Wróć do katalogu

Małe Wiedźmy Fragment 1

piszę to

Maurice, opublikowano , 29 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

PIERWSZY

-Proszę! > zrzuć mną o ścianę, > poczekaj popatrz na drzwi > wejdzie Ma, spojrzy, > pokręci tą swoją głową, > Ma moja ukochana. > Tym razem otworzę > butelka zaświeci, > w oknie zgaśnie po nocy > kroczę krok za krokiem kruk za krukiem > nie! wyobraź sobie... > Mała Wiedźma uśnie > przytuli > odejdę > zadrżę > Mała Wiedźma czuwa spojrzy > odbiegnę > usnę... > > rzuć mną o ścianę niech Ma wejdzie, Moja Ma Ukochana > > w połowie > po trawie > kiedy przeczuwamy nie-przeczuwamy > wycofujemy się biegiem raz za razem synka łapie w pół > piłka biegnie w dół > w połowie nie przeczuwamy rzuć mną o ścianę Mała Wiedźmo > razy dwa > w pół Synku biegniesz w dół > Wiedźmo złap mnie w pół > Razy dwa > nie przeczuwając > > > - Chłopaku , przestań kurwa nie o Wiedźmach tyle kurwa mów, mów, > nie gadaj tyle, kurwaaaaa daj spokój, wczoraj... > - Michał chodź proszę! > > -Proszę Cię! Chodź proszę. > Ania, ciągnie go, na siłę. Opiera się jej. Chłopcy stoją tam dalej, > nawołują jeden przez drugiego. > - Hej, Hej kurwa , pierdolony Hej! > - Aniu, zostaw, szepcze, Annna cholera, kurwa jebana mać, kurwa > zostaw!! > - Michał proszę! > - Mała Wiedźma, Wiesz, Maaaała, wiesz ty, Mała kurwa Wiedźmo! > - Przestań !! Jezu przestań, już! Ciągnie go, za sobą, prowadzi psa... > > - Cholera! Jezu co tak świeci. Budzi się. Firanka odsłania się > zakrywa, odsłania. Patrzy i skupia się na tej pierdolonej firance, > kurewskiej baletnicy. > - Jezu czemu tak świeci? Zasłania oczy ręką. Drugą sięga w dół. > Łapie się za brzuch, sprawdza, drapie się przez chwilę, potem niżej, > naprężony, chce mu się lać, zlałby się tu w łóżku. Potem i tak > musiałby wstać, pieprzona pościel wziąć i wsadzić do zmywarki czy > kurwa czegoś tam. > - Anka!, Anka znowu, krzyczy!, ja pierdolę, Jezu. Anka chodź...

Oparł się o parapet, wychylił bardziej dwa pietra w dół - ten skurwysyn znowu pali, dym z pierwszego pietra, naturalnie idzie w górę dym z papierosa wychylił się bardziej , patrzy w dół dostrzega tą jego szarą główkę i wciągnięte ramie raz po raz wracające do ust, zaciągając się papierosem, wydmuchując dym który ulatnia się w górę, drażniąc nozdrza, uderzając

cofa się, odwraca poszukuje szklanki, dzbanka. Ma wylałaby temu skurwielowi cały kubeł na głowę, przypomina sobie. Odgarnia firankę, uchyla bardziej okno, wygina się i jest już w pół nad parapetem. stożek zebranej śliny, rośnie mu w ustach i wysuwa się powoli, opadając , ciężąc w dół. Masz kurwa, tego chciałeś, pluje.

Ma , myślałaby że mógłby ją zostawić Ania podchodzi, czai się, Ania Wiedźma, lecz Ma gdyby wiedziała i rozumiała, to Ma wie, wie Ukochana. Ma spaceruje chodnikami, Ma odwraca się sama i wie Mógłby ją oszukać i kupić Ma Moja Ukochana

Zazwyczaj przypomina sobie te lepsze dni, następnego dnia. Anka wysyła go wtedy do sklepu. Najbliżej ma do Lidla, nie tak znowu daleko aby nie doszedł i nie skręcił gdzieś w bok, nie przepadł na godzinę lub dwie, nie poszukał swojej Wiedźmy w chłopcu lub dziewczynce, która akurat zaprosi go na piwko, do zoo na spotkanie z Małpką Żołądkową. Do Lidla ma właściwie trzy kroki, które codziennie stają się coraz dłuższe, przeciągają się w czasie, dziwnie rozciągają tą przestrzeń dookoła niego. Któregoś dnia, słońce stało już w pełni, ciepło i liście, powietrze dzwoniło na godzinę 13:00, szkoły wysypały się na boisko, chłopcy w spodenkach biegają za piłką, dziewczynki siedzą na ławkach obok, więc idzie tak, zdziwiony że w nocy może być teraz tak jasno.

Na oczy wylała mu się mgła, mleko otaczające źrenice, oddzielające go od odległości. Zapomniał zdjąć soczewki, zresztą i tak stracił orientację w stosunku do czasu w którym je włożył lub w którym ich nie wkładał. Więc idzie tak , oślepiony, te trzy kroki które ma do Lidla, widząc na biało w świetle południa, dziwiąc się tej całej nocy. Jeden, drugi, trzeci... stoi przed drzwiami. Dotarł. Jest.

Patrzy na Ma Zawsze wiedział wcześniej widział można zobaczyć stojąc na górze to co tkwi na dole niby ukryte i pod wieloma względami niejednoznaczne, lecz patrząc uważnie widząc w ten jeden jedyny sposób zobaczy się Zobaczył Ma której nie będzie zanim jeszcze ją spotkał Kiedy ja zobaczy wiedział Ma moja Ukochana ten Suger w mojej krwi w moich żyłach, przyniósł mi obrazy, wyświetlił zdania których jeszcze nie napiszę ale już wiem jak zabrzmią wiedziałem od samego początku

Ma moja Ukochana

Aniu. Wiedźmo. Ty wiesz. Kochaj mnie mimo wszystko - Jesteś upiorny. Nie ty nawet nie wiesz jaki jesteś bo po co Ci ta wiedza. Bierze puszkę zielonego groszku, milknie na chwilę skupiona na opakowaniu, odkłada z powrotem, waha się po czym bierze ją ponownie i wkłada do koszyka. Przez chwile patrzy się na niego, na koszyk i znowu na niego. - Każesz mi spierdalać, ok.! Twoja sprawa kolego, tylko Chryste dotrzymuj swoich obietnic rycerzu, nie przyłaź do mnie, nie dzwoń. Jeśli mam spierdalać to ty spierdalaj tym bardziej. Będziesz jadł sałatkę? -Chyba tak, zrobisz? - Pewnie kurwa, że ci zrobię, zaraz po tym jak mnie przeprosisz- odwraca się i odchodzi w kierunku koszy z chemią gospodarczą, pozostawiając wózek z zakupami pośrodku alejki. - Taak myśli na głos, zaczyna pchać ten wózek za nią obserwując jej ruchy, sposób w jaki przegląda rzeczy, sprawdza ceny, ocenia ich wartość.

W tej chwili czuje się bezpiecznie. Ania która potrafi wybierać. Kataloguje rzeczy, układa, sprawia że rzeczywistość wokół staje się pewniejsza, policzalna. Zastanawia się czy to przypadłość każdej kobiety czy to tylko zdolność właściwa dla tej Małej Wiedźmy. Umiejętność przejścia od jego trzech kroków, które musi pokonać aby dostać się do marketu do jej zwykłego, codziennego robienia zakupów.

Popycha ten wózek za nią, obserwując jak stopniowo wypełnia się produktami.

Pan Pancerny! Mała Wiedźma może ujawnić się w każdej chwili. Nawet w tej nieodpowiedniej kiedy podjeżdżam pod dom córki. Ma ochotę zawrócić Spokojny dom, w cieniu alei. Niedokończony chodnik i porzucona sterta piachu na rogu ulicy. Ale sam przestrzeń uspokaja, drzewa szeleszczą, przysłaniają. Wypielęgnowane żywopłoty, pomalowane bramki. Pieski. - Kurwa gdzie ten czas kiedy wszyscy bali się nas. Teraz tutaj spokojnie, intymny zakątek pobudowany w latach osiemdziesiątych. pamiętasz? Gdzieniegdzie widać jeszcze wielką płytę. Ale to są segmenty. Ma ochotę uciec. Zawracaj, zawracaj, hej! "Daj , daj, bo chcemy, daj Panie Pancerny co chcesz, weźmiemy"

Jest 16:00. Jest ok. Zdążył. Zatrzymuje samochód. Pogłaśnia radio.

"Daj, daj, daj, bo chcemy, daj co masz, łakniemy, gdzie ten czas kiedy wszyscy bali się nas..." Jeszcze chwila, zanim wysiądzie. Mała Wiedźma wykrzywia swoją buźkę we wstecznym lusterku. Śmieje się. Przedrzeźnia.

Mała pewnie już wyczuła. Drepcze z góry na dół, segmentu. Wygląda przez okno na ulice, widzi samochód na podjeździe. Mała szykuje się. "Daj Panie Pancerny coś, Błagamy! Nad ludem swoim po miłuj się, ulituj się, Panie Pancerny" Wysiada. Zatrzaskuje Małą Wiedźmę w środku. Potem tu wróci. Poczeka, poczeka na niego. Podchodzi do furtki, naciska dzwonek. - Cześć tato!

Dla Ani. po pierwsze miał ją prowadzić uliczkami Starówki. Zamknięta brama, łuk który chroni przed wzrokiem tych ciekawych. Zaczyna ją całować. Okręca się. Wymyka. Robi zdjęcie. Wybrukowane, wąskie uliczki, odbudowane po pożarze wojny, cegły zamurowane , okryte wapnem, ucieka. Widzi tylko skos ciała, kosmyk ciemnych włosów. Jak biegnie.

po drugie plaża nad Wisłą, przechodzą, odsłaniając gałęzie, stopy grzęzną w wiślanym pisku, białym mule. Jest duszno, południe. Wierzba gęsto porastająca nabrzeże broni brzegu, odgradza, wije się nie ustępuje. Przechodzą.Na brzegu ta sam rzeka. Nie muszą rzucić się w pław. 30 sierpnia 1944 roku. nie muszą płynąć na drugą stronę. Tak tkwi, tak został. Rzeka . pamięta. Mała Wiedźma odwraca się. Włosy lśni w południe odbijaj słońce, wyłaniają się. Dotyka. Przechyla. Kładzie na piasku...

po trzecie Stara Praga. Bazylika. Są jak turyści chociaż jego ojca ochrzczono tutaj w czasie wojny. Fotografują stare budynki, bramy. Tramwaje. Pochyla się i dotyka szyn rozpostartych wzdłuż tamtej ulicy. Zatopionych w asfalcie. Pies szczeka, odwraca się , widzi stare podwórko, studnie z pogruchotanym śmietnikiem pośrodku. Chwyta ją mocniej za ramię. Ciągnie za sobą. Wchodzą między ściany. Okna, wyższe od tych które zna normalnie. Przeglądają się i patrzą. Zapomnieliśmy że okna mogą patrzeć. Całuje ją. Przyciska do muru. Chowa się. Maleje. Kurczy. całuje ponownie. Dotyka miękkiej wystraszonej piersi. Dwa Miasta. Ma śnią się Dwa Miasta. Ma budzi się rano i milczy. Sen powtarza się. Ma milczy. Kupuję jej słownik do snów. Wertujemy razem kartkę za kartką. lecz nie znajdujemy nic o Dwóch Miastach.

Mówię - musisz napisać to sama inaczej nie dowiesz się

Ma zapisuje słowa niezrozumiałe serpentyny odczytuje szepcze coraz ciszej do siebie samej chyba zaczyna rozumieć Ma Moja Ukochana

Zapytałem- Jedno Miasto dla Ciebie Drugie Miasto dla mnie? Ma Moja Ukochana Po co to nam? Dwa Miasta Ma już wiedziała. Low Man Aleje Jerozolimskie dawno nie świeciły w ten sposób. Słońce ze Wschodu na Zachód przewaliło się wzdłuż, od Placu de Gaulla po skrzyżowanie z Marszałkowską i Rondo. Na początku wyspa z drzewem, palmą, na koniec linia torów i poplątane sygnalizacje świetlne ronda. Idzie, spaceruje tak, choć nie wie czemu, choć jakiś czas temu przeszedł i zawrócił, minął Rotundę, którą ot tamtego dnia już nigdy nie będzie bankiem tylko grobem, tamtych wielu, przechodzi tamtędy , zawraca, idzie teraz znowu na wschód do mostu i jego wieżyczek.

Ulica Marszałkowska z jej szerokością i zapachem spalin i Ale Jerozolimskie którymi nigdy nie przejdzie do Jerozolimy, tylko słońce gnieździ się, wyłuskuje cień z bram, odbija się od witryn, przebłyskuje i zapada, potem znowu kroczy i oślepia. Idzie.

Róg budynku Smyka i Kruczej. Dziecięce marzenia, szerokie zielone okna niczym kwitnące jeziora, u dołu czerwień McDonalda, stoliki, kolejki i przykurczeni, pochyleni nad jedzeniem ludzie. Zatrzymuje się na chwilę, odbija się od wystaw, wielkoformatowych szkieł, okien. Okręca się, odwraca się, przechodzi na druga stronę Alei, znowu idzie w kierunku Świętokrzyskiej. Skrzyżowanie. Nasz mini Sunset Bulwar z palmą oczarowaną, przyniesioną tu z Zaświatów cywilizacji, polaroidu i kolorowych wydruków. Nasze małe Californication. Przechodzi przez jezdnię, staje pośrodku, wyspy. Pamięta kiedyś jeździł autobusami, przecinał De Gaulla, w kierunku Nowego Światu i dalej do Krakowskiego Przedmieścia. Szlak studentów Warszawy. Teraz stoi pośrodku tej dziwnej wyspy.

Szuka Małej Wiedźmy. W ręku trzyma reklamówkę, białą z nadrukiem loga supermarketu. Poskręcany, szeleszczący materiał plastiku w spoconej dłoni. Zaciska i rozluźnia zaraz uścisk. Druga ręka pomaga, i wyciąga. Mała Wiedźma potrafi zaświecić. Zabłysnąć. Zachód biegnący w kierunku Dworca Zachodniego, rzuca ostatni pomruk wzdłuż tej linii, tej kreski przecinającej miasto, pozdrawia , odwraca się w końcu odchodzi. Ostatni rozbłysk na butelce.

-Aniu!- pisze, a może mówi, nie jednak śni tak i plącze- jak mógłbym Cię kochać?

Mała Wiedźma przechyla się do ust, całuje, pozostawia dziwny smak na wargach, piecze. Potem biegnie w dół, w czeluść, popędza Suger, który z początku wolno potem szybciej i szybciej zaczyna krążyć. Całują się znowu. Czuje jak uginają się pod nim nogi lub to ziemia osuwa się w dół, traci swoja pewność i prostotę. Nie można już jej ufać, nie można mówić o zaufaniu którego uczył się gdy miał niecały rok , kiedy stawiał pierwsze kroki Ziemia zgarbiona, kręci się w dół, zanika i pod stopami nie zostawia niczego pewnego. Przywiera do Małej Wiedźmy, Ściska ją mocniej, chce objąć. lecz ona osuwa się, upada. Łapie ją i grozi. Przeklina. Świat to za mało aby mogła odejść.

Patrzymy na drzewa z perspektywy naszego małego rozumu. Stoją przed nami, uprzedmiotowia się, ustawiają w kontekstach i pretekstach. Opisujemy je, potem obgadujemy, czasem mierzymy aby w końcu ściąć. Ziemia wygięła swoje plecy w łuk, położyła Go. Ułożyła równo, sprawdziła czy mu dobrze. Spojrzała w kierunku zachodzącego nad dworcem słońca. Pokiwała głową i zaśpiewała, tak mu się zdawało: "Low Man"

Boże, w Którego nigdy nie wątpiłem. Uratuj mnie Boże, Daj mi rękę daj mi znać i postaw na wprost Niech wejdzie Moja Ma Ukochana.

2 Z Anką od samego początku było tak, że w dziwny sposób go irytowała. Może winne temu było jej uczesanie, grzywka opadająca na oczy, wtedy jej twarz stawała się infantylna, bardziej dziewczęca niż powinna. Buzia uczennicy, nie pasująca do ubioru i zachowania. Nic tamtej grzywki nie potrafiło potwierdzić. Zrozumiał to dopiero później, kiedy zapuściła bardziej włosy, ścięła je równo tuż nad karkiem i zaczesywała z przedziałkiem zasłaniając pół twarzy od czasu do czasu tylko, nieświadomie zawijając kosmyki tych ciemnych włosów za ucho.

Weszła do sali w której przyjmował osoby zgłaszające się na wywiad. Projekt przy którym pracował wymagał od niego znalezienia ludzi biegle posługujących się Excelem, opanowanych, lubiących pracę z liczbami, dyspozycyjnych. Szukał jednak osób, które kolumny cyfr mogą traktować jak przygodę z niewiadomą. Sam często przygotowując różne zestawienia, tabele nauczył się patrzeć na liczby nie jak na ciąg funkcji, sztywnych wyliczeń i masy krytycznej 25 tysięcy rekordów upchniętych w kilkanaście arkuszy, lecz jak na ostateczny wynik, zawsze zadziewający swoją oczywistością i prostotą jednej, ostatecznej figury. Dlatego pracował długo z liczbami, o wiele dłużej niż klasycznie wykształceni analitycy, przetwarzający przez osiem godzin pracy setki tysięcy rekordów, gromadzący konstelacje zestawień, wykresów i podsumowań. On szukał ludzi którzy nauczą się rozumieć cyfry tak jak gdyby to były słowa, zawsze i w sposób pewny układające się w zdania.

Poprosił aby usiadła, patrząc przy tym na zegarek, wcale nie przejmując się tym gestem. Ona jednak nie omieszkała mu się zrewanżować odpowiednim komentarzem, co utrwaliło w nim jeszcze bardziej przekonanie, że kolejne 30- 40 minut spędzi z osobą irytującą i zrobi to tylko dlatego, że nie będzie miał odwagi aby pod byle pretekstem po pierwszych pięciu minutach…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych