Wróć do katalogu

Mefisto i Carmen

"Nie moja w tym wina, że jak to bywa w świecie Los z przekory nici gobelin życia plecie."

Ryouko, opublikowano , 21 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Mefisto i Carmen

Postacie:

Carmen - młoda kobieta, impulsywna, nieco romantyczna, ale z pazurem

Mefisto - elokwentny diabeł, elegancki, zabawny, lecz z nutą grozy

Sługa - pomniejszy diabeł

Kandydat I - człowiek

Kandydat II - człowiek

Kandydat III - człowiek

Akcja toczy się w Madrycie początku XIX w. w ogrodzie rezydencji rodziny Carmen.

Akt 1

Scena 1

(Wieczór, ogród, księżyc blisko pełni, w grodzie mozaika światła i cieni. Carmen siedzi samotnie na ławce z gitarą na kolanach. Trąca struny, lecz nie gra melodii)

CARMEN

Nocy ciemna, nocy cicha, Słyszysz jak twa córa wzdycha. W sercu jej pragnienie gości, Nie znać więcej samotności. Mam majątek, mam urodę, Na salonach prym ja wiodę, Wielbicieli tłum mnie gania, Ale żaden wart kochania.

(Odkłada gitarę i wstaje z ławki. W uniesieniu spogląda w księżyc)

Czy się znajdzie chociaż jeden, Piękny, mądry, siebie pewien, Zuch co samym swym spojrzeniem. Ziemię ruszy, wstrząśnie niebem. Och, gdybym z takim mogła złączyć się stadłem. Targu bym dobiła choćby i z diabłem!

GŁOS Z CIEMNOŚCI

(Męski, elegancki, głęboki i niepokojący, ale jednocześnie uwodzicielski)

Czy ja dobrze słyszę? A może mnie słuch myli? Powtórz, moja panno, słowa swe sprzed chwili.

(Dziewczyna rozgląda się próbując przebić wzrokiem ciemność, lecz niczego nie dostrzega)

CARMEN

(Do siebie)

Boże co za głos – jak miód, lecz cierpki. Tu uwodzi, a tam strach mój wzbudza lekki. Rozum mój przezorny krzyczy - uciekaj! Lecz serce urzeczone woła - czekaj!

(Na głos)

Kto mówi? Ktoś ty? Pokaż się w tej chwili! Jeśli nie posłuchasz, noc ci straż umili!

GŁOS

Piękne moje dziewczę, pewna jesteś tego? Widok mój i twarz ma nie jest dla każdego.

CARMEN

Pokaż się cudaku albo straż zawołam. Nawet jeśliś szpetny, formie twej podołam.

(Z cienia wychodzi postać w czerni z twarzą ukrytą pod rondem szerokiego kapelusza. Za wstążką tkwi strusie pióro, lecz całe czarne. Postać zatrzymuje się na granicy światła i cienia, już widoczna w zarysie, lecz jeszcze nie w szczegółach.)

POSTAĆ

Mam podejść bliżej?

(Carmen wystraszona milczy przez chwilę)

CARMEN

Pokaż się, proszę - niechże cię zobaczę. Jeśliś człek uczciwy najście ci wybaczę.

(Postać wchodzi w krąg światła latarni, lecz powoli, z namysłem, aby osiągnąć jak najlepsze wrażenie. Odrzuca połę peleryny za ramię ukazując jej czerwoną podszewkę i elegancki strój pod spodem. Ciągle jednak trzyma głowę opuszczoną, aby ukryć twarz. Zatrzymuje się trzy kroki od Carmen, powolnym ruchem sięga do kapelusza i ściąga go kłaniając się przy tym dworsko. Z rozmachem zamiata strusim piórem po ziemi. Prostując się zakłada kapelusz z powrotem, ale nie ukrywa już twarzy. Carmen patrzy na niego nie mogąc się ruszyć ani wydusić słowa. Oblicze mężczyzny jest piękne i straszne zarazem, wyraźnie nieludzkie.)

POSTAĆ

Tyś wołała - Jam przyszedł. Dotrzymuję słowa, Gdzie jest pragnień ogień tam i ma osoba.

CARMEN

(Trwożnie)

Ktoś ty? Coś ty?

POSTAĆ (Ponownie kłaniając się, ale już bez rozmachu)

Gdzie są me maniery, chyba żem znużony, Mefisto, panienki sługa uniżony.

CARMEN Mefisto - znam ja ci to miano, Historia Fausta - tam cię opisano. Widzę też i dobrze, że przez powściągliwość, Diablim twym urokom winni sprawiedliwość.

MEFISTO

(Oburzony)

Faust to potwarz, żadne arcydzieło! Z czystej złośliwości imię me przejęło.

CARMEN

Skoro tak mówisz, dam ci wiarę na słowo, Jednak muszę wiedzieć co cię tu przywiodło?

MEFISTO

(Uwodzicielsko)

Jam jest sługa życzeń, niespełnionych marzeń, Czarodziej upragnionych zdarzeń. W sercu swym nosisz wielkie pragnienie, Ja oferuję jego spełnienie.

CARMEN

(Coraz mniej przestraszona, za to bardzo zaciekawiona)

Jeśli ci to prawda, jeśli nie łżesz, Czego w zamian chcesz?

MEFISTO

(Z uśmiechem)

Cena ma niewielka, żadna to katusza, Piękna moja Carmen, twoja słodka dusza.

CARMEN

A co oferujesz?

MEFISTO

Trzy szanse na szczęście, trzy oferty spełnienia, Każda szyta wedle twojego życzenia. Lecz bądź rozważna, ten pakt to nie gra, Odrzucisz wszystkich? - I to odpowiedź twa.

CARMEN

(Po chwili namysłu)

Dobrze, przyjmuję. Chcę spróbować losu. Choć słucham serca a nie rozumu głosu. Zgadłeś dobrze – mam wielkie pragnienie. Kiedy wyrazić mogę pierwsze życzenie?

MEFISTO

Choćby zaraz.

CARMEN

(Po krótkiej chwili namysłu)

Słuchaj więc uważnie panie mego losu, Pierwszy kandydat niech będzie bez chaosu, Majętny, spokojny, dobrze urodzony, Hojny i w każdej mierze obdarzony, Piękna miłośnik i świadomy tego, Że piękno nie bierze się z niczego!

(Mefisto gładzi podbródek w zadumie)

MEFISTO

Hojnej miłości pragniesz więc smakować. Dobrze, lecz ostrzegam, los z przekorą lubią kombinować.

(Mefisto klaszcze i usuwa się w cień, chociaż nadal jest obecny. Na scenę wkracza pierwszy kandydat - stary, bogaty, przerysowanie romantyczny. Przysuwa się do Carmen jak w operowej scenie, dziewczyna odskakuje od niego przerażona, ale mężczyzna nic sobie z tego nie robi - podąża za nią.)

KANDYDAT I

(Goniąc piszczącą Carmen wokół ławki)

O piękna pani, różo poranka, Zaszczyć swą łaską losu wybranka. Piękne twe lico, wysmukła kibić, Ach, nieba pragnę ci przychylić!

CARMEN

(Uciekając zrozpaczona)

Niebo mój panie już na ciebie czeka, Lecz nie zemną będzie w nim uciecha. Miłośnik piękna i hojny, się zgadza, Lecz wiek jego podeszły w szczęściu zawadza! Dość tego, Diable przerwij tę hecę, Nim przypadkiem w ramiona jego wlecę!

(Mefisto klaszcze, kandydat zamiera. Wchodzi sługa diabła i zabiera kandydata za kulisy. Carmen zdyszana podchodzi do rozbawionego Mefisto).

CARMEN

(Oburzona)

Cóż to za farsa! Cóż to za kpina! Temu to raczej do grobu godzina! Niż do panny w mym wieku smalić cholewki, I gonić ją, jako parob goni wiejskie dziewki!

MEFISTO

(Z lekką kpiną)

Czemuż narzekasz? Wedle życzenia, Złoto miał, srebro i akt urodzenia. Hojny był również, cóż z tego, że stary, A po tej zabawie jasnym, że był również... żwawy.

CARMEN

(Rzucając Mefisto piorunujące spojrzenie)

Kpisz sobie ze mnie, lecz zasłużenie. Nieostrożne było to życzenie. Muszę to lepiej wykoncypować, Jutro wieczorem chcę znów spróbować. Czekaj tu na mnie w tej samej porze, A dziś niech sen cię dobry zmorze. Dobranoc ci życzę i do widzenia, Ja mam za dużo do przemyślenia.

(Carmen wychodzi. Mefisto stoi przez chwilę sam na scenie patrząc za nią)

MEFISTO

Tobie również dobranoc ma pani, Choć ja nie zasnę - ciekawość mnie trawi, Jakież to cechy mój ptak ognisty, Jutro dopisze do swojej listy.

(Mefisto schodzi ze sceny uśmiechając się figlarnie)

Koniec Aktu I

Akt II

Scena I

(Wieczór następnego dnia, ten sam ogród. Na scenie tylko Mefisto, siedzi na ławce oczekując spóźniającej się Carmen)

MEFISTO

(Do siebie, przyśpiewując znudzony)

Późna już godzina, Czas powoli mija, Piękne dziewczę zwleka, Diabeł sobie czeka.

(Zirytowany)

Ay, caramba, dama się znalazła! Tym czekaniem za skórę mi zalazła!

(Słychać kroki, po chwili na scenie pojawia się Carmen. Mefisto zrywa się z ławki i kłania na powitanie. Carmen idzie dumnie, z chłodną miną. Zatrzymuje się przed ławką, lecz nie siada)

CARMEN

Wybrańcu cieni, panie ciemności, Przychodzę do ciebie dla przyszłej miłości. I wedle umowy, w opłaconej cenie, Pragnę wyrazić me drugie życzenie.

MEFISTO

(Przygląda się przez chwilę dziewczynie i mruczy pod nosem)

Jaka mina dumna, jaki język gładki, Wielce niepodobne to do tej dzierlatki. Gdzież jest piorun w oku, nadąsana mina, Piękna moja panna lalkę przypomina.

(Na głos)

Piękna moja pani, gwiazdo ma wieczorna, Mam szczerą nadzieję żeś dzisiaj przezorna. Masz jasne pragnienie, Wyraź swe życzenie, Lecz baczaj na słowa, Tych już nie odwoła.

CARMEN

(Prostując się dumnie i przybierając wyniosłą minę)

Chcę, by był wysoki, Młody, chmurnooki. Pełne miał kieszenie, I godziwe mienie, Darzył przy tym hojnie, Kochał się upojnie, W romantycznej chwili, Wierszem czas umilił, Znał się na filozofach, Zaczytywał w eposach, I wpadał w natchnienie, Na muzy swej skinienie. Daj mi dziś takiego, A wedle słowa mego, Oddam ci swą duszę, Na wieczne katusze.

MEFISTO

(Mierząc Carmen wzrokiem)

Jaka dokładna, jaka liryczna, W swej wyniosłości aż dramatyczna. Jak sobie życzysz dam ci dziś takiego, Lecz wpierw pomyślę, gdzie sam znajdę jego.

(Chodzi przez chwilę po scenie zamyślony, mamrocze pod nosem. Carmen śledzi go wzrokiem).

Ma być przystojny i romantyczny, Duch jego wzniosły, umysł liryczny. Godna postawa i urodzenie, I równie ważne - pełne kieszenie. Ay, caramba, dobra zagadka, Gdzie ja odnajdę takiego gagatka. Lecz chyba wiem, no przecież, och tak, Ten z pewnością trafi jej w smak.

(Mefisto klaszcze rękami i odsuwa się w cień, lecz nie opuszcza sceny. Na scenę wchodzi drugi kandydat - młody przystojny, o aksamitnym głosie. Ubrany wykwintnie, z notatnikiem pod pachą. Zbliża się do Carmen z ukłonem)

KANDYDAT II

Mój umysł nie wierzy, lecz oczy widzą wszystko, Zdradź mi ma pani, jesteś li Kalipso? Jak Odys wpadłem w więzienie twych źrenic, Los mój przesądzony, nie da się go zmienić.

CARMEN

(Zauroczona)

Piękne to słowa, miłe powitanie, Językiem miłości zgrabnie władasz panie.

KANDYDAT II

Dzięki ci pani, lecz to nie moje słowa, Jeno poetów baroku kwiecista mowa. Ja również tworzę sonety i rymy, Osiągam przy tym poezji wyżyny. Przy mnie Petrarka i Shakespeare są nijacy. Nikt nie przebije efektów mojej pracy.

CARMEN

(Zaskoczona nagłym wybuchem samouwielbienia)

Ciekawam posłuchać tak zacnej poezji.

KANDYDAT II

(Zadowolony otwiera notatnik)

Oto ledwo dzisiaj skończone arcydzieło, Gdy ledwo słońce wstało natchnieniem mnie pchnęło.

(Zaczyna czytać)

„Oda do mego odbicia w tafli srebrzystej, część ósma..."

CARMEN

(Zdziwiona marszczy brwi)

Do siebie?

KANDYDAT II

A czyż jest lepszy temat? Jam jest nie człowiek, jam jest poemat! Liczne me walory, Chwalić jestem skory. Wdzięk, męstwo, uroda, Pierwsza to woda, I ciało atlety, Same zalety!

CARMEN

(Rozgniewana, z sarkazmem)

Jak żyję jeszcze żem nie widziała, Tylu walorów umysłu i ciała. Diable kończ tę farsę, nim wybuchnę, Czuję już jak ze złości puchnę.

(Mefisto klaszcze, kandydat zamiera i zostaje wyprowadzony przez sługę diabła)

CARMEN

(Do Mefisto dysząc z wściekłości)

Pokpiłeś sprawę, życzenie było dobre, Będziesz się za to gotował w kotle.

MEFISTO

(Kłania

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych