Wróć do katalogu

Magiczna Kreska

Opowiadanie zainspirowane opowiadaniem Portret Owalny E.A. Poe i powieścią Portret Doriana Graya Oscara Wilda.

TomaszDeyn, opublikowano , 29 min czytania, 2,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Kształty bez formy, cienie bez barwy Siła odjęta, gesty bez ruchu.

T.S. ELIOT - Wydrążeni ludzie

MAGICZNA KRESKA

Wchodząc do klubu 101, Hubert nie miał żadnego powodu aby podejrzewać, że ta impreza okaże się tak inna od wszystkich na których zdarzyło mu się bywać. Jako młody, bogaty, sławny i uchodzący za przystojnego przez wiele pań i panów którzy z chęcią wypięli by się przed nim i pozwolili aby dokonał penetracji ich odbytów bądź wagin, Hubert „gładko” przenikał tłum zgromadzony przed klubem. Był znanym warszawskim VIPem, i niemal jak duch, przed którym w magiczny i tajemniczy sposób otwierają się wszystkie drzwi, wnikał do „twierdzy” nie napotykając na swojej drodze żadnej przeszkody. „Takie są zalety bycia sławnym człowiekiem; kluby zawsze będą czekać na takich jak ja z otwartymi rękami” – pomyślał, zerkając kątem oka na swoją seksowną towarzyszkę, Olę, którą miał nadzieję zabrać dziś wieczorem po imprezie do swojego apartamentu i pokazać jej co znaczy doznać orgazmu z gwiazdą. „Laska była już praktycznie zaliczona, jej wzrok mówił wszystko; wystarczyło teraz tylko dokonać formalności i odczekać trochę zanim dam jej znać czego od niej dzisiaj oczekuję.” Zanim do tego dojdzie, postanowił pobawić się w klubie i poczuć znowu jak otaczają go zewsząd pożądliwe spojrzenia zazdrości, podziwu i nienawiści. Hubert lubił karmić swoje ego, lubił gdy ludzie wpatrywali się w niego a ich wzrok wyrażał emocje, które – czasami naprawdę miał takie wrażenie – pożerał niczym wampir energetyczny. Nie było dla niego lepszej podniety, lepszego narkotyku jak widok ludzi wpatrujących się w niego z podziwem i uwielbieniem. Uwielbiał to i dlatego lubił od czasu do czasu, odwiedzać modne lokale stolicy żeby się pokazać i przylansować. Wielki, przypominający niedźwiedzia bramkarz, z dużym ubytkiem „sierści” na głowie, wpuścił Huberta i Olę, wejściem dla vipów. Gdy znaleźli się w szatni oczko, które puścił szatniarce sprawiło, że zaczerwieniła się cała jak burak. Ola skarciła go za to wzrokiem, ale tak delikatnie bez przesadnej agresji; w końcu był gwiazdą i mógł robić rzeczy nie uchodzące innym, przeciętnym ludziom. Widząc słynnego gościa, którego zdjęcia i portrety widniały obecnie na okładkach większości kolorowych pism i magazynów, manager klubu, Adrian z nażelowanymi włosami i oliwkową skórą, która zdawała się błyszczeć jakby przed chwilą wyszedł z solarium, podbiegł do Michała i Oli jak piesek widzący swojego dawno niewidzianego Pana. Jego wyraz twarzy mówił wszystko; jest gotów spełnić każde życzenie Huberta, jest gotów na każde poświęcenie żeby tylko gwiazdor był w pełni zadowolony z dzisiejszego pobytu w klubie i może przy okazji wspomniał o nim w jednym z wywiadów, zapewniając klubowi darmową reklamę. Jego słowa, jakby ulepione z wazeliny, wydawały się Hubertowi przyzwyczajonemu zazwyczaj do takiego traktowania, jednak aż za bardzo uległe i miękkie. Nie miał ochoty długo rozmawiać z Adrianem i poprosił tylko o najlepszą lożę na sali; na razie chciał wypić kilka drinków i pobawić się tylko z Olą. Adrian chciał na pewno pobyć jak najdłużej w towarzystwie Huberta i ogrzać się w blasku promieni sławy emitowanych przez niego; ten jednak rzucił tylko nazwy drinków jakich chciał się napić i udał się do loży. Adrian umilkł, nie dokończywszy zdania i szybko podreptał do baru. Ola i Hubert rozsiedli się wygodnie w loży; Hubert spojrzał na nią a ona odpowiedziała uśmiechem który mówił wszystko: wzięłabym cię tu i teraz. Hubert kochał swoje życie, nie wiedział dlaczego akurat on jest takim szczęściarzem ale najważniejsze, że był to właśnie on a reszta nie miała znaczenia. Bycie vipem miało swoje przywileje a jednym z których Hubert najczęściej korzystał było wyrywanie lasek. Jego motto brzmiało po prostu: carpe diem. Chciał bawić się, tańczyć, zaliczać kolejne dziewczyny, nie wiązać się z nikim w tym momencie na stałe, zyć chwilą, przychodzić na plan zdjęciowy z kacem z dnia wczorajszego, szaleć, wywoływać skandale i martwić się o przyszłość później, gdy młodość zacznie umykać jak wspomnienie imprezy dnia wczorajszego. Na razie powodziło mu się zajebiście; czasami jednak bał się, że to szczęście zniknie, że żyje w iluzji z której ktoś go w końcu obudzi i pokaże mu smutną i szarą rzeczywistość. Resetując się na kolejnych imprezach chciał wyrzucić te myśli z głowy; nie ważne jednak jak bardzo się najebał, naćpał albo połączył te dwa stany, to i tak to uczucie powracało w pewnym momencie i nie dawało mu spokoju. Zazwyczaj wtedy kończył na okładkach gazet gdy jakiś paparazzi zrobił mu zdjęcie jak zatacza się albo potyka, wychodząc z klubu. Uczucie znikało dopiero wtedy gdy szedł spać. Ale póki funkcjonował nie miał innego sposobu na walkę z tym uczuciem oprócz odurzania się. Wpatrując się w Olę przypomniał sobie o kruchości swego, szczęścia, przemijającej szybko młodości i posępne myśli powróciły. Barman przyniósł drinki i postawił je na stole. Hubert wziął jednego i wypił go duszkiem w kilka sekund. Hubert musiał pozbyć się tych dołujących myśli; postanowił, że Ola będzie dzisiaj jego rozrywką. Zamierzał zagrać va banque i pójść dzisiaj na całość. Musiał się jakoś rozerwać. - Spokojnie, noc jeszcze młoda, nie musisz się tak śpieszyć – powiedziała Ola. - Ola wiesz tak sobie myślałem, że może dodalibyśmy trochę „ognia” do dzisiejszego wieczoru –odparł pomijając jej słowa. - Co masz na myśli – odparła równie zalotnie Ola, przesuwając rękę po jego udzie, w okolice krocza. - Spokojnie, spokojnie – odsunął jej rękę – tak sobie myślałem, że może zaprosilibyśmy kogoś do naszej loży… - Jakąś gwiazdę, kogoś z twoich sławnych znajomych ?! - Może póżniej; na razie jednak chciałbym żebyś to Ty zaprosiła kogoś do nas. - Ja ale, ale jak to ? Nie rozumiem ! – odparła z bardzo szczerym wyrazem twarzy. - Chciałbym żebyś poszła na parkiet, wybrała jakąś fajną dziewczynę i przyprowadziła ją do nas. - Dziewczynę? A po co ci inna dziewczyna, przecież jesteś ze mną?! - Ola, ty jesteś wyjątkowa, piękna i wspaniała, żadna dziewczyna w tym klubie nie może się z tobą równać; mam jednak ochotę na mały „eksperyment”. Tutaj puścił jej oczko. - Żeby przeprowadzić ten eksperyment musimy mieć w naszym towarzystwie jeszcze jedną uczestniczkę. Nie pytaj się na razie co chcę zrobić, zaraz się dowiesz. Nie myśl, że mi na tobie nie zależy i chcę cię wykorzystać; właśnie dlatego, że tak Cię lubię chciałbym żebyś w nim uczestniczyła; jeśli jednak nie chcesz to trudno. Ostatnie zdanie powiedział jak gdyby było mu bardzo obojętne to co się póżniej stanie. - Nie, to nie znaczy, że nie chcę; bardzo cię lubię i nie chcę żebyś był smutny. Jesteś moim misiaczkiem i zrobię dla ciebie wszystko; powiedz tylko a zabierzesz mnie na uroczystość rozdania nagród w teatrze ? - Oczywiście, ty jesteś moim słoneczkiem i też cię bardzo lubię. Zadzwonię do Ciebie kilka dni przed uroczystością i wszystko ustalimy, ok ? - Ok, dzięki kochany. Pocałowało go zmysłowo w usta, z języczkiem. - Idę znaleźć dla nas dziewczynę. Odchodząc zacharczała i zrobiła ręką gest tygrysa, chcąc pokazać jak to jest drapieżna, dzika i odważna. Nie wiedziała, że Hubert ma dwie komórki; jeden numer ma zarezerwowany wyłącznie dla rodziny, przyjaciół i ludzi z którymi chce się spotykać i być w ciągłym kontakcie, a w drugiej komórce zmienia karty sim co kilka tygodni. Dziewczynom takim jak Ola podaje numery z drugiej komórki i gdy uzna, że ma dosyć spotykania się z daną laską a ona nie chce przyjąć tego do wiadomości po prostu wyrzuca kartę. Działając w ten sposób miał pewność, że laska nie zatruje mu życia ciągłymi telefonami. Hubert spijał kolejnego drinka, patrząc się na laski na parkiecie, rozbierając je wzrokiem i zastanawiając się którą z nich przyprowadzi Ola. Nie miał ustalonego planu gry; jeśli inna laska zgodzi się na trójkąt to dobrze; jeśli ten plan nie wypali zawsze miał Olę do swojej dyspozycji. Po około 5 minutach Ola wróciła do loży. Przyprowadziła ze sobą drugą dziewczynę. Jej figura była idealna; miała długie zgrabne nogi, jędrne i kształtne piersi i fajną dupę. Miała ładną twarz o dość ostrych ale proporcjonalnych rysach . Największe jednak wrażenie robiły jej oczy; zielone, zimne i doskonale widoczne nawet w półmroku klubu. Osadzone były daleko od siebie, co sprawiało, że wyglądała trochę na Azjatkę; nie burzyło to jednak symetrii jej twarzy;, nadawało raczej posmaku egzotyki, tajemniczości i wewnętrznej siły która manifestowała się w każdym jej spojrzeniu. - To jest Ewa – powiedziała Ola. - Cześć – aksamitnym głosem powiedziała Ewa, uśmiechając się zalotnie. - Cześć, jestem … - Wiem kim jesteś, jak tylko wszedłeś do klubu od razu cię zauważyłam... gwiazdorze. - Bez przesady; tak znany to jeszcze nie jestem. Może kiedyś – odpowiedział z udawaną skromnością Hubert - Zależy jak dla kogo; dla mnie jesteś mega gwiazdą. - Dobra już nie gadajmy o gwiazdorzeniu bo poczuję się przez ciebie głupio. Czego się napijesz ? - Tego samego co Ty. Puściła Michałowi znaczące spojrzenie. - Dobrze się składa bo mamy jeszcze tutaj parę drinków na stole, proszę bardzo, siadaj. Ewa usiadła obok Oli, Hubert przesunął się trochę, upewniając się, że każda z dziewczyn miała wystarczająca miejsca w loży i czuła się swobodnie. - Podoba ci się, fajna jest co ? – szepnęła Ola w jego ucho, przysuwając się do niego. - Tak, bardzo fajna, wybrałaś idealnie, dzięki. Pocałował ją delkiatnie w usta; Ola wydała z siebie cichy odgłos podniecenia. Ewa wzięła łyk drinka i spojrzała się w stronę baru. Hubert postanowił wykorzystać trochę mocy swojej sławy bo chociaż Ewa bardzo mu się podobała, to w jakiś dziwny sposób – poczuł to wyrażnie - równocześnie go onieśmielała co nie zdarzyło mu się od dawna z żadną dziewczyną. Przewaga, którą dawała mu sława przy spotkaniu z nieznajomymi, wydawała się nie robić na Ewie wielkiego wrażenia. Mimo zalotnych gestów i spojrzeń, Ewa nie była ani trochę speszona. - Ewo, powiedz mi co taka piękna dziewczyna robi sama w klubie ? - Przyszłam sama bo lubię dreszczyk emocji wybierając się do klubów, bez żadnej obstawy. - Znaczy się jesteś odważną dziewczyną. - Nie mam prawie żadnych zachamowań, jeśli o to ci chodzi. Jej uśmiech mówił wszystko. Hubert poczuł się pewniej; nawet taka laska jak ona leciała na sławę i dobry wygląd. Hubert pomyślał nawet, że w zależności jak sprawy się potoczą dzisiejszej nocy, może spotka się z nią jeszcze. Ta dziewczyna miała coś w sobie, coś czego nie potrafił określić, jakąś tajemnicę która go pociągała. Uśmiechnął się znacząco. Postanowił nie bawić się w gierki i niuanse, i zagrać od razu w otwarte karty. - Posłuchaj, zaprosiliśmy cię tu bo… - Idę przypudrować nos, chodź ze mną – powiedziała Ewa wstając od stolika. - Zaraz zaraz; może niech Ola idzie z tobą, ja nie… Ewa trąciła palcem wskazującym końcówkę swojego nosa; Michał zrozumiał od razu. - Ola, popilnuj naszych drinków, za chwilę będziemy - Ale, ale ja też... - Naprawdę będziemy za chwilę , to potrwa minutę. Ola została w loży ze skwaszoną miną. Ewa odeszła już od stolika; Michał doskoczył do niej i złapał ją za pośladek. - Jesteś konkretną dziewczynką, przechodzisz od razu do sedna, co ? – powiedział wbijając w nią swoje pożądliwe spojrzenie. - Nawet nie wiesz jak bardzo konkretną. - Masz dobry towar ? - Najlepszy, ten proszek wystrzeli cię tak, że nie będziesz mógł przestać się bawić. - To lubię, kreska i melanż. Do białego świtu. Mam nadzieję, że będziesz mi..., znaczy się nam, towarzyszyć do końca. Nie chciałbym kończyć tej imprezy bez ciebie... - Jeśli tylko mój proszek ci się spodoba i będziesz miał ochotę na naprawdę konkretny melanż...; ale zobaczymy, najpierw musisz spróbować tego co mam. Hubert czuł, że musi mieć Ewę dzisiaj, że musi ją zaliczyć; opanowała go wielka żądza. W tym momencie Ola się już nie liczyła. Poprowadziła go do toalety dla mężczyzn. Hubert chciał ją pocałować w szyję ale ona wywinęła mu się i wzorkiem obiecującym wiele atrakcji zaprosiła do środka. Hubert nie zwrócił uwagi na dwóch mężczyzn przy pisuarach, zdezorientowanych laską w męskiej toalecie. Ściskając jej pośladek podążył za nią do kabiny. Za zamkniętymi drzwiami, Ewa wyciągnęła z torebki zwitkę folii aluminiowej. Wysypała z niej trochę białego proszku na zbiornik spłuczki i podzieliła ją na cztery kreski używając karty kredytowej. Następnie zwinęła banknot 200 złotowy w rulonik i podała go Hubertowi. Wiedział dobrze co robić w takich sytuacjach; pochylił się, wciągnął najpierw w jedną a potem drugą kreskę i odchylił głowę do tyłu czując jak kokainowa chemia wnika w jego sytem. Po chwili miał pewność, że to dobry towar; poczuł mrożenie obu warg wyraźne, mocne i już wiedział, że to będzie kozacka impreza. - Wow, ale dobre gówno, dziewczyno musisz mi dać numer do swojego dilera, muszę załatwić sobie tego więcej. - Niedługo sam go odnajdziesz – powiedziała poważnym tonem. - Jak to sam, nie rozumiem ? Hubert poczuł się znowu niepewnie, zdziwiony reakcją Ewy. - Nie, nie znasz ale niedługo poznasz. - Wiesz co jakaś dziwna jesteś, mówisz zagadkami. Hubert poczuł nagle, że powinien wracać do Oli i zostawić tą dziewczynę. Nie podobał mu się sposób w jaki się teraz wyrażała; nie miał już ochoty kontynuwać tej znajomości nawet z taką laską jak ona. Ewa nic nie odpowiedziała; Hubert patrzył się na nią tylko i czuł jak euforia i bomba w nim wzrasta. A ona tylko się w niego wpatrywała poważnym wzrokiem. - Dlaczego tak stoisz i nic nie mówisz; wciągasz czy nie, bo nie wiem po co tu stoimy i patrzymy się na siebie. - Zaczekaj jeszcze chwilę, i wszystko będzie ok. Nie denerwuj się, musisz się wyluzować, teraz czeka cię długa droga... Hubert był coraz bardziej zdezorienotwany jej zachowaniem. Nie miał już najmniejszej ochoty na imprezę z Ewę. Poczuł też jak robi mu się coraz bardziej gorąco i bomba w jego głowie robi się coraz większa. Zataczając się wyszedł z kabiny, poczuł, że musi zażyć świeżego powietrza. Manager klubu podbiegł do niego przy wyjściu ale Hubert tylko go odsunął na bok ręką i wyszedł na dwór. Na zewnątrz pobiegł do alejki z tyłu klubu; nie czul się dobrze, musiał ochłonąć. Nie obchodziła już go impreza z Olą ani z Ewą; musiał się ogarnąć i wrócić do normalnego stanu. Żałował teraz, że…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych