Wróć do katalogu

LUDZIE NIE SĄ TACY ŹLI

tragedia małej dziewczynki

agurycka, opublikowano , 9 min czytania, 2,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Ludzie nie są tacy źli.

Dawno temu, kiedy nasz kraj nie był jeszcze tak zdemoralizowany, w Borneo tuż nad brzegiem Oceanu Indyjskiego, mieszkało dwoje ludzi. Byli to moi rodzice- Samanta i Jim. Bardzo się kochali i żyli w zgodzie. Owocem ich miłości jestem ja, Nicole. Nasz dom znajdował się na niewielkim wzniesieniu, otoczony był niedużym laskiem. Ogromne, wiekowe drzewa chroniły nasz domek przed wiatrem i turystami. Posiadłość była dość duża. Wykonana z grubych drewnianych bali, dach pokrywała dachówka. Wnętrza były schludne, gustownie urządzone i bardzo zadbane. Pomieszczenia były przestronne. Mama zawsze dbała, aby nie nagromadziło się w nich zbyt dużo niepotrzebnych sprzętów. A w całym domu pachniało wanilią. Najbardziej podobał mi się pokój, który rodzice przygotowali specjalnie dla mnie. Miał błękitne ściany, miękki dywan, po którym zawsze biegałam boso niczym po trawie. Meble miały odcień kawy z mlekiem. Nawet zasłona w oknie była w kolorowe misie. Uwielbiałam się tam bawić. Pokój był również moim schronem, kiedy narozrabiałam. Ogród był również zadbany. Wszędzie kwitły różnokolorowe kwiaty. Krzewy kształtem przypominały figury geometryczne, co sprawiało, że czułam się w nim jak w Wyśnionym Ogrodzie. Natomiast pomiędzy kamieniami cicho szemrał strumyk przepływający przez naszą posesję. Praca w ogrodzie to pasja mamy. Ona to po prostu uwielbiała. Bardzo lubiłam, kiedy rozkładała koc na zielonej, pachnącej trawie i czytała mi bajki. Przeważnie wtedy usypiałam rozmarzona wśród kwiatów, śpiewu ptaków, otulona promieniami indonezyjskiego słońca. Wiedliśmy tam spokojne życie na łonie natury. Nie opływaliśmy w żadne luksusy, lecz byliśmy bogaci. Bo mieliśmy siebie nawzajem i miłość. Do szczęścia nie brakowało nam niczego. Mama nie pracowała, choć z zawodu była aktorką. Kiedy mnie urodziła wolała zostać w domu i poświęcić się mojemu wychowaniu. Mama miała piękne, czarne włosy, śniadą cerę i ciemne oczy. Swoją nienaganną figurą przewyższała niejedną modelkę. Bardzo lubiła pielęgnować ogród. Kiedy miała wolną chwilę, bo akurat spałam siadała na leżaku i pisała wiersze. Tata był adwokatem i pracował w sądzie. Był wysoki i dobrze zbudowany. Był również bardzo silny. Utrzymywał całą rodzinę. Tak naprawdę to on zadecydował, że mama zostanie ze mną w domu. Nawet nie chciał słyszeć o opiekunce. Dla nas był w stanie zrobić wszystko. Jednak ta sielanka nie trwała zbyt długo. Miałam może pięć lat. Spałam sobie smacznie w kojcu na werandzie, kiedy nagle poczułam mocne szarpnięcie. Leniwie otworzyłam oczy i zobaczyła, że mama trzyma mnie w ramionach i biegnie dokądś. Zapytałam jeszcze troszkę sepleniąc: -Mamusiu, co się stało? -Nie bój się córeczko. Nic nam nie będzie, tylko teraz musimy uciekać. -Ale, dlaczego? Czy ktoś nas goni?- Zapytałam nic nie rozumiejąc i nie czekając na odpowiedź zasnęłam, ponieważ byłam strasznym śpiochem. Kiedy się obudziłam byłam w pokoju mojej babci Andrei, która mieszkała w samym centrum wyspy. Nie rozumiałam, co się dzieje. Dlaczego tu jesteśmy? Cichutko wyszłam z pokoju i udałam się do kuchni, skąd dochodziły niespokojne głosy. Zobaczyłam mamę z babcią. Siedziały przy stole i mama chyba płakała. Nagle w radiu, które cicho grało w tle ogłoszono, że całe południowe Borneo zostało zalane przez potężną falę. Że prawie nikt, kto tam został, nie przeżył. Ponad 300 osób zostało uznane za zaginione. Wszystkie domy zostały zmiecione z powierzchni ziemi. Całe wybrzeże przypominało pobojowisko. I wtedy zrozumiałam, co się stało, mimo moich pięciu lat. Kiedy zagrożenie minęło i pojechaliśmy sprawdzić co zostało z naszego domu, zastaliśmy tam stertę gruzu i nic więcej. W oczach mamy widziałam przerażenie. Nie wiedziałam, co się teraz z nami stanie. Bałam się, ale rodzice zapewniali, że wszystko będzie dobrze. Wierzyłam im, lecz nie długo. Okazało się, że nie dostaną odszkodowania, ponieważ ucierpiało tak wiele rodzin, że państwa nie stać na wypłacanie tak dużych pieniędzy. Wtedy rodzice się poddali. Nie mieli pieniędzy na odbudowę domu. Nawet na kupno czegoś mniejszego. Zostaliśmy bez środków do życia. Rodzice zaczęli pić. Przepijali ostatnie pieniądze. Często chodziłam głodna. Moje ubrania dawno się zniszczyły, a buty tak uwierały w paluszki, że wolałam biegać boso. Moi rodzice staczali się na dno, a mną, pięcioletnim dzieckiem nikt się nie przejmował. Czasami dostałam kawałek chleba lub jakiś owoc od pani z sąsiedztwa. Ale to nie…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych