MARIO
Mexico City. Szósta rano. Mario zatrzymuje swoją taksówkę na widok kobiety machającej do niego w samym szlafroku.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Zielony garbus zatrzymał się na oznakowanym skrzyżowaniu. Kiedy światło zmieniło się na zielone, skręcił w lewo, włączając kierunkowskaz dopiero po wykonanym manewrze. Za przednią szybą znajdowała się biała, prostokątna tabliczka z napisem LIBRE. Był początek Maja. Szósta rano.
Nawet o tak wczesnej porze, Mario miał włączony mały wiatraczek, przymocowany do deski rozdzielczej jego wysłużonej taksówki. Wiatraczek przypominał rozmiarami zabawkę. Mario nie wyobrażał sobie poruszania się po mieście, bez tego przyrządu. Cichy brzęk wywoływał jedynie efekt placebo. Mario zawsze jeździł z otwartymi na oścież oknami, pozwalając na wolny przepływ powietrza, kiedy na ulicach nie było jeszcze zbyt tłoczno, żeby zdusić jakikolwiek podmuch wiatru.
Tego dnia, Mario był wypoczęty po całym dniu laby, jaki udało mu się wycyganić od swojego szefa. O tak wczesnej porze ulice były jeszcze na tyle puste, drogi na tyle przejezdne, ze Mario pogwizdując sobie pod nosem, w rytm piosenki z radia, uśmiechał się do siebie, zadowolony perspektywą kilkudziesięciu pesos, które miał nadzieje zarobić tego dnia. Dobry humor przyćmił trudy jakie niesie ta praca. Agresywni kierowcy, każdy jeżdżący według własnego widzimisię, nieoznaczone drogi, narzekający pasażerowie stanowiły dla niego odległą przeszłość i przyszłość jednocześnie. Lata pracy w tym zawodzie, wyrobiły w Mario spostrzegawczość i szybkość w podejmowaniu decyzji. Cechy, których mało był świadomy.
Pozytywnie nastawiony, Mario postanowił wybrać się w jedną z lepiej usytuowanych dzielnic w stolicy. Nie była to jeszcze jedna z tych, gdzie domy chowają swoje oblicze za płotem uniemożliwiającym śledzenie z ulicy czegokolwiek co się dzieje wewnątrz. Miejsce to wyróżniało się równymi rzędami domów, stojących jeden koło drugiego, blisko i jednocześnie na tyle daleko od siebie, żeby sąsiedzi nie znali się po imieniu, nawet po kilku latach mieszkania w swoim sąsiedztwie. Poza typowym ułożeniem domów, nie pozostawało wiele więcej do powiedzenia o tej dzielnicy. Zupełnie jak gdyby ktoś zapomniał, ze była to dzielnica Mexico City.
Przejechawszy kilka przecznic, Mario zauważył nagle jakąś postać machającą rękami w jego stronę. W pierwszej chwili zacisnął ręce mocniej na kierownicy, zwalniając do około dwudziestu kilometrów na godzinę, z zaledwie niecałych czterdziestu, które z pewnością nie były stałą prędkością z jaka Mario poruszał się prowadząc swoja taksówkę. Tak się składa, ze akurat w tamtym momencie, szukał paczki papierosów, które - jak mu się wydawało - odłożył do schowka od strony pasażera po prawej stronie. Szukając na oślep papierosów, jego twarz przybrała poważny wyraz. Zmarszczył czoło i pochyli się jeszcze trochę do przodu, dając tym samym sobie większy zasięg w swoich poszukiwaniach. Dokładnie dotykał wszystko co wpadło mu pod rękę, jednak nic nie przypominało paczki papierosów, które chciał wtedy znaleźć. Swojej irytacji dał upust, przeklinając jeden po drugim - co brzmiało jak modlitwa różańcowa - popuszczając tym samym nogę z gazu. Właśnie wtedy, kiedy poruszał się z prędkością nie większą niż dwadzieścia kilometrów na godzinę, pojawiła się postać w długiej sukni, machająca do niego rękami.
Mario był rozdrażniony. W pierwszej chwili przeląkł się, że litania przekleństw, którą właśnie wygłosił - zatracony w poszukiwaniu środka do spełnienia jego zachcianki, z którą obiecał sobie ( i nie tylko sobie) dać spokój za każdym razem kiedy popadał w kłopoty - wywołały wrażenie, że to może sama Guadelupe ukazuje mu się przed oczami, rozjuszona składanymi jej co chwila przez Mario przysięgami, których nigdy nie udało mu się dotrzymać. Czy to możliwe, że oto sama Guadelupe fatyguje się, żeby wyrazić swój gniew i dać Mario nauczkę, za wszystkich świętych, których bluźni i za oddawanie się słabostkom cielesnym jakim jest palenie, i nie tylko, ale nie to miał w tej chwili namyśli? Już miał się przeżegnać i przysiąc na grób swojej matki, oraz różaniec odbijający się raz po raz od przedniej szyby samochodu, który zwisał zaplątany wokół lusterka, imitując słaby dźwięk bicia dzwonów w kościele co niedziele. Dźwięk tak ledwo słyszalny jak religijność Mario było ledwo namacalna w czynach. Już miał się bić w pierś, pięścią tak twarda jak ta, którą zacisnął i oddał cios na twarzy swojego sąsiada, kiedy z kieliszka przelała się tequila, a w sercu Mario została przekroczona granica tolerancji. Bo nic nie mogło usprawiedliwić zmarnowanego trunku. Czyn porównywalny z grzechem, za który ktoś musiał odpokutować. Wtedy przyszła pora skruchy, kiedy Mario przekonany o swoim objawieniu miał obiecać, ze popracuje nad sobą, i postara się zwalczyć swój nałóg, oraz przyrzeknie nie używać słów obrażających kogokolwiek z panteonu świętych, o których miał tylko blade pojecie. Przyrzeczenie, które miał złożyć, miało wejść w życie jak to zwykle „mańana” czyli nie wcześniej niż następnego dnia, kiedy poza „tu” i „teraz” panowała narodowa amnezja. Złudzenie wzrokowe, którego doświadczył Mario, na jego szczęście, było jednak tak ulotne jak powietrze, które to niby wydobywało się z atrapy wiatraczka. Siła podmuchu była tak słaba, ze nawet jeden włos na jego wąsach nie był w stanie się poruszyć.
Poranna głodówka, oraz rozdrażnienie wywołane brakiem nikotyny w organizmie, wyostrzyły jego wzrok i Mario, zamiast samej świętej Guadelupe, dostrzegł nie kogo innego jak kobietę w średnim wieku. To co wziął jeszcze ułamek sekundy temu za tunikę Najświętszej Panienki, okazało się nocną koszulą. Kobieta szła przyspieszonym krokiem, a za nią powiewał rozpięty szlafrok, zamiatając jej kroki stawiane w tempie tak szybkim jak gdyby chciała wyprzedzić teraźniejszość.
Mario zasygnalizował zamiar skrętu, czy to celowo, czy też całkiem przez przypadek, włączając kierunkowskaz, kiedy ręka ześlizgnęła mu się z pokrytej już potem kierownicy. Zamknął szybko schowek, zapominając czego już tam szukał. Kiedy się zatrzymał, przechyli się na stronę…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil beatrix
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…