nochal. Ona Będę zaszczycona. On I kto śmie mówić, żeś nie jest najpiękniejszą. Ona Temu wydłubiesz oczy, wytniesz język a jego obcięte uszy przyślesz mi z pola bitwy. Będę je nosiła jako amulet. On Tak jak ślepą kiszkę św. Izydora. Ona MÓJ miły hajda na potwora. (rzuca się na niego i baraszkują w pościeli. Nagle on wyciąga głowę. Słychać dzwony.) On Na Anioł Pański biją dzwony... Ona (spod kołdry, poważnie) Niech będzie Panna pozdrowiona. Niech będzie Chrystus pozdrowiony. On Umarł król. Ona(wynurzając się z pościeli) Niech żyje nowy władca. Będzie jadło i napitek. Będą się łajdaczyć ulicami, książęta z panami, opaci z chamami. Wszyscy, wszyscy już pijani. On A gdy przenajświętsza brać szlachecka stanie, spojrzy na nie. Z głodu umierają siostry... Ona Bogobojnie się oddają jałmużnie. On Jak? Ona No różnie... Często pokazując wdzięki. On Komu? Ona Nie wiem. On Bogu dzięki. (znów słychać dzwony) Ona Zachowuj się mój wasalu... On Ach ma damo, nie tak ostro. Cóż ja zrobię jeśli smoka zabić trzeba. Wiem! Ja wyślę ciebie w zbroi, chętnie byś zabiła gada – samym swoim – gada, gada... Ona Ja gaduła! On Gada, gada, gada, gada! Ona Hańba! (wyskakuje z łóżka i wyjmuje spod niego katowski miecz) On Naga!!! Klinga. Ona Giń szatanie. On Baba mi sporządza lanie. (ucieka śmiejąc się ogromnie)
Scena 4 Ona (sama, pozorując modlitwę) Czemuż mnie Panie pokarał takim rycerzykiem. Jego klinga – naga, mała – ot, to rycerzyka chwała. Jeden trup w tysięcznej bitwie, jeden dzik w ogromnej puszczy, jeden uśmiech od króla i jeden (rumieni się) pocałunek. Tylko tyle! Ani nóżki, ni bioderka, tylko pocałunek... Dobry mi to rycerzyk z mieczykiem co na wojnę tylko dyma. A ja czekam... Nudzę się. Więdnę. Czekam. Daj mi Boże Wilhelma, Cezara, a nie tego tam – bęcwała. Scena 5 ( ona wchodzi pod łóżko, z całym majdanem co jest na nim.) Ona Kto tu wchodzi, niech porzuci wszelką nadzieję! On (wraca i pada na łóżko, chowa ręce pod kołdrę i coś robi.) Ona(wygrzebując się spod łóżka) Francesko co ty robisz z rękami pod kołdrą? To nieładnie! On Piszę sonet. Ona Dla mnie. On Kobieto, kim ty jesteś w porównaniu z moją Laurą. Mgnieniem tylko. Ona To te mgnienie, prasuje ci koszule, pierze i wyciera buźkę po śniadaniu, a ty dla niego nic nie zrobisz? On Później. Tworzę. Ona Ażeby cię czeluści pochłonęły i aby cię wszystkie kręgi ogarnęły. On Nie kracz kobieto. Zaraz, zaraz... „Jeśli to nie miłość...” Ona To na pewno cierpienie piekielnych mąk. On Dobre, dobre. „Jeśli rzecz dobra – to skąd gorycz czuję.” Ona Przepraszam, za dużo przypraw było w zupie. On Cicho! „- to skąd gorycz czuję. Gdy zła (patrzy na nią) skąd słodycz cierpienia każdego.” Ona Pięknie Francescko. Ale zamiast pisać bzdury, zajął byś się mną. (podsuwa m u głowę pod rękę. On wplata swe palce w jej włosy, lecz nadal pisze.) On „...Żeglarz, ciśnięty złym wodom dla żeru, W burzy znalazłem się podarłszy żagle, Na pełnym morzu, samotny, bez steru...” Ona Bo ciebie żądza i rozkosz rozpiera. On Jaka żądza kobieto, ja tworzę wiersz nie jarmarczną plotkę. Ona A co tobą miota, nocami. On Wspomnienie. Ona Mnie wspominasz? On „Błogosławiony niechaj ów dzień będzie, Czas, miejsce, chwila, miesiąc i rok cały, Gdy mnie poraził na zawsze i wszędzie Blask dwojga oczu, które mnie spętały.” Ona Widok jej ciała... On Duszy. Duszy, którą widać przez zwierciadło oczu. Ona Dziwak. (wychodzi spod łóżka i siada na jego rogu. On chce napisać coś na jej ramieniu, przymierza się, lecz nagle rozrzuca kartki i idzie na stronę.)
Scena 6 Ona Kolacja? On Tak. Oto niosę. Ona Drób. On Niestety, jedyna rzecz jaka mi została. (kładzie tacę przed nią na łóżku, na tacy może nic nie być, poprawi to estetykę) Ona Ale cóż tu robi ta mała kostka. To nie ptaszek. On To myszka. Kolacja tego ptaszka. Jeśli pani rozgrzebała mu trzewia, to i jego pożywienie pani je. Krzywi się pani. To... to chyba jest królik, a tu... no niestety strawione. Ona Smaczne. On Trochę krwawe, ale co to dla nas, błękitno-krwistych. Smacznego. Ona Pan nie je. On Mam jednego ptaszka. Smacznego. Ona Ohydne, ptaszysko. Gdzie pański ptak. On Sokół? W spoczynku. Ona Gdzie. On W pani żołądku. I tak się stał mit rzeczywistością. Kobieta pożarła wszelką ziemską szlachetność, a teraz pyta o nią. Ona Pan żartuje. (kładzie tacę pod łóżko) Nie. Żart się panu stępił.
On Niech się nie dziwi kobieta. Królowa... Czas, już czas. Spełnić prawo „ius primae noctis”! Ona Nie bądź przestarzały, zaciemniały. Odrodź się, człowiecze. Nie ma praw pierwszej nocy... jest wszystko co ludzkie, nie to co zwierzęce. On Ale czy anatomowie nie pojęli, że człowiek to zwierze. Ja lis, a ty owieczka... raczek. (siada przy niej i stąpa palcami po jej udzie. Raz do przodu, dwa razy do tyłu.) Ona Wszystko fraszka... Cha. Wszystko błahostka... Cha. Rzucasz wszystkie uprzedzenia. On Do ciebie na pewno. Do mojej miłej, co woli bogaczy, niż nędzników. Co chce by jej kadzono. Ona Mnie! On Nie moja żono. Woli zabaweczki, bibeloty, pieszczoty, niż duchowe uciechy. Ona Kto? Kobiety. On Nie... Ale najbardziej lubią czyjeś tragedie a własne zwycięstwa. Wtedy jak paw chadzają po dziedzińcu. Plotki, ploteczki, informacje i bzdury. A najbardziej chcą być kłamane. Ona O mnie mówisz. On Nie mój raczku. (szczypie ją) A nie mówiłem.
Akt II (to samo łóżko, na tylne oparcie zarzucone prześcieradło. Za łóżkiem przestrzeń zaciemniona. Rozpoczyna się gra świateł, niebieskie, brunatne, szare, purpurowe światło przenikając oświetlają łóżko. Na nim ona leży na brzuchu, trzymając dłonie pod brodą. Na niej siedzi on z husarskimi skrzydłami na plecach i hełmem na głowie. Rozgląda się dookoła, a ona niemrawo spogląda wprost na widownie.)
Scena 1 Ona Gdzie jedziesz? On Przede mną szeroki pola Ukrainy i przeklęta Moskali siła czeka na moje przybycie. Ja obywatel, świętej wolności obrońca szlacheckiej.
Ona Niewieściej...? On Szlacheckiej, babo głupia. Ona A cha. Biedna ta, która wysyła męża w bój. Straszne, że piękni jadą skrzyżować oręż i pozarzynać się nawzajem. Co jej po mężu bez ręki. O nieszczęsna.. jakże palący chłód ją musi ogarniać. On Nie narzekaj. Ona Złaś ze mnie ohydny kozi synu. On A to niespodzianka miła. Moja kobieta stała się zdradziecka. Trudno dziś znaleźć stateczną. Ona Stateczną, stateczną, a gdy wy na wojnie... Natura nie sługa. On Więc i naturze wypowiedzieć wojnę. Ona Wieczną... celibat? On Wojnę, co toczy każdy, a trup się ściele gęsto. A każdy umiera raniony. Ona Hej trupie? On Mnie wołasz. Ona Zbladłeś. Czyżbyś raniony, zimny, nie czujący. On Nic prócz jednej śmierci. Ona Czyżbyś nie był rozpalony, mdlący On Wyłącznie od trucizny wiecznej. Ona Czyżbyś rozsypał się w proch ostateczny. On Nie... bom... Ona Upił się człowieczyna i wyczynia! On Bom, zakochany, muszę cierpieć. Ona A cierp, schlany miodem cara Rosji. Smakowało jak usta. On Jak oczy. Oczy to nie oczy, lecz... usta to nie usta, lecz... Dotyk to nie dotyk, lecz... Ona Klaps to nie klaps, lecz... ocucenie żołdaka spitego (bije go) On To rozkosz, księżyc, pochodnia, słońce, bogi etc., etc. Daj w pupę raz jeszcze! Ona Chory, głodny, upity, ale romantyczny. (daje mu klaps, za klapsem.) On Nie tyle Puszcza Niepołomska zwierza, (klaps) Nie tyle ordy janczarskie żołnierza, (klaps) Nie tyle pszczółek ukraińskie ule, (klaps) Nie tyle włoskich kortegian gondule, (klaps) Nie tyle babskich strzał krymskie sajdaki, (klaps) Nie tyle gwoździ indyjskie karaki, (klaps) Nie tyle wrzecion brabanckie kądziele, (klaps) Nie tyle kółek młyn, co jedwab miele, (klaps) Nie tyle śledzi od północy morze, (klaps) Nie tyle różnych barw tęcza i zorze, (klaps) Nie tyle Loret toczony pacierzy, (klaps) Nie tyle Wiedeń sieci i obierzy, (klaps) Nie tyle gdański port łasztów tatarski, (klaps) Nie tyle książek frankfortskie jarmarki, (klaps) Nie tyle wiosna kwiatków, (klaps)…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil tomarz
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…