Lustro, wino i czterech wariatów (rozdział 2)
Cały rodział 2 (fragmenty 4+5+6)
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Na zewnątrz słychać było pracujące odgarniarki, które uwalniały od śniegu sparaliżowane ulice. Zima tego roku dała wszystkim "popalić" - między innymi drogowcom, którzy oczywiście jak zwykle na atak zimy (w zimie) nie byli przygotowani. Chyba nigdy nie byli, bo już centymetr śniegu na nawierzchni powodował paraliż całego miasta... Tragikomiczne było wysłuchiwanie takich komentarzy w radio i TV: "zima zaskoczyła drogowców"... Tymczasem studenci płacili cenę za nocne pijaństwo. Kac łupał w czaszki niczym kowalski młot: "Hej! Tu jestem! Potłukę sobie jeszcze trochę w twój mózg, co? Tak ze dwie, albo cztery godziny? Nie masz nic naprzeciw? Trzeba było pić? Hehehe"... Piotr rozkleił powieki niczym zardzewiałe zamki błyskawiczne. Jego przełyk przypominał kanalizację zatkaną przez brudną skarpetę. Żołądek wydawał się niezdecydowany - czy jest spragniony, czy też odwrotnie: zainicjuje eksplozję strumienia... Jakoś udało dobrnąć mu się do łazienki. W wannie spał Janusz, widocznie niewygodnie mu było na krześle, a nie chciał ryć się do łóżka spychając z niego dziewczyny. Swoją drogą, Marcin spał sobie beztrosko na podłodze, twarzą kilkanaście centymetrów od glanów Janusza... Zaraz, zaraz. Gdzie jest Alojzy? Która godzina? Piąta rano a jego nie ma? Bez jaj, coś tu nie grało. O tej porze, w tą pogodę, w tym stanie - poszedł sobie na spacer?
Przed Alojzym tymczasem cztery białe myszy padły na kolana i zapiszczały: - Witaj władco! Jakeśmy szczęśliwi, iż doczekaliśmy czasów wypełnienia przepowiedni! Gdzież twoi kompani, którzy uwolnią naszą krainę od zła?
Alojzy starał się zachować spokój. To się nie dzieje naprawdę. To mi się śni. Zaraz, zaraz, niemożliwe. Kac mi się śni? Ten pulsujący ból jest zbyt realny. Trzeźwieję, więc nie jestem na tyle pijany, by widzieć białe myszki. Zresztą jestem młody, piję rzadko, nie mogę mieć derilium! Nigdy nie miałem! Jasny gwint. O co tu chodzi? Jeden semestr na psychologii to chyba za mało by zwariować? Nie zwariowałem, bez jaj. Ale... widzę gadające białe myszki!
- Jam jest Piipppip, panie mój - ciągnął gryzoń - a oto Pipiiip, Pii, oraz Skrrrob. Do usług. Alojzy mrużył oczy. Ten upał i to słońce potęgowały jego cierpienia. To sen... Nie, niemożliwe. Paw wzbierający w jego trzewiach upewnił go, iż to nie jest sen. Z trudem przełknął ślinę, opanowując skurcze żołądka. - Gdzie ja jestem... heeep? Piipppip popatrzył po towarzyszach, po czym odrzekł: - Jakże to: gdzie, mój panie? W twym królestwie - Rorrim - zawahał się nad zawiłościami etykiety, po czym dodał: - heeep. Nagle konwersację przerwał dźwięk fanfar. Myszy błyskawicznie rozbiegły się przerażone piszcząc: - Elfy! Z lasu na polanę wjechał osobliwy orszak. Na osiodłanych salamandrach wielkości koni siedziały człekopodobne istoty. Alojzy rzekłby nawet, iż to ludzie, tylko niesamowicie wysocy, szczupli i piękni. Odziani w szaty rodem z średniowiecznej bajki: aksamity, jedwabie, klejnoty... W karecie siedziała zaś kobieta, która sprawiła, iż Alojzy zapomniał o wszystkim. Co tam modelki, gwiazdy! Ropuchy po zderzeniu z tirem w porównaniu z nią...
Piipppip patrzył przerażony, jak Alojzy rozmawia z Lodową Królową (bo ona to była we własnej osobie), po czym wsiada do karety i odjeżdża razem z nią. - To niemożliwe - piszczał Piipppip - to niemożliwe!... ale... przepowiednia... To wszystko nie tak!
Piipppip zamyślony podrapał się po sierści za uchem i pokręcił nerwowo ogonem. - To nie może się tak skończyć! - pisnął do pozostałych Myszonów - Nie możemy tego tak zostawić. - Co chcesz zrobić? - spytał Pii - z Lodowego Zamku nikomu jeszcze nie udało się wydostać! - Przecież on nie spadł z nieba. Tu gdzieś musi być brama. Pomóżcie mi szukać. -Racja! - podniecił się Skrrrob - oczywiście że tak! Trzeba przeczesać okolicę! Myszony zaczęły przyglądać się miejscu w którym pojawił się Alojzy. -Patrzcie! - pisnął Piipppip - te młode brzozy oplecione powojem! Widzicie jak się łączą? - skoczył pomiędzy nie i... zniknął.
Dziewczyny wyszły szukać Alojzego. Może poszedł gdzieś do kogoś w akademiku? A może wzięło go na naukę i pobiegł z rana do biblioteki? Albo kupić coś w sklepie? Piotr z Marcinem i Januszem kręcili głowami. Coś tu nie grało. - Do cholery, przecież nie wyszedł bez butów i kurtki na śnieg! - zirytował się Piotr - aż tyle to nikt z nas nie wypił... Janusz poczuł ciśnienie w pęcherzu, więc skierował się w stronę łazienki. Nagle odskoczył jak oparzony. Z lustra... wyskoczyła mysz! -Co jest, k... - wybałuszył oczy - lustro pękło a w ścianie jest dziura? Nie. Lustro było całe. Mysz natomiast zamiast uciekać przed człowiekiem stanęła na dwu łapkach, popatrzyła na niego i... zaczęła popiskiwać ludzkim głosem! -Panie! Szybko! Musimy spieszyć na pomoc waszemu pobratymcy! Januszowi opadła szczęka. -Bez jaj... - wydukał. -Co bez jaj? - zawołał Piotr - znalazłeś coś? -Halucynację... - wymamrotał Janusz. Piotr z Marcinem popatrzyli po sobie, po czym ruszyli za Januszem. Marcin o mało nie rozdeptał Piipppipa - biedny odskoczył w ostatniej chwili. -Uważajcie mości panowie! - pisnął. Marcin spojrzał w dół. - Ja p***!... Co myśmy pili? - i zaśmiał się. Piipppip załamał ręce -Na Jednorożca... Przepowiednia nie wspominała o tym że Czterech Władców to niedorozwoje... Piotr otworzył szeroko oczy -Widzicie to co ja? Słyszycie to co ja? -Dość tego! - zirytował się Myszon - jeżeli chcecie ratować swojego rodaka natychmiast podążajcie za mną! - i przeszedł przez lustro. Przyjaciele na ten widok zdębieli już zupełnie. Piotr dotknął dłonią lustra. Przeszła przez nie jak przez taflę wody. -Wygląda na to, że Alojzy nieźle wpadł... raz się żyje. -Co robisz?! - krzyknął Marcin - ale Piotr już przeszedł przez lustro. -No dobra... - westchnął Janusz - Jeden za wszystkich... Marcin został sam w pomieszczeniu. -Nie podoba mi się to... To jakieś szaleństwo! Ale przez to lustro przeszli jego przyjaciele... -Wszyscy za jednego - powiedział i podążył za przyjaciółmi.
Przyjaciele stali we trójkę na słonecznej polanie otoczonej lasem. Przed nimi cztery Myszony podskakiwały z radości ciesząc się nie wiedzieć z czego. -Ale numer- pokręcił głową Marcin - Co właściwie... -Stać! Stać! - Nagle rozległy się krótkie szczeknięcia. Piipppip złapał się za głowę - Na zgniłe jajo! Straż Graniczna. Musieli wyczuć wyładowania mocy... Na polanę wpadło kilka lisów w śmiesznych czerwonych czapkach i z sakwami przytroczonymi do pasa. Ich kity kiwały się wojowniczo. Przywódca stanął na dwu łapach i wyrecytował z pamięci: -Zatrzymuję was w imieniu Królowej na podstawie paragrafów 749 i 751! Dokumenty! -Że co? - zapytał niezbyt inteligentnie Piotr. -Dokumenty! - prychnął wściekle lis-oficer - nielegalnie przekroczyliście granicę! Jesteście podejrzani o szpiegostwo! -Nie no, to jakieś jaja - zaśmiał się Marcin - spadajcie, nim przerobię was na futro dla Kaśki. -Sami tego chcieliście! - zapienił się lis. -Ucie... - krzyknął Piipppip, było już jednak za późno. Oficer cisnął w Marcina jakimś proszkiem wyciągniętym z sakwy. Marcin zamarł nieruchomo w swojej pozycji, z głupim ironicznym uśmiechem na twarzy i z do połowy podniesioną ręką. Piipppip zwiesił głowę. -Aresztować! Myszony też! W jednej chwili cale towarzystwo zostało otoczone przez lisy obnażające kły. Oficer zaśmiał się. Nie był to przyjemny dźwięk. -Zaczniemy od początku... Dokumenty. Piotr z niedowierzaniem patrzył na nieruchomą postać Marcina. -Co mu zrob... -Spetryfikował go - przerwał mu Piipppip smutno. -Że co? -Zamienił go w kamień. W pewnym sensie... -Milczeć! - zapienił się lis - nie pozwoliłem na pogawędki! Ostatni raz mówię - dokumenty! To tylko sen, pomyślał Piotr. Czego to śniący mózg nie wymyśli... Dobra, śnijmy więc dalej. Sięgnął do kieszeni spodni i uświadomił sobie, że portfel i dokumenty zostały na półce w akademiku. -Nie mam dokumentów. -Acha! - tryumfalnie opluł się lis - Rudiciarz! Przesłuchać i spisać! Jeden z lisów wyciągnął z sakwy zwój pergaminu i pióro, po czym podszedł do Piotra. -Planeta? -Słucham? -Radzę wam współpracować... Planeta? -Znaczy, o co chodzi? -Nie chcą współpracować - Rudiciarz wyszczerzył kły do przełożonego. -Gdzie mieszkasz - pisnął Piipppip. -Aaa... adres? Ziemia - zaśmiał się Piotr. -Kłamie! Śmieje się! -Słuchaj no, ty, ty, dziwolągu bezfutrzasty. Lepiej mów prawdę. My już mamy swoje sposoby. Janusz dopiero teraz zaczął reagować na całą sytuację. Wcześniej zamurowało go, prawie jak Marcina. -On mówi prawdę... pochodzimy z Ziemi. -Ale której? Tyle ich jest. Piotr popatrzył na Janusza cielęcym wzrokiem. Jeden z lisów popukał lisa-oficera w ramię i odeszli nieco na bok. -Szefie, może oni są zacofani? Ranga 8 albo nawet niżej? Oficer podrapał się po głowie, po czym uśmiechnął się chytrze. Załatwimy to prosto. Mam przy sobie trochę proszku prawdy. Piotr zdenerwował się, gdy lis-oficer rzucił w niego garścią proszku. Nic się jednak nie stało poza tym, że kichnął. Nie skamieniał. -Planeta? -Ziemia. -Ale która Ziemia? -Jest tylko jedna Ziemia. Lisy zaczęły się śmiać. -Miałeś rację... Ranga rozwoju 36... prymitywy. Na Królową, z jakim elementem ja muszę się zadawać...
Oficer skończył wreszcie przesłuchiwać Piotra, a potem Janusza. Wypytał ich o zwykłe sprawy (jeśli chodzi o tego typu pytania na Ziemi kategorii…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil SzaryCzłowiek
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…