Wróć do katalogu

Maskarada

Konstrukcja dramatyczna (tak to określiłem zanim jeszcze napisałem) i groteskowa, powstała w jedną zaledwie nieprzespaną noc, przez co pozostaje niedopracowana, ale nie ingerowałem w nią później, bo wraz ze świtem opuściło mnie natchnienie.

vvv, opublikowano , 34 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Konstrukcja dramatyczna w noc z soboty na niedzielę pisana.

Występują:

1. Osoby: - Pan Picawka - Pan Pipawczyk - Wydawca - Smykałka - Agata - poeci - dziennikarze - ludzie 2. Maski: - Maska wielkiego poety - Maska czcigodnego pana - Maska grafomana - Maski ciećwirza - Maski milionerów (nie występują, ale są bardzo istotne) 3. Inni - Kurtyna - (ewentualnie) publiczność

AKT PIERWSZY I OSTATNI ZARAZEM

SCENA I

/Park miejski imieniem wieszcza narodowego Adama Mickiewicza. Wiosna to chyba, bo wszystko kwitnie. Lekki deszczyk pada, ale nie przeszkadza nikomu. Na ławce siedzi wielki poeta Pipawczyk i popija, bezpośrednio z butelki whisky, bądź inny napój alkoholowy. Wokół niego stoi grupka ludzi (a wśród nich Smykałka), którzy to wzdychają, to pokazują palcami, to zachwycają się jego wielkością niepodważalną. On na nich uwagi najmniejszej nie zwraca, tylko popija (z każdym łykiem bardziej pijany) i wzrok wlepia w butelkę./

WIELKI POETA PIPAWCZYK

Nie potrzeba mi niczego co ziemskie, bom to poznał już wszystko. Moja poezja dalej pragnie wybiegać, przeto popuszczam geniuszu swego wodze!

LUDZIE

Och, ach, ich! Toż to wielki nasz rodak Pipawczyk, we własnej osobie!

LUDŹ 1

Autografów nie daje! Już żem wcześniej prosił.

WIELKI POETA PIPAWCZYK

Na cóż mi chwała i sława i poklask!? Tyś jest celem samym w sobie, najdoskonalszym o jakim śnić można! Tyś mnie poezjo zrodziła, nie z prochu i gliny, ale z Pipawczyków rodu!

/Po tych słowach zaczyna się gibać na boki i ziewać, ale twardo w butelczynę patrzy i na nic uwagi nie zwraca./

Teraz ja zamilknę na chwilę, bo po cóż ja mam dla gawiedzi, słów swych niebanalnych używać, kiedy nie ma kto ich przyjmować. W umyśle swym je pieścić będę, by jeszcze doskonalszymi uczynić i dla siebie samego zachować.

LUDŹ 2

Boli to, żeśmy gawiedź, ale prawda to niestety, prawda szczera. Nie dla nas tacy mówić powinni.

LUDŹ 1

Przeto chociaż patrzmy na niego, jak siedzi. Bo samo to warto w nim podziwiać.

LUDŹ 2

Mam ja wrażenie, że dla nas tu jest. I za taki zaszczyt mu dziękuję!

LUDZIE

Prawda, to prawda. On wielki poeta!

/Wchodzi pan Picawka, na nic nie zwraca uwagi, ni na wielkiego poetę Pipawczyka, ni to na ludzi. Rozmarzony jest jakoś, oczy ma jak z mydła. Staje z boku sceny, twarzą do (ewentualnej) publiczności i recytować zaczyna./

PAN PICAWKA

Dlaczego świat odpływa powoli? Oddech mój zaraz ustanie? Dlaczego tak bardzo to boli? Czy to już teraz się stanie? Dlaczego się nie przedstawiłaś? Nie rzekłaś, że ze śmiercią śpię? trupie swe oczodoły zakryłaś, takim samym trupem czyniąc mnie!

WIELKI POETA PIPAWCZYK

/Na chwilę wzrok od butelki odrywa, zwraca się do Picawki./

Pan z częstochowska widzę rymujesz. Moje to uszy wrażliwe poetyckie tego zdzierżyć nie mogą! Śmierć to pan zostaw lepiej, bo temat ten pana ze wszech miar przerasta!

/Dalej się gapi w butelkę, jak gdyby nic się wokół nie działo, a pan Picawka, też jakby grochem o ścianę krytyki były rzucane, dalej recytuje/

PAN PICAWKA

Może kiedyś naprawię, co jest zniszczone. Mam nadzieję, że życie moje zostanie zmienione. Jesteś tak blisko i jesteś daleko, jak cię nie czuję, to staję się kaleką, bo życie bez ciebie jest takie nudne, bo stale widzieć pragnę oczy twe cudne!

WIELKI POETA PIPAWCZYK

/Ponownie wzrok od butelki odrywa, zwraca się do Picawki./

Banał to! Banał, banał, banał. Takie wierszydła to w przedszkolu są dobre, ale potem się banałem wielkim, obleśnym stają, kiedy wszystko już co w nich zawarte, wymioty jeno powoduje u inteligentnego odbiorcy.

/Dalej się gapi w butelkę, jak gdyby nic się dalej wokół nie działo./

PAN PICAWKA

Patrz, patrz kochanie moje, co mogą zrobić wdzięki twoje. Ze mnie, człowieka wolnego, uczyniły twego poddanego, który wciąż jest załamany, bo pragnie być przez Ciebie kochany.

WIELKI POETA PIPAWCZYK

Panie odejdź pan stąd, bo pan tylko popę niepotrzebną robisz! Zajmij się pan czymś lepiej, a poezję poetom zostaw!

LUDZIE

/Do pana Picawki. Powtarzają jednogłośnie wszystkie słowa wielkiego poety Pipawczyka od ''Pan z częstochowska...'' do ''... wymioty jeno powoduje u inteligentnego odbiorcy''/

WIELKI POETA PIPAWCZYK

/Kompletnie już pijany i zły na towarzystwo Picawki, podnieść się próbuje, co z trudem, ale wychodzi mu w końcu, po kilku próbach.

Przedziera się przez ludzi, którzy go obstąpili i odstąpić nie chcą. Bełkotać zaczyna./

Przepraszam, przepraszam! Miejsce! Miejsce dla wielkiego poety.

/Nagle się potyka o kamień jakiś brukowy, w efekcie czego traci równowagę. Z twarzy spada mu na trawnik maska wielkiego poety, zaś on sam, już jako pan Pipawczyk, zwala się bezwładnie na ziemię z hukiem wielkim. Ludzie, nie wiedząc co robić, gapią się jedynie./

LUDŹ 1

Taki wielki poeta, a tak się schlał! Ale popa!

PAN PICAWKA

/Podchodzi do trawnika i podnosi z niego maskę wielkiego poety. Przygląda jej się zdumiony, nawet trochę zlękniony, ale po chwili zakłada ją na siebie./

LUDŹ 2

Patrzcież wy! Oto jest wielki poeta Picawka!

/Tłum cały podchodzi teraz do wielkiego poety Picawki, dotykają go, proszą o autografy, o błogosławieństwa nawet./

WIELKI POETA PICAWKA

/Zdezorientowany, nie dowierza temu co się dzieje./

Czy wyście już powariowali?!

/Z tłumu wychodzi Smykałka i pada przed wielkim poetą Picawką na kolana. /

SMYKAŁKA

Pan jest wielki poeta! Pan mistrz nad mistrzami!

WIELKI POETA PICAWKA

Ja mistrz...

SMYKAŁKA

Wielkiej czci pan Wydawca, pragnie z wami mówić!

/Wstaje z klęczek, ale za to pokłon bije, zgina się, tak że czubkiem nosa ziemi dotyka./

Niech pan wielki poeta nie odmawia i idzie z moją skromną osobą do niego! On szczodry i dobry i mądry, on pana geniusz rozsławi po globie całym, a i w galaktyce całej pana znać będą i cenić! On jest najpierwszy wśród wydawców i najlepszy! Jak zaufać, to jemu tylko. To nam wszystkim tylko na dobre wyjść może. Żal, by tak wielki mistrz naszego wydawnictwa nie zaszczycił. By było choć jedno miejsce w kraju, gdzie wielkość pańska by nie dotarła!

WIELKI POETA PICAWKA

Przeto chodźmy do tego wydawnictwa, skoro one jedno godne mojej osoby

/Smykałka i wielki poeta Picawka, prowadzony przez niego za rękę, wychodzą./

SCENA II

/Siedziba wydawnictwa artystycznego ''Wieszczuch''. Sala bogato zdobiona złotem i diamentami. Czcigodny pan Wydawca siedzi przy biurku, po prawej stronie sceny, od (ewentualnej) widowni patrząc. Nad nim wiszą ''Topielice'' Witkacego, bądź inny polski, niebanalny obraz. Naprzeciw biurka z czcigodnym panem Wydawcą, stoją poeci, w większości młodzi, w tym Agata, a przede wszystkim wielki poeta Picawka, przed którym bezpośrednio, na znak szacunku i uznania, krzyżem leży na podłodze Smykałka./

CZCIGODNY PAN WYDAWCA

My teraz mamy media i one poezję z dołka nam podźwigną. Nasze wydawnictwo ściśle współpracuje z radiem i telewizornią. Ba! W Internecie nawet publikujemy, przez co szersze mamy grono odbiorców, a i kasy więcej. Wiem ja, że kasą wy się brzydzicie niektórzy, bo myślicie, że ona sztukę prawdziwą zabija. Otóż żadna to prawda jest, bowiem dzięki kasie ma szansę poeta wypłynąć, zaistnieć w wielkim świecie, miast po kawiarniach i spelunach, za nędzne parę grosza się włóczyć.

AGATA

Myślałam, że poeta poezją, nie kasą wypływa.

CZCIGODNY PAN WYDAWCA

Gadaj z babą a ona swoje! Przeto mówię, że żeby poezja kształt swój osiągnęła właściwy, musi mieć za co osiągnąć! Na cóż to poecie wielki talent, skoro on z głodu zdycha prawie? Tak jak bez mamony się dziś nie rozwija football, czy edukacja, czy coś jeszcze, tak i sztuka jej potrzebuje by się rozwijać! Dość już o tym. Po to was wezwałem, by wśród was geniusza znaleźć którego wydam. Ludzie są głodni wielkiego poety, bo dość już mają wzdychania do starych, co to pomarli dawno. Chcą wszyscy nowego mieć wieszcza, co to z tego pokolenia jest i je będzie rozsławiał w przyszłości. Geniusz to musi być na miarę epoki, którego opinia publiczna tak pokocha, jak i doceni!

/Wszyscy się mimowolnie na wielkiego poetę Picawkę spoglądają. /

SMYKAŁKA

/Wciąż leżąc krzyżem./

Jam takiego znalazł!

CZCIGODNY PAN WYDAWCA

/Do wielkiego poety Picawki/

Tyś jest ten, na którego całe nasze pokolenie czeka! Tyś nie tylko naszych czasów, ale i wszechczasów artystą zostać możesz! Tyś arcymistrz, nad arcymistrzami! Mesjasz artyzmu!

/Do pozostałych poetów/

Won! Ja już znalazłem wieszcza jakiego szukałem! Do kawiarni wy dalej, dusze swe dręczyć i męczyć! Was i tak nikt czytać i kupować nie będzie, boście nie warci tego!

/Wszyscy poeci, poza wielkim poetą Picawką wychodzą ze zwieszonymi głowami. /

CZCIGODNY PAN WYDAWCA

Spryciarz z tego mojego Smykałki, że takiego sztukmistrza kultury na ulicy dostrzegł.

WIELKI POETA PICAWKA

W parku. Gdzie jesiony akurat zakwitały, takie same jak przed laty, gdy ci, dla których myśmy potomkami, walczyli by dla nas miejsce na świecie wywalczyć!

CZCIGODNY PAN WYDAWCA

Wydamy ciebie, dziś jeszcze. Lud spragniony jest poetów wielkich. Zresztą dziwić mu się nie można, bo człowiek bez kultury, to jakby bez mózgownicy był! Masz pan jaki tomik przy sobie?

WIELKI POETA PICAWKA

Nie. Jeszczem żadnego tomiku nie napisał.

CZCIGODNY PAN WYDAWCA

To chociaż wiersz jakiś, żeby jeszcze dzisiaj w telewizorni mógł ktoś wyrecytować. Oglądalność duża na pewno późnym wieczorem, bo filmów mało.

WIELKI POETA PICAWKA

Jeszczem wiersza żadnego też nie stworzył. Od niedawna wielkim poetą jestem.

CZCIGODNY PAN WYDAWCA

To co ja mam kuchnia wydać?! Bo ja to wiem, że najważniejsze dla ludzi tylko to, że pan wielki poeta, że będzie pan w programach występował, przemawiał, że będą wiedzieli ile pan ma dzieci, gdzie mieszka, jak żyje, ale na Boga! Jakiś wiersz pan też im musi pokazać!

WIELKI POETA PICAWKA

Ja wielki poeta, ja przecie improwizować mogę, a powinienem nawet!

CZCIGODNY PAN WYDAWCA

/Dyktafon spod biurka wyciąga i włącza. /

To improwizuj pan w takim razie. Tylko pamiętaj, że w eter to idzie.

WIELKI POETA PICAWKA

/Improwizacja/

Płyńcież moje słowa złotem zabarwione, jak dzwon dźwięczcie przez niebiosa. Płyńcie tak, wolne, gdzie chcecie i pragniecie, w strumień się zlewajcie i uplećcie fosę, niech mnie broni, przed sercem, umysłem, człowiekiem, przed poetami pustymi i błaznami. Samą ja chcę tylko poezję tworzyć, emocjami żadnymi nie skalaną, twardą do granic wszelkich możliwych, czystą przy tym i przejrzystą. Ona was to, ludu mój, na barkach swych zabierze, jako mewa, na ląd zawiedzie, nowy, w słońcu wiecznie błyszczący, na którym imperium niezniszczalne wzniosę, którego żaden kataklizm, ni siła zmieść nie zdoła I trwać tak będzie ono na wieków wieki. Dajcie mi tylko zmrużyć swe powieki.

SCENA III

/Kawiarnia literacka ''Litera'', w starej XVIII wiecznej piwnicy urządzona. Światło tylko ze świec, ale bardzo dobrze izbę oświetla. Przy stolikach siedzą poeci i rozmawiają, piją coś, jedzą. Przy jednym ze stolików wielki poeta Picawka z Agatą rozmawia./

AGATA

Strzeż ty się ''Wieszczucha''. Widziałam jak cię przyjął tam z honorami ten czcigodny pan Wydawca, ale ty się strzeż. Bo jeszcze kiedyś może przyjść czas, że ciebie, jak nas wtedy, wyrzuci i drzwi przed tobą zatrzasnąć każe.

WIELKI POETA PICAWKA

Jakże to? Przecież jam wielki poeta! On improwizacją moją do dziś się zachwyca.

AGATA

Zachwyca się, zachwyca. Ale on i poetę wielkiego, zachwycającego za drzwi wyrzucić potrafi. Teraz on cię wielbi, bo i ludzie cię wielbią. Ale ludzie też jak koło fortuny obrotni bywają i lubią gusta swe zmieniać.

/Wchodzi pan Pipawczyk, w śmiesznym bardzo czarnym fraku, nikomu się nie kłaniając./

WIELKI POETA PICAWKA

/Na stronie do Agaty/

Cóż to za cudak? Znam ja go skądś, ale przypomnieć nie mogę.

AGATA

Jego też się strzeż jak skarbówki! To wielki poeta Pipawczyk, co to całym środowiskiem literackim trzęsie.

WIELKI POETA PICAWKA

Spójrz na jego gębę! Gdzie on wielki poeta? To pan Pipawczyk zwykły, najzwyklejszy.

PAN PIPAWCZYK

/Trząść całym środowiskiem literackim zaczyna. Wszyscy poeci, poza wielkim poetą Picawką trzęsą się, jakby w konwulsjach, albo i gorzej jeszcze. Za to wielki poeta Picawka, stoi jak wryty, z majteczkami suchymi i nawet mu powieka nie drży, co pana Pipawczyka o przerażenie, jak i wściekłość przyprawia./

Czego ty się, miernoto, nie trzęsiesz, kiedy się całe środowisko twoje trzęsie!?

WIELKI POETA PICAWKA

Bo jam jest poeta wielki, twardy niczym diamentowa góra! Ty za to nie jesteś już taki.

PAN PIPAWCZYK

Mą wielkość kwestionujesz robaczku?! Zobacz jak ja nimi, poetami, trzęsę!

WIELKI POETA PICAWKA

Sami się trzęsą, bo myślą że ty wielki poeta! Ale tyś teraz jest nikt prawieże!

/Do poetów trzęsących się./

Hej wy wszyscy! Przestańcie się wreszcie trząść jak idioci! Ja, wielki poeta Picawka, wam to nakazuję!

/Oni od razu trząść się przestają i patrzą dziwnie, to po sobie, to na pana Pipawczyka./

Odtąd tylko na moje zawołanie trząść się będziecie!

PAN PIPAWCZYK

Trząść się osły, matoły, warchoły!

/Pan Pipawczyk widząc, że jego słowa na nich wrażenia nie robią, zaczyna nerwowo twarz swoją obmacywać, każdy szczegół, każdą rysę, zmarszczkę palcami dokładnie badając. W końcu wściekły cały i czerwony na wielkiego poetę Picawkę palcem wskazuje./

Złodziej! Poznaję cię teraz! Tyś to mi w parku maskę wielkiego poety ukradł! Teraz dopiero zauważyłem, ale i tak na policję zgłoszę! Myślałeś, żem pijany był i nie poznam?! A ja byłem pijany, ale poznałem! Złodziej jesteś, złodziej masek, najgorszy ze wszystkich złodziei!

WIELKI POETA PICAWKA

O czym ten człeczyna mówi, i czegoż on mnie, wieszcza narodowego obraża? Przecież mój talent wrodzony, od dziecka w sobie noszę.

PAN PIPAWCZYK

Kłamiesz! Ty moją maskę nosisz, którą to jam kiedyś od czcigodnego pana wydawcy na imieniny w prezencie dostał!

WIELKI POETA PICAWKA

Ludzie, ludzie! Jakże to wy tak dajecie bezkarnie swojego mistrza obrażać!? Już wy przepędźcie z tej kawiarni tego łachudrę!

/Poeci rzucają się z gniewem i oburzeniem na pana Pipawczyka, ten w popłochu opuszcza kawiarnię, zaś oni za nim. Wielki poeta Picawka coś tam mówi po cichu do Agaty, tak że nie słychać w ogóle. Wchodzi Smykałka i od razu do wielkiego poety Picawki przemawia, mimo iż ten z damą mówił./

SMYKAŁKA

Czcigodny pan Wydawca się pragnie z panem natychmiast widzieć.

SCENA IV

/Siedziba wydawnictwa ''Wieszczuch'', tak jak w scenie II, tyle ze przed biurkiem czcigodnego pana Wydawcy już tylko sam wielki poeta Picawka stoi, zaś nad biurkiem obraz inny wisi, jakiś zagraniczny, kiczowaty. Smykałka tym razem krzyżem nie leży, ale u boku czcigodnego pana Wydawcy teraz stoi, z klatką piersiową dumnie wyciągniętą i nosem przesadnie do góry zadartym. /

CZCIGODNY PAN WYDAWCA

Przykro mi, że to mówić muszę, po tym co pan dla nas zrobił, ale my już wydawać pana nie będziemy i mamy nadzieję, że pan naszą decyzję zrozumie i uszanuje.

WIELKI POETA PICAWKA

Teraz wy mnie porzucić chcecie? Gdym ja w najpiękniejszym jest, najowocniejszym okresie twórczości? Jam teraz szczyt sam poezji osiągnął, mistrzostwo absolutne, już takie teraz płodzę improwizacje, że niebo i drzewo zamiera z zachwytu, a wy mnie teraz chcecie od czytelnika odciąć?!

CZCIGODNY PAN WYDAWCA

Kiedy to już sezon się skończył na wielkich poetów! Teraz odbiorcom przejadła się już i znudziła poezja wielka, bo ileż to można ją czytać i gadać o niej?!

WIELKI POETA PICAWKA

Mam miłośników wielkich, którzy będą mnie czytać jeszcze i wielbić!

CZCIGODNY PAN WYDAWCA

Ma ich pan, ale ilu?! Trzech, czterech?

WIELKI POETA PICAWKA

Gdyby choć jeden do mojej poezji klucz znalazł, warto do niego przemawiać!

CZCIGODNY PAN WYDAWCA

Ale przecie pan się już nie sprzedaje w ogóle! Przez miesiąc ostatni jeden pana egzemplarz wykupili, a raczej wykupił, bo to jeden człowiek był!

WIELKI POETA PICAWKA

/Przez chwilę milczy, ale zaraz potem mu piana i ogień zaczyna z ust buchać./

Nie kłam już i nie rzucaj słów zbędnych! Już mnie Agata i oczy na was otwarła. Jam to was przejrzał łotry do szpiku kości, przez wasze mózgoczaszki się przedarł i myśli wasze, obrzydliwe odczytał! Po to jam był wam wielkim poetą, byście mnie sprzedawali, jak lalkę Barbie na wystawce sklepowej! To ja się wznoszę na wyżyny, rzeczywistość wszerz i wzdłuż przemierzam, tylko po to byście mną handlować mogli?!

CZCIGODNY PAN WYDAWCA

Uspokój się pan! Przecież by móc sztukę promować, musimy mieć za co to robić. A jakże, my wydawcy, mamy zarabiać, jak nie na dzieł sprzedawaniu?! Taka to już rola nasza, że rynek śledzić z każdym dniem musimy i wiedzieć, co na topie jest, a co nie w danej chwili i w gusta odbiorcy utrafiać!

WIELKI POETA PICAWKA

To sprzedam się, jak tak chcecie! Ja, wielki poeta Picawka! Pierwszemu co za mnie zapłaci, się oddam nawet na tej wystawce księgarnianej, przeklętej! Oddam się, sprzedam, oddam, tyle że mu wcześniej mordę obiję i tymi pinindzmi co mi zapłaci, mu ją wypcham potem! Niech wie, że artysta też…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych