Magiczna miłość
Adela dowiaduje się, że jest czarownicą i spadkobierczynią tronu...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Było deszczowe, pochmurne popołudnie, kiedy oni przyjechali do domu profesora Antoniego, Grandsona, kiedy do jego ogromnej posiadłości przyjechała trójka rodzeństwa: Albert, Nicolas i Matylda. Po ich twarzach było widać, że nie są z tego zadowoleni, i przytłoczonymi wydarzeniami, jakie się wydarzyły w ich życiu. Albert był najstarszy z całego rodzeństwa. Był wysokim czarnowłosym siedemnastolatkiem z badawczym wzrokiem. Nicolas, trzynastolatek, bardzo podobny do Alberta i Matylda siedmioletnia blondynka z długimi włosami. Po chwili wyszli dwaj panowie i wzięli ich walizki, a zaraz wyszedł (według nich) pan domu. Pan Antonii był wysokim, szczupłym staruszkiem z siwymi włosami i brodą. Wyglądał na wysportowanego, mimo swego wieku. Przywitał się z nimi: -Dzień dobry młodzi ludzie. Witam was bardzo serdecznie w moim domu i mam nadzieję, że będzie wam tu się podobało. Wchodźcie szybko, nie moknijcie. -Dziękujemy- odpowiedział najstarszy Albert. Gdy rodzeństwo weszło do domu, oniemiało z zachwytu. Hol był bardzo duży, a na ścianach wisiało bardzo dużo obrazów. Podoba wam się? - Zapytał się profesor. Mi się bardzo podoba, chciałabym mieć taki dom - odpowiedziała Matylda. Zdążyła to powiedzieć, a po schodach zaczęła zbiegać dziewczyna. Była to szczupła smukła dziewczyna z długimi, czarnymi włosami. Dziadku, no nareszcie cię zalazłam, pora na lekarstwa. Chwileczkę Adelo, najpierw poznaj Alberta, jest w tym samym wieku, co ty. Miło mi - uścisnęła jego dłoń, a on miło się do niej uśmiechnął. To jest Nicolas. Cześć. A to najmłodsza Matylda Cześć Matylda. Będą u nas mieszkać przez jakiś czas. Pokaż im ich pokoje. Dobrze, za mną. Po obiedzie Adela postanowiła przejść się po domu, choć mieszkała tu od roku. Chciała znaleźć coś należące do jej ojca. Gdy szła do pokoju jej ojca natknęła się na Alberta.(Już wtedy płakała). Albert zaczął rozmowę: Fajnego masz dziadka Dobrze, że mam, chociaż go… Tak mi przykro, nie chciałem cię urazić... Nie nic się nie stało, nawet lepiej, tu jestem sama i nie mam nawet, komu się wyżalić. To, co się stało?- Pyta się Albert. Rok temu zmarli moi rodzice, a dzisiaj jest rocznica Przykre to. Moi rodzice też nie żyją i też zmarli rok temu. Też mi przykro. A jak tu się znalazłeś? Nie wiem. Podobno twój dziadek po nas przyszedł do sierocińca. - Adela zrezygnowała z wejścia do pokoju i zeszli oboje na dół- A twoja babcia, wiem, że też masz babcie. Powiedzieli mi, że gdzieś wyjechała, nie wiem gdzie. - Zaczęli patrzeć na siebie i Adela przytuliła się do Alberta i w tej chwili wszedł Atonii: No moje drogie dzieci nie pochwalam tego, ale.... Dziadku przecież nic się nie stało. Jak chcecie to możecie wyjść na dwór już nie pada i jest słonecznie? Dobrze proszę pana już zbieramy Matyldę i Nicolasa. – Powiedział Albert i poszli. Ogród był bardzo duży, wręcz ogromny. Było dużo wysokich drzew, a trawa była tak bardzo zielona, że aż raziła w oczy. Poszli na spacer. Rozmawiali o wszystkim, tylko jeden Nicolas był nie w sosie: -, Nicolas, co ty taki naburmuszony? - Zapytał się Albert Co my tu mamy robić, nawet pojedynków nie można urządzać? - Zaczął krzyczeć Nicolas Zamknij się!- Powiedział Albert Ale jakich pojedynków? - Zapytała się Adela Nieważne, idź stąd z Matyldą? - Mówi Albert- a ty, co, wyjmiesz ją, co? No dawaj, tylko jak nie będziesz maił gdzie mieszkać i cię wyleją ze szkoły to nie będzie moja wina. Wiesz dobrze, że ona nie może się o niczym dowiedzieć. Zostaw mnie w spokoju. - I pobiegł w inną stronę. Kiedy Adela z Matyldą dochodziły do domu, dobiegł do nich Albert? Był strasznie wkurzony, nawet na nie poczekał tylko poszedł od razu d domu. Gdy obie weszły do domu to Albert rozmawiał z Joachimem, a potem Adela podeszła do Alberta i zaczęła z nim rozmowę: To teraz my sobie porozmawiamy. Więc, o co mu chodziło z tymi pojedynkami? Tylko proszę o szczerość. Nie wiem, o co chodzi, ale gdybym wiedział i tak bym nie powiedział. Ukrywasz coś przede mną? Wy wszyscy coś ukrywacie. Naprawdę nic ci nie mogę powiedzieć. Przykro mi. - I poszedł.
Po kilku dniach, od kiedy rodzeństwo przyjechało do domu Grandsona, Adela postanowiła pójść do pokoju swojego ojca. Tyle razu próbowała tam wejść, ale ciągle jej cos przeszkadzało. Gdy podeszła do drzwi i złapała za klamkę, okazało się, że drzwi są zamknięte. Ale Adela zaczęła kopać, uderzać w klamkę, aż ta odleciała i pokój jej się okazał. Jeszcze nigdy tam nie była. Był tam nienaganny porządek. Widać było, że tam nikt nie wchodził od dobrych ładnych lat. Gdy weszła głębiej zobaczyła, że na biurku leży jakaś dziwna książka. Jej okładka była gruba i ciemna, i nie było na niej tytułu. Gdy otworzyła ją, a na drugiej stronie było drzewo genealogiczne i było napisane: Drzewo genealogiczne Wielkiego Rodu Królewskiego Grandsonów. Gdy go przejrzała była w nim, jej rodzice i dziadkowie. Potem przekręciła na następną stronę, a tam były zaklęcia, gdy przekręciła jeszcze dalej była mapa jakiejś Genovii. Normalnie zaniemówiła. Od razu wzięła książkę i zbiegła do dziadka. Weszła do jego gabinetu i: Czy możesz mi powiedzieć, co to jest? - Rzuca księgę na stół - bo ja jestem bardzo ciekawa Skąd to masz?- Pyta się pan Joachim? - Coś ty najlepszego zrobiłaś? Byłam w pokoju mojego taty, a to było na biurku. Czy możesz mi powiedzieć, kim ja jestem i co to jest wielki ród królewski Grandsonów? Moja droga, może najpierw nie tym tonem. Mam ci powiedzieć prawdę? To proszę bardzo: nasi przodkowie byli czarodziejami i założyli wielkie państwo Genovia. Jest to wielopokoleniowa rodzina. A twoi rodzice, twój wujek i rodzice Alberta zginęli, bo chcieli zniszczyć tego najgorszego i najsilniejszego czarodzieja na świecie, ale, no właśnie jest jedno, ale: od tej pory to ty jesteś najsilniejszą czarownicą na świecie. I do tej pory nie było tobie równych. A gdy ja i twoja babcia umrzemy to ty będziesz królową. Rozumiesz? Ale czemu to przede mną ukrywaliście? Nie chcieliśmy, aby spotkało ciebie nieszczęście, ale widać nie dało się. I od jutra zaczynasz lekcje. Będziesz miała bardzo pracowite wakacje. Dobranoc A babcia? Babcia jest w naszym zamku w Genevie i jest dyrektorką w szkole gdzie uczą się Albert i Nicolas. Dziękuje, teraz wszystko rozumiem. Nawet nie zrozumiała, co ją teraz czeka.
Na drugi dzień, gdy się obudziła, myślała, że to, o czym się wczoraj dowiedziała, było tylko snem. Jestem Czarownicą i księżniczką- powtarzała. Nie mogła w to uwierzyć. Gdy zeszła do kuchni, tam nikogo jeszcze nie było. Wzięła ze sobą księgę magii i zajęła się jej lekturą. Gdy usłyszała, że ktoś się zbliża, schowała się pod stół. Okazało się, że to był Albert. W tej książce była jakaś różdżka, więc ją wzięła w rękę i wykrzyknęła jedno zaklęcie: Avira spingera! I w tym momencie jak to zaklęcie uderzyło w ścianę tak w niej powstała wielka dziura, a Albert aż upadł i wyciągnął swoją różdżkę i zaczął krzyczeć: Kto tu jest? - I w tym momencie spod stołu wyszła Adela i się bardzo śmiała: O boże nic ci nie jest? Nie wiedziałam, że to potrafię. Nie nic. To już wiesz, że jesteś czarownicą i, że cię okłamałem? Zrobiłeś tak, bo musiałeś. Dziadek mi powiedział o wszystkim. A tak w ogóle da się to jakoś naprawić? Spróbuję. - Podszedł do ściany, wyciągnął różdżkę – Reparo! - Po czym wszystko wróciło na swoje miejsce, a na podłodze nie została ani jedna okruszynka ze ściany. Po czym wyszli. Wiesz zaczynam dzisiaj lekcje, trochę się boję - mówi Adela. Nie ma, czego - ciągnie Albert- masz zajęcia w domu. To nie to samo, co w szkole. Ciekawe czy będziesz miała lekcje z nauczycielami z mojej szkoły. A gdzie się kupuje książki do szkoły? - Pyta się Adela - gdzie się takie rzeczy kupuje? Najlepiej, na ulicy pokątnej w Genevie. Tam kupisz wszystko: od różdżki po miotłę, lub inne rzeczy. Dzięki dodałeś mi otuchy - uśmiecha się do niego i idą dalej. – Nie wiem, czemu to ukrywali przede mną tyle lat, po prostu nie wiem. Mi się wydaje, że po prostu ze względu na twoje bezpieczeństwo. Nie wiesz, ale Voldemort niby zginął, jak zabił twoich rodziców, ale tam w kraju czarodziejów nam się wydaje, że on żyje i po prostu chce odebrać tron twojej rodzinie. Zdobędzie go dopiero wtedy, gdy sprzątnie cało twoją rodzinę, łącznie z tobą. Czy teraz rozumiesz? - Tłumaczył jej Albert. Może masz racje. Dzięki. - Przytula się do Alberta- może byś mnie teraz nauczył jakiś przydatnych zaklęć? Dobra to chodźmy - i poszli do dużej sali. Gdy doszli tam. Okazało się, że jest zamknięta. Na to Albert: No to może pierwsze ćwiczenie na sam początek: wyceluj w klamkę różdżką i wypowiedz formułę Alohomora. Alohomora! - I drzwi się otworzyły. No to teraz dalej. Widzisz tą książkę skup się na niej i wypowiedz formułę Windgardium Leviosa. Ale pamiętaj obrót i trach! Windgardium Leviosa - a książka uniosła się ku górze. Skupiaj się. No możesz już powoli opuszczać, skup się. - Ciągnie Albert. Wiesz dzięki. Naprawdę jesteś super. - I całuje Alberta w policzek. - Było super. To tylko takie zwykłe zaklęcia, nic specjalnego. Nie długo jeszcze ty mnie będziesz uczyć. Dzięki pochlebco. I wyszli z sali.
Po porannych ćwiczeniach przyszła pora na lekcje. Adela dostała wszystkie książki od dziadka, razem z różdżką. Pierwszą lekcją okazała się obrona przed czarną magią. Prowadził ją mężczyzna w średnim wieku, tak około czterdziestu lat. Powiedział jej żeby wstała i podeszła do niego. Powiedział jej, że musi uważać na lekcjach, bo musi zaliczyć całe pięć lat wciągu dwóch miesięcy, aby pójść do szkoły. Zdziwiła się ogromnie, bo nie przypuszczała, że pójdzie do szkoły. Pan Grint zapytał się czy zna jakieś zaklęcia powiedziała, że dwa i: A ile mam jeszcze tych zaklęć do nauczenia? Niewiadomo, tyle ile potrzeba to się nauczysz - odpowiedział jej - a teraz do roboty. Masz tu manekina. Masz go rozbroić, o tak: Experiallmus! - Krzyknął, a zaklęcia uderzyło w manekina - teraz ty. Experiallmus! - Krzyknęła, a manekin roztrzaskał się w drobny pył, a profesor był pod wrażeniem: Takiego czegoś jeszcze nie widziałem. Naprawdę interesujące. No to może przejdźmy do teorii, bo praktykę już znamy. I tak minęło następne pół godziny. Potem przyszedł czas na eliksiry. Prowadził wysoki mężczyzna o jasnej jak śnieg twarzy i ziemistych oczach. Nazywał się Godryk Black. Na początku niby miły facet, ale jak się z nim dłużej posiedziało to miało się go dosyć. Na pierwszej lekcji było o składnikach, a na drugiej robiła eliksir biskopijny1, czyli na śmiech. Po eliksirach przyszedł czas na transmutację. Nie wiedziała, kto ją prowadził, bo ta osoba się spóźniła. Adela zaczęła się niecierpliwić, ale w końcu usłyszała znajomy głos. Akurat, gdy wyglądała przez okno, wszedł jej nauczyciel transmutacji. Okazało się, że to był jej wujek Michał, który podobno umarł. Adela Stała jak wryta, nie mogła wydusić ani słowa. W końcu Michał odezwał się pierwszy: No, co nie przywitasz się ze mną? Ale jak to możliwe? - Zapytała się Adela - przecież ty umarłeś. To jest dla ciebie na razie za trudne do zrozumienia. Jak trochę w tym posiedzisz, to wszystko zrozumiesz?.. Ale... Wróćmy do lekcji. Na początek to ja będę twoim nauczycielem transmutacji, jak widzisz. Więc oczekuje od ciebie powagi na lekcji i stosunku też bardzo poważnego to transmutacji, bo to jest jedna z najtrudniejszych nauk w magii. Proszę otworzyć zeszyt i pisać to, co ci teraz powiem- powiedział to wszystko takim poważnym głosem, że go nie poznała, bo jej wujek to żartowniś do potęgi, więc otworzyła zeszyt i wzięła pióro do ręki- już można pisać? - Zapytał się. Tak, tak oczywiście - odpowiedziała. No, więc pisz: Czy ty mnie masz za totalnego świra? Słucham? - Zapytała się. Chciałem zobaczyć twoją reakcję. Wiesz, że lubię żartować - i zaczął się śmiać. Bardzo śmieszne. No dobra przechodzimy do sedna. Teraz już na serio. Pisz, a potem poćwiczymy zaklęcia. Spędziła dwie godziny ze swoim chrzestnym, (bo Michał był młodszym bratem ojca Adeli- Amadora). Miała wreszcie kogoś tak bliskiego od roku. Jeszcze tak nie była szczęśliwa od śmierci swoich rodziców. Dowiedział się również, że czeka ją na sam koniec wakacji ogromy egzamin. I musi się sprężyć z nauką. Następną lekcją po transmutacji było zielarstwo. Sala znajdowała się w szklarni na dworze. Lekcje prowadziła niska kobieta o trochę pulchnych kształtach, ale nie była gruba. Nazywała się Gardenia Sprout. Nie lekcje może były ciekawe, ale nie używano żadnych zaklęć i tego paprania w ziemi. Ale po za tym ok. I tak minęło dwie godziny. Następną lekcja były uroki, a potem historia magii. I tak minęło całe dziesięć godzin szkolnych, nawet nie miała czasu spotkać się z Albertem. Była bardzo szczęśliwa, że jest czarownicą.
Po skończonych lekcjach, Adela wróciła do swojego pokoju. Godzina była tak gdzieś przed siedemnastą, więc zabrała się za odrabianie pracy domowej, bo do kolacji zostało jeszcze półtorej godziny. No, więc się wzięła za odrabiane eliksirów. Miała opisać jeden wybrany składnik wszystko o nim, i wszystko o antidotach. Gdy zaczęła pisać, ktoś zapukał do drzwi. Powiedziała żeby ten ktoś wszedł, okazało się, że to był Albert. Zaprosiła go do środka. Zapytał się czy czymś jej nie pomóc. Ona mu odpowiedziała, że tak oczywiście i zaczęli rozmowę: - Dużo masz godzin nauki- powiedział Albert. No tak, dziesięć godzin, siedem dni w tygodniu, zawyżony poziom, na sam koniec wakacji Sumy. No po prostu nie wiem jak sobie poradzę. Czy mogę w ciągu trzech miesięcy zaliczyć pięć lat? Dasz sobie radę. Patrząc na twoje notatki, tematy, które my przerabialiśmy w ciągu pięć lat, ty przerabiasz na jednej lekcji. I tak jest ze wszystkimi przedmiotami. Wiesz, co, odrobimy razem lekcje, a potem pójdziemy polatać. Pomogę ci. Dzięki - odpowiedziała mu. I tak następne trzy kwadranse siedzieli i pisali. Gdy Adela odkładała pióro, Albert złapał ją za rękę. Czuła jego siłę przepływającą na nią. Przysunęli się do siebie i pocałowali. Ich usta musnęły się tak gwałtownie, a jednocześnie tak delikatnie. I w tym momencie weszła Matylda: A ja... To może przyjdę później – powiedziała zawstydzona Matylda i wyszła. O na to zawsze musi przyjść nie w porę – Powiedział Albert i znowu pocałował Adelę. – Matylda! Kolacja już jest. – Odpowiedziała zza drzwi Matylda. I poszli. Po kolacji Adela, Albert i Nicolas wyszli do ogrodu, by polatać na miotłach. Ale jak to się robi? –Zapytała się Adela No, więc najpierw musisz zapanować nad miotłą, a dopiero później możesz na nią wsiąść. – Tłumaczył jaj Nicolas – Jest wiele stylów latania: klasyczny, quiddtichowy i wyścigowy. A co to jest quidditch? To jest gra czarodziejska przypominająca mugolską koszykówkę. Są cztery piłki: jeden kafel, dwa tłuczki i najważniejszy złoty znicz, bo jak się go złapie to koniec meczu. I to jest właśnie moje zadanie.- Opowiadała Albert. To ty w to grasz? Oczywiście, jestem szukającym w drużynie naszego domu. - Kończył Albert. Mogę już lecieć?- Pyta się Adela? Oczywiście - odpowiada jej Nicolas. Adela wzbiła się w górę. Poczuła się wolna. Jak leci to czuje się dobrze? Przeleciała cały ogród na około, minęła się z dziadkiem w oknie. Był zdziwiony jak zobaczył jak ona śmiga. Później ścigała się z chłopakami. Po raz pierwszy poczuła, że ją z Albertem łączy coś więcej niż tylko przyjaźń.
Wakacje mijały coraz szybciej. Więc było coraz mniej czasu do sum. Adela na tydzień przed sumami zaczęła wszystko powtarzać, ( ale i tak wszystko umiała). Więc w końcu nadszedł ten dzień, kiedy je zdawała. Jeszcze nigdy nie czuła się tak zdenerwowana. Wstała jeszcze wcześnie rano, zajrzała do notatek i poszła się ubrać. Gdy schodziła na śniadanie minęła się z Albertem, ale tylko się do siebie się uśmiechnęli. Adela wiedziała, że coś się zaczęło między nimi psuć. To nie było to samo, co na początku wakacji. Albert się po prostu zmienił. Nie była z tego powody zadowolona. Po raz pierwszy maiła w kimś takim oparcie, a tu nagle czar prysł. Może stało się tylko tak, dlatego, że spędzali ze sobą mało czasu, a ostatnio w ogóle się nie widzieli. Ale kiedy zeszli na dół, zobaczyli wszystkich nauczycieli z Hogwartu, zobaczyła swoją babcię i poczuła się lepiej. Po śniadaniu wróciła do swojego pokoju. Przebrała się w strój galowy. Miała już wychodzić, ale postanowiła kątem oka zobaczyć jeszcze zdjęcie swoich rodziców, które dostała od dziadka. Było to czarodziejskie zdjęcie, postacie poruszały się. Widziała na nim uśmiechniętych rodziców. Byli szczęśliwi, widziała to. Wiedziała, że zdjęcie było zrobione kilka dni przed śmiercią ich. Po Adeli zaczęła spływać łza. Po chwili ktoś zapukała do drzwi, Adela odpowiedziała, że już idzie. Ale ten ktoś znowu zapukał. No to powiedziała proszę. Do pokoju wszedł Albert. Ostatni raz tutaj był jakieś półtora miesiąca temu, więc się zdziwiła. Albert zaczął rozmowę: Wiesz, co, przyniosłem ci coś na szczęście. Mój długopis, którym ja pisałem sumy, mi też przyniósł szczęście, to długopis mojego taty.- I podał jej. Dzięki. –Odpowiedziała- Zaraz muszę iść. A co ty płakałaś? No tak trochę- odpowiedziała, a Albert podszedł do niej bliżej i dotknął ręką jej twarzy i wytarł jej łzę.- Wiesz jak to nie mieć rodziców. No tak. Strasznie przykro.-Powiedział, a Adela się do niego przytuliła. Odprowadzisz mnie?- Zapytała się i zbliżyła twarz do jej twarzy, która i tak była już blisko. No tak oczywiście, ale najpierw muszę coś zrobić.- I pocałował ją jak nigdy jeszcze nikogo nie całował, jak jej nie całował. To był długi, pulsujący pocałunek.- Nie mogłem sobie odmówić. Też na to czekałam.- I odpowiedziała mu tym samym.- Ale teraz już muszę iść na dół. I poszli. Przy schodach już ją zostawił, dalej już nie mógł jej odprowadzić. Najpierw zdawała obronę przed czarną magią. Gdy usiadła w ławce poczuła się gorzej. Jeszcze nigdy tak się nie bała. Ale gdy zobaczyła pytania, to strach uciekł. Pytania z obrony przed czarną magia były łatwe( według niej)na przykład: jak jest formuła zaklęcia..., Jaki trzeba wykonać ruch różdżką?...Gdy wyjrzała przez okno, zapomniała się. Zobaczyła Alberta jak gra z Nicolasem w Quidditcha. Adela uśmiechnęła się do niego, a on odwzajemnił ten uśmiech. Wróciła do pracy. Gdy skończyła egzamin z obrony przed czarną magią, następnie zaczęła egzamin z eliksirów, później transmutacji, a na sam koniec dnia zaklęcia i uroki. Na drugi dzień zdawała historię magii, wróżbiarstwo, opiekę nad magicznymi stworzeniami astronomię. Po tych trudnych dniach Adela tylko odpoczywała. Całe dwa miesiące harowała, więc ten odpoczynek jej się należał. Gdy wstała z łóżka zeszła na dół na śniadanie. Zobaczyła dziadka: Cześć dziadku! Są już wyniki? –Zapytała Adela. Nie jeszcze nie. A co ty tak wcześnie wstałaś?- Zapytała się dziadek.- Przecież są wakacje, a ty miałaś je szczególnie ciężkie. Powinnaś odpoczywać. No tak masz rację dziadku, ale tak długo lenić się to też nie dobrze. Pójdę zjeść ssniadanie i na spacer na dwór. Widać, że jest ładna pogoda. To idź. To do zobaczenia... A i jeszcze jedno... Słucham. Za tydzień jest wielki bal u nas w zamku w Genevie. Będą wszystkie szlacheckie rodziny i nie tylko. Może kogoś poznasz? Naprawdę? Taki bal królewski? No tak. Co roku jest robiony, i zawsze o tej samej porze: w ostatni piątek wakacji? To już wiem, czemu zawsze na koniec wakacji rodzice wyjeżdżali z wami.- Odpowiedziała i zaczęła się śmiać. Po skończonym śniadaniu Adela wyszła na dwór, na spacer. Przeszła się do ogrodu. Nie widziała od wczoraj Alberta, więc zastanawiała się gdzie on jest. Zauważyła, że od jakiegoś czasu jest inny, że się zmienił. Wcześniej spędzali ze sobą dużo czasu, a po sumach tylko na kolacjach. Czuła, że coś jest nie tak. Zobaczyła jak siedział sam pod drzewem, widać było, że coś go trapi. Podeszła do niego: Cześć – podeszła bliżej do niego. Cześć – odpowiedział i wstał, żeby się z nią przywitać. Wstał i pocałował ją, a potem przytulili się do siebie. Adela zaczęła rozmowę: Wiesz tęskniłam za tobą. - Powiedziała - Ostatnio nie mieliśmy dla siebie za dużo czasu. Fakt. Ale chyba może sobie teraz to wynagrodzić- zaczął ją całować, a potem objęli się. Wiesz, musimy porozmawiać. Więc?- Odpowiedział. Wiesz od pewnego czasu, no od jakiś dwóch tygodni zauważyłam, że zmieniłeś się od czasu, kiedy się poznaliśmy... Nie rozumiem Chodzi o to, że jesteś naprawdę jakiś inny. Widać, że coś trapi. Mnie możesz powiedzieć o wszystkim... Słucham?! Jak możesz tak mówić? Że ja się zmieniłem. Ja sobie po prostu nie mogę wybaczyć tego, co się stało. Nie mogę sobie z tym poradzić. Że ja jestem jakiś inny... Wiesz, że nie o to mi chodzi… Nie mam nikogo na świecie, prócz Matyldy i Nicolasa… Też nie mam rodziców, i też mi jest z tym trudno nie tylko tobie… Ale ty masz dziadków, masz pieniądze, będziesz królową. A ja jestem najstarszy z rodzeństwa i to ja muszę zapewnić im wszystko... A na mnie poluje Voldemort i śmierciożercy i chcą mnie zabić, dziadków i wszystko przejąć No tak ja nie mogę się do ciebie porównywać, wasza wysokość. Jak możesz, myślałam…- zaczyna płakać- nie ważne co myślałam. I pobiegła z płaczem do domu. Albert nie wiedział, co zrobić. Pierwszy raz doprowadziła dziewczynę do płaczu. Myślał tylko, jakim jest dupkiem i, że zawsze wszystko musi spieprzyć. Żałował tego, co powiedział. Nie wierzył, że tak jej powiedział. Zaczął biec za Adelą: Adela poczekaj, nie chciałem ci tego powiedzieć, proszę poczekaj- bieg dalej- Adela proszę. Zostaw mnie w spokoju. – Krzyczała- nie rozumiesz.- Wbiegła w końcu do domu. Poczekaj. Nie zdążył, już była w środku. I on też wbiegł do środka, ale niestety nie zastał jej w holu. Na schodach stała Matylda, więc się jej zapytała czy nie widziała Adeli. Powiedziała, że biegła do swojego pokoju. Gdy stał przed jej drzwiami, zapukał, ale Adela nic nie powiedziała. Zapukał drugi raz Adela powiedziała tylko: Zostaw mnie. Idź z stąd! Nie odejdę, wpuść mnie. Nie rozumiesz, że nie będę z tobą rozmawiała. Nie chcesz nie wpuścić to sam wejdę: Alohomora- wypowiedział to tylko a drzwi same się otworzyły. Czemu tu wszedłeś? Przepraszam cię, za to, co powiedziałem. Już nie mogłem tego wytrzymać. Po prostu wybuchłem. Ale nie musiałeś tego mówić. To, że tu jestem, to, że dziedziczę koronę. To nie jest ważne. Wiem, przepraszam cię. Strasznie mi wstyd.- I podchodzi do Adeli- Naprawdę tak nie myślałem. Ty wiesz, co ja myślę i co czuję- podszedł jeszcze bliżej i zaczął ją całować. Nigdy się tak jeszcze nie całowali. Ten pocałunek był inny jak przed sumami. Czuć było przepływ miłości. To był pocałunek prawdziwej miłości. Następnie przeszli na lóżko. On położył się na niej i zaczął ją znowu całować... Ale w tej chwili wszedł Nicolas. Stał i patrzył na nich. Był cały w szoku, a Adela z Albertem odskoczyli od siebie jak oparzeni. Albert powiedział: Tak masz rację, to dobry pomysł, żebyśmy zagrali wieczorem w Quidittcha. To cześć. To o osiemnastej. I wyszli obaj z pokoju. Nicolas ciągle był w wielkim szoku: Co ty z nią tam robiłeś? Nic, przecież tylko rozmawialiśmy. Nie jestem głupi, widziałem, że się całowaliście. Gdybym nie wszedł… Gdybyś nie wszedł to do niczego by nie doszło. Wiesz, co… Masz trzynaście lat i gadasz jakbyś znał się na życiu. Ja i Adela wiemy, co robimy, jesteśmy tego świadomi i nikt nas nie musi pilnować. Nie jesteśmy dziećmi. A ty wiesz, że po ciebie kazał i przyjść Antoni? Miał sam przyjść, ale ja za niego to zrobiłem. Uratowałem ci tyłek. Naprawdę? Dzięki. Jesteś wielki. No to idź do niego. I poszedł. Gdy doszedł do gabinetu, zastanawiał się cały czas, po co on go wzywa. Zapukał do drzwi i wszedł. Atonii siedział za biurkiem i nawet na niego nie spojrzał, tylko od razu zaczął rozmowę: Chyba nie wiesz, po co cię wzywam? No raczej nie. Niedługo kończysz siedemnaście lat, będziesz pełnoletni… Tak za dwa tygodnie… No, więc, chciałbym cię zapytać czy nie chciałbyś mieszkać tutaj, dopóki nie ukończysz szkoły, no a Matylda jest jeszcze mała no i jest jeszcze Nicolas. No, więc? Nie wiem czy powinienem. Nie chciałbym robić problemu. Bardzo chętnie. Czy mógłby pan dać czas odpowiedzi do jutra? Dobrze, oczywiście. To do widzenia. Na drugi dzień Albert poszedł do Antoniego: -Proszę pana- zaczął rozmowę- zdecydowałem się. Bardzo się cieszę, więc jaka jest twoja odpowiedź? Po rozmowie z rodzeństwem zdecydowałem, a raczej zdecydowaliśmy, no, że zamieszkamy, jeżeli nie będzie to stwarzało żadnego problemu. Bo ja nie chce, żebyśmy robili jakiś problem.
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Villemo300
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…