Mam czternaście lat
.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Mam czternaście lat, to niewiele, mnie jednak wydaje się, że już całkiem sporo. Na dodatek nie opuszcza mnie przekonanie, że jestem już dorosła i mam w pełni ukształtowaną osobowość. Mama mówi, że to nie prawda. To znaczy nie mówi tego tak otwarcie, ja z resztą też nie mówię jej o moim przekonaniu. Za to mam pewne teorie, z których mama się śmieje, mówi, że z nich wyrosnę. Nie sądzę, abym kiedyś z tego wyrosła. To we mnie siedzi i już. „Jak będziesz dorosła i będziesz miała swoje dzieci zmienisz zdanie” upiera się mama. Ustępuję jej, żeby uniknąć kłótni. To znaczy nie, nie ustępuję, skłamałam. Wykłócam się o swoje, aż mama mi ustąpi. „Sama się przekonasz” mówi i wychodzi z pokoju, albo z kuchni, zależy gdzie doszło do spięcia. Czasami mam już wszystkiego dość. Mama twierdzi, że to hormony, że dorastam i przechodzę trudny okres, który w przypadku takiego dziecka jak ja, czyli wychowującego się bez ojca, jest jeszcze trudniejszy. Mama denerwuje mnie używając zwrotu „takie dziecko jak ty”, wiem, że nie chodzi tylko o brak męskiego wzorca w domu, ale także o mój podły charakter. Tak jestem podła, choć mam dopiero czternaście lat. Nie mam też żadnych konkretnych powodów żeby taka być, więc skąd się to u mnie wzięło? Po prostu jest i już. Nie bardzo się tym przejmuję. Jest jednak jeszcze jedna rzecz, którą chciałam przemilczeć, po części dlatego, że niewiele o niej wiem. Bardziej jednak dlatego, że boję się o niej czegokolwiek dowiedzieć. Wolałabym żeby tego nie było, żeby twierdzenie „takie dziecko jak ty” kryło za sobą tylko mój wredny charakter i brak ojca. Niestety tak nie jest. „Zawsze byłaś nienormalna!” krzyknęła kiedyś moja mama i natychmiast pożałowała tych słów, widziałam to w jej spojrzeniu. Potem wyszła i nie odzywała się do mnie przez cały dzień. Wtedy nabrałam pewności, że jest coś, co mama przede mną ukrywa. Taka rodzinna tajemnica. To jednak nie była jedyna sytuacja, która dała mi do myślenia. Już wcześniej nabrałam podejrzeń. Na przykład, pewnej nocy usłyszałam jak mama płakała stojąc nad moim łóżkiem. Udawałam, że śpię, pozwoliłam nawet żeby pogłaskała mnie po głowie czego strasznie nie lubię. Wręcz chorobliwie, nie mogę znieść cudzego dotyku. Nawet mamy. Wydaje mi się, że wszyscy śmierdzą, ze są brudni, obrzydliwi. Tylko nie ja. Pamiętam, że jak byłam dużo młodsza mama zabrała mnie do lekarza, chociaż nie byłam chora. To wspomnienie nie jest zbyt wyraźne. A szkoda. Pamiętam jednak, że byłam wtedy podłączona jakby przyssawkami, albo klamerkami do jakiejś aparatury. Później za to, że wyrządzonymi taką krzywdę mama kupiła mi piękną lalkę, która ułatwiła mi puszczenie w niepamięć niemiłego wspomnienia. Obecnie sytuacja między mną a mamą jest dosyć napięta. Praktycznie się do siebie nie odzywamy. Tylko tak formalnie. Mama mówi „pozmywaj gary” a ja „sama pozmywaj”. Mama płacze i nie mówi już nic. Zmywa. Ja jestem spokojna, nie płaczę. Nie mam powodów. Ta skisła atmosfera ciągnie się już od jakiegoś tygodnia. Mnie to w sumie nie przeszkadza, nie czuję potrzeby rozmowy z mamą. Wszystko zaczęło się od tego, że mama została wezwana do szkoły przez mojego durnego wychowawcę pana Błacha, dla mnie Łacha. Ten pieprzony kretyn cały czas się mnie o coś czepia. Tym razem chodziło o ignorowanie poleceń nauczycielki od biologii, pani Kłaczek. Biedna kobieta podobno aż się przeze mnie poryczała. Swoją drogą to świadczy o jej wyjątkowej wrażliwości, a wrażliwość to podobno pozytywna cecha, pewnie dlatego ja jej nie mam. Pani Kłaczek zrobiła aferę z tego, że oddałam sprawdzian, na którym nie było nawet podyktowanych przez nią pytań dokładnie w momencie gdy skończyła je dyktować i nie zwracając najmniejszej uwagi na jej groźne krzyki wyszłam z klasy. Cóż w tym dziwnego? Tłumaczyłam mamie, że przecież to była ostatnia lekcja a sprawdzian miał trwać godzinę, po co więc miałam tam siedzieć. Strata czasu, który mogłam poświęcić na zdrowy sen, albo ciekawą lekturę. Lubię czytać. Unikam tylko książek narzuconych mi pośrednio przez panią Rzeczkowską, nauczycielkę od polskiego. Wracając jednak do nadgorliwej w kwestii wychowania mojej mamy. Ona sobie wyrzuca moją ignorancję. Jakby to naprawdę była jej wina. Ona nic nie rozumie, ja nie staram się tłumaczyć to i tak by nic nie dało. Mama rozumie tylko to co wykrzyczę jej w nerwach. Inne argumenty serwowane jej na zimno, bez emocji, zwyczajnie wyśmiewa. Nie rusza mnie to. „Nie zdasz do następnej klasy” oświadczył mi ostatnio Łach. Popatrzyłam na niego. Był bardzo przejęty i trochę przestraszony. Jego chuda twarz wydawała się pożółkła i zgniła, jego wąski, długi przypominający za dużą frytkę nos wyglądał jakby za chwilę miał wylać potokiem zielono czerwonych glutów o konsystencji surowego białka, brodawka na jego policzku groziła eksplozją białej lepkiej ropy. Porzygałam się na podłogę, wprost pod jego nogi. Łach wytrzeszczył na mnie oczy. Zaczęłam się śmiać, bardzo głośno, nie mogłam przestać, w sumie nawet nie próbowałam. Właśnie leżę na łóżku i liczę cyknięcia budzika. Nie chcę tego robić, denerwuje mnie to. Mały, kwadratowy, niebieski pierdolony zegareczek, kupiony od śmierdzących Cyganów na targu, na którego rozkaz staję na baczność. Kim ty jesteś żeby mi rozkazywać? Co pieprzony martwy przedmiocie? Biorę go do ręki mam ochotę rzucić nim o ścianę, nie robię tego jednak. Wyjmuję baterie. Zegarek staje. Ogromną satysfakcję sprawiło mi zamordowanie budzika. Dzwoni telefon. „Ida do ciebie” wrzeszczy mama. Podnoszę się i idę do telefonu. „Kornelia” mówi mama, choć wcale nie pytałam. Biorę słuchawkę. - Cześć – mówię obojętnie. - Cześć Ida! – Kornelia jak zwykle niewybaczalnie radosna. Po co ona dzwoni? – Co robisz? - Nic. Co mam robić? - Bo mój tata dostał w pracy dwa bilety do kina, idziemy? - Nie bardzo mam ochotę wychodzić, próbuję osiągnąć nirwanę. - Letarg ci nie wystarczy? SUKA! - No chodź! - Dobra. Gdzie się spotkamy? - Na rynku za piętnaście minut. Wychodzę z domu. - Gdzie idziesz? – brzęczy mama. Ma zacięty wyraz twarzy. - Do kina z Kornelą. Jej ojciec dostał bilety. Mama już nic nie mówi. Kornelia to moja jedyna koleżanka. Czasem mam wrażenie, że o jedna za dużo. Kornelia jest zupełnie inna niż ja, czasem mnie denerwuje, ale i tak ją lubię. Jestem na miejscu. Kornelia macha do mnie z drugiej strony rynku. Podchodzę do niej. Jej grube rude włosy są rozpuszczone, na pyzatych policzkach jak zwykle dwa ogromne rumieńce, jakby ktoś ją porządnie wytrzaskał po ryju. - Nie idziemy do kina – mówi Kornelia. Idziemy do mnie. Jest bardzo podekscytowana. - Ok. tylko po co mówiłaś, że do kina? - A tak. Bałam się, że twoja mama podsłuchuje przy drugim telefonie. - Przecież my nie mamy drugiego telefonu. Poza tym do ciebie też mogę chodzić. - Fakt! Mój błąd. Musze ci coś pokazać. Pokręcona kretynka! Za to ją lubię Weszłyśmy do jej mieszkania. Kornelia zdjęła buty i pobiegła do dużego pokoju. Poszłam
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil 444kinga
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…