Wróć do katalogu

Mała chmura - grota samotności

dalsza część opowiadania. po dłuższej przerwie coś mnie natchnęło. Mam nadzieję, że będzie choć tak dobre jak wcześniejsze części.

Plewu, opublikowano , 17 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Grota radości, grota samotności.

I znowu nie był bym sobą, gdybym nie próbował zmacać Gosi! - Paweł!! To się robi męczące! - Rzekła zniesmaczona młoda..... - A tam, wcale nie! Nigdy mi się to nie zmęczy. - Odpowiedziałem tak, jakbym nie zauważył jej zniesmaczenia. Ale szybko musiałem przestać błaznować, ponieważ posadzka jaskini była niemiłosiernie śliska. Ponadto nadal bolał mnie cały tył, łącznie z plecami. W odcinku lędźwi, miałem tak sinego krwiaka, że bałem się o jakiś krwotok wewnętrzny. A przy każdym wdechu bolały mnie płuca, ale to była moja stara kontuzja. Tak czy owak przedzieraliśmy się wąskimi tunelami, w górę jaskini, między stalaktytami i stalagmitami. Widok był nieziemski, a szacując długość zwisających stalaktytów, łączących się momentami z podłożem. Oceniliśmy wiek jaskini na jakieś milion lat. Oczywiście, była to ocena czysto amatorska. Grota, do której weszliśmy krętą ścieżką, była wysoka na około dwadzieścia pięć metrów. Jednym słowem - gigant!! Błyszczący sufit wyglądał niczym niebo, z pełnią gwiazd. Zaniemówiliśmy. Gosia chwyciła moją rękę, przytuliła się.... Chwila ciszy.... - To chyba los chciał, abyśmy przebrnęli przez tą jaskinie. - Uśmiechnęła się do nas Kasia, bezpardonowo trzymająca Konia za tyłek. - Jeśli nie los, to szczęście. - Odpowiedziała Młoda. Ja byłem zgoła odmiennego zdania, Łukasz chyba też. Ale kontemplując się chwilą, milczeliśmy. Po co psuć taki wspaniały widok pierdołami…. - Pomyślałem. Nagle!!.... Ciszę przerwał ryk i głośne sapanie!! - Kuźwa! To pewnie jakiś niedźwiedź!! – Wykrzyczał Koń. - Jeśli tak, to lepiej będzie stąd znikać. – Odpowiedziałem półgłosem. Sapanie zbliżało się do nas w zastraszającym tempie. Wiadomo, to coś biegło. Młoda szarpnęła mnie za ramie, wskazując kilka wyjść z groty. Pobiegłem zaraz za nią, nie wiedziałem czy Kati i Łuki byli za nami, nie chciałem się oglądać. Bałem się… Droga którą biegliśmy, na szczęcie nie była tak trudna, jak ta która przybyliśmy do wielkiego pomieszczenia. Po paru minutach biegu zdałem sobie sprawę z tego, że… jestem sam…. - Cholera!! Nawet nie poczułem, kiedy młoda puściła moją rękę! – Zaklnołem w duchu. - Muszę wracać!!....... – Cisza. - Nie, nie mogę!! - Boję się…. – I znowu długa cisza. - Muszę!! A co jeśli to był rozwścieczony niedźwiedź i dopadł któregoś z nich? – Ciągle wałczyłem z własnymi myślami i strachem. - Ale co ja mogę….?? - Może lepiej jeśli wydostanę się z tej przeklętej jaskini i poszukam pomocy…. - NIE!! – Adrenalina wybuchła. - Myśl trzeźwo….. – Upominałem się w duchu. Wracałem około piętnastu minut… było gorzej niż mogłem się spodziewać… - Łukasz… to jest niemożliwe!! – Moja głowa mało nie eksplodowała, ze złości… - …….. – Cisza. - Łukasz powiedz coś!! Cholera!! - Co mam ci kurna powiedzieć?! Zabłądziliśmy! To jest pieprzony labirynt! – Siedział spokojnie na małej skale. - Czyli możemy się tylko modlić, aby dziewczyny były razem, całe i zdrowe. – Odpowiedziałem mu łagodnie i z wiarą w głosie. - A co tu kurde pomoże modlenie! Idziemy! – Powiedział tonem rozkazującym. - Waż na to, że nie jesteśmy jedynymi żywymi istotami tutaj! Musimy uważać! – Powiedziałem z lekkim protestem w głosie. - Wiem, ale bezczynność nic nam nie da. – Wstał i udał się w kierunku jednego z czterech wyjść, z małej groty. Wiernej kopi tej ostatniej. Szanse, że wpadniemy na dziewczyny razem, były małe. To cud, że w ogóle trafiliśmy na siebie. Tunele były zawiłe, miejscami zwężały się. Ale to był jakiś trop, dziewczyny na pewno wiedziały, że niedźwiedź, jeśli jest duży, nie podąży za nimi w taką ścieżkę. Łukasz milczał, ja także. Na końcu tego rozwidlenia, znajdowały się cztery inne. - Łukasz rozdzielmy się. – Powiedziałem niezbyt przekonująco. - I co jak kogoś spotkamy, to będziemy się szukać na nowo? – Spytał ironicznie. - Nie! Ale martwię się o dziewczyny, my sobie rade damy, a Gosia to tak naprawdę beksa. Tylko zawsze udaje twardą i samodzielną. – To go chyba przekonało. - Jeśli jest z Kasią, to już pewnie, są w jamie tego niedźwiedzia…. – Powiedział po czym zamilkł poważny. - Co przez to rozumiesz? – Spytałem zaskoczony. - Kasia, może i jest jak czołg momentami…., Ale w takich sytuacjach nie reaguje racjonalnie. Pewnie położy się i będzie udawać trupa…., A tak wcale się nie robi. - W ogóle jak wy się rozdzieliliście? – Zapytałem - A co za różnica, ok. ja idę w lewo, Ty w prawo. Jak kogoś znajdziesz, to nie szukasz pozostałych, tylko wyjścia. I pamiętaj wzdłuż rzeki. - Tak jest! - Paweł… uważaj. Nie wiem czemu, ale moje szczęście sięgało zenitu. Znaczy się, musiałem się czołgać trzydzieści metrów. Ale jak to bywa, gdzie nieszczęście, tam i nagroda. Moje oczy chyba zwariowały, pomyślałem. Na posadzce leżała naga Kasia!! Powoli, zbliżyłem się. W głowie milion myśli…: - Piękna, cudowna, ahhh te pośladki, - Nie! To nie czas, na takie myśli! Co więcej, co ona u diabła?.. Jakie fajne sutki….. – Nie mogłem się skupić. Po chwili był tylko trzask i ciemno…. Strasznie ciemno….. Znowu się bałem…. I zimno…. - Wstawaj. – Jakiś głos drażnił moje ucho. Ale zrobiło się cieplej, bardzo ciepło. Na mnie leżały nagie: Gosia i Kasia, znajdowałem się u wejścia do jaskini. Od razu poznałem to sklepienie. - Co u licha!!?? – Zapytałem zaskoczony, zarówno dziewczynami jak i miejscem. - Śpisz już dwa dni, bałyśmy się, że oziębniesz…. – Powiedziała Kasia zasłaniając swoje jędrne piersi, ręką. Ale tak nieudolnie, że widziałem całego sutka, z wszystkimi szczegółami. - Ugh…. – Przełknąłem ślinę i starając się opanować podniecenie, powiedziałem. - Ale, ale!! Czy Łukasz nie będzie mieć pretensji??!! - Myślę, że nie musi się o tym dowiedzieć. – Powiedziała zarumieniona Katarzynka. - Poza tym, chyba dobrze, że się Tobą opiekujemy? – Zawtórowała Gosia. - Ale! Ale! Przecież….. – Nie zdążyłem powiedzieć słowa przesada, kiedy Młoda chwyciła moje udo ciepła ręką, przesunęła drugą wzdłuż twarzy i głęboko pocałowała mnie w usta. Na brzuchu poczułem drugą ciepła dłoń, delikatnie mnie drapała. Dreszcze przeszyły moje nagie ciało, podniecenie dobiegało zenitu. Dłoń zsuwała się niżej, za nisko…. Jeszcze chwilkę i sięgnie….. Wstrzymałem oddech. Gosia całowała moją szyję, dokładnie tak jak lubiłem. Wiedziała, ona zawsze wiedziała co lubię. Językiem, delikatnie muskała skórę, wzdłuż żuchwy. Nie wytrzymałem…. Obudziłem się…. Zimno, tak bardzo, zimno….!! Dreszcze, które przeszywały moje ciało, to było odrętwienie po upadku. Obok mnie szara rzeczywistość, spróbowałem wstać. Obojczyk potłuczony, kostka zwichnięta, najprawdopodobniej obite zebra. Każdy oddech to niesamowity ból, ale nie poddam się… - Tylko dlaczego jestem sam? Przecież ratowałem Młodą – zadałem pytanie, w duchu licząc na odpowiedź….. Taką normalną, od żywej istoty. Cisza…………………………………………………. Byłem sam. Zastanawiałem się, ile czasu spałem, czy pozostali są cali i kiedy u licha Wiktor skapnie się, że coś jest nie tak. Ale okoliczności, raczej mi nie sprzyjały. Na Wikiego, nie było co liczyć! On sam i dwie laseczki….. - Fajny tyłek!... Znaczy się strój – krzyknął Wiktor do Ali. - Pajacu jeden!! Wczoraj twierdziłeś, że tylko ja się dla ciebie liczę!! – Powiedziała sfochana Ania. - No bo to prawda, moja Ty gołąbeczko, Ale to nie znaczy, że nie mogę podziwiać piękna tych okolic – jego szczerość rozbrajała, ale złotko nie dało się nabrać. - Ty już lepiej przestań podziwiać te okolice, bo inaczej ja ci kości porachuje!! – Podniesionym tonem odpowiedziała mu sfochana dziewczyna. Dla wyjaśnienia trzeba zaznaczyć, iż w dzień wyprawy. Wiktor spędził noc z Anią, oczywiście zwabiła go ta bielizna…. Albo i opalenizna… Ale to nieważne. Obiecał jej wierność i od jakiś dwunastu godzin są parą. Co jak widać, nie przeszkadzało mu w obcowaniu z naturą. Ale Wiktor, mimo iż dużo mówił, zazwyczaj mało robił. Jego gadka była na poziomie mistrza, ale czyny Kazanowy to raczej poziom ucznia. Dlatego posłusznie zaczął komplementować Ani. - Kochanie, wiesz że ja patrzę na jej tyłek, tylko dlatego, że jak się tak napatrzę, to tak nienawidzę…. Że hej!! - Oj Boże!! Tylko nie cytaty z filmów – odpowiedziała poirytowana. - Czemu ja w ogóle spędziłam z…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych