Wróć do katalogu

Maszynka

Co jest w życiu ważne?

Edddgar, opublikowano , 12 min czytania, 4,8 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Kiedyś zrobiłem sobie taką ciekawą maszynkę. Dwie rączki metalowe, do każdej kabelek, a na końcu kabelka wtyczka. Do kontaktu wtyczka. Rączki przykręcone do ładnej drewnianej podstawki, żeby na stole mogła stać. Stoi w szafie. Jeszcze. Do czego mi ona? Do niczego. Na razie do niczego, może się przydać. Podłączasz toto do prądu i na tych rączkach jest 230 V. Lub więcej, zależy jak podłączyć. Rączki, tym razem własne, moczymy w słonej wodzie i chwytamy te metalowe. Prąd płynie przez dłonie, ręce, prosto do serca. A serce nie lubi takich maszynek. Opisywać nie będę co się dzieje w ludzkim organizmie przy takim podłączeniu, bo to w każdym podręczniku BHP można sobie poczytać. Ważny jest efekt. Śmierć podłączonego. I taka właśnie maszynka, proszę państwa, stoi sobie cichutko w mojej szafie. Sam ją wymyśliłem, sam zrobiłem. Po co? Jak ją robiłem, chciałem od razu użyć, ale stchórzyłem. I dobrze. Gdybym jej użył, nie poznałbym Agi, nie zaznałbym chwili (dziesięciu minut?) szczęścia z którego później tak łatwo zrezygnowałem. Czemu teraz sobie o niej przypomniałem? Myślę o niej od rana. Czy mając świadomość łatwego zakończenia swojego życia łatwiej jest żyć? Czy wyjmę dziś swoją maszynkę? Siedzę sobie teraz na kanapie bezmyślnie przerzucając kanały w telewizorze. W domu pusto. Jak zawsze. Wróciłem tu tydzień temu po dziesięcioletniej tułaczce po świecie za pracą. Tydzień sprzątałem. Dziś już nie mam co robić, więc siedzę i tępo patrzę w telewizor. Dziesięć lat poza domem. Długo? Może krótko? Minęło jak tydzień. Na koncie odłożona niezła sumka, na karku czterdzieści dwa lata i nic poza tym. Wszystko gdzieś zostało po drodze. Zapatrzony w następną coraz to lepszą posadę, coraz trudniejszą pracę, coraz wyższe zarobki żywiłem w sobie jakiś niezaspokojony głód wrażeń gnający mnie z miejsca na miejsce. Łysiejący pan po czterdziestce, wysportowany, a co... Siedzi teraz na kanapie i rozmyśla o swojej starej maszynce. Dziesięć lat temu, wyjeżdżając stąd zostawiłem w tym domu żonę z dwuletnim synem. Obiecywałem im, że zarobię tylko trochę forsy i szybko wrócę. Góra dwa lata. Po dwóch latach były następne dwa i potem jeszcze następne. Pięć razy dwa lata wyszło. I wróciłem do pustego domu. Ale maszynka stała dokładnie tam, gdzie ją zostawiłem. Może dlatego, że nikt oprócz mnie o niej nie wie? Nie mam żalu do żony. Pisała listy, wysyłała zdjęcia, prosiła żebym wreszcie wrócił. Ale nie, trzeba było wypełnić jeszcze jeden kontrakt, dokończyć jakiś projekt. W końcu pocztą dostałem wniosek o rozwód. Podpisałem. Wziąłem pierwszy raz dwa dni urlopu i się upiłem. Sam. Ballantines – podobno najlepsza whisky na świecie. A jaki kac po niej! Wyrzuciłem wszystkie zdjęcia i listy. Podarłem i wyrzuciłem. Nie uroniłem ani jednej łzy, chociaż próbowałem się rozpłakać. Myślałem, że płacz mnie oczyści, ale alkohol zrobił to o wiele lepiej. Adaś, mój syn ma teraz ponad dwanaście lat, a ja nawet nie wiem do jakiej szkoły chodzi. Nawet nie wiem jak wygląda. Ale, o czym tu pisać, wiedziałem czym to się skończy podpisując zgodę na rozwód. Teraz siedzę goniąc swoje własne myśli i pragnąc zabić w sobie poczucie winy. Kupiłem skrzynkę piwa. Cóż z tego skoro po drugim już czuję się pijany. A zostało jeszcze kilkanaście. Do cholery, powinienem zająć się sobą, a nie rozpamiętywać przeszłość, która nie jest już moją przeszłością. Zgubiłem po drodze coś czego tak naprawdę potrzebowałem, zastąpiłem szczęście rodzinne pragnieniem komfortowego życia. Nie tylko swojego, przecież zawsze wysyłałem pieniądze żonie. I co z tego. Ona załatała sobie życie. Kimś, nie wiem nawet jak ten facet ma na imię. To znaczy wiedziałem, kiedyś pisała w liście, ale zapomniałem. Po co mi taka wiadomość? Po co mi wiedzieć, że rolę ojca mojego dziecka zastępuje człowiek który był tutaj, gdy ja wypruwałem sobie flaki w imię... właśnie czego? Teraz przyszedł czas na rozpamiętywanie. W końcu wróciłem, zakończyłem pewien etap w swoim życiu. Czas na coś nowego. Ale co? Nie mam żadnego pomysłu. Maszynkę znalazłem. Stoi przede mną i kusi. Wiem, pisałem, że jest w szafie. Kłamałem. Ale nie darzę jej jakimś specjalnym uczuciem. Patrzę na nią beznamiętnym wzrokiem i wiem, że bardzo kocham życie. Jakiekolwiek by ono nie było. Po co ją wyjąłem? Właśnie, po co? To jedna z tych myśli, które szarżują po mojej głowie i nie daje spokoju. Czego oczekiwałem wracając tutaj? Czego oczekuję od siebie? Musiałem tu wrócić, to mój dom. Pusty, ale dom. Moja przystań. Wiedziałem, że kiedyś tu wrócę. Co prawda miałem wrócić do DOMU, a został tylko budynek. Ale przynajmniej jest gdzie się przespać. No bo gdzieżby indziej zarzucić kotwicę. Myśli, moje myśli. Cały czas wracają do tych dni kiedy razem nie mieliśmy nic. Ale byliśmy szczęśliwi. Kochałem swoją żonę, nie, błąd, wciąż ją kocham. Gdybym nie kochał, przecież nie pisałbym o tym wszystkim, prawda? Otworzę sobie następne piwo. Przeleję do pokalu. Niech mną wstrząśnie. Niech coś zabije, niech coś ożywi. Niech zrobi ze mną coś takiego, co pozwoli mi z odwagą spojrzeć w przyszłość. Chwilowo chociaż. Tak zawsze działał na mnie alkohol. Pomagał na krótką chwilę, pozwalał na odprężenie. Jak dawno tego nie czułem! Wszystko wraca. Całe to zaniedbanie, całe poczucie winy i pustka. Więc trzeba to trochę odgonić od siebie, poczuć się choć przez chwilę KIMŚ. Tak jak to czułem będąc na emigracji. Pojawia się poczucie źle spełnionego obowiązku. Walczyłem o coś co nie było nam potrzebne, to znaczy było, ale w trochę inny sposób. A ja zapatrzony w swoje możliwości dałem się ponieść fali sukcesów, zapominając o tym magicznym ogniu rodzinnym płonącym i ogrzewającym każdego człowieka niezależnie od tego ile ma. Zapatrzyłem się w stan swojego konta. Zapatrzyłem się w możliwość zrobienia następnego remontu, możliwość posłania syna do lepszej szkoły, do kupna

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych