Martwa I
Wszystko jest stosunkowo szlachetne.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
I On Z okna nie było go widać. Wcale a wcale. A przecież tam leżał, wepchnięty w wyrwę między szóstą a siódmą płytą chodnikową. Przygnieciony ciężarem życia. Ciężarem szpilek wytapetowanych panienek. Podeszwami adidasów zagorzałych biegaczy. Czekał. Cierpliwie. Czekał. Nie na zbawienie. Już nie. Przestał się łudzić. Wczoraj. Ale czekał. Przez siedemdziesiąt siedem minut. Nie mniej. Nie więcej. O ile ratuszowy zegar się nie pomylił. A to było bardziej niż tylko prawdopodobne. Zresztą- czas nie miał w tym momencie większego znaczenia. Liczyło się co innego. On. Podniosła go jednym, delikatnym ruchem ręki. Lewej. Jak się później okazało- od urodzenia była mańkutem. I jak każdy statystyczny mańkut żyła krócej. Tego dnia umyła zęby. Tą truskawkową pastą dla dzieci zakupioną w sklepie na rogu. Z żółtym słonikiem na opakowaniu. Nazwa uciekła mi z pamięci. Ale kiedyś wróci. Wiem to. Nieistotne szczegóły wracają. Zawsze. Tego dnia słodko pachniała. Nie. Nie krwią. Krew nie pachnie. Mam katar sienny. Krew tylko smakuje. Aż. Z intensywnością porównywalną do pragnienia śmierci przez wieloletniego schizofrenika, pachniała życiem. Tę woń zabiorę ze sobą do nieba. Skroploną i zamkniętą szczelnie w piersiówce. Nocą będę otwierać ją na krótką chwilę. Zaciągać się. Ale tylko raz. Jestem oszczędnym człowiekiem. W końcu wspomnienia trzeba pielęgnować. Mimo wszystko. Trzeba. Tego dnia pachniała życiem. Choć może to życie pachniało nią. W takim razie, nie wiem, kiedy był mój pogrzeb. Nikt nie przesłał mi bukietu czarnych róż z podziękowaniem. Za śmierć. Za życie wdzięczności nie trzeba. Padalce. Zrobili to z zazdrości. Cholernej zawiści. Ale nie podzielę się z nimi. Obejdzie się bez kwiatów. I tak są niepraktyczne. Zbyt kruche, by samodzielnie przeżyć. Umrą. A ja nie potrzebuję towarzystwa w umieraniu. Jestem samotnikiem. Są zbędne. Niech sobie sami załatwiają zapach do piersiówki. Nie ma nic za darmo. Takie, kurwa, czasy. Byleby nie była to woń niemyjącejzębów. Jest moja. Reszta mnie nie obchodzi. * Tego dnia nałożyła żółte spodnie. Nie czarne. Nie białe. Tym bardziej szare. Tak jaskrawo żółte, że nie dało się ich przeoczyć. Choćby się chciało. Bardzobardzomocno. On też je zauważył. Uniósł swe jedyne, dwukaratowe oczko. Ku górze. Na dole nie było na co patrzeć. Łupki skalne nie lubiły, gdy obserwowało się je zbyt długo. Warczały. Wpatrywał się w żółć materiału. Intensywnie. Wcale nie myśląc przy tym o słońcu. Mocz był lepszym skojarzeniem. Równie ciepłym. I podobno mającym właściwości lecznicze. Może właśnie to chciała przekazać mijającym przechodniom. Może myślała, że okażą się na tyle błyskotliwi, by zrozumieć. Naiwna. Patrzcie na mnie. Jestem zbawieniem. Uzdrawiam. Jestem. …przez chwilę. Nawet ich dotknął. Chwalił się nocą po tym dniu. Telepatycznie. Mało nie został za to potraktowany kombinerkami. Ale kombinerki pożyczył przyjaciel. Przyjaciel-tylko-od-pożyczania. Na potrzeby remontu. Podobno. Nie twierdzę, że mówił prawdę. Podobno były ciepłe. Jak rozgrzany…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Vinette
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…