Wróć do katalogu

Marysia Maria Zalewska

historia dziewczyny, córki alkoholika, której udało się wygrać z własnym przeznaczeniem... tak na prawdę to opowiadanie o wielu ludziach żyjących gdzieś obok, nawet w sąsiedztiwe i chociaż wiadomo, że istnieją to nie chcemy ich nigdy spotkać...

es., opublikowano , 11 min czytania, 4,7 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Marysia Maria Zalewska

Marysia Zalewska nie była ładna, była zupełnie przeciętna i niczym się nie wyróżniała. Wszystko w niej było przeciętne: włosy, uszy, nos a nawet szary żakiet, który nosiła po mamie. On też niczym się nie wyróżniał. Nie lubiła swojej przeciętności i źle o niej myślała. Od połowy szóstej klasy wierzyła, że jeśli będzie myśleć w podobny sposób, ta obrazi się i raz na zawsze odejdzie dając jej święty spokój. Myślała więc o niej tak źle, jak tylko mogła to sobie wyobrazić. Przeciętność jednak nie odchodziła.

*

Liceum Marysi Zalewskiej za to przeciętne nie było. Było ładne, z ładnymi klasami i ładnymi uczennicami, na których zgrabnie wyglądały ich modne ubrania. Czasami zastanawiała się dlaczego wśród tej wszechogarniającej nieprzeciętności musiała znaleźć się właśnie ona – osoba wypełniona nią po brzegi. Nie chciała iść do tej szkoły, mama powiedziała jednak, że tak będzie oszczędniej – skoro najbliższe liceum znajduje się naprzeciw ich kamienicy, po co szukać innego. Na początku było jej smutno, ale wiedziała, że mama ma rację – powinna pójść tam, gdzie jest bliżej i gdzie można dojść piechotą. „Nie trzeba będzie płacić za bilet i wstawać rano na tramwaj” – myślała, doszukując się pozytywów. Mimo to jednak wstawała zaraz po wyjściu matki, która budziła się wcześnie, bo już o piątej, by kilka minut później biec na autobus, który wiózł ją do podmiejskiej fabryki chemikaliów – nie miała stąd czasu zająć się rano śniadaniem ojca, co nieraz kończyło się awanturą, kiedy ten wracał pijany do domu. Krzyczał wtedy nader głośno budząc i Marysię i jej małą siostrzyczkę, która zaczynała płakać chowając się w kącie ich ciasnego pokoju. Marysia wstawała więc tuż po wyjściu mamy, by zdążyć przygotować ojcu kanapki, nalać herbaty do termosu i wszystko włożyć do czarnej, przetartej torby, którą musiała spakować zawsze przed szóstą – wówczas ojciec nie krzyczał i wychodził na budowę nie odzywając się do niej ani słowem.

*

Po jego wyjściu czytała, niemalże do samego rozpoczęcia lekcji, na które przychodziła tuż przed dzwonkiem. Uwielbiała czytać. Jeśli czytelnia w jej nieprzeciętnym liceum byłaby otwarta do północy, Marysia z pewnością opuszczałaby ją również o tej porze. Zdarzało się często, że po lekcjach przychodziła do biblioteki, by w ciszy oddać się temu, co tak bardzo kochała. Bo Marysia kochała książki. Kochała je nieprzeciętnie, jakby wbrew samej sobie. Czasami pani bibliotekarka pozwalała jej zostawać, kiedy czytelnia była zamknięta i kiedy nie wolno było już w niej przebywać. Marysia siedziała w rogu ogromnej sali, wielkiej jak kilkadziesiąt ciasnych pokoików i w oderwaniu od rzeczywistości chłonęła każde czytane słowo. Kończyła dopiero wtedy, gdy pani gasiła światło przy swoim biurku i odsuwała od niego krzesło. „Pora do domu” – mawiała zdejmując okulary. Nieraz wyobrażała sobie, że pani bibliotekarka jest jej przyjaciółką, której nie miała od czasu, kiedy przeprowadzili się do Łodzi. Wtedy ojciec zaczął pić – odstraszył tym samym inne dzieci, które przestały ją odwiedzać i przestały ją też zapraszać do siebie. Odtąd Marysia została sama – nie miała już żadnych koleżanek i żadnych kolegów. „Tak będzie lepiej” – usprawiedliwiała sytuację. Wolała, żeby dzieci nie wiedziały, że to cały czas trwa, że ma takiego ojca i że jej rodzinie daleko do normalności. Czasami myślała, że normalność ją omija, że to jakiś rodzaj ekskluzywnego towaru, który może jedynie podziwiać zza szyby na wystawie drogiego sklepu. Bo normalność jest dla niej jak drogi przedmiot– niedostępna i nieosiągalna, jak z innego, lepszego świata. Nie pamięta już widoku uśmiechniętej matki, nie pamięta normalnej rozmowy z ojcem a urodzin nigdy nie świętowała. Nawet sobie nie przypomina, kiedy ostatni raz normalnie je obchodziła - z czekoladowym tortem, ze zbyt głośnym „sto lat” i ładnie zapakowanym prezentem. Może w dzieciństwie? W dniu urodzin czasami dostawała od mamy pieniądze - na zeszyty, przybory do pisania albo książki. Siadywały wówczas przy kuchennym stole, na którym od zawsze leżała kraciasta cerata, a którą mama nieustannie wygładzała, jakby unikając jej wzroku, jakby czegoś się wstydząc. Miała przy tym łzy w oczach, których czasami nie mogła powstrzymać. Wielkie, słone krople spływały jej po policzkach, a usta cicho mówiły: „Przepraszam, córeczko... przepraszam...” Marysia nic wtedy nie mówiła. Wycierała mokre od łez matczyne policzki nie pozwalając samej sobie na płacz – wiedziała bowiem, że matka potrzebuje jej wsparcia. Uśmiechała się więc, przytulała ją do siebie i mówiła, że wszystko jest w porządku i że wszystko będzie dobrze, choć w środku coś bolało i mówiło, że wcale tak się nie stanie. Dzień urodzin Marysi odkąd pamięta był więc z tego powodu dziwny, jakby niepodobny do szczęśliwego dnia.

*

Jej codzienność była zatem prozaiczna. Nawet za bardzo. Wypełniało ją wczesne wstawanie, szkoła, biblioteka w tej szkole i pierogarnia, w której Marysia pracowała popołudniami. Ta praca była jej potrzebna. Nie dla siebie jej

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych