Wróć do katalogu

MATYLDA

Historia dziewczyny która, postanowiła zmierzyć się z żywiołem, którego nie znała i z którym nie mogła wygrać. Sądziła, że poradzi sobie z rolą jaką przyjdzie jej grać. Nie wiedziała jednak, że jej rola już dawno została zaplanowana z drobiazgową pre

inkognito, opublikowano , 17 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Już po raz piąty słuchałem zapisu rozmów z Matyldą i nadal nie znajdowałem pomysłu jak jej pomóc. Jak zwrócić tej niespełna dwudziestoletniej dziewczynie to wszystko, co utraciła, a właściwie zostało jej podstępem odebrane. W moim przekonaniu nie można było z własnej woli rzucić się w żywioł, którego skutków nie jest się w stanie przewidzieć. Tak właśnie było z Matyldą. Postanowiła zmierzyć się z żywiołem, którego nie znała i z którym nie mogła wygrać. Sądziła, że poradzi sobie z rolą jaką przyjdzie jej grać. Nie wiedziała jednak, że jej rola już dawno została zaplanowana z drobiazgową precyzją i jedyne co jej pozostało, to być nieświadomą odtwórczynią. Matyldę poznałem w połowie września. Na początku myślałem, że jest to jeszcze jedna rozpieszczona córeczka bogatych rodziców, która wymyśliła sobie zaburzenia osobowości tylko po to, by spędzić kilka godzin u terapeuty, który oswobodzi jej umysł od tych wszystkich wymyślonych koszmarnych snów. On zainkasuje swoje honorarium, a ona będzie się mogła chwalić wśród przyjaciółek cudownym przywróceniem do świata normalnych. Matylda była jednak inna. Po pierwsze, nie była rozpieszczoną córeczką bogatych rodziców, a po drugie autentycznie potrzebowała pomocy. Na naszym pierwszym spotkaniu spytałem, czy mogę nagrywać nasze rozmowy. Wyraziła zgodę tak, jak by było jej już wszystko jedno, czy to co mówi umrze w otaczającej ją ciszy, czy też przerodzi się w wielki krzyk. Krzyk, który uświadomi tym milionom ludzi, którzy wpatrywali się w ekran telewizora, że oni też ponoszą winę za to co ją spotkało. To przecież dla nich zrobiono ten program, to oni kupowali tanią rozrywkę kosztem czyjegoś losu. W zalegającej mój dom ciszy wrześniowej nocy odsłuchuję jej matowy głos, który bez żadnych emocji opowiada wszystko, co ją spotkało. 14 września. - Jak mam się do pana zwracać? - zapytała Matylda zaciskając dłonie na kubku z kawą. - Tak jak będzie pani chciała. - Dobrze, więc będę mówiła panie Wojtku. - Nie mam nic przeciwko - odpowiedziałem spoglądając na jej szczupłą sylwetkę. - Panie Wojtku, wie pan kim jestem, ale nie wie pan kim byłam i jak stałam się tym kim jestem. Dlatego też chciałabym, aby najpierw wysłuchał pan mojej historii, a dopiero później odpowiedział mi na jedno pytanie: Czy może mi pan pomóc? - Dobrze - odpowiedziałem - Gdy teraz myślę o tym wszystkim, co wydarzyło się w moim życiu w ciągu ostatniego roku to mam wrażenie, że to tylko najbardziej koszmarny sen jaki mógł mi się przyśnić. Kiedy zaś uświadamiam sobie, że to nie sen, to chciałabym śnić o tym co było przed rokiem. Kwiecień w małych miejscowościach jest zupełnie inny niż w dużych miastach. Tu na każdym kroku widać wiosnę, słychać wiosnę i czuć wiosnę. Właśnie w takiej małej miejscowości mieszkałam z rodzicami i dwójką starszego rodzeństwa. Wtedy moje marzenia nie wykraczały poza zdaną maturę. Chociaż coraz częściej zahaczały o studia. Zawsze interesowała mnie sztuka, więc mgliste plany związane ze studiowaniem krążyły wokół ASP. Mój chłopak chciał zostać prawnikiem, tak więc razem uczyliśmy się do matury, a w wolnych chwilach zatapialiśmy się w marzeniach, jak to będzie za kilka lat, gdy będziemy już małżeństwem, ile będziemy mieli dzieci i jakiej rasy będzie nasz pies. Co do planów związanych z dziećmi było to o tyle komiczne, że nawet nam do głowy nie przyszło aby uprawiać seks bez ślubu. Czas matur był dla nas łaskawy i oboje bez żadnych problemów zdaliśmy maturę. Przyszła pora, aby zacząć poważnie myśleć o studiach, ale tydzień odpoczynku po maturach nie był na to właściwym momentem. To właśnie wtedy w jednej ze stacji telewizyjnych ogłoszono nabór do nowego programu. Tak dla żartów oboje wysłaliśmy swoje zgłoszenia, a po tygodniu już żadne z nas zajęte szukaniem uczelni nie pamiętało o tym. Mój chłopak zdał na prawo, ale ja miałam mniej szczęścia. Postanowiłam poświęcić rok na solidne przygotowanie się do przyszłorocznych egzaminów. Panie Wojtku chyba minął już czas przeznaczony na nasze spotkanie - stwierdziła Matylda wciąż trzymając w dłoniach kubek z nietkniętą kawą. - Tak rzeczywiście - potwierdziłem spoglądając na zegar tykający na kominku. - To jesteśmy umówieni na środę - potwierdziłem odprowadzając Matyldę do drzwi. 17 września - Wiadomość o zakwalifikowaniu mnie na kasting do programu była takim zaskoczeniem, że mnie najtrudniej było w to uwierzyć. Wszyscy mi mówili, że powinnam pojechać i chociaż spróbować. Ja nie byłam tego wcale taka pewna. Najbardziej jednak przekonywał mnie mój chłopak. Wiedzieliśmy, że jeśli stanie się tak, że dostanę się do tego programu, to przez trzy miesiące nie będziemy się widzieli. Ale cóż znaczyły trzy miesiące wobec możliwości wygrania bardzo dużych pieniędzy, które zapewniłyby nam doskonały start w dorosłe życie. W końcu stanęło na tym, że pojadę. Na eliminacjach kłębiły się tłumy młodych ludzi. Większość z nich nie miała więcej niż dwadzieścia lat. Pochodzili z różnych zakątków Polski, a z ich zachowania można się było domyślić, że są wśród nich dzieci profesorów, taksówkarzy, górników i rolników. Na początku każdemu z nas wręczono do wypełnienia ankietę. Była bardzo długa i szczegółowa. Niektóre pytania wydały mi się dziwne. Były tam pytania o wyznanie, o to czy jest się dziewicą, czy próbowało się narkotyków i wiele innych. Po wypełnieniu ankiety ponad cztery godziny czekałam na wejście do pokoju, gdzie prowadzono rozmowy indywidualne. Siedziały w nim dwie dziewczyny i jeden chłopak wszyscy niewiele starsi ode mnie. Przejrzeli wypełnioną ankietę, zadali kilka pytań i powiedzieli, że jeśli przejdę do następnego etapu, to zostanę o tym powiadomiona. Po trzech tygodniach powiadomiono mnie, że przeszłam do kolejnego etapu. Znowu była wizyta w Warszawie, ale tym razem ludzi było znacznie mniej, a i rozmowy były dłuższe. Tak było przez pięć kolejnych etapów. Na ostatniej rozmowie powiedziano, że jeśli przejdę dalej to będzie to już półfinał i znajdzie się w nim dwadzieścia osób, które wyjadą na dwutygodniową sesję do Zakopanego. Z tej dwudziestki zostanie wybrana dziesiątka, która weźmie udział w programie. Tym razem znowu miałam szczęście i w połowie sierpnia wyjechałam do Zakopanego. Razem ze mną było tam dziewięć dziewcząt i dziesięciu chłopaków. Dwa tygodnie spędziliśmy na poznawaniu siebie i swoich charakterów, na rozmowach z ludźmi z ekipy. Wyjeżdżając każde z nas otrzymało kopertę, którą mieliśmy otworzyć dopiero po powrocie do domu. Tym samym pociągiem co ja jechał też Adam - jeden z dziesiątki chłopaków. W trakcie naszej rozmowy okazało się, że on także startował na ASP i też się nie dostał. Dlatego też postanowił startować do tego programu. Osiem godzin w pociągu minęły tak szybko, że aż było żal się rozstawać. Jadąc autobusem do mojej miejscowości uświadomiłam sobie, że Adam jest bardzo do mnie podobny. Interesuje nas to samo, jego spojrzenie na rzeczywistość było podobne do mojego. Po przyjeździe do domu pierwszą rzeczą było uroczyste otwarcie koperty. W środku znajdowało się zaproszenie do udziału w programie.

21 września

Program realizowano na żywo w luksusowo wyposażonym domu. Wszędzie umieszczone były kamery i mikrofony, co z początku mnie trochę onieśmielało. Zasady programu były dość proste. Na początku mieliśmy się podzielić na pięć dwuosobowych zespołów. Każde z nas miało napisać na kartce imię osoby, z którą chciało by się być w zespole. Jeśli wytypowana przez nas osoba napisała nasze imię wtedy stawaliśmy się zespołem, jeśli zaś nie kartka trafiała do koszyka, z którego później miano losować pary. Na mojej kartce widniało imię Adama, który także brał udział w programie. Ja miałam pokazać kartkę jako przedostatnia. W trakcie pokazywania karteczek dobrały się już trzy pary, ale Adam nadal był wolny. Przyszła jego kolej i ku mojemu zadowoleniu na jego kartce widniało moje imię. W ten sposób razem z Adamem stworzyliśmy zespół. Nasze zadanie było bardzo proste, ale też niezwykle trudne. Chodziło o to, aby osoby z zespołu jak najlepiej się poznały, ponieważ w trakcie programu miały być organizowane różne testy sprawdzające znajomość drugiej połowy zespołu. Jednak o pozostaniu lub odejściu z programu decydowali widzowie. Być…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych